Miesięczne archiwum: Kwiecień 2008

19

Kwi

Słodko

Takie rzeczy to tylko w Ameryce :-). To nie reklama cukierni, to zdjęcia biżuterii Pancake Meow. Wisiorki, pierścionki, kolczyki, wszystko wygląda tak smakowicie, że obawiam się, czy nadaje się do noszenia jako biżuteria. Jestem pewna, że gdybym spotkała któreś z poniższych na swojej drodze, musiałabym spróbować…



Źródło zdjęć: www.pancakemeow.com

17

Kwi

Green Establishment

Po raz kolejny okazało się, że jestem zupełnie nieświadoma tego, co dzieje się wokół, mimo że teoretycznie tak zainteresowana tematem mody. Dzięki Czytelniczce (fk_k – dziękuję!) odkryłam fantastyczną polską markę ubrań: Green Establishment. Obejrzałąm ofertę na stronie internetowej i postanowiłam wybrać się do źródła. To trzeba zobaczyć samemu. Ubrania są fantastycznej jakości, projekty bardzo przypadły mi do gustu, materiały świetne. Ceny… adekwatne do jakości i niemasowej produkcji.


Krótko o firmie (więcej można znaleźć na stronie): dwie projektantki: Kamila Kanclerz i Kinga Kowalewska postanowiły tworzyć oryginalne linie ubrań, nad których powstawaniem będą miały kontrolę od początku do końca. Wcześniej obydwie pracowały dla sieci, w której ubrania szyte były w fabrykach położonych tak daleko od siedziby firmy, że często efekt końcowy nie miał wiele wspólnego z pierwotnym projektem. Tak powstało Green Establishment. Jestem pod dużym pozytywnym wrażeniem.


Showroom znajduje się w Warszawie, ul. Wileńska 13 lok. 46.


Poniżej zdjęcia letniej kolekcji Green Beast. Więcej do obejrzenia tutaj.






fot. Bartek Kaczmarek

16

Kwi

Duży biust a moda

Temat na życzenie Czytelniczki. Równie dobrze mogłabym pisać o małych biustach, choć te podobno łatwiej ubrać. Tak naprawdę zależy, co się chce osiągnąć. Na początek każdej kobiecie, która chciałaby modnie się ubierać nie zważając na trudności, jakich przysparza nam biust o większym rozmiarze niż przeciętny polecam ten blog. Bo najważniejsze na początku czy przy dużym biuście, czy małym, to znać swój rozmiar stanika. Gdy stanik dobierzemy odpowiednio, połowa ciężkiej pracy za nami.


Dla „biuściastych” moda bywa okrutna. Cienkie ramiączka, zbyt małe miseczki sukienek, amerykańskie dekolty, odkryte plecy czy zwykłe koszulowe bluzki na guziki: to wszystko może stanowić problem. Tak jakby świat mody zapomniał o tym, jak różnorodne mogą być kobiece figury. Modelki służą do prezentacji ubrań, które potem będą kupować „zwykłe kobiety”. Ale coraz częściej widzę, że wiele rzeczy może wyglądać dobrze tylko na modelkach. Tak są zaprojektowane i nikogo za to winić nie można, takie czasy: z kultem młodości i chudości na czele. I potem znajdujemy wyśnioną sukienkę, która, gdy już dopnie się na górze, smutno zwisa na dole. Albo gdy na biodrach leży idealnie, na górze brakuje znacznej części materiału. Idealnym rozwiązaniem byłoby szycie na miarę, ale to droga i czasochłonna impreza. Choć kto może, niech korzysta.


Kolejny problem to jak wyglądać z dużym biustem elegancko, kobieco, ale nie wyzywająco. Spotykam się od lat ze stereotypem, którego strasznie nie lubię, ale niestety obawiam się, że nie da się go zwalczyć. Duży biust przyciąga uwagę, a między dużym dekoltem a zbyt dużym dekoltem jest bardzo cienka granica. Wystające ramiączka stanika to często konieczność. Moim zdaniem jeśli są ładne, dopasowane kolorystycznie do reszty, dlaczego rezygnować z ubrania, przy którym trochę będzie je widać? To sprawa noszącej. Ma być ładnie, estetycznie i stylowo. Niestety trzeba się pogodzić z faktem, że niektórych fasonów nigdy nie będziemy nosić. Mam wrażenie, że przy dużym biuście szczerość z samą sobą na poziomie stylu jest bardziej istotna niż w przeciętnych przypadkach.


Ale teraz dobre wiadomości. Istnieją fasony wręcz stworzone dla dużych biustów i okazuje się, że warto taki biust mieć. Na przykład kopertowe bluzki i sukienki. Układają się przepięknie, ważne jest tylko, by krzyżować je pod biustem, nie zakładać dwóch części na siłę w jego połowie (mam nadzieję, że mój opis daje wyraźny obraz tego, co mam na myśli). Nauczyła mnie tego kobieta, która szyła moją ślubną sukienkę – kopertowo zakładaną właśnie. W takich sukienkach można pięknie zaznaczyć talię. Gdy mamy duży brzuch, to nawet lepiej, bo proporcje między biustem a brzuchem (i siłą rzeczy biodrami) są zachowane.


Druga sprawa to dekolty w szpic. Zdecydowanie najlepsze. Kardigany, żakiety, t-shirty, wszystko będzie podkreślać biust zamiast go zbytnio uwydatniać. Proponuję eksperyment przy nadmiarze czasu. Wziąć do przymierzalni wersje z dekoltem okrągłym i trójkątnym. Różnica będzie widoczna natychmiast.


To mit dość mocno rozpowszechniony, że przy dużym biuście odpadają bluzki czy sukienki z podwyższonym stanem. Jeśli są dobrze dopasowane pod biustem, podkreślą tylko nasze atuty. Przy okazji zakryją brzuch, jeśli jest taka potrzeba.


Bardzo dobrym patentem jest luźna góra, najlepiej dopasowana w talii lub nieco poniżej. W dodatku sprawdza się „w dwie strony”, tzn. działa także przy małym biuście. W takim fasonie trudno określić czy mamy coś do ukrycia, czy wręcz przeciwnie.


Bluzki koszulowe to ciężka sprawa. Tu naprawdę najważniejszy jest dobrze dobrany stanik. I czasem musimy się pogodzić, że talia nie będzie podkreślona kosztem idealnego dopasowania w biuście. Na szczęście nic nie trwa wiecznie i obecnie bardzo modne są nieco luźniejsze i dłuższe koszule o prostej linii. A jeśli bardzo zależy nam na talii, możemy podkreślić ją paskiem.


Wiem, że tylko lekko musnęłam ogromny temat, ale mam nadzieję, że tych kilka porad (bardziej niż zasad – bo zdaję sobie sprawę, że nie zawsze są zgodne z ogólnie panującymi zasadami ubierania dużego biustu – natomiast o tyle wiarygodne, że sprawdzone w praktyce), a także inspiracji przyda się Czytelniczkom. Jeszcze na koniec jedno bardzo ładne zdanie, nie pamiętam dokładnego brzmienia, w każdym razie pochodzi z Hiszpanii i brzmi: „Noś swój biust tak dumnie, jakby to były rogi” :-). Abstrakcja, ale niezmiernie mi się spodobało.

15

Kwi

Wyglądać lepiej

Mam mieszane uczucia po przeczytaniu ostatniej notki na The Sartorialist. Autor bloga postanowił „ulepszyć” dziewczynę, którą spotkał na ulicy. Nie udało mu się zrobić satysfakcjonującego zdjęcia, które mógłby z czystym sumieniem umieścić wśród innych mu podobnych na swojej stronie, więc zaoferował jej swoją pomoc w zmianie wyglądu. Zastanawiam się, czy nie lepiej było zostawić dziewczynę w spokoju? Niech sobie chodzi w czym chce, niech sobie ma taką fryzurę, jaką lubi. Wyczuwam tu zbyt przedmiotowe spojrzenie na osobę. Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby Scott Schuman do czegokolwiek ją zmuszał. Odzew na notkę był ogromny, obecnie widzę ponad czterysta najróżniejszych opinii. I tak sobie myślę, że gdyby zaczepił mnie na ulicy i zaproponował pomoc w zmianie stylu, bez wahania bym odmówiła. Nawet jeśli do tej pory podziwiałam większość sfotografowanych przez niego osób, nie chciałabym stać się kimś, kim nie jestem. A może to zbyt mocne przywiązanie do własnego wyglądu? Może powino się dać sobie pomóc, otworzyć się na nowe możliwości? I teraz naprawdę nie wiem: oburzać się czy zachwycać? W każdym razie dziś postanowiłam Scotta Schumana nie lubić :-) (oby jak najszybciej porzucił ten temat, bo nie chcę tkwić w tym stanie uczuć zbyt długo…).