Roczne archiwum: 2008

22

gru

Odnaleźć swój styl

Od jakiegoś czasu dostaję maile z powtarzającym się pytaniem, co zrobić, żeby mieć swój styl. Zawsze mi miło, ale też trochę nieswojo, bo wskazanie drugiej osobie drogi w znalezieniu odpowiedniego stylu to rzecz, która bardzo rzadko udaje się nawet najznamienitszym stylistom. Postanowiłam jednak, że podzielę się tym, czego doświadczyłam na sobie. Nie mam pojęcia, czy mój styl da się jakkolwiek określić, ale na pewno ma jedną istotną cechę: czuję się w nim dobrze. Oto kilka punktów, których według mnie warto się trzymać.

1. Cierpliwość. Własnego stylu nie znajdzie się z dnia na dzień. Trzeba dać sobie czas i dużo luzu. To ma być przyjemność, nie ciężka praca.

2. Inspiracje. Można je znaleźć wszędzie. Magazyny o modzie i blogi to podstawa. Ja uwielbiam szukać pomysłów w filmach. Warto być czujnym: inspiracje lubią przychodzić znienacka. Wyłaniają się z obrazów, rzeźb, teledysków… Niektórzy szukają pomysłów w nietypowych źródłach, choćby ornitologicznych. Przepiękne zestawienia kolorystyczne prezentują np. paw i sójka :-))).
Można stworzyć sobie miejsce z ulubionymi zdjęciami i pomysłami: katalog na komputerze albo całkiem realny notes. Bardzo miło jest potem oglądać, jak ewoluowały nasze upodobania.

3. Wzór do naśladowania. To nieprawda, że naśladowanie do niczego nie prowadzi. Trzeba tylko wiedzieć, jak to robić. Nie chodzi o to, żeby biec do sklepu i kupować identyczne rzeczy. Warto raczej podpatrzeć triki, jakie stosuje osoba, której styl nas interesuje. Muszę przyznać, że kiedyś dość często wpadałam na genialnie ubraną kobietę. Nigdy się nie poznałyśmy, ale rozpoznawałam ją z daleka i zawsze w jej ubiorze coś mnie fascynowało. Zazdrościłam jej rozpoznawalnego stylu i teraz widzę, że miała ona duży wpływ na moje poszukiwania.

4. Łamanie zasad. Od dziesiątego do dwudziestego roku życia unikałam wszystkiego, co różowe. Już tu kiedyś pisałam o mierzeniu wściekle różowej sukienki tuby z piórami „dla jaj”. To był szok i prawdziwy przełom: teraz to jeden z moich najukochańszych kolorów. Od tamtej pory często eksperymentuję, biorąc do przymierzalni najdziwniejsze egzemplarze. Dzięki temu wciąż odkrywam coś nowego, w czym dobrze się czuję i wyglądam, ale też pozbywam się złudzeń :-).

5. Znajomość własnej sylwetki. To bywa trudne, ale trzeba się postarać i obiektywnie spojrzeć na swoje ciało. Poznać plusy i minusy, nauczyć się tworzyć odpowiednie proporcje. Czasem to, co uważamy za wadę, umiejętnie podkreślone przeistacza się w zaletę. Świetne (choć czasem nieco zbyt znerwicowane) są pod tym względem Trinny i Susannah. Ich podział na dwanaście typów kobiecych sylwetek bardzo ułatwia sprawę. Za męskie sylwetki też się brały, ale niestety brak mi szczegółowych danych…

6. Dobra bielizna. Dotyczy to przede wszystkim kobiet, bo chodzi przede wszystkim o stanik. Gdy znajdziemy idealny rozmiar, ubrania zaczynają się lepiej układać. Okazuje się, że da się nosić fasony, które wcześniej ze względów technicznych były niemożliwe. Sprawdziłam na sobie, więc wiem, co mówię. Niewtajemniczonym polecam Stanikomanię, dzięki której można bezboleśnie rozpoznać właściwy rozmiar, poczytać fachowe teksty i znaleźć sklepy, w których nie będziemy besztane w przymierzalni przez zwariowaną ekspedientkę.

7. Mniej znaczy więcej. Lepiej podkreślić jedną charakterystyczną rzecz, niż przeistoczyć się w Annę Piaggi. Nie oszukujmy się, ona jest niepowtarzalna. No chyba że… patrz punkt 10 :-).

8. Strefa bezpieczeństwa. Nasza szafa powinna mieć bazę. Niekoniecznie chodzi o tzw. „klasykę”, raczej o to, by nie trzeba było się zbyt długo zastanawiać, co na siebie włożyć. Moim zestawem ratunkowym są rurki i koszula. Nad butami nie muszę już myśleć, bo większość pasuje – zazwyczaj na wybór ma wpływ pogoda :-). Do tego trencz – powtórzę się, ale wciąż uważam, że można go nosić nawet na piżamę i będzie się wyglądać świetnie. A potem idą dodatki – i to już nie jest trudne.

9. Oszczędność. Tak, tak, mówi to Wam prawdziwa zakupoholiczka. Nie ma nic gorszego niż szafa przepełniona byle jakimi rzeczami kupionymi pod wpływem chwili. Nałóg można oswoić i umiejętnie rozwinąć :-). Obecnie kupuję znacznie mniej rzeczy, za to zwracam większą uwagę na jakość. Wybieram też więcej rzeczy uniwersalnych niż takich na jeden sezon. Choć oczywiście daję się czasem zwieść ulotnym trendom, to przecież czysta przyjemność :-).

10. Pewność. Nawet baśniowy zestaw od Prady nie będzie wyglądał dobrze na kimś, kto nie jest do niego przekonany. Nie ma sensu nosić czegoś, w czym nie czujemy się dobrze. Idealne ubranie nie zawraca nam sobą głowy. To ono jest stworzone dla nas, nie odwrotnie. Podobnie z upartym trzymaniem się danego rozmiaru (oprócz butów i stanika, rzecz jasna ;-)). Ja na przykład noszę i 34, i 42. Ani mnie nie rozwesela ten mniejszy, ani nie załamuje największy numer (i odwrotnie ;-)). Wybieram to, co najlepiej według mnie leży, w czym lepiej się czuję. Ubranie często odzwierciedla nastrój, a cudownie jest, jak ten nastrój może jeszcze poprawić.

To na pewno nie wszystko, ale myślę, że na początek wystarczy. Powodzenia!

20

gru

Niepokojące zjawisko

Otóż nigdy nie przypuszczałam, że to, co mają na sobie wykonawcy tej piosenki, kiedykolwiek wróci do mody. Tymczasem nie dość, że wróciło i są na to dowody (choćby wiosenna kolekcja Stelli McCartney), to jeszcze zaczęło mi się podobać. Przy okazji warto zwrócić uwagę na oryginalny sposób poruszania się tych panów :-).





„Dancing in the street” (komp. Marvin Gaye, William ‚Mickey’ Stevenson).

P.S. Już nie zliczę, po raz który coś, co wydaje się szczytem kiczu i obciachu, po zaliczeniu odpowiedniego dystansu czasowego zaczyna fascynować.

19

gru

Bliźniaczki?

Podobieństwo do Sashy Pivovarovej zostało zauważone zaraz po tym, jak Kate Moss skróciła włosy i zmieniła kolor na o wiele jaśniejszy. Na zdjęciach prezentujących świąteczną kolekcję dla sieci Topshop wydawała się niemal identyczna jak Sasha w jesiennej kampanii sklepu Zara. Niedługo po tym panie zostały „skompletowane” na potrzeby wiosennej sesji reklamowej firmy Longchamp. Realizatorzy? Dobrze znany duet Mert & Marcus. Czy duety będą modne w nadchodzącym sezonie? Może trzeba zacząć poszukiwania sobowtóra, bo na wiosnę wszystkie już będą wykupione? ;-)



Źródło: fashionologie.com

12

gru

Perełki

Na polskim rynku jest już kilka internetowych sklepów z odzieżą vintage, ale żaden z nich nie spodobał mi się tak, jak Vintage Agi. Nie ma w nim ani jednej chybionej propozycji. Wszystkie, od początku do końca, to prawdziwe perełki. Przykłady? Sweter Benettona za 15 zł. Torba niczym Hermes Kelly za 40zł. Płaszcz ze stuprocentowej wełny za 50zł. Fuksjowe szarawary za 25zł, a sukienka we wzory jak od Driesa van Notena za 30zł. Jeansowe sukienki wyglądają jak z kolekcji Topshop Unique na wiosnę 2009, tylko ich cena jest około dziesięć razy niższa. Kto stoi za tym genialnym pomysłem?
Aga, właścicielka, dyrektorka i buyerka w jednej osobie. W pewnym momencie, po wielu życiowych zmianach, zamiast wracać do dawnej pracy, postanowiła spróbować czegoś nowego. Sklep internetowy okazał się strzałem w dziesiątkę. Pani Dyrektor podkreśla, że sprzedaje tylko to, co sama lubi, co natychmiast daje się zauważyć. Wybór ubrań i dodatków jest nieprzypadkowy, style najróżniejsze, poszukiwania Agi mają szeroki zasięg, od secondhandów i hurtowni po daleki i kolorowy Londyn. Poniżej mój subiektywny wybór spośród sklepowych perełek. Są tym bardziej drogocenne, że niepowtarzalne. Autorce gratuluję pomysłu, a sama ruszam na łowy :-).



Szarawary 25zł, czepek – turban 15zł, żakiet z baskinką 35zł, drapowana suknia 50zł, bluzka z bufkami 20zł, sweter Benetton 15zł.



Jeansowa sukienka z aplikacjami 35zł, sukienka we wzory 30zł, sukienka z jasnego jeansu 35zł, top w szkocką kratę 30zł, skórzane kozaki 35zł, torebka 40zł.



Płaszcz 100% wełny 50zł, kopertowy płaszcz z mieszanki wełny i kaszmiru 70zł, trencz 45zł.

Źródło zdjęć: www.vintage-agi.pl

2

gru

Sukienka z porcelany

Chiński artysta Li Xiaofeng postanowił wykorzystać ten surowiec w sposób mniej tradycyjny niż dotychczas. Fragmenty porcelany (nie byle jakiej, bo np. z dynastii Ming) zszywa ze sobą, jednocześnie mocując je na skórzanej podstawie. Efekt? Na przykład taka sukienka. Moim zdaniem wygląda całkiem nieźle. Tylko czy da się w niej usiąść, gdy nadejdzie czas picia herbaty? Więcej można obejrzeć tutaj.



Źródło: hongart.net