Miesięczne archiwum: Styczeń 2008

30

sty

Uwaga, trend!

Nieśmiało pojawiały się już w zimowych kolekcjach, a nawet gdzieniegdzie w zeszłorocznych letnich, ale teraz zdecydowanie wyszły z cienia. Kombinezony znów modne. Element garderoby dość trudny w noszeniu, trzeba się postarać, żeby nie wyglądać śmiesznie. Ale modelki na poniższych zdjęciach jakoś mnie nie śmieszą, więc jest szansa. Wersje jak zwykle najróżniejsze. Z rękawami, na ramiączkach, z nogawkami do ziemi i za kolano. Jeśli ktoś chce obejrzeć te całkiem krótkie, polecam kolekcję Moschino. Jednym z angielskich określeń na kombinezon jest „all-in-one” i jednocześnie stanowi ono podpowiedź, jak go nosić. Skoro wszystko mamy w jednym, nie potrzebujemy nic więcej. Jedynym dodatkiem może być pasek, jednak co charakterystyczne, rzadko kiedy pokreślający talię. Raczej luźno opuszczony na biodra. Chciałabym obalić przekonanie, że kombinezony pasują tylko wysokim osobom. Trzeba próbować, a znajdziemy swój fason, niezależnie od wzrostu. Kobiety wysokie mogą sobie pozwolić na noszenie do nich płaskiego obuwia (np. moich ulubionych na lato japonek), a niskie, jeśli mają taki kaprys, podwyższyć się obcasami.



29

sty

Jeansy na nowy sezon

Być może nie będzie to notka jakiej Czytelnicy się spodziewali, ale chcę podzielić się pewnymi spostrzeżeniami, a także swoim doświadczeniem w temacie. Jeśli chodzi o jeansy, tempo mody nieco zwalnia i tendencje nie zmieniają się tak szybko jak na przykład w temacie butów. Materiał, z którego spodnie jeansowe są wykonane z założenia jest trwały i ma służyć długie lata. Dlatego przede wszystkim jeśli decydujemy się na zakup jeansów, muszą być prawdziwe, bawełniane. Domieszka streczu mile widziana, ale w ilości nieprzekraczającej 5%. Dlaczego? Im więcej streczu tym szybciej i trwalej materiał się rozciągnie. Niestety nie będzie wracał do poprzedniego kształtu. Wysoka cena nie gwarantuje jakości (chyba że udamy się na naprawdę wysoką półkę, ale i tu zdarzają się jakościowe wpadki), ale jest i druga strona medalu: można znaleźć jeansy tańsze nie odbiegające jakością od drogich. Takie spodnie to jeden z klasycznych elementów w naszej szafie, dlatego w pierwszej kolejności warto zaiwestować w fason ponadczasowy. Czyli raczej proste nogawki niż bardzo szerokie. Talia w talii, nie pod biustem. Rurki uparcie trwają na stanowisku i z mody nie wychodzą, tylko nie są już tak strasznie niskie jak na początku swego panowania. W temacie tzw. szwedów, jakiś czas temu zdziwiłam się, że wracają do łask, bo dla mnie nigdy tych łask nie straciły. I lat temu kilka upolowałam takie jedne w Zarze na przecenie. Noszę i nie czuję się ani modna, ani niemodna. Do czego dążę… Istnieją inne elementy, którymi możemy dostosować garderobę do sezonowej mody. Jeansy mogą być te same co rok wcześniej.


Jednak żeby nie być tak całkiem oderwana od trendów nadchodzącej wiosny, zajrzałam ostatnio do kilku sklepów w celu zorientowania się w jeansowej sytuacji. Mam wrażenie, że wysoka talia była jednorocznym wyskokiem i już tak łatwo jej nie znajdziemy. Widziałam zabawną opcję z odpinaną górną częścią spodni, tak więc możemy mieć gorsetową górę lub zwykłe biodrówki. Obawiam się, że w praktyce może być niewygodnie. Szerokie nogawki obecne. Tu mogę się założyć, że będzie więcej z każdym dniem.  


Wszystkie widziane przeze mnie spodnie wyglądają dość typowo. A ja lubię najbardziej jeansy w niedosłownej roli, w jakiś sposób wyróżniające się z tłumu albo tak skomponowane z resztą stroju, że nie skupiają na sobie całej uwagi. Na przykład takie za długie, noszone niedbale w komplecie ze swetrem i torbą przewieszoną przez ramię. Nie zgadzam się, że nie można ich nosić z płaszczem czy trenczem, co jakiś czas dochodzi do mnie taka opinia, że są to okrycia wierzchnie zarezerwowane tylko dla sukienek, ewentualnie spodni garniturowych. Kobiety na tych zdjęciach wyglądają oryginalnie, ciekawie, nie trzeba ich dosłownie naśladować, ale warto dostrzec ich odwagę. Te spodnie po prostu uwielbiam i chętnie bym takie nosiła. To jest drobiazg, ta mała różnica, która powoduje, że zwraca się na nie uwagę. W czasach, kiedy wszędzie pełno sieciówek i globalizacja wręcz galopuje, posiadanie oryginalnej rzeczy graniczy z cudem. Ubrania mają się sprzedawać, sieć nie będzie więc ryzykować, wypuszczając na rynek niepewny fason. A szkoda. Pozostają second handy, choć muszę ostrzec, z jeansami jest ciężka sprawa, bo zazwyczaj są mocno zużyte i szybko się drą. Chyba że o taki efekt nam chodzi, od kilku lat siostry Olsen z niego nie rezygnują. A na przykład co z drażliwą kwestią umieszczania nogawek w butach? Tu dowód na to, że można. To nie będzie wyglądać elegancko, ale elegancja nie jest jedyną obowiązującą zasadą na tym świecie. Do szarych jeansów trudno mi się przekonać. Być może dlatego, że egzemplarze, na które trafiałam do tej pory, miały podejrzanie kiepską jakość. Dziewczyna na zdjęciu wygląda fajnie, może sprawia to także reszta ubrania, no i ta zielona torba Balenciagi… :-). Na Kate Moss też wyglądają dobrze. Może to też kwestia długich nóg? Na koniec zostawiłam jeans w nieco innej niż typowa formie. Ten kombinezon to jak powrót do przeszłości. Zresztą świetnie się komponuje z fryzurą tej kobiety. I udowadnia, że nie trzeba być wysokim, żeby dobrze wyglądać w takich rzeczach. Mogłaby chociaż włożyć obcasy :-)))). A tu moja faworytka w ogrodniczkach. Zaskoczenie? Poproszę choć część jej pewności siebie.


Jedyne, co wygląda naprawdę źle i nie zmienię zdania, to jeansy za małe. Kto ma ochotę na krytykowane do niedawna, a teraz pożądane marchewy, niech nosi. Szerokie, wąskie, pumpiaste, z wysoką talią, wszystkie się nadają. W celu dostosowania ich do nadchodzącego sezonu, zapraszam do działu „Trendy s/s 2008″. Będzie hipokryzją z mojej strony stwierdzenie, że czasem wystarczy jedna apaszka i para butów, by modnie wejść w kolejny sezon, ale jeansów naprawdę nie trzeba wymieniać.


Linki do bloga The Sartorialist.

27

sty

Trochę ponarzekam…

Dawno nie narzekałam, więc się nazbierało :-). Czy spotkaliście się, drodzy Czytelnicy, z bezmyślną krytyką tego co macie na sobie albo lubicie? Jasne, każdy może sobie mówić co chce, ale nie podobają mi się słowa: „Nie wiem, jak można coś takiego nosić”. Zdecydowanie wolę: „Ja czegoś takiego nigdy nie włożę”. Drobna różnica, ale pokazuje dwa zupełnie inne podejścia do mody. Pierwsze świadczy o całkowitym zamknięciu na inność czy nowość. Czyli także na oryginalność. Drugie to świadomość własnego stylu, ale także stylu innych i tego, że style mogą być różne, a żaden z nich nie jest najlepszy. Niestety w polskim społeczeństwie dominuje pierwsza opcja. Czynników zapewne jest mnóstwo, pierwszym, który przychodzi mi do głowy jest strach przed nieznanym. Brzmi to groźnie, ale tak to widzę. Polska ulica wygląda zachowawczo i jeśli znajdą się na niej ludzie oryginalni, to zazwyczaj w ekstremalny sposób. I tak jest lepiej niż dziesięć lat temu, ale wciąż dominuje monotonia. Zastanawia mnie taka rzecz: oglądając blog Scotta Schumana nie spotykam zbyt wielu zdjęć osób ubranych bardzo kolorowo. Przeważa czerń, brąz, szarości. Wiem, chodzi o jakość ubrania, markę, a co za tym idzie wysoką cenę. Ale czy na pewno? Czy koniecznie trzeba wydawać majątek, żeby dobrze wyglądać? Może modowa ignorancja jest jakimś ogólnym snobizmem, którego nie jestem świadoma? Lepiej się zaniedbać niż przyznać, że się o siebie dba. Lepiej nosić byle co, więcej przy tym myśląc o stroju niż wkładać coś, w czym dobrze się czujemy i możemy sobie pozwolić na komfort myślenia o zupełnie innych sprawach? Czasem mam wrażenie, że w tym kraju wręcz nie wypada wyglądać dobrze. Istnieje świat z kronik towarzyskich i innych „galaktyk”, gdzie ktoś czasem zabłyśnie kopertówką od Prady i tym sposobem zyskuje tytuł najlepiej ubranej osoby w Polsce. Drugi świat jest szary i nieciekawy, a dbanie o siebie jest w nim przejawem niezdrowego egoizmu. Wiadomo, to nie do końca tak, ale te wrażenia są silniejsze niż zdrowy rozsądek. Zwłaszcza że sama nie identyfikuję się z żadnym z tych światów. Istnieje jeszcze jedno proste rozwiązanie: nie dla każdego moda jest życiową pasją. Wcale być nie musi. Ale w takim razie niech nie krytykuje tej pasji u innych. Najlepiej spoglądać na siebie (lub w siebie), nie poświęcając zbytniej uwagi i słów wyglądowi innych. Żeby to było takie proste…


Ufff… Narzekanie skończone. Spokój przez najbliższe dwa miesiące :-).

26

sty

Kurtka Gucci

Mamy kolekcję Gucci Cruise 2008, w której występuje między innymi skórzana kurtka z aplikacjami. Reakcja jest natychmiastowa. Na dwóch okładkach różnych magazynów pojawiają się różne osoby w tym samym elemencie kolekcji, ale zupełnie inaczej wystylizowane. Moda na rockowy szyk jeszcze trwa. A osobiście preferuję połączenie ze spódnicą w koralowce. Aż mi się zachciało mieć taką kurteczkę w szafie…


Mary Kate Olsen w styczniowym numerze magazynu Nylon i Keira Knightley na okładce styczniowego numeru brytyjskiego Elle:


25

sty

Co autor miał na myśli?

Junya Watanabe. Lubię taki bałaganiarski styl, choć sama go nie stosuję (proszę nie zwracać uwagi na upiorny wygląd modelek). Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, na ile trzeba być pewnym siebie, żeby wyglądać przekonująco w krzywo zapiętym sweterku czy obracającej się po szwach sukience. Czy przepustką do swobodnego poruszania się musi być metka z nazwiskiem projektanta? Na przykład kolekcja – manifest Marca Jacobsa (choć głośno o manifeście nikt nie powiedział, sam projektant przyznawał, że zmiany w organizacji tygodni mody spowodowały, że nie miał dostatecznej ilości czasu, by dopracować kolekcję – czy dlatego wyglądała jakby z przypadkowo pozszywanych kawałków?) noszona przez gwiazdy prezentuje się nieźle, bo metka jest głośno komentowana (jeśli nie na żywo, to potem pod zdjęciem w gazecie). Granica między krawiecką sztuką a brakiem solidnego wykształcenia w tym zawodzie stała się bardzo cienka. Tak cienka, że często dopóki nie spojrzymy na metkę, nie zrozumiemy przesłania. Czy to hipokryzja?



Junya Watanabe, kolekcja jesień/zima 07/08; źródło zdjęć: www.elle.com


24

sty

Notka techniczna

Wszystko dla Was, moi drodzy Czytelnicy. Postanowiłam pogrupować wpisy archiwalne i stworzyłam kilka kategorii. Od jakiegoś czasu klikam i klikam, przydzielając każdy wpis odpowiedniej rubryce. Dzięki temu będzie znacznie łatwiej poruszać się po blogu, który zaskakująco się rozrósł po wielu miesiącach regularnego prowadzenia. Proszę o chwilę cierpliwości, na razie jestem na etapie sierpnia :-).


Pozdrawiam serdecznie,


Harel