11

wrz

dlaczego lubię Mischę Barton

Jej styl opisywałam już wcześniej, ale minęło trochę czasu i już mamy coś nowego. Inny kolor włosów, inne ubrania. Wiadomo, Mischa należy do tych osób, które dostają dużo prezentów od domów mody (zwłaszcza torby), ponieważ jedno pojawienie się na ulicy z którąś rzeczą powoduje natychmiastowy wzrost sprzedaży, więc ma w czym wybierać. Jednak wyczuwam tu absolutnie własny styl i coraz mniej chce mi się wierzyć, że Barton jest dziełem Rachel Zoe. Cóż, może to nawiność z mojej strony :-).


Poniżej Mischa w kolorze, który mnie prześladuje na nowojorskim tygodniu mody (pojawił się w kolejnych kolekcjach, już się śmieję, gdy tylko go widzę…).



I w różnych innych strojach. Co mi się bardzo, ale to bardzo podoba, to jej pewność siebie. Ile kobiet na świecie obawiałoby się, że ma zbyt potężne nogi do takiej długości sukienek… Absurd. W ogóle mam wrażenie, że Mischa wreszcie zaczęła wyglądać na swój wiek, bo wcześniej trudno mi było uwierzyć, że jest taka młodziutka. Odpoczynek od żakietów Chanel wyszedł jej na dobre. Swoją drogą, teraz Chanel ma młodszą modelkę, siedemnastoletnią Emmę Watson. Krążą pogłoski, że Emma weźmie udział w ich kampanii reklamowej, choć na razie z nowych twarzy widzę Millę Jovovich i Keirę Knightley. Wracając do Mischy, po prostu lubię oglądać, co ma na sobie. Lubię czerpać inspiracje z jej pomysłów. I w końcu warto ją obserwować, bo często jej strój stanowi esencję kolejnego sezonu (działanie zapewne jest takie, że tysiące kobiet ją kopiują i mamy nowy trend :-)). Bo ile można czerpać z jednej „ikony stylu”?


5 myśli nt. „dlaczego lubię Mischę Barton

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *