27

sty

Trochę ponarzekam…

Dawno nie narzekałam, więc się nazbierało :-). Czy spotkaliście się, drodzy Czytelnicy, z bezmyślną krytyką tego co macie na sobie albo lubicie? Jasne, każdy może sobie mówić co chce, ale nie podobają mi się słowa: „Nie wiem, jak można coś takiego nosić”. Zdecydowanie wolę: „Ja czegoś takiego nigdy nie włożę”. Drobna różnica, ale pokazuje dwa zupełnie inne podejścia do mody. Pierwsze świadczy o całkowitym zamknięciu na inność czy nowość. Czyli także na oryginalność. Drugie to świadomość własnego stylu, ale także stylu innych i tego, że style mogą być różne, a żaden z nich nie jest najlepszy. Niestety w polskim społeczeństwie dominuje pierwsza opcja. Czynników zapewne jest mnóstwo, pierwszym, który przychodzi mi do głowy jest strach przed nieznanym. Brzmi to groźnie, ale tak to widzę. Polska ulica wygląda zachowawczo i jeśli znajdą się na niej ludzie oryginalni, to zazwyczaj w ekstremalny sposób. I tak jest lepiej niż dziesięć lat temu, ale wciąż dominuje monotonia. Zastanawia mnie taka rzecz: oglądając blog Scotta Schumana nie spotykam zbyt wielu zdjęć osób ubranych bardzo kolorowo. Przeważa czerń, brąz, szarości. Wiem, chodzi o jakość ubrania, markę, a co za tym idzie wysoką cenę. Ale czy na pewno? Czy koniecznie trzeba wydawać majątek, żeby dobrze wyglądać? Może modowa ignorancja jest jakimś ogólnym snobizmem, którego nie jestem świadoma? Lepiej się zaniedbać niż przyznać, że się o siebie dba. Lepiej nosić byle co, więcej przy tym myśląc o stroju niż wkładać coś, w czym dobrze się czujemy i możemy sobie pozwolić na komfort myślenia o zupełnie innych sprawach? Czasem mam wrażenie, że w tym kraju wręcz nie wypada wyglądać dobrze. Istnieje świat z kronik towarzyskich i innych „galaktyk”, gdzie ktoś czasem zabłyśnie kopertówką od Prady i tym sposobem zyskuje tytuł najlepiej ubranej osoby w Polsce. Drugi świat jest szary i nieciekawy, a dbanie o siebie jest w nim przejawem niezdrowego egoizmu. Wiadomo, to nie do końca tak, ale te wrażenia są silniejsze niż zdrowy rozsądek. Zwłaszcza że sama nie identyfikuję się z żadnym z tych światów. Istnieje jeszcze jedno proste rozwiązanie: nie dla każdego moda jest życiową pasją. Wcale być nie musi. Ale w takim razie niech nie krytykuje tej pasji u innych. Najlepiej spoglądać na siebie (lub w siebie), nie poświęcając zbytniej uwagi i słów wyglądowi innych. Żeby to było takie proste…


Ufff… Narzekanie skończone. Spokój przez najbliższe dwa miesiące :-).

7 myśli nt. „Trochę ponarzekam…

Dodaj komentarz
  1. kajakajak

    Ha! Pewnie nie uwierzysz, ale wpis o bardzo podobnej treści mam przygotowany w swoich blogowych brudnopisach.:-D I to już od jakiegoś czasu, tylko ciągle go nie publikuję, bo bardzo buntowniczy jest i jakoś nie mogę się zebrać. A teraz jak go wrzucę na bloga, to będzie że plagiatuję Harel. ;-) No po prostu bardzo podobne myśli do Twoich kołaczą się też po mojej głowie i tyle. :-)

    Odpowiedz
     
  2. yashczoorka

    wychodzę z założenia ze sa reguły ktorych trzeba przestrzegac tak samo i w modzie dlatego dobra stylizacja to pol sukcesu, liczy się tez fantazja i to ona decyduje o stylu, dlatego podziwiam oryginalnie ubranych ludzi naprawde pełny ukłon dla nich! niektorzy troche przeginaja ze swoim stylem… fakt to kwestia gustu ale jestem za tym zeby swoim stylem nie przytloczyc osobowosci, a to jest bardzo cienka granica pozdrawiam!

    Odpowiedz
     
  3. zarin

    Ale ubieranie się na bardziej szaro-buro nie świadczy o zaniedbaniu i braku zainteresowania ubraniem. Można przecież po prostu mieć właśnie taki styl.

    Odpowiedz
     
  4. ryfka81

    Harel, jak zwykle, świetnie to ujęłaś.
    Wiadomo, że cokolwiek się robi, trzeba liczyć się z krytyką. Ale moda to nie matematyka – tu nie ma jedynego słusznego rozwiązania. Dlatego komentarze zarzucające komuś „brak gustu” czy „beznadziejny styl” są dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Tylko pozazdrościć takiego przekonania o własnej nieomylności. Też widuję sporo zestawów, które akurat MNIE się nie podobają, ale jestem w stanie zrozumieć, że ktoś najzwyczajniej w świecie ma inny styl. Wydawałoby się, że coś takiego jak różnorodność gustów to „oczywista oczywistość”, a jednak…

    Mimo wszystko pozdrawiam optymistycznie :)

    Odpowiedz
     
  5. reew

    Moim skromnym zdaniem najmniej tolerancyjna jest młodzież gimnazjalna nagminnie myląca mnie z kobietą i wysoce sprzeciwiająca się noszeniu kapeluszy przez osoby, które nie są w jesieni swojego życia. I chyba z czymś więcej osobiście się nie spotkałem, no może poza samym sobą, który wielu rzeczy nie łapie.
    Czasem widuję osoby, które po prostu wystają z tłumu, nawet, jak mi się to nie podoba, to warto docenić, bo w końcu oryginał :)

    Odpowiedz
     
  6. szaroburokolorowe

    Jestem za tym żeby do szaro-burej całości dodać trochę koloru :) W moim przypadku wygląda to tak,że ubieram się w dość ponure kolory: czerń,szary,brąz w różnych odcieniach,dodając do tego kolorowe bransoletki,kolczyki,apaszkę,torebkę,buty…Nie lubie przesady dlatego coś musi mi w stroju równoważyć :P

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *