Miesięczne archiwum: Wrzesień 2007

30

wrz

Boho – na życzenie Czytelniczki

Styl boho ma długą historię, ale dla mnie wszystko zaczęło się, gdy obejrzałam pokazy na wiosnę 2005. Nigdy wcześniej nie było tak romantycznie, artystycznie i różnorodnie. A jeśli było, to w zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze nie interesowałam się modą. Chociaż czy ja się kiedykolwiek nie interesowałam modą? Skoro zebrało mi się na wspomnienia, kto pamięta program telewizyjny „Bliżej świata” emitowany w niedzielne popołudnia, w którym pokazy mody zawsze prezentowane były przy piosence „Wonderful life” zespołu Black? :-) Wraz ze stylem boho pojawiła się moda na ręcznie robioną biżuterię czy etniczne dodatki. Ku mojej uciesze, bo do tej pory jestem szczęśliwą posiadaczką ubrań i biżuterii z różnych stron świata (pamiątki rodzinne). Wiosną 2005 roku poleciałam do Zary i kupiłam sobie długą spódnicę w kolorze fuksji. Reszta elementów czekała w mojej szafie. Tzw. „ikoną” stylu okrzyknięto Siennę Miller. Do tej pory nie jestem pewna, czy ona była inspiracją dla projektantów, czy po prostu ten styl dobrze się sprawdził w jej wykonaniu. Ale raczej to drugie. Bo kto w 2004 roku wiedział, kim jest Sienna Miller? Teraz jest głównie znana jako twarz firmy Pepe Jeans, której od lat świetnie wychodzi propagowanie wymienionego stylu (a także podkradanie projektów, w ostatnie wakacje np. Gucci).


Sienna Miller kiedyś i dziś (dziś na zdjęciu drugim od lewej – poznaję, ponieważ niedawno polowałam na tę tunikę Pepe Jeans… :-)).



Ładnie adaptuje styl boho młoda aktorka Rachel Bilson (znana z serialu „The O.C.” i filmu „Last Kiss”). Dwa zdjęcia z prawej pochodzą z wyżej wymienionego serialu.



A tu wieczorowo i codziennie, elegancko i na luzie, czyli dowód na to, że styl sprawdza się w każdych warunkach. Nie każdemu jednak pasuje. Myślę, że chodzi o przekonanie. Jeśli nie jesteśmy na sto procent pewne, że chcemy obwiesić się koralikami, włożyć długą spódnicę i futrzaną kamizelkę albo obawiamy się, że ustawi się do nas kolejka oczekująca powróżenia z ręki, lepiej trzymać się klasyki :-).



Od lewej: Cameron Diaz (to jej słynny strój, w którym jako paska użyła bardzo cennego naszyjnika, może ktoś mi podpowie, jak to było?); Mischa Barton; Rachel Bilson; Keira Knightley.

29

wrz

Second handy i tak dalej…

Uwielbiam tę kobietę. Na jej bloga wchodzę codziennie i marzy mi się po pierwsze tyle odwagi, co ma ona, by zrobić coś podobnego (tu ukłon w stronę Sztywniary , która się odważyła), po drugie taka garderoba. Choć na swoją nie mogę narzekać. Ostatnio zachęcona prezentowanymi zdobyczami z second handów postanowiłam spróbować po długiej przerwie i odniosłam sukces! Znalazłam granatową wełniano kaszmirową marynarkę Strenesse, musiałam tylko wypruć poduszki, żeby nie przywoływać mimo woli skojarzeń z „Dynastią”. Ale dlaczego o tym. Nie potrafię zostawić w spokoju tematu jesiennej kolekcji Balenciagi. Zapewne przez takie osoby jak ja jest ona tak eksploatowana w sieciówkach. Ale powstrzymałam się i mimo ogromnych chęci nie kupiłam ani bryczesów, ani tej marynarki w paski, która jeszcze do tej pory straszy w Zarze marną jakością wełny. Za to postanowiłam pobawić się w komponowanie strojów zainspirowanych z elementów, które już posiadam (jednynym nowym wkładem jest ozdobiona przeze mnie arafatka). Okazuje się, że nie tylko ja. Najlepsze pomysły znalazłam na wposmnianym na początku blogu. Na przykład tu połączenie folkowej spódnicy z marynarką, futrzanym kołnierzem i kolorową chustą. Albo ta sama spódnica w towarzystwie studenckiej marynarki i chusty z frędzlami. A tu mamy cały post na ten temat. To lubię i wolę sto razy bardziej od chodzenia na skróty poprzez kupowanie gorszych kopii dobrych pomysłów w Zarze. Chciałabym mieć tyle cierpliwości, by wyszukiwać takie cudeńka w lumpeksach. Zawsze pozostają pasmanterie, bo jeśli chodzi o ozdabianie ubrań, w cierpliwości nie mam sobie równych :-). Ale takie blogi jak Style Bytes czy Szafa Sztywniary powodują, że częściej zaglądam do sklepów z tanią odzieżą. Może kiedyś zdobędę się na wystawienie moich znalezisk na światło dzienne wirtualnego świata :-).


28

wrz

Za 100 dni studniówka

No, może trochę więcej, ale warto zacząć przygotowania, by nie dać się opanować studniówkowej gorączce. Na własnej studniówce miałam strój specyficzny, do tej pory z uśmiechem go wspominam. Owszem, była to sukienka, ale całkiem nietypowa. Wyglądałam trochę jak z „Lord of the rings” :-). Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy istnieje studniówkowy dress code. I odpowiedzi nie znalazłam, więc postanowiłam poprzeć się własną intuicją. Może jedna tylko informacja, raczej stroje wieczorowe niż balowe. No chyba że wyraźnie jest zaznaczone, że to bal. Bo różnie bywa. Wtedy można szaleć na całego :-). Wracając do intuicji, najbardziej inspirujące były dla mnie tzw. prom dresses w serialu „The O.C” (stali czytelnicy wiedzą, że to moja guilty pleasure ;-)). Najważniejsze jest to, że tamte dziewczyny wyglądały na swój wiek, mimo że sukienki osiągalne raczej dla pań przynajmniej dziesięć lat starszych. Wiadomo, serial i fikcja, ale dlaczego nie skorzystać z dobrych pomysłów? W sklepach z tego co wiem, można znaleźć różne ciekawe sukienki, ale ja jestem za szyciem na miarę. Cenowo wychodzi podobnie, a mamy pewność, że będziemy niepowtarzalne. Miałam okazję oglądać kilka studniówek i główne wrażenie było takie, że trzy czwarte dziewcząt miało na sobie to samo. Inspiracji można szukać wszędzie, polecam strony style.com (prosto z wybiegu), a także people.com, gdzie można pooglądać, jak stroje sprawdzają się na czerwonym dywanie. Moim zdaniem kluczowy jest kolor. Niech w tym roku czerń zniknie. Jest tyle innych barw, które wyglądają równie szykownie. Wystarczy popatrzeć poniżej.


Wybrałam kilka propozycji. Po pierwsze moja ulubiona Mischa.



Sukienki krótkie, na ramiączkach lub bez (w tym wypadku polecam taśmę klejącą lub bardzo dobre dopasowanie przez krawca. Bo kto powiedział, że studniówkowa sukienka musi być długa? Ważne, żeby zasłaniała podwiązkę (o ile pamiętam, to jakiś przesąd ;-)).



I sukienki długie, czyli tradycyjne:



Alberta Feretti; Alexander McQueen; Matthew Williamson; Oscar de la Renta.


Do kolorowej sukienki wystarczy minimum dodatków. Mała torebka do ręki, spinka we włosach, delikatny naszyjnik. Nie jestem specjalistką od fryzur, ale polecałabym takie, które wyglądają jak najbardziej naturalnie. Moim zdaniem nie ma nic gorszego niż misternie wyżelowany i polakierowany kok z loczkami, które nie poruszają się nawet w najbardziej szalonym tańcu. Tyle jeśli chodzi o studniówkę. Mam nadzieję, że znajdziecie tu, drogie maturzystki, choć trochę inspiracji!




27

wrz

Zakochana…

… w najnowszej kolekcji Marni. Od pierwszego wejrzenia i na zabój. Rano usiadłam sobie z herbatą przed komputerem, nie spodziewając się takiej niespodzianki. Jeśli chodzi o formę, nie ma dużych zmian. Ale te szczegóły, ta adaptacja na przyszły sezon… Powaliło mnie. Być może jestem bezkrytyczna, ale Consuelo Castiglioni po prostu czyta w moich myślach i spełnia marzenia. Prosto, luźno, miękko, swobodnie. Urzekła mnie kolorystyka, zwłaszcza soczyste owocowe odcienie. Biżuteria typowa dla Marni: kolorowa i geometryczna. Tym razem zwróciłam szczególną uwagę na bransoletki. Grube, noszone po kilka na jednej ręce. I niby nie ma w tym nic odkrywczego. Bransoletki nosimy tak od dawna, kolorowe tuniki towarzyszą nam przynajmniej od początku tego wieku, podobnie zresztą jak koturny. Ale jest coś co sprawia, że nie mogę oderwać od nich wzroku. To musi być miłość :-).

26

wrz

Baśniowy świat Prady

Tym razem było magicznie. Miękkie malowane jedwabie, szeroka gama kolorów i nieco przerażające fryzury i makijaże, jakby modelki nie były ludźmi, tylko zjawami, które wyszły z lasu… w najnowszych ubraniach od Prady :-). Obserwując kolejne pojawiające się kolekcje dochodzę do wniosku, że z jesieni ’07 na lato ’08 przejdzie bardzo mocny trend, mianowicie boho-tec. Zaznaczył się wyraźnie w jesiennej kolekcji Balenciagi, gdzie nastąpiło przemieszanie stylu folkowego z ultranowoczesnym (jako najlepszy przykład mogę podać buty składane z kolorowych elementów plus chusty z frędzlami czy batikowe tuniki). Sama Miuccia Prada o swoich projektach mówi, że wynikły z poszukiwania czegoś nowego, chciała, by różniły się od kilku ostatnich kolekcji. No to się udało. Pozostał jednak jeden wspólny element dla jej wszystkich kolekcji, który nigdy się nie zmieni: kobiecość. Dlatego tak ją lubię.

25

wrz

Notka z podróży

Francja. Nawet nie wiedziałam, jak mi tego brakowało. W wolnej chwili siadam w kawiarni i patrzę na ludzi spacerujących po ulicy. Jest sobota, wreszcie mam wolne i oni też mają wolne. Środek Europy. Moje ulubione pomieszanie z poplątaniem. Szukam trendów przewodnich (już tak mam…), ale widzę wszystko. Są rurki, są botki, są arafatki. Ale to tylko mały procent całej ulicy. W modzie ulicznej powinna panować różnorodność (jeśli w ogóle są jakieś powinności tej trudnej do uchwycenia kategorii) i tu panuje. Zainspirowana kilkoma kobietami kupuję zupełnie inne buty niż miałam w planach. Tutaj to nie problem. Znajduję je w pierwszym napotkanym sklepie. Tak na marginesie to brytyjska sieć New Look. Ubrania szczerze mówiąc takie sobie, ale buty i dodatki… Udało mi się przez przypadek porozmawiać z menadżerem sklepu i niosę dobre wieści. Sieć rozrasta się w Europie. Gdy spytałam o Polskę, zadziwił mnie znajomością naszego rynku odzieżowego. „Na razie musicie zadowolić się Zarą i H&M”. Powiedziałam, że ja na pewno będę ich stałą klientką, więc kto wie, może udało mi się go choć trochę przekonać ;-).


Z ostatnich obserwacji wyciągam następujący wniosek: my, Polki wręcz do przesady dbamy o swój wizerunek. O to, czy spodnie podkreślą naszą figurę albo czy w trapezowej sukience nie będziemy wyglądać jak w dziewiątym miesiącu. Wiem, że uogólniam, ale widzę to po sobie, a wiem, że nie jestem sama. Tu na pierwszym miejscu jest fantazja. Potem moda, na końcu figura. Kobiety są znacznie bardziej zaprzyjaźnione (i pogodzone) ze swoim ciałem. Znów uogólniam, ale to widać. Nie tylko wiedzą, co podkreślić, a co ukryć. One po prostu się tak bardzo nie przejmują i noszą to, co im się podoba. A, jak już pisałam wiele razy wcześniej, gdy czujemy się pewnie w tym, co mamy na sobie, zawsze będziemy wyglądać dobrze (tak na marginesie, być może dlatego Kate Moss wyglądałaby świetnie nawet w worku na kartofle :-)). Wiadomo, kluczem do sukcesu jest złoty środek. Jakoś nie rzuciły mi się przez ostatni tydzień w oczy biodrówki z wylewającą się górną połową zadka. Nie ma też przesadnie wystrojonych i wymalowanych od rana panienek. Ależ skąd, nie mam nic przeciwko, czasem sama jestem taką wystrojoną panienką. Na pierwszym miejscu stawiam siebie, więc mogę być kim zechcę :-). Czego i Wam, drodzy Czytelnicy, życzę.