2

gru

Natychmiast!

To było marzenie mojego dzieciństwa. Robić zdjęcia i mieć je natychmiast, tu, teraz, obecne w dłoni i przed oczami. Gdy tylko zorientowałam się, o co chodzi w aparacie fotograficznym, nie mogłam doczekać się efektów. Miałam sześć lat, gdy mój tata podarował mi Smenę. Żadną lustrzankę, żaden automat. W sumie niewiele się różniła od camery obscury, której instrukcję wykonania z pudełka na buty znalazłam kiedyś w którymś z młodzieżowych magazynów, (którymi – jako osoba czytająca od lat najwcześniejszych – dodawałam sobie w swoim mniemaniu wieku i powagi). Minęły miesiące, zanim wypstrykałam trzydzieści sześć klatek filmu. I jeszcze trochę czasu, zanim na moim biurku wylądowały gotowe czarno białe odbitki. Ponieważ zdarzało się, że zapominałam przewinąć film (trzeba było to robić ręcznie), jedno ujęcie zawierało dwie lub nawet trzy sceny. Gdybym miała wtedy pojęcie o horrorach, z pewnością te wizje odcisnęłyby spory ślad na mojej psychice. Z czasem nauczyłam się ogarniać temat na tyle dobrze, że w szczytowym momencie zainteresowania fotografią potrafiłam sama wywoływać film i robić odbitki w zaciszu domowej łazienki. A potem pojawiły się aparaty cyfrowe, cud, objawienie i przekleństwo w jednym. Zamiast trzydziestu sześciu – trzysta sześćdziesiąt zdjęć z wakacji. Zamiast albumów – równe szeregi folderów na dysku. Oczywiście jest to wygoda, oszczędność miejsca i cennego czasu, ale gdzieś w tym wszystkim zgubiła się magia, która dawno temu mnie w tematy fotograficzne wciągnęła. Mam wrażenie, że któryś z twórców Instaxa musiał czytać w moich myślach. Bo nagle pojawił się aparat idealnie wpisujący w moje dziecięce fantazje. Efekty? Natychmiast! I żadne tam pożółkłe czy zaróżowione ujęcia, tylko ostre jak brzytwa odwzorowanie rzeczywistości. I dostałam go, dostałam! Rok temu, równo w Mikołajki od szanownego małżonka, który moją miłość do fotografii (jakkolwiek amatorska by nie była), dobrze zna i rozumie. Od tamtej pory…

harel-instax Czytaj dalej

1

gru

Joanna Klimas dla Gino Rossi

Współpraca goni współpracę. Tym razem wracam na rodzime podwórko, by ogłosić połączenie sił dwóch marek: Joanny Klimas i Gino Rossi. Byłam pewna, że chodzi o buty i nie jestem jedyna. Tymczasem projektantka postawiła na torby – temat sobie nieobcy i doskonale opanowany. Efektem jest zestaw pięciu torebek różnej wielkości, fasonu i przeznaczenia, zmyślnie połączonych stylistyką i kolorystyką. Gino Rossi tylko dyskretnie zaznacza swoją obecność w delikatnym rzucie logo na materiale podszewki. Reszta to estetyka Joanny Klimas w dwustu procentach.

untitled-1

Czytaj dalej

30

lis

& Other Stories x Wool and the Gang!

Jeśli marka ma nazwę nawiązującą do funkowego zespołu, może być tylko dobrze. A jeśli dostrzega ją inna świetna marka i robią coś razem, jest dobrze do potęgi. Pierwsza z nich to pochodząca z Wielkiej Brytanii Wool and the Gang, drugą jest niedawno przybyła do Polski & Other Stories. Pierwsza nieco przykurzony temat robótek ręcznych winduje na sam szczyt listy przebojów. Druga non stop kogoś zauważa i zaprasza do wspólnego działania. Już jutro w wybranych sklepach (w tym polskim) pojawią się efekty tego przedsięwzięcia. Wełniana kolekcja zawiera przede wszystkim gotowe elementy, choć znajdzie się też coś dla wielbicieli dziergania na drutach: szalik do samodzielnego wykonania. Zresztą nie jest to nic dziwnego w przypadku WATG. Można u nich kupić ubrania w dwóch wersjach: gotowej lub w formie zestawu wszystkich niezbędnych elementów do połączenia w długie zimowe (i nie tylko) wieczory. Formy, wzory i kolory to z kolei sto procent charakteru szwedzkiej marki.

TH-15-48-MI-05 P 1 001sWTG001063-35F 001

Czytaj dalej

29

lis

Łapa Targ

Dziś nieco inaczej, ale to wyjątkowa sytuacja, gdy otrzymuje się prośbę o patronowanie takiej imprezie. Kto mnie zna prywatnie lub całkiem nieprywatnie obserwuje na Instagramie, dobrze wie, że mam psa. Albo raczej pies ma mnie. Pies rodzaju żeńskiego o imieniu Łatka zdobył moje serce ponad pięć lat temu, gdy jeszcze wyglądał jak chomik. Wpatrywałam się w jego zdjęcie i nie miałam pojęcia, jak piękne będzie życie z nim oraz jak dziwne było bez niego. Łapa Targ jest organizowany z myślą właśnie o takich osobach. Które nie wyobrażają sobie życia bez pupila, już je z nim dzielą lub mają niedługo w planach. To będzie fantastyczna okazja, by poznać całkiem sporo polskich marek, które zajmują się tworzeniem akcesoriów, gadżetów i smakołyków dla domowych zwierzaków, a także spotkać się ze specjalistami i posłuchać profesjonalistów. Czas i miejsce? Niedziela, 11 grudnia, Warszawa, Mysia 3 w godzinach 11-19. Co ważne, można przyjść z psem. Bo Mysia jest psom przyjazna, o czym już nie raz miałam okazję się przekonać.

lapa-targ-harel-2

Czytaj dalej

28

lis

Weave

Labour of love – a task done for pleasure, not reward. Tytuł kolekcji i krótkie jego objaśnienie charakteryzują ją tak dobrze, że właściwie mogłabym Was z tymi słowami zostawić i pójść na kawę. Ale nie pozwolę sobie na to, bo Weave to nowa marka, wymagająca zarówno uwagi, jak i solidnego opisu. O tym, że coś się kroi, słyszałam stąd i zowąd, donosiły mi osoby świadome moich azjatyckich fascynacji. Że będą kimona, że będzie detal, że jakość i że majstersztyk. Nie wyobrażałam sobie jednak aż tak wysokiego poziomu szyku i elegancji.

weave-3

Czytaj dalej

18

lis

HUSH Double Trouble

Porcja dobrych wiadomości w listopadowe popołudnie. Targi HUSH Warsaw tym razem odbędą się… podwójnie. Pod hasłem Double Trouble kryją się dwie imprezy –  w najbliższy weekend w Poznaniu oraz na początku przyszłego miesiąca w Warszawie. Poznań to edycja kameralna w nowo otwartym centrum handlowym Posnania, z udziałem dwudziestu pięciu wybranych marek ubrań i dodatków, natomiast Warszawa to dwudniowe święto z okazji dziesiątej edycji wydarzenia. Co to oznacza dokładnie, dowiemy się 10 i 11. grudnia na Stadionie Narodowym. Jedno jest pewne: Anny Pięty i Magdy Korcz nie da się zatrzymać!

double_trouble

Czytaj dalej