10

sie

Między słowami

Cóż to był za film! Ludzie wychodzili z seansów zalani łzami wzruszenia, a potem, gdy tylko mieli możliwość odtworzenia go w domowym zaciszu, robili wszystko, by rozszyfrować szept Billa Murray’a – bezskutecznie. To jedna z tych produkcji, którą mogę oglądać wiele razy, a za każdym odkrywam coś nowego. Różowe włosy Scarlett Johansson, karaoke, gry wideo czy zadziwiające posiłki do samodzielnego przygotowania w restauracji, kultowy widok z tokijskiego Hyatta, muzyka na żywo w hotelowym barze, zagubienie i odnalezienie w tej samej chwili. A pośród tych wszystkich historii przepiękne zderzenie także na płaszczyźnie kostiumów. Amerykanka w tenisówkach, szarym swetrze i granatowej budrysówce pozostaje totalnie odporna na uroki japońskiej estetyki. Owszem, przynosi do pokoju ozdoby z sakury, a raz przypadkiem trafia na warsztat ikebany. Ale to wszystko. Niejednokrotnie myślałam, że na jej miejscu nie wytrzymałabym długo w tym, co przywiozłam w walizce i ruszyła na inspirujące poszukiwania dzielnica po dzielnicy. I właśnie tę fantazję urzeczywistniam w drugiej części mojej współpracy ze Starym Browarem.

Główną bohaterkę zachęcam do eksperymentów, podtykam jej pod nos różnorakie kimona: dosłowne i przemycane w detalach. Zostawiam wygodne trampki i dobre słuchawki, podrzucam nieco groszków w stylu Comme des Garcons, oryginalnego Yamamoto i trochę niepokojącej sztuki. Róż peruki przenoszę na wygodną tunikę ESTby eS., skarpetki i klapki z aksamitną kokardą Bizuu. Dorzucam odrobinę ceramiki, żeby nie musiała jeść z plastiku (nie było takiej sceny w filmie, ale mam poważne podejrzenia, że mogłaby się takowa pojawić) oraz maseczki z twarzami zwierząt – dla odprężenia i przywrócenia wiary w to, że życie pięknie jej się ułoży.

Tokio

Zdjęcie: Stary Browar

7

sie

Wonderer

Natura w zupełnie innym wydaniu. Organicznie i ekologicznie – to wiadomo, możemy przestać traktować te informacje jak nowość i temat na pierwszą stronę. Wearso z raz obranej ścieżki nie zejdzie i chwała marce za to. Natomiast prócz szerzenia świadomości i dbania o otoczenie, zawsze liczyła się forma. Tym razem na warsztacie wylądowały zwierzęta, ich umaszczenie, zdolności wtapiania się w otoczenie, dostosowywania się do okoliczności. Nie tylko kameleon to potrafi, choć to on pierwszy przychodzi do głowy. Ryby, które udają koralowce, niewidzialne meduzy, ciężkie do zauważenia patyczaki oraz wszelkie zakamuflowane stworzenia w cętki, pręgi i ciapki przyniosły pretekst do stworzenia kolekcji wielowymiarowej, wielofunkcyjnej i pomalowanej w absolutnie zwariowane desenie. Kamuflaż zaserwowany jest przewrotnie, tak, by wtopić się w radosny, miejski świat, pełen kolorów i lekkiego, wakacyjnego nastroju.

WEARSO WONDERER (23)

Czytaj dalej

1

sie

LOUS Retrospective

Nie wiem, od której sukienki zacząć. Czy od tej różowo karmelowej widzianej na wieszaku w biurze nieistniejącego już sklepu z polskimi markami, TeskoBlog Store, czy może od tej, którą ostatnio zgubiłam podczas wakacyjnych wojaży. Nie pytajcie mnie, jak można zgubić sukienkę, stało się. W chwili mocniejszego porywu tęsknoty chciałam nawet modyfikować plany i jechać na poszukiwania, ale zbyt wiele miejsc pojawiło się na naszej wspólnej drodze, by pamiętać, w którym widziałam ją ostatnio. Sukienka nie byle jaka, bo jedna z najukochańszych, sprawdzona sezon po sezonie, a dzięki pomysłowości projektantki powielona i nabyta w całkiem nowym egzemplarzu i kolorze. Kto z nas nie żałował, że nie kupił czegoś podwójnie albo potrójnie? Najfajniejsze fasony mają to do siebie, że zazwyczaj znikają bezpowrotnie, nawet jeśli sprzedawały się bosko. Takie dżinsy na przykład, wyszukane, wymierzone, perfekcyjne – nic tylko w odpowiednim momencie wrócić po jeszcze. Figa. Nie ma. Bo w ciągu trzech lat (tyle zwykle mi zajmuje doprowadzenie dżinsów do stanu ostatecznego) trzeba było zmienić kolekcję, poza tym badania wykazały, że klientki kochają zmiany, itd., itd. Z drugiej strony gdy marka za wszelką cenę trzyma się danego stylu, zarzuca jej się stagnację, wygodnictwo i przepowiada rychły koniec. Dylematu nie rozwiążemy, natomiast ja bardzo doceniam, gdy raz wypracowany projekt nie przepada. Powtórka z rozrywki w przypadku LOUS nie jest niczym nowym, tym razem jednak ma wydźwięk wyjątkowy, bo podsumowuje pięć lat działalności marki, w niewielkiej kolekcji „Retrospective” łącząc wszystko, co do tej pory było najlepsze i najbardziej charakterystyczne.

LOUS Retrospective

Czytaj dalej

24

lip

Dewoolicious

Jane Birkin – ikona. Śmiało tak o niej piszę, choć nadużywania tego słowa nie znoszę (zwłaszcza w kontekście lokalnych serialowych gwiazdek rozbijanych o kartony). A najlepsze jest to, że ona się nigdy szczególnie nie starała. Jej ambicja nawet nie otarła się o zostanie okrzykniętą „it girl” swojego pokolenia. Inna sprawa, że wtedy tak idiotyczne stwierdzenia jeszcze nie istniały, chwała siłom wszelakim. Jej córka, Lou Dillon, w którymś z wywiadów opowiadała, że mama zawsze z rezerwą podchodzi do takich spraw, trochę się nawet dziwiąc, że to, co nosi, ktoś określa mianem jakiegokolwiek stylu. Banalne to strasznie, ale naprawdę osobowość robi swoje. Jakiś czas temu mój mąż miał okazję z panią Jane pracować, kazałam mu więc szczegółowo relacjonować jej ubiór. Co mi mówił na koniec dnia? „Wyglądała normalnie, po prostu normalnie, jakieś spodnie, jakiś żakiet…”. Z jednej strony nie tego się spodziewałam. Podejrzewam, że gdybym była na jego miejscu, robiłabym notatki. Ale z drugiej przecież właśnie o to chodzi. Żeby strój nas nie zagłuszał, nie dominował. Ona opanowała tę sztukę do perfekcji. Pewnie nawet, skubana, tego nie ćwiczyła. Gdy patrzę na rzeczy, które Roboty Ręczne proponują na lato, przypomina mi się ona tak bardzo, że nie dziwi nawet totalna nowość u marki: wiklinowe koszyki. Jakby były naturalną koleją rzeczy.

Roboty Reczne

Czytaj dalej

20

lip

Cloudmine Tre

Lipiec. Taki moment, w którym przynajmniej pozornie nic się szczególnego u nas w modzie nie dzieje. Co miało się w tematach letnich ukazać, już się ukazało, a tematy jesienne pozostają nienaruszone, bo po co sobie psuć humory powrotem do niskich temperatur i czterech warstw ciuchów dziennie. I o tej porze od trzech lat pojawia się uroczy drobiazg, kwintesencja lata, kilka do kilkunastu elementów stworzonych przez polskie marki dla butiku Cloudmine. Po prostu odliczamy, więc tegoroczna kolekcja po „Uno” i „Due” otrzymała tytuł „Tre”.

Cloudmine Tre

Czytaj dalej

7

lip

Utalentowany pan Ripley

Rok w rok od momentu pierwszej styczności z produkcją Anthony’ego Minghelli mam z grubsza ten sam pomysł na wakacje. Wymaga oczywiście oprawy włoskich krajobrazów, muzyki Charliego Parkera, kawy gęstej jak smoła i szafy filmowej Marge Sherwood. Jeśli jakimś cudem film Wam umknął, najwyższa pora to nadrobić. Zwłaszcza że warunki pogodowe sprzyjają totalnemu wejściu w nastrój. „Utalentowany pan Ripley” może kusić na wielu płaszczyznach. Jude Law. Koniec zdania, bo więcej nie trzeba. Kostiumy przygotowane przez Ann Roth i Gary’ego Jonesa, docenione przez Akademię Filmową (skończyło się tylko na nominacji, co do dziś uważam za grubą niesprawiedliwość), które inspirują po dziś dzień, choć teoretycznie miały odzwierciedlać modę lat pięćdziesiątych i w niej pozostać. Zatem gdy Stary Browar zaprosił mnie do stworzenia własnych propozycji na sezon letni, nie miałam żadnych wątpliwości. Ripley i spółka muszą się pojawić, choćbym miała chodzić po sklepach przez cały dzień i znaleźć trzy rzeczy na krzyż. Poszło znacznie szybciej, okazuje się, że lekki styl włoskich kurortów zagościł wszędzie – w końcu jest niezmiennie wdzięczny i prosty w noszeniu, a przy tym genialnie się prezentuje na Instagramie.

Do sprawy podeszłam trochę na opak, łącząc znajome z filmu fasony, desenie i kolory (fani docenią neonowe kąpielówki) z elementami współczesnymi jak koszulki z napisem czy wracające do łask Adidasy Gazelle. Marge grana przez Gwynteh Paltrow z pewnością doceniłaby luźne koszule stylizowane na męskie (tu kolejno ESTby eS., Zara i Altro by Patrizia Aryton) i rozkloszowane spódnice, z kolei boski Dickie Greenleaf gdyby był kobietą, ruszyłby do Solara po lniany garnitur, a kapelusik „porkpie” zamienił na miękki słomiany z większym rondem. Pozostaje nam niedoceniony Tom Ripley w tych nieszczęsnych neonach, na zawsze odebrałam mu sztruksową marynarkę, wręczając w zamian album o ówczesnym wzornictwie i parę „awiatorów”.

Istotne są kolory: soczyste, ale przełamane bielą lub pastelami. Jedwabne apaszki noszone we włosach, zabudowane kostiumy kąpielowe, które pozwolą nam wyjść poza „barwę wyjściową” (znów odwołanie do scenariusza) i obowiązkowo koszyki. Na zakupy u pięknej, nieszczęśliwie zakochanej Włoszki, zapas martini na łódkę (nazwaną „Bird” na cześć Parkera) albo jakieś zmyślne narzędzie zbrodni. Na zdjęciu brakuje tylko saksofonu i paru winyli. Dlaczego? Nie pytajcie, lećcie oglądać!

Rzym

Zdjęcie: Stary Browar