1

wrz

Kara w Nowym Jorku

Ostatnio przeglądałam bloga The Sartorialist i znalazłam chyba najlepszy post w jego historii zatytułowany „After one year in New York: Kara” (niestety nie umiem go ładnie zalinkować). Oczywiście najlepszy w tym momencie dla mnie na temat do opisania, ale to nieistotne. Scott Schuman przechadzał się ulicami Nowego Jorku, gdy spostrzegł dziewczynę, której zapragnął zrobić zdjęcie. Okazało się, że ona go zna i że już kiedyś ją fotografował. Gdy odnalazł poprzednią fotografię, nie mógł uwierzyć, że to ta sama osoba. Napisał do niej e-mail z pytaniem, co spowodowało tak ogromną zmianę. Odpowiedź była standardowa: zaczęła kupować w lepszych sklepach, zainspirował ją sam Nowy Jork (w tym jego blog, zresztą kogo nie zainspirował…), ale według niego najistotniejszym czynnikiem był fakt, że gdy przeniosła się do tego miasta, nie znała nikogo. Z jednej strony to ogromna samotność, brak rodziny i przyjaciół, ale z drugiej także brak osób, które określają Cię poprzez to, jak Ciebie widzą. Czyli zazwyczaj krytykują każdą zmianę oddalającą Cię od wizerunku, do którego są przyzwyczajeni. Autor uważa, że gdyby spytać ludzi, co ich powstrzymuje przed odkryciem prawdziwego ja, nie byłyby to pieniądze (czyli lepsze sklepy, droższe ciuchy etc.), a strach, co powiedzą inni. Obawa, że zacznie się odstawać od bezpiecznego wizerunku, czy to na ulicy, czy w biurze. I tu zostawiam już post nowojorski, przenosząc się do mojej rzeczywistości. Sama przez jakiś czas mieszkałam poza Polską i muszę przyznać, że było mi łatwiej eksperymentować ze swoim wyglądem. Nie mam na myśli różowych włosów czy sukienek w stylu Gothic Lolita (a te kobiety autentycznie podziwiam za odwagę), ale po prostu wypróbowywanie różnych opcji. Odnalazłam swój styl (choć tak naprawdę on wciąż ewoluuje) i czuję się z nim dobrze. Komfortowo. Warto się przełamac, przymierzać rzeczy, które zawsze chciało się przymierzyć, ale coś nie pozwalało nam tego zrobić. Wybierać te, w których czujemy się dobrze, zmieniać makijaż czy fryzurę na takie, jakie nam serce podpowiada, bez względu na to, jak zareaguje otoczenie. Zazwyczaj to otoczenie nie radzi sobie z naszym nowym wizerunkiem, nie my sami. Co jest modne, to jedna sprawa. Jeśli nie czujemy się w czymś dobrze, nawet w najmodniejszym zestawie nie będziemy dobrze wyglądać (czy ja tego już nie pisałam? kilka razy? ;-)). Więc lepiej zaufać sobie, niż sklepowym wystawom (zwłaszcza że one zmieniają się szybciej niż style w modzie). A poza tym czy jest lepszy sposób na rozpoczęcie nowego etapu w życiu niż taka pozytywna zmiana? Nawet jeśli tym etapem będzie nowa pora roku ;-).

10 myśli nt. „Kara w Nowym Jorku

Dodaj komentarz
  1. doityourself

    Świetny post :) Myślę, że każdy przechodził etap poszukiwania lub wciąż poszukuje własnego stylu. Mój też wciąż ewoluuje, choć już go odnalazłam. Życzę wszystkim dziewczyną i chłopcą odwagi.

    Odpowiedz
     
  2. n.ataschk.a

    Piękne i mądre słowa! Według mnie nasz styl ciągle się zmienia też dlatego, bo dojrzewamy, przeżywamy nowe doświadczenia i z wiekiem zmienia się nasz pogląd na otaczające nas sprawy(tak przynajmniej jest w moim przypadku). Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
     
  3. wi_the_lec

    mam podobne doświadczenia z mieszkaniem poza granicami naszego kraju:) też zaczęłam eksperymentować – wtedy, niestety, z marnym skutkiem.

    a dla mnie kara wygląda świetnie na obydwu fotografiach:)

    Odpowiedz
     
  4. harel

    To prawda, na co dowodem jest fakt, że Scott Schuman zrobił jej zdjęcie także wcześniej. Po prostu wygląda na dwie zupełnie różne osoby.

    Odpowiedz
     
  5. ogia

    otoczenie na pewno wplywa na nasz wyglad. ponad rok temu zaczelam prace w duzej firmie, (co prawda jako informatyk, a nie np. osoba, ktora musi sie kontaktowac z klientami) i przez ten czas ubieralam sie bardzo zachowawczo. moze nie przejmowalam sie specjalnie dress kodem, ale jakos tlumilam swoja kreatywnosc w sprawie ubioru. od jakiegos czasu przestalam dbac o to, zeby sie nie wyrozniac (przemiana psychiczna ;) ?) i czuje sie o niebo lepiej ubrana :]

    Odpowiedz
     
  6. anio_i_takie_tam

    no właśnie. Zastanowiłam się nad tym co napisałaś gdy dziś pomyślałam, że strona w która ewoluował mój styl może w mojej szkole wzbudzić „uśmieszki” i komentarze… Ale nie zamierzam go łagodzić :P. Szczególnie, po zobaczeniu „happy-end” z piękie ubraną śmieciarską (:)) Audrey.

    Odpowiedz
     
  7. cledomro

    strasznie ważne słowa! sama od pewnego czasu zmieniam swój styl – świadomie czy nie, fakt jest faktem. kupuję buty na obcasach, co kiedyś było nie do pomyślenia, co więcej: dobrze się w nich czuję :). zakładam też coraz krótsze (bez przesady, oczywiście ;)) spodnie i spódnice i tez mi z tym dobrze. ale bywa, że będąc na zakupach czy już zakładając coś na siebie, myślę, co powie o tym moja przyjaciółka, jak zareaguje na widok mnie odmienionej, odbiegającej od tego, co sobie na mój temat wyobraża przecież.

    nie poświęcam tym myślom zbyt wiele uwagi, ale pojawiają się i faktycznie, podejrzewam, że łatwiej eksperymentować nie mając swoich bliskich dookoła siebie. chyba, że oni też lubią się bawić modą.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *