Miesięczne archiwum: Październik 2007

17

paź

Prada na co dzień

Ponownie The Sartorialist. Nie mogę się napatrzeć na to zdjęcie. Dziewczyna jest urzekająca. Natychmiast pojawiły się komentarze, że wygląda jak własna babcia, ale udam, że ich nie zauważyłam. Kilka powodów, dla których mnie urzekła. Po pierwsze: uroda. Nietypowa, bo nie jest to piękność z magazynu o modzie. Odważyła się włożyć te „trendy” okulary, co podkresliło jej spojrzenie. Po drugie: własna wersja jesiennej kolekcji Prady. Nie powiem, żeby futrzana kamizelka i plisowana spódnica były korzystne dla jej figury, ale to przestaje być istotne. Po trzecie: te fantastyczne buty. Stoi w nich tak, jak nie powinno się stawać do zdjęcia. A wiem to, bo na większości zdjęć sama niestety tak staję (nie umiem się odzwyczaić…). Buty w kolorze wyeksploatowanym do granic możliwości w ostatnich sezonach i znów w niczym to nie przeszkadza. A po czwarte: fryzura. Możnaby powiedzieć, że fryzura jest żadna, ale właśnie takie najbardziej lubię. Zwróćcie uwagę, drodzy Czytelnicy, że na zdjęciach z The Sartorialist ludzie nie mają fryzur prosto spod fryzjerskich nożyczek. Nie ma tych ukośnych grzywek, wyprasowanych na gładko pasemek, artystycznych cięć (poprzez artystyczne określam te, które rozumie chyba tylko sam artysta :-)). Zdaję sobie sprawę, że często te włosy są „zrobione na niezrobione”, ale sto razy bardziej wolę coś takiego niż idealne fryzury, które nie drgną nawet przy silniejszym powiewie wiatru. Wracając do dziewczyny, cała jest naturalna i niewymuszona. Nie daje do zrozumienia: „Patrzcie, mam na sobie Pradę”. Tak naprawdę nie obchodzi mnie, czy to rzeczywiście Prada, czy coś innego. To fantastyczna i dyskretna inspiracja. Efekt powalający (at least for me :-)).


A poniżej wersja okładkowa, japoński Vogue i moja ulubiona, choć trudna do poznania, Jessica Stam:



P.S. Jeszcze jedna wersja „Prady na co dzień” tutaj.

15

paź

Kocham moją starą szafę

Wczoraj odwiedziłam mój dom rodzinny i przy okazji zajrzałam do swojej starej szafy, z której, jak mi się wydawało, wszystko co najcenniejsze już dawno przeprowadziłam do siebie. A tu niespodzianka. Znalazłam dwie pary spodni z wysoką talią, których nie nosiłam dobrych kilka lat. Jedne wełniane zimowe (genialne, jak u DKNY), drugie letnie (bawełniane w delikatne biało niebieskie prążki). I to nie z wysoką talią wątpliwej urody w stylu lat osiemdziesiątych (tylne kieszenie na wysokości nerek). Wyglądają jak uszyte na potrzeby tego sezonu. Jestem taka zadowolona. Czy w mojej starej szafie zostało coś jeszcze? Nie sprawdzam dokładnie, wolę mieć niespodziankę następnym razem. To jest mocny argument za trzymaniem choć części swoich starych ubrań. Teraz wolę sobie nie przypominać, czego się pozbyłam kilka miesięcy temu… Choć z drugiej strony zwolniłam trochę miejsca, na które wskoczyło trochę nowych rzeczy. Błędne koło, dla którego chce mi się żyć :-).

14

paź

Róż i już

Tak, tak, bardzo oryginalny tytuł. Co roku na wiosnę przynajmniej dwa artykuły w gazetach o modzie mają taki podtytuł w opisach trendów. Lecz cóż… :-). Róż wciąż pojawia się często i nie sposób go pominąć. Ja stosuję róż z umiarem i raczej jako kolor dodatków, nie głównej części ubioru (ostatnio zaszalałam i kupiłam sobie wielką różową czapkę). Umiejętnie zastosowany wcale nie musi upodobnić nas do idolki małych dziewczynek (postanowiłam nie robić kryptoreklamy, i tak każdy wie, co mam na myśli). Jeśli chodzi o zamieszczoną poniżej Miss Piggy, jest to moja osobista idolka (ten charakter, ta energia…) :-). A poza tym róż w sensie kosmetycznym. Nadużywany przez Carrie Bradshaw jest jednym z dwóch niezbędnych mi kosmetyków (drugi to tusz do rzęs… właściwie jest jeszcze trzeci… szminka – też może być różowa).



Zainspirowane gwiazdy:



Chloe Sevigny; Lily Allen; Margherita Missoni; Cameron Diaz.


I kostiumy filmowe:



12

paź

Louis Vuitton

Czyli Marc Jacobs po raz trzeci w tym sezonie. Było trochę śmiesznie, trochę strasznie, gdy jako pierwsze na wybiegu pojawiły się upiorne pielęgniarki z kolejnymi literami nazwy firmy na czepkach (czyżby wariacja na temat odwyku? ostatnio zrobiło się to modne). Cała kolekcja do obejrzenia tutaj. Ja jednak chciałabym zwrócić uwagę tylko na dodatki. A zawężając temat maksymalnie, na torebki. Z tym samym monogramem od lat, ale odświeżane co sezon przez Jacobsa raz w mniej, raz w bardziej udany sposób. Wersja na lato 2008 jest kolorowa i w specyficzny sposób elegancka. Trudno mi sobie wyobrazić np. Audrey Hepburn noszącą takie połączenia kolorystyczne, jednak ona kojarzy mi się z typowym brązowo-beżowym logo. Wyobraźnia działa za to w inną stronę. Z lekkim przerażeniem myślę o podróbkach nowych modeli. Bo tego chyba póki co nie da się uniknąć, mimo że kary także za posiadanie są coraz surowsze (zwłaszcza we Francji). I znów zmieniłam temat… :-). Wracając do głównego wątku, zdecydowanie najbardziej poproszę wersję czerwono-fioletową. Prezenty przyjmuję od poniedziałku do piątku ;-).

11

paź

Na szyję (2)

Dziś o szalikach. Są jednym z tych dodatków, dla których tak lubię jesień. Kiedyś na każdy sezon robiłam sobie na drutach nowy szalik (jest to jedyna forma, jaka mi wychodzi w tym sporcie :-)). Gdy zobaczyłam pokaz Gilesa Deacona, przypomniałam sobie, jak dziesięć lat temu wykonałam brązowy szal o długości trzech metrów ze stuprocentowej owczej wełny. Wyglądałam mniej więcej jak modelka na zdjęciu, ale przydał się bardzo, bo zima była wtedy bardzo mroźna. Teraz nie mam czasu na zrobienie nowego szalika i bardzo żałuję. Jeśli teraz bym zaczęła, skończyłabym na wiosnę :-). Cóż, sięgnę do pokaźnego zbioru moich dzieł sprzed lat.

Podoba mi się pomysł ozdobienia szalików piórami lub splecenia ich z lżejszym szalem w tym samym kolorze w kolekcji Sportmax. Widać to na zdjęciu z żółtym szalikiem, ale trzeba się dobrze przyjrzeć. W sklepach nie widziałam takich gotowych (jedynie w Mango coś w tym stylu, zamiast piór jest więcej frędzli), ale pióra można kupić w wielu miejscach i stworzyć swoją niepowtarzalną wersję.

Poniżej szaliki w wersji stonowanej, czyli w naturalnych kolorach wełny. Te będą pasować do wszystkiego. Uszlachetnią stylizację klasyczną, uspokoją zwariowaną :-).



Jednokolorowe. Najchętniej noszone do czarnych ubrań. Można pobawić się w kontrasty i np. do zielonego szalika włożyć różową marynarkę. Dlaczego nie?  



I pasiaste. Najlepszym przykładem na to, że paski pasują do kratki jest jesienna kolekcja Chanel. Dla nieprzekonanych proponuję je jako dodatek do stonowanej całości. Świetnie wyglądają w połączeniu z szarościami.


8

paź

Inspiracje (5)

Oto dowód na to, że połączenie przygaszonych kolorów nie musi wyglądać ponuro. Idealne zestawy na podkreślenie nastroju w deszczowy jesienny dzień. Wszystkie ubrania na zdjęciu pochodzą ze sklepu H&M.



DKNY; Chanel; Diane von Fustenberg; Balenciaga; D&G.