26

sie

sztuka wyboru

Dziś będę narzekać :-). Zainspirowała mnie dyskusja na Forum Moda i postanowiłam rozwinąć temat. Może nie tyle buyerek, co powodów, dla których wybierają do sklepów to, co wybierają. Jeśli chodzi o moje doświadczenia z czasów, kiedy jeszcze nie miałam pojęcia, że istnieją ludzie, którzy decydują o tym, co umieścić w polskich sklepach, byłam bliska opowiedzenia się za teorią spiskową, według której zagraniczne firmy odzieżowe same wysyłały do Polski wszystko co najgorsze i sprzed paru sezonów. Oczywiście tak nie jest, chodzi o to, żeby sprzedało się jak najwięcej sprowadzonego towaru. Tak jest na przykład z butami z dłuuuugim szpicem. Dopóki nie znikną ze sklepów, ta moda będzie trwać. Mała dygresja, niedawno przeglądając Haper’s Bazaar z 2002 roku natknęłam się na zdjęcie szpilek Prady, właśnie z takim długim czubem. Czy wtedy mi się podobały? Pewnie tak, ale wolę tego nie pamiętać. Poza tym o gustach się nie dyskutuje.


Wracając do tematu. Błędne koło się nakręca, obserwując szare ulice dochodzi się do wniosku, że najlepiej zejdą szare ubrania. Ale… Wcale nie uważam, że ludzie w Polsce źle się ubierają. Jest mniej kolorowo i różnorodnie niż w innych krajach, ale z roku na rok to się zmienia na lepsze. Nie przeżywam szoku tak jak wiele lat temu, gdy pierwszy raz w życiu poleciałam do Rzymu i mimo wycieńczenia upałem nie chciałam wracać do hotelu, tak zapatrzyłam się w ludzi na ulicy. Przywiozłam stamtąd setki inspiracji oraz trochę ciuchów, których w Polsce znaleźć nie dało rady. Wspomniany w omawianym artykule z Twojego Stylu sklep Miss Sixty oferuje nam w Polsce głównie ubrania z poprzednich sezonów. Kiedy jakiś czas temu weszłam to tegoż w Antwerpii, oczom nie wierzyłam. To był zupełnie inny styl niż proponowany tu! Pełno pięknych sukienek i spódnic, zwariowane buty, gama kolorów, nie tylko jeans i wściekły żółty (nie mam nic przeciwko wściekłemu żółtemu, ale jest tyle innych barw… wiem, wiem, trochę przesadzam).


A już całkiem nie w porządku jest przecenianie tylko wybranych artykułów, podczas gdy w innych krajach w tych samych sieciach pod koniec sezonu przecenione jest wszystko. Gdy w tym roku polowałam na sukienkę Pepe Jeans, kilka dni po rozpoczęciu przecen mignęła mi na zapleczu sklepu. Gdy o nią spytałam, ekspedientka udzieliła wymijającej odpowiedzi. Nie była przeceniona, a w dodatku nie była na sprzedaż nawet po poprzedniej cenie. Podobnie było w Promodzie, gdzie torba z kolekcji wiosennej nie była przeceniona tylko w Polsce (sprytnie sprawdziłam ceny francuskie na stronie internetowej). Oraz wystawianie rzeczy z poprzednich lat bez obniżki. Jak tu być spokojnym? Niestety należę do tych niewdzięcznych klientów, którzy dobrze zapamiętują kolekcje oraz ceny.


Co przemawia za ostrożnym doborem ubrań do polskich oddziałów sieciówek to zachowanie ludzi na ulicy. Czy można przejść spokojnie w czymś oryginalnym i nie zostać obejrzanym od stóp do głów, często słysząc potem za plecami krytyczne uwagi na temat? W Londynie może pojawić się dziewczyna w kapeluszu w kształcie pawia oraz facet w kabaretkach i tylko ja się za nimi obejrzę (to chyba cecha narodowa, z którą nie da się walczyć). Reszty ludzi to zwyczajnie nie interesuje albo po prostu nie rusza. To jest kwestia braku różnorodności kulturowej, ale jeśli zacznę rozwijać i ten temat, ten post nie będzie miał końca. Więc może taki mały apel do buyerek oraz konsumentów: odwagi!


Z poważaniem


Harel

9 myśli nt. „sztuka wyboru

Dodaj komentarz
  1. anku86

    hej :)
    czytuję cię dopiero od niedawna i muszę przyznać, że twój blog szybko stał się jednym z moich ulubionych nałogów internetowych :)
    a co do tego oglądania się na ulicy… to chyba faktycznie taka nasza polska ‚przypadłość’ ;)
    i wciąż brakuje nam więcej odwagi i stylu, aczkolwiek dostrzegam poprawę ;p
    Pozdrawiam
    anku

    Odpowiedz
     
  2. ryfka81

    No, mnie czasem ktoś na ulicy wyśmieje (zazwyczaj gówniarze), ale jak bym miała chodzić po Londynie w jakieś superciekawej kreacji i nikt by się nawet nie obejrzał, to chyba bym się obraziła :D

    A co do buyerek, to nie śledzę zbyt pilnie zagranicznych kolekcji i ostatnio nie jeżdżę za granicę, więc pewnie dlatego raczej nie dostrzegam braków w zaopatrzeniu naszych sklepów. Zawsze coś tam dla siebie wynajdę. Ale może rzeczywiście, jeśli te „bajerki” miałyby trochę więcej fantazji, to znalazłabym więcej? Chociaż, z drugiej strony, boję się myśleć, jak wtedy wyglądałby stan mojego konta… :)

    Odpowiedz
     
  3. style_council

    Z tym patrzeniem na ludzi na ulicy to masz rację. Tylko my się potrafimy „lampić” na kogoś w metrze czy autobusie bez krępacji.
    Mój mąż, Anglik, który przyjechał do Polski wiele lat temu, był tym zszokowany. Twierdzi, że w Anglii nikt na nikogo nie patrzy w trosce o swoje … bezpieczeństwo!
    Hmmm… Dziwni ci Anglicy. Ja tam lubię po naszemu napatrzeć się na fajnych ludzi :-)

    pozdrawiam! :-)
    metka by traczka

    Odpowiedz
     
  4. miss_ania

    Mysle, ze ta polska ‚nietolerancja uliczna’ to tylko czesc problemu. Druga czesc to, (tak mi sie przynajmniej wydaje) to, ze duzo Polaków kupuje rzeczy na wiecej niz jeden sezon albo (tak jest np. w przypadku butów) do czestego noszenia – ktos kupuje np. tylko kilka par butow i torebek w sezonie i dobiera je tak zeby pasowaly do wiekszosci rzeczy, które juz ma…

    W sprawie asortymentu i praktyk przecenowych w pelni sie z toba zgadzam. I dlatego jestem wielka fanka polskich marek takich jak Simple, Monnari, Hexeline czy Kazar.

    Pozdrawiam,:)

    PS. Przepraszam za brak polskich znaków. To nie niedbalosc tylko angielska klawiatura.

    Odpowiedz
     
  5. missmarion

    Ja rowniez uwazam, ze nasze sklepy sieciowe sa malo kolorowe. Pelno zachowawczych i standarowych kolorow, krojow i fasonow. Nie ubieram sie super wymyslnie ale brakuje mi ciekawych i kolorowych wzorow, ktore inspirowalyby mnie do tego. Chcialabym aby nasze ‚bajerki’ mialy wiecej odwagi i zaufania do Polek, wbrew pozorom nie jestesmy nudne i zachowawcze, tylko jest u nas deficyt dobrych wzorow.
    Ps. Harel, uwielbiam Twoj blog. Stal sie on moim codziennym rytualem!Pozdrawiam

    Odpowiedz
     
  6. traxaa

    Ach te „buyerki”… czytałam kiedyś wywiad z kilkoma takimi właśnie paniami z wielkich sieciówek, wybierającymi rzeczy, które trafią do naszych sklepów. Pamiętam, że mówiły, że Polki preferują fasony klasyczne, raczej unikają ekstrawagancji, bo chcą, żeby rzeczy służyły im jak najdłużej. No super, na podstawie jakich badań, pytam się? Taki Jackpot, na ten przykład, u nas totalnie pensjonarski, a w Barcelonie kolorowy, modny, że aż chciało się coś kupić.
    Dlategom wierna Solarowi, choć, jak mawia mój Luby, gdy czeka na mnie jak buszuję w tymże sklepie, „znacznie zaniżam średnią wieku wśród klientek” ;)

    Odpowiedz
     
  7. sorbet

    Oczywiście, że gapią:-) Nie wiem, jak w Londynie, nie byłem, ale w Paryżu gapią na wszystkich, którzy wyglądają inaczej. Z zaciekawieniem, często i sympatią, rzecz jasna:-)

    Też myślę, że w Polsce dobrze ubrani ludzie dobrze wyglądają. Nawet zbyt dobrze. Ludzie mają obsesję na punkcie „dopasowania”. W większości przypadkach wyglądają w tych super dopasowanych do siebie rzeczach strasznie sztywnie.

    Ci, którzy odważnie ubierają się, idą najczęściej na całość, powiedziałbym nawet, że ubierają się „wyzywająco”:-). Nie wiem, czy to jakaś podstawa obronna:-)

    W każdym razie przydałoby się odrobinę luzu, cieszenia się z ładnego ubrania się:-)

    Wracając do kupowania. Dlaczego nie wolno kupować na więcej niż jeden sezon? Jeśli coś mi się podoba, to noszę bez względu na to, czy jest tanie, drogie, lub niemodne. To przecież „mój ciuch”, no nie:-)

    Czy buyerzy powinni kupić odważniej. Pewnie. Myślę, że były jakieś próby i się nie przyjęły. To chyba kwestia „dojrzałości rynku”. Np. bardzo ważna jest rola czasopism kolorowych, które powinny te odważniejsze ciuchy pokazać w sesjach, a gwiazdy je kupić i nosić:-) Na razie w dobrym tonie jest „klasyka forever”, lub „nie interesuję się modą”. Myślę że to tylko kwestia czasu, kiedy przestaną być jedynymi słusznymi „trendami”.

    Odpowiedz
     
  8. harel

    Właśnie tego mi brakuje: dobrze ubranych ludzi na luzie, bez przesadnej dbałości. Blog The Sartorialist świetnie to pokazuje, ale także np. Twoje, Sorbecie, zdjęcia z Paryża. Wyzbycie się strachu, co inni powiedzą. Bo wydaje mi się, że to główna przyczyna tej zachowawczości lub (druga strona medalu) chęci zaszokowania społeczeństwa swoim przebraniem.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *