Miesięczne archiwum: Maj 2008

30

maj

Harel w liczbach

1. Dziś stuknęło mi trzysta postów. Ten jest trzysta pierwszy :-).


2. Od półtora roku blog zarejestrował dwa i pół miliona odsłon.


3. W tym tygodniu blog znów znalazł się na piątym miejscu rankingu blox.pl.


Czy muszę dodawać, że te liczby zawdzięczam głównie Czytelnikom? Dziękuję!


Z tej okazji na deser ciasteczko znalezione na tutaj.



Źródło zdjęcia: normalynn.info

30

maj

H&M na jesień (2)

Boska Heather Marks, która dawno temu myliła mi się ze Stam. Na drugim i trzecim zdjęciu „pradowe” skarpetki z wcześniejszych sezonów. Na dwóch ostatnich w komplecie ze swetrzyskami kozaki za kolano, które do tej pory kojarzyły mi się z zaopatrzeniem specjalistycznego sklepu w podziemiach warszawskiego hotelu Marriott (ach, te stereotypy…).








Źródło zdjęć: damernasvarld.se

29

maj

H&M na jesień

Lato jeszcze się nie zaczęło, ale już pojawiły się zdjęcia jesienno zimowej kolekcji H&M. Zresztą niektóre ubrania dotrą do sklepów już na początku lata, jak zwykle. Fast fashion… Już się nauczyłam, że jeśli chcę znaleźć swój rozmiar, dajmy na to, fajnych letnich butów, muszę zdecydować się na nie w lutym. Płaszcz z trzeciego zdjęcia chętnie kupiłabym już dziś… Oby jakość była dobra… Marni, Miu Miu, Chloe, Prada, może ktoś widzi coś jeszcze? :-)









Źródło zdjęć: damernasvarld.se

26

maj

Gladiatorki

Choć wszystkie możliwe źródła wmawiają nam, że tzw. „gladiatorki” są największym trendem lata, fakty wskazują na coś innego. Owszem, pojawiło się dość dużo tego typu obuwia w sklepach, ale wystarczy spojrzeć na wybiegi czy blogi street fashion, by stwierdzić, że szczyt popularności gladiatorki przeżywały rok temu. Nie znaczy to absolutnie, że mamy się na takie sandały obrazić. Po prostu zjawisko to świetnie obrazuje jak coś, co było trendem, staje się tak popularne, że dłużej trendem być nie może (polecam temat z archiwum, tak się przypadkowo składa, że dokładnie sprzed roku:-)). Co do wybiegów, na upartego możemy twierdzić, że buty przedstawione przez dom mody Etro czy Balenciaga to właśnie gladiatorki, choć na dobrą sprawę nie mają z nimi nic wspólnego. Podobnie jak pokaz Paul Smith Women, zdominowany raczej przez zwykłe kolorowe sandałki, które na siłę wciela się w rolę gladiatorek. Jedynie D&G i Fashion East zaprezentowali coś, co jest zgodne z ich definicją.


Zresztą, trend czy nie trend, tego lata zapowiada się na inwazję tychże. Mogą się podobać, mogą nawet całkiem nieźle wyglądać, pod warunkiem, że będą jedynym antycznym elementem naszego stroju. Nawet Alberta Feretti czy Alber Elbaz, którzy w tym sezonie wiodą prym jeśli chodzi o sukienki drapowane, nie zestawili ich z gladiatorkami. Osobiście nie to, że mam coś przeciwko, ale znacznie wolę wersje złagodzone. Warto przyjrzeć się tym u Feretti właśnie.


A oto co znalazłam w sieci na powyższy temat. Zdjęcia z linków są w większości zeszłoroczne. Na przykład króciutka skórzana spódnica i jak dla mnie w zaskakujący sposób dopasowane sandały. Na plus, rzecz jasna. Podobnie ma się rzecz w komplecie z hippisowską sukienką czy małą czarną w wersji całkowicie niezobowiązującej. A jak się ma rzecz w wersji eleganckiej? Proszę bardzo. Moja ulubiona Giovanna w butach Chanel, jeśli mnie oczy nie mylą, i małej czarnej. Świetnie się te dwa elementy uzupełniają i, choć żadne z osobna zbyt eleganckie nie jest, w zestawie zyskują nowe znaczenie. A może czarne spodnie plus kremowa koszulka plus duża torba i wyraziste okulary? A wszystko najlepiej idące w parze niczym Viktor & Rolf :-).


A teraz aktualności. Niewiele można spotkać gladiatorek na ulicach, co tylko potwierdza moje przypuszczenia. Znalazłam zaledwie dwa przykłady z Francji (swoją drogą idealne zestawy na nadchodzące lato). Ma za to miejsce inne zjawisko, ale o nim napiszę następnym razem. 

22

maj

Z manekina nie zdejmujemy

Ostatnio byłam świadkiem dość ciekawej scenki. Otóż w sklepie popularnej sieci klientka stojąca w kolejce przede mną dosłownie błagała kasjera, żeby zdjął z manekina ostatni egzemplarz spódnicy w jej rozmiarze. „Niestety, z manekinów nie zdejmujemy, ale może się pani zapisać na listę oczekujących”. „Oczekujących na tę spódnicę?”. „Oczywiście, nie jest pani pierwsza. Zresztą wszystkie rzeczy na manekinach są już zarezerwowane”. Oto sukces merchandiserów. Nie dość, że rzeczy prezentowane na wystawie znikają z wieszaków zazwyczaj tego samego dnia, którego zostały wstawione, to jeszcze potem przez dwa tygodnie wzbudzają pożądanie klientów. A tego, co ogólnie niedostępne, zaczyna się chcieć jeszcze bardziej. Listy są pełne. Kolejki chętnych często bardzo długie. Przypominam sobie, jak jakiś czas temu w sklepie innej popularnej sieci spytałam o bluzkę, która mi się spodobała, ale jej nie kupiłam. Pierwsze pytanie, jakie usłyszałam to: „Czy chodzi o tę z wystawy?”. Jako że rzadko kiedy zwracam uwagę na wystawę, nie miałam pojęcia, o co sprzedawcy chodzi. Wyszliśmy przed sklep i wprawdzie była to zupełnie inna bluzka, ale natychmiast jej zapragnęłam. Żadnej z nich nie było, a ja czułam się coraz dziwniej, bo gdy tylko miałam okazję, wieczorem po pracy zaglądałam do sklepu i pytałam, czy może już się pojawiła. Wreszcie, chyba za czwartym razem (tak, to poważny nałóg, wiem… :-)) sprzedawczyni zniecierpliwionym tonem oznajmiła, że nawet jak już ją zdejmą z manekina, chętnych klientek jest tyle, że pewnie rozerwą bluzkę na strzępy. Dałam się złapać! Ja, taka rozsądna konsumentka, która raz po raz tworzy teksty o slow fashion, świadomym kompletowaniu szafy itd. No cóż… Finał był taki, że bluzkę z manekina zdjęto (nie mam pojęcia, czy przetrwała w jednym kawałku), a kiedy dwa miesiące później odwiedziłam sklep ponownie, wisiał ich cały rząd, nie wzbudzając żadnego zainteresowania (oprócz mojego, bluzka wisi w mojej szafie :-)). A manekiny odziane tym razem w kwieciste sukienki, których oczywiście wewnątrz już nie było… Kolejkę do Birkin Bag jeszcze zrozumiem, ale takie rzeczy mnie dezorientują. Tym bardziej że czasem sama im ulegam…

21

maj

Szpieg Harel

Oto co odkryłam, będąc niedawno w Reserved. Nawet nie musiałam sobie przypominać, skąd znam tę sukienkę.  Zauważyłam, że w tym sezonie dość dużo tam bezpośrednich inspiracji, że tak się eufemistycznie wyrażę ;-). Proszę wybaczyć kiepską jakość zdjęcia, ale robione było małym szpiegowskim aparatem z dość mocnymi szumami ;-))).


 


Źródło zdjęć: elle.com; spiegowskie archiwum domowe.