10

Lut

Eksperyment

Wpadłam na bardzo dziwny pomysł: postanowiłam przez cały styczeń nic sobie nie kupować. Oczywiście chodziło o ubrania. Żaden sklep nie skusi mnie absolutnie niczym. Ani ostatnimi dniami obniżki, ani nową kolekcją letnią. Ostatnie dni grudnia były zakupowo rozsądne – na wyprzedażach znalazłam tylko niezbędne rzeczy, takie, których zawsze brakowało w mojej szafie (czyli kolejną dużą torbę, dwunastą i trzynastą już chyba czarną sukienkę i bardzo praktyczne zimą tweedowe szorty ;-)). Refleksja przyszła z końcem roku. Że jestem zakupoholiczką, wiem od dawna. Zawsze jednak wydawało mi się, że rozsądek zwyciężał. Jednak nałóg ma to do siebie, że to co wydaje się zdrowym rozsądkiem jest tak naprawdę głosem usprawiedliwiającym kolejne poczynania w zgubnym kierunku. Pierwszy tydzień minął spokojnie, głównie z powodu braku czasu na chodzenie po sklepach a nawet przypadkowe do któregoś zajrzenie. Pod koniec tygodnia Zara i przeceniona sukienka w etniczne wzory w stylu Balenciagi… Było ciężko, ale postanowiłam wytrwać w postanowieniu. Szerokim łukiem omijałam sklepy z butami… Tydzień drugi: Już w poniedziałek miałam bliskie spotkanie z sukienką żywcem ściągniętą z projektów Consuelo Castiglioni. Spędziłam długi czas w przymierzalni, staczając potężną walkę sama ze sobą. Wyrwał mnie stamtąd ważny telefon i na szczęście nie miałam czasu nawet na odłożenie jej przy kasie. Ufff… Ale chodzi za mną do tej pory. W trzecim tygodniu złamałam się, ale nie żałuję. W Promodzie znalazłam bluzkę w paseczki, która jesienią kosztowała 149zł, a teraz tylko 39. Zauważyłam też pewną prawidłowość (bardzo odkrywczą): jeśli nie zaglądam do sklepów, nic mnie nie kusi :-). Niestety stało się to już pewną rutyną, że kiedy mam wolną chwilę, zamiast spaceru w wątpliwej przyjemności warunkach atmosferycznych wybieram spacer między wieszakami w pięknie oświetlonych sklepach. Cóż… Nie kupiłam także szarej parki w H&M, ani kolorowych tunik w śmiesznych cenach w Pull & Bear… Nie dałam się złapać na obniżone ceny w Stradivariusie, mimo że dotyczyły rzeczy wcześniej upatrzonych. Po pierwszym szoku organizm z zadziwiającą łatwością dochodził do siebie. Aż do momentu, kiedy mym oczom ukazały się przecenione szarawary, poszukiwane od lat. I tak w czwartym tygodniu drogi przez mękę złamałam się po raz drugi. A potem także trzeci, bo jak można wystawiać na sprzedaż w styczniu piękne wiosenne chustki? Kupiłam dwie. Oj, to nie jest śmieszne…


Gdybym chciała podejść do eksperymentu całkiem na poważnie, musiałabym się teraz załamać jego totalnym niepowodzeniem. Postanowiłam jednak wyciągnąć tylko pozytywne aspekty i muszę przyznać, że dawno nie byłam tak szczera sama ze sobą w sprawach zakupowych, jak przez ostatni miesiąc. Niekończące się dialogi wewnętrzne na temat „mieć albo nie mieć” dały mi do zrozumienia, że mimo iż nie jest to sensem mojego życia, sprawia mi dużo przyjemości i, o dziwo, nie przysparza zmartwień czy wyrzutów sumienia. 


