24

mar

Black Celebration 1986

Znów na czarno i znów w pigułce. Albo kapsułce. Wraz z nadejściem wiosny Ania Kuczyńska serwuje zainspirowane nurtem Nowej Fali ubrania, „radykalnie czarne i magnetyczne”. Nie trzeba być ani dinozaurem, ani nawet szczególnym fanem muzyki, by skojarzyć pewne fakty (przynajmniej taką mam nadzieję). „Black Celebration” jest bowiem jednym z najbardziej znanych albumów grupy Depeche Mode, wydanym właśnie w 1986 roku i od owego roku prawdopodobnie masowo piratowanym na kasety magnetofonowe. Pamiętam starszych kolegów z podstawówki ubranych na czarno od stóp do głów, zostawiających ślad swoich fascynacji w postaci napisów na ścianach i murach. Jedna z koleżanek była szczególnie przejęta, bo jedyny sprej, który udało jej się kupić, miał kolor wrzosowy. W całej dzielnicy pojawiły się więc „depesze” w lżejszym wydaniu i – pechowo dla niej – dalekie od anonimowych. Karę w postaci odebrania na miesiąc skórzanej kurtki przyjęła godnie. „Black Celebration” dla Ani Kuczyńskiej to dopiero punkt wyjścia. Obok zespołu na liście inspirujących osób umieszcza Andrzeja Wajdę, Romana Polańskiego, Krzysztofa Komedę, Tadeusza Łomnickiego i Barbarę Kwiatkowską – Lass. Podróżujemy więc od lat osiemdziesiątych zarówno w przód jak i wstecz, przekładając czarno białe zdjęcia, porównując style, momenty i zwyczaje.

BLACK CELEBRATION 1986 (14)

Czytaj dalej

23

mar

The Dreamer

Jeśli ktokolwiek z Was ma jeszcze wątpliwości, czy dzianina może być zmysłowa, niech tu biegnie czym prędzej i ogląda najnowsze projekty Bereniki Czarnoty. Byliśmy z nią dosłownie wszędzie. Na surfingu w dalekich krajach, wśród plemion tworzących najpiękniejsze maski na świecie, na nartach, zlocie wielbicieli Volkswagena „garbusa”, w Paryżu i na Bali. Różnorodność inspiracji zawsze układała się w przyjemną całość, już z daleka rozpoznawalną. Zauważyłam już jakiś czas temu, że Berenika prowadzi główny wątek, uatrakcyjniając go co jakiś czas i wprowadzając nieduże zmiany. Bo albo trzyma się podobnej gamy kolorów, albo powtarza pewne elementy kroju, a jednak za każdym razem dowiadujemy się o niej czegoś nowego. Dziś jedziemy do Berlina, który został drugoplanowym bohaterem sesji wizerunkowej. Jak tam jest? Modnie, nawet bardzo modnie. I trochę słodko, a trochę seksownie. „The Dreamer”, czyli marzycielka, nieśpiesznie kroczy po mieście, które nigdy nie śpi. Chyba że w niedzielę, opóźniając wyjście na pięciogodzinny brunch.

BER9

Czytaj dalej

22

mar

Cracow Fashion Awards 2017

Co mają w głowach krakowscy studenci? Dystopijne wizje wszechogarniającego smogu, pochłaniającą wszystko szarość, cyrkowe akrobacje przy akompaniamencie delirycznej muzyki, a może folklor odmieniany przez przypadki? Na pewno w młodych umysłach sporo się dzieje, niektóre z wyobrażeń wydostały się na światło dzienne pod pretekstem przygotowania kolekcji dyplomowych. W minioną sobotę odbył się finał konkursu Cracow Fashion Awards, w którym biorą udział dyplomanci Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru. Spośród piętnastu kolekcji finałowych trzy grupy jury (Rada Wysokiej Mody, Rada Mediów, Rada Młodych Projektantów) wyłoniły najlepsze projekty roku oraz przyznały szereg wyróżnień. Tradycyjnie już postanowiłam opisać tu kolekcje niekoniecznie nagrodzone przez jurorów, lecz te, które były najbardziej obiecujące dla mnie – nie tylko klientki, ale przede wszystkim wieloletniej obserwatorki polskiej branży mody. Zresztą na podstawie przyznawanych nagród mogłam po raz kolejny zweryfikować jak bardzo różnie mogą być odczytywane te same prace. Wybór bywa o tyle trudny, że każdy odnosi się do własnych kryteriów. Jedni docenią kunszt wykonania, inni efektowność, a jeszcze inni przedłożą fantazję projektanta nad umiejętności techniczne. Według mnie młody projektant musi być elastyczny, ale żeby to osiągnąć, powinien opanować podstawy. Dlatego niejednokrotnie wybieram kolekcje, która mogą wydawać się wręcz nudne – ale tylko z pozoru. Jeśli już ktoś decyduje się na szaleństwo, muszę widzieć, że ma dobre uzasadnienie, a co za tym idzie, nie próbuje przykryć swoich braków zwariowaną, bezkształtną formą. Zbudować kolekcję na ośmiu sylwetkach – to dopiero wyzwanie. Zamknąć tu trzeba wyrazisty pomysł, zachować spójność, a jednocześnie zaprezentować maksimum umiejętności. A to dopiero początek długiej i – nie ma co ukrywać – ciężkiej, choć pełnej miłych zdarzeń drogi. Nie jest nigdzie powiedziane, że najwyższa punktacja gwarantuje powodzenie. Otwartość na wiedzę, doświadczenia, umiejętność przyjmowania krytyki, a przede wszystkim pracowitość – to się liczy najbardziej oprócz oczywistego talentu. Trzymając mocno kciuki liczę, że niektóre nazwiska będę tu jeszcze nie raz opisywać.

Cracow Fashion Awards

Czytaj dalej

18

mar

Prawdziwe bohaterki

One nie muszą zatrudniać sobowtórów swoich idoli, by zostać dostrzeżonymi, nie kupują obserwatorów na Instagramie i nie nazywają współpracą z wielką marką niczego, co faktycznie nią nie jest. W czasach wielkiej internetowej ściemy pozostają prawdziwymi bohaterkami, które naprawdę udowadniają, że spełnianie marzeń jest możliwe. Areta Szpura i Karolina Słota, czyli Local Heroes – dziewczyny z wizją, które za pomocą prostych i nierzadko naiwnych środków potrafią przekazać całkiem poważny światopogląd. Kocha je cały świat, a noszą największe sławy. Zabawne slogany „too old to die young”, „need vacation from vacation” czy najsłynniejsze „doing real stuff sucks” weszły do kanonu przesiąkniętego nowymi technologiami młodzieżowego świata, a coraz częściej przenikają też do pokoleń nieco starszych, ujmując przekazem i poruszając dziecięcą część każdego z nas. Ulubione bajki i seriale z dzieciństwa, pastelowe ciuchy z zagranicy, wymarzone zabawki, podstawówkowe hity – nawet jeśli nie potrafimy sobie ich wszystkich przypomnieć, dzięki Local Heroes coś zaczyna świtać. Ja wprawdzie nie załapałam się na fascynację Hannah Montana, ale nałogowo oglądałam „Full House”. Gdy ostatnio odnalazłam serial w czeluściach Netflixa, nagle zrozumiałam, jak bardzo styl młodych bohaterek ukształtował połówkę marki, czyli Aretę. U Local Heroes takich smaczków jest mnóstwo, dlatego ogłoszona niedawno współpraca z Disneyem nie zdziwiła ani trochę. Że wzbudziła podziw, to inna sprawa.

Local Heroes Disney (4)

Czytaj dalej

16

mar

Le Brand SS17

Mam wrażenie, że było to całkiem niedawno, tymczasem pierwszą kolekcję LeBRAND, jeszcze nie w sklepie, a w przepięknym studio na poddaszu starej kamienicy w sercu Warszawy, oglądałam trzy lata temu. Spodobała mi się prostota i konkretna wizja marki, paryski styl znamienny dla przemieszczających się zawsze w grupie redaktorek magazynu Vogue i dbałość o wykonanie od pierwszego elementu po ostatni przyszyty guzik. To rzeczy, które nigdy nie wychodzą z mody, chętne do współpracy z wszelkimi tematami na czasie. A z drugiej strony to, że z mody nie wychodzą, wcale nie znaczy, że nie można ich mieć dużo. Nie przypominam sobie sytuacji, w której miałabym na przykład za dużo bluzek w marynarskie paski albo czarnych sukienek. Zawsze znajdzie się miejsce na kolejną, które zwalnia zazwyczaj szybki trend, dmuchany jak balon przez działy reklamy, a potem równie szybko pękający i rozpływający się w przestrzeni. Nadużywamy słowa „klasyka”, tym samym spłycamy, a nawet zmieniamy jego pierwotne znaczenie (nie chcę nawet wspominać o wyrazie „ikona”, potwornie pokrzywdzonym przez świat mody i okolic). Ale akurat w przypadku tej marki jego użycie będzie jak najbardziej uzasadnione.

 

LeBRAND SS17

Czytaj dalej

8

mar

Puzzle Me

Katarzyna Skórzyńska powraca z nowymi pomysłami na wiosnę. To wyraźna reakcja na ciągłe zmiany, które towarzyszą rynkowi mody na świecie, a co za tym idzie, również na naszym niedużym podwórku. Trudno mówić o rewolucji w Polsce, to raczej wykruszanie się ledwo co zbudowanych podstaw (szumnie ogłaszane i bardzo cicho odwoływane kolejne tygodnie mody, ostatnio pożegnanie ze Złotą Nitką), tymczasem projektanci jak byli, tak będą i siłą rzeczy poszukują nowego języka, którym mogliby się porozumieć z odbiorcą. Sezony to rzecz coraz bardziej umowna, globalnie obserwujemy trend „see now, buy now”, czyli umożliwienie zakupów natychmiast po obejrzeniu pokazu czy prezentacji. Choć wydaje się to całkiem logiczne (aczkolwiek dla prasy drukowanej mocno niewygodne), panuje coraz większy bałagan, a jednego rozwiązania wciąż nie widać. Jedna marka więc prezentuje kolekcję na sezon obecny, inna – na kolejny. W kraju mamy nawet takich śmiałków, którzy wybiegają aż półtora roku w przyszłość. Dopóki projektant nie musi jeździć na targi i kontraktować swoich prac, może sobie stworzyć ciuchy nawet na rok 2050. Pytanie tylko, po co? KAASKAS przyjemnie spowalnia, zachęcając do zakupów bardziej refleksyjnych, odchodząc powoli od sezonowości, stawiając na świadome układanie garderoby, jak puzzli.

KAASKAS PUZZLE ME (2)

Czytaj dalej