25

sie

Uśmiech, moc, fitness, sport!

„Nawet ciebie dopadło!” – w taki mało subtelny sposób podsumowała znajoma moje zgubione w ostatnich miesiącach parę centymetrów objętości. Ano dopadło, bo gdy sukienka oversize staje się obcisła, wiedz, że coś się dzieje. Z bólem serca obcięłam dzienną dawkę ciastek o połowę i zaczęłam trenować z boską Chodakowską (uprzedzając pytania o kontuzje kolan – panuję nad tym!). Dawno temu ćwiczyłam jogę, a tam zbytnio się do stroju wagi nie przykłada. Tu jednak okazało się, że sportowy zestaw jest niezbędny. Nie mam zamiaru zanudzać Was tekstami o motywacji oraz jak zacząć, by nie przestać. Napiszę jedno. Fajne ciuchy dają zaskakująco dużo. Po pierwsze chcesz mieć je na sobie. A jak już masz na sobie, chcesz je wypróbować w akcji. Z kolei gdy już jesteś w akcji, zaczynasz sobie wyobrażać, jak super się będą układać, gdy akcja się powiedzie. Ja akurat ćwiczę w domu, ale domyślam się, że zadawanie szyku na sali gimnastycznej też może działać na wyobraźnię. Siłą rzeczy zaczęłam się przyglądać polskim markom pod tym kątem. I muszę przyznać, że nie jest źle. Mamy jednego rekina, który ubrał w tym roku polską, litewską i słoweńską drużynę olimpijską (mnie też ubrał, dostarczając zestaw motywacyjny – podziękowania dla ptaszków, które wyśpiewały komu trzeba, że zaczęłam ćwiczyć), ale też urocze i ambitne rybki, coraz lepiej zorientowane w terenie. Ciekawi kto, co i jak?

PTNS (6)Fot. Sonia Szóstak

Czytaj dalej

17

sie

Sans

Kolejna premiera u Harel. Dziś przedstawię Wam prace absolwentki MSKPU, Anny Dubińskiej, która w 2014 roku zadebiutowała z marką SANS. Początki były nieśmiałe, pamiętam kilka granatowych elementów wiszących w sklepie NAP przy Mysiej 3. Płaszcz, żakiet, kurtka, wszystkie świetnie uszyte z bardzo przyjemnej miękkiej wełny, tajemnicza metka i lakoniczna informacja, że oto współpracowniczka Macieja Zienia postanowiła zasmakować samodzielności.

SANS SS2016 (11)

Czytaj dalej

16

sie

Małgorzata Salamon

Oto Małgorzata Salamon, absolwentka SAPU oraz… Wydziału Prawa i Administracji w Krakowie. Projektuje od kilku lat i od tych kilku lat obserwuję ją trochę z ukrycia. Widziałam i kraciaste sukienki w stylu retro, i kurtki inspirowane japońskim sukajanem, lecz z rysiami i dudkami zamiast smoków, i bardziej konceptualne formy pokazowe: geometryczne, połyskujące czy obszyte futrem. Projektantka ma na koncie współpracę z graficzką, Katarzyną Dolecińską (rzeczone haftowane zwierzęta), a w najnowszej kolekcji z wrocławską ilustratorką, Ewą Służyńską. Ponadto jest autorką projektu Re-Cover realizowanego wraz z BWA we Wrocławiu, mającego na celu pomoc osobom bezdomnym (o czym za chwilę). Już zimowa kolekcja „Walk with me” wzbudziła moje zainteresowanie ponad przeciętną, ale – jak to zwykle bywa w jednoosobowym zespole  – nie starczyło na nią czasu. Nadrabiam teraz, już, póki jeszcze mamy lato w głowach. Bo „Serenity” jest wiosenno letnia, aczkolwiek pomyślana lokalnie, po polsku, gdzie deszcz, wiatr i szarość doskwierać potrafią nawet podczas najjaśniejszych miesięcy. Równowaga, spokój i kobiecość jako motyw przewodni. Oczywiste? Być może. Natomiast świetnie zrealizowane. Poprzez paletę subtelnych szarości, butelkowych zieleni, bordo oraz czerni i bieli do żółtych i czerwonych akcentów, asymetrycznych falban, wycięć na ramionach i plecach oraz całkiem klasycznych fasonów wędrujemy przez kobiecą szafę a.d. 2016.

Serenity

Czytaj dalej

4

sie

Molehill

Podróże autobusem bywają lepsze niż oglądanie teledysków. Zwłaszcza gdy siedzi się przy oknie. W uszach gra muzyka, a ja oglądam jak zahipnotyzowana szybko mijające obrazki. Tu plakat koncertu, o którym Facebook milczy, tam nowa knajpa do przetestowania plus najważniejsze: ludzie. Ubrani różnie. Już nie oceniam, co zdarzało mi się w początkach tego bloga, gdy wyobraźnię pobudzały zdjęcia Scotta Schumana, tworząc idealistyczną wizję pięknej (i zawsze modnej) ulicy. Nie przeszkadza mi ani atak gimnazjalnych klonów (normalne zjawisko), ani cekiny od rana (jeśli ktoś lubi…), ani nawet dziesięć pań pod rząd w bestsellerowej tunice Zary (hit blogerek!). Bo zawsze w którymś momencie dostrzegam coś, co niweluje wątpliwej wartości doznania estetyczne. Któregoś wiosennego dnia była to ogromna skórzana torba zawieszona na ramieniu drobnej blondynki. Rzecz wyglądała tak dobrze, że wręcz słyszałam, jak wypomina mi własną niewiedzę. Miesiąc później podczas targów HUSH Warsaw znajoma pragnęła zasięgnąć porady w kwestii wyboru torby i zaciągnęła mnie do stoiska pod nazwą Molehill. Odpowiedź nadeszła, a zaniepokojona ambicja odetchnęła z ulgą.

Molehill

Czytaj dalej

2

sie

THE ODDER SIDE

W nadchodzących dniach przedstawię kilka marek, o których jeszcze nigdy tu nie pisałam, choć niekoniecznie są nowe. Bywało, że ich początki mnie nie przekonały, chciałam dać im czas lub po prostu w danym sezonie mnie samej tego czasu nie starczyło. Na przykład przy THE ODDER SIDE miałam wrażenie, że projekty nie wyróżniają się niczym szczególnym, a przynajmniej niczym, co by wybredny gust Harel porwało. Bez większego zainteresowania oglądałam prezentowane na targach koszulki z głębokim dekoltem V i rozkloszowane mini spódniczki w czerni, bieli i różnych odcieniach szarości. Nuda, nic więcej. W dodatku różnie bywało z wykończeniem. Chyba że pechowo trafiłam na kilka egzemplarzy, w których metka trzymała się kurczowo jednej marnej niteczki lub straszył od spodu fantazyjnie splątany overlock. Nie wpadłam tylko na jedno. Żeby to i owo przymierzyć, a dopiero potem wydać opinię. W końcu po wielu miesiącach naprawiłam ten błąd. Po pierwsze miłe zaskoczenie: po lewej stronie wszystko jak najbardziej w porządku. Po drugie: niby proste fasony, a jak fantastycznie leżą! I to na sylwetce, że tak powiem, dość dalekiej od wybiegowej. I po trzecie (sprawdzone po jakimś czasie, bo co zmierzyłam, to kupiłam): marka korzysta z materiałów bardzo dobrej jakości. Jeśli te rzeczy się starzeją, to z gracją i przyjemną powolnością.

THE ODDER SIDE (2)

Czytaj dalej

1

sie

Ready to wear Polish brands? Część druga.

Gdy rok temu pisałam o międzynarodowej inicjatywie Anny Pięty i Magdy Korcz, prócz entuzjastycznych opinii pojawiło się trochę krytyki. Głośno pisało się, że pomysł fantastyczny, że wreszcie świat pozna polskie marki i że wreszcie zrozumieliśmy, że nie mamy się czego wstydzić. Cichym głosem natomiast mruczało, że przecież projekt wcale nie jest nowatorski, że co to za pomoc, skoro każdy musi i tak zapłacić za swoje stoisko na targach oraz – z naszym cudownym narodowym optymizmem – że skończy się to wszystko szybciej niż zaczęło, bo mało kto ma u nas biznesowe podejście. No cóż, muszę rozczarować marudzących państwa oraz zaserwować nieco miłych informacji tym pełnym wiary. HUSH Warsaw International to projekt zaplanowany do końca roku 2018, nie było więc powodów, dla których zeszłoroczny sukces nie miałby doczekać się kontynuacji. Przy wsparciu miasta Warszawy, Instytutu Polskiego w Düsseldorfie oraz WPHI w Kolonii w 2015 roku udało się podpisać siedemnaście kontraktów na sumę 45000€. Rok 2016 to już dwadzieścia pięć zamówień na kwotę o 5000€ wyższą. Zainteresowane kraje? Belgia, Szwajcaria, Chorwacja, Rosja, Wielka Brytania, ma się rozumieć, Niemcy.

HUSH Warsaw International

Na zdjęciu od lewej: Dominika Świętońska, Anna Orska, Anna Pięta.

Czytaj dalej