15 myśli nt. „Eksperyment

Dodaj komentarz
  1. yashczoorka

    Harel jestem z Toba!:) w styczniu wydalam okropnie duzo pieniedzy na ubrania wole ich nie podliczac aaa sama nie wiem kiedy wydalam tyle po prostu siedzialam przy komputerze i przegladalam secondhandy online;( ale nie załuje bo kupilam to czego dotychczas nie moglam znalezd w innych tradycyjnych sklepach

    Odpowiedz
     
  2. laureeen

    Musze przyznać ,że Na twój blog trafiłam całkiem przypadkiem było polecane na któryms forum o modzie i z ciekawości postanowiłam sprawdzić. I do dziś nie umiem wyjśc z podziwu ;) Kiedy odkryłam ten blog przez ponad godzine siedziałam jak zaczarowana i przeglądałam całe archiwum. Nie tylko amsz ogromne pojęcie o mdozie ,ale we wspaniały sposób umiesz to wyrazić. Od ponad miesiąca zaglądam tu z ogromnym zainteresowaniem kazdego dnia :) Nic pzoostaje mi tylko życzyć byle tak dalej bo nei łatwo znaaleźć spojrzenie tak mądrym okiem na modę

    Odpowiedz
     
  3. shifty833

    Uwielbiam czytać Twoje wpisy, zabawne, niezwykle opisowe a przede wszystkim ciekawe! :) Zgadzam się też z przedmówczyniami. Sama wchodzę na bloga codziennie i czekam na nowe notki :)

    Odpowiedz
     
  4. czula-halina

    Dzisiejszy tekst jest odzwierciedleniem mojej wieloletniej walki z nałogiem zakupoholizmu.Oczywiście najlepszy sposób to niezagladanie do sklepow,ale w takim razie musiałabym przeprowadzić się na pustynię!Pozdrawiam.Równiez dzień zaczynam od przeczytania blogu Harel ,jeśli tylko mam na to czas.

    Odpowiedz
     
  5. ryfka81

    Mnie się udaje „pościć” tylko kiedy jestem spłukana, albo kiedy mam nawał roboty i nie mam czasu na latanie po sklepach (ale od czego mamy internet? ;) Choroba, po prostu choroba…

    Odpowiedz
     
  6. agnieszkack

    Hej, wpadam tu codziennie od dłuższego czasu, ale dopiero teraz założyłam konto na gazecie. Prowadzisz mój ulubiony blog modowy, uwielbiam na niego zaglądać!
    A zakupy? W styczniu wydałam tylko 19 zł na najzwyklejszy podkoszulek :] No, chyba że liczyć te 400zł na materiał i uszycie sukienki studniówkowej :D
    Ps. Do stradivariusa tęsknię duszą i ciałem, ale najbliższy jest w Krakowie. Eh te Kielce..

    Odpowiedz
     
  7. morven

    Może załóżmy kółko wsparcia? Poważnie mówię.
    Ja się staram nie kupować, ale właśnie znalazłam na allegro płaszczyk w pepitkę. No i nie wiem, co mam zrobić… A potem, wracając z pracy, może zajrzę do ulubionego ciuchlandu i znowu będę tłumaczyć mężowi, że owszem, kupiłam kolejną bluzeczkę, ale przecież kosztowała tylko 5 zł.

    Odpowiedz
     
  8. e.milia

    No właśnie. Nie dość, że codziennie zaglądam na blog harel, to jeszcze zakupomania mnie też ogarnęła.

    Mało kupuję ubrań ostatnio, bo mam inne wydatku i pustki na koncie, ale przeceny kuszą… w tym miesiącu też miałam już nic przypadkowo nie kupować i co?
    Dziś weszłam do centrum handlowego niby tylko po to, żeby zobaczyć oprawki do okularów, bo potrzebuję nowych i kupić czapkę, bo wszystkie pogubiłam, a ziimno jest nadal.
    Okularów nie wybrałam, czapkę kupiłam, ale do tego jeszcze nie mogłam się oprzeć spódnicy, ślicznej chusteczce i kapelusikowi. No bo jak na czapkę będzie za ciepło, to co ;) I wszystko nie takie drogie i jakby na mnie stworzone ;)

    No i co? Z jednej strony zadowolenie z nowych rzeczy, a z drugiej niezadowolenie z wydanych pieniędzy.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *