15

maj

Przetrwać lato (1)

I znów się zaczęło. Czy wypada nosić japonki w mieście? Czy kozaki to buty wybitnie zimowe? Czy można odsłonić nieopalone nogi? I wiele, wiele więcej pytań w podobnym tonie. Moje zdanie zmienia się co jakiś czas. Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażałam sobie, że mogłabym paradować z bladymi nogami, gdy temperatura osiągała poziom idealny do opalania. Nie widziałam też przeszkód w noszeniu japonek na co dzień, choć wynikało to raczej z konieczności niż fanaberii. Kiedy ten aspekt stał się historią, odkryłam inne letnie buty. Obecnie, zanim włożę japonki, zastanawiam się, czy nie warto pójść w stronę bardziej elegancką. Coraz bardziej kojażą mi się z plażowaniem, aczkolwiek rezygnacja z nich wiąże się raczej z tym, że poruszając się w nich po ulicach po piętnastu minutach mam zakurzone stopy :-).


Co do bladych nóg, polecam rzut okiem na skandynawskie fashion blogi. Dziewczyny się nie przejmują i dumnie pokazują w takim kolorze skóry, jaki mają. Przekonanie, że nogi muszą być opalone w naszym kraju graniczy z obsesją. Sama w owym przekonaniu tkwiłam dość długo. Teraz chodzę jak chcę. Jeśli będę miała czas, trochę się poopalam, jeśli nie (czyli tak jak teraz, i nie zanosi się na zmianę póki co) albo skorzystam z mleczka brązującego (polecam Garnier), albo zostanę taka jaka jestem. I żeby nie było: nie mam nic przeciwko opalonym nogom czy w ogóle letniej opaleniźnie. Wygląda przepięknie, tak samo jak mleczna cera nietknięta słońcem. Moim zdaniem sedno tkwi w odpowiedniej pielęgnacji skóry, nie w jej kolorze.


Kto odwiedzał Lookbook, na pewno pamięta moje ukochane karmelowe kozaki. Nie przylegają do nogi, ładnie się marszczą i wyglądają idealnie w wersji letniej. Kilka lat temu będąc w Paryżu (nie wiem dlaczego, ale takie zdania zawsze wydają mi się strasznie pretensjonalne, no trudno, trzeba być ponad to ;-)) zauważyłam, że kobiety noszą tam luźne kozaki oraz słynne ugly Ugg do sukienek lub szortów, na gołe nogi (i wcale niekoniecznie opalone). Pierwszego dnia pomysł wydał mi się szalony. Drugiego zaczął się podobać. Trzeciego wyruszyłam na poszukiwanie podobnych butów – skończyło się na beżowych Ugg. W zeszłym roku do kompletu znalazłam wspomniane wyżej kozaki i póki było ciepło jesienią, nosiłam właśnie w ten sposób. Teraz, gdy znów grzeje słońce, pomysł powrócił, mimo że stereotyp jest taki, że kozaki powinno się chować do szafki najpóźniej w marcu. Choć wystarczy spojrzeć na Kate Moss, która ten stereotyp obaliła kilka lat przed moim paryskim odkryciem.


W ogóle ostatnio coraz bardziej męczy mnie niewolnicze podejście do mody. Nie to, że takie reprezentowałam (choć przyznaję się, że bardziej niż trendsetterką jestem trend-ofiarą – jak to ładnie brzmi ;-)), chodzi raczej o przywiązanie do bezpiecznych stereotypów (typu: kozaki tylko zimą, adidasy na siłownię, a japonki na plażę – i nie wiem, dlaczego jako przykłady podałam tylko buty). Powtórzę się: jest tyle poważnych i mało przyjemnych spraw w życiu, moda nie powinna się do nich zaliczać. Ma dawać przyjemność i może lekkie oderwanie od rzeczywistości. Przejmowanie się nią byłoby dla mnie początkiem końca świata :-). A do tematu lata jeszcze powrócę.

22 myśli nt. „Przetrwać lato (1)

Dodaj komentarz
  1. real_girl

    Pod ostatnim akapitem podpisuję się obiema rękami. Moda to lekki temat, a ludzie ubiór traktują strasznie poważnie. Strojem można się bawić, to nie tylko opakowanie. Sprawa japonek jest dla mnie zamknięta. Nie lubię, nie chodzę- proste. Do kozaków letnią porą zniechęcił mnie tato, który wygłosił dość nieprzychylną opinię, gdy mnie w nich zobaczył z dwa/trzy tygodnie temu. Zniechęcona na maxa, chyba już więcej ich nie założę. A blade nogi pokazuj, nie powinnaś się wcale nad tym zastanawiać. Blada skóra, moim zdaniem, jest tak samo atrakcyjna, jak letnia opalenizna. A zdanie innych nie powinno nas w ogóle interesować, ubieramy się przecież dla siebie (hm, może jednak zrobię na przekór tacie?:) . Pozdrawiam.

    Odpowiedz
     
  2. ruda.ja

    ludzie poważnie podchodzą, bo wypada się lansować ;oPP
    japonki bardzo lubię, mimo, że się kurzą stopy, a odkąd usłyszałam, że blada skóra jest seksi nie przejmuję się bieganiem po solariach, zresztą zawsze wolałam być blada niż pomarszczona.

    Odpowiedz
     
  3. zelda_79

    A’propos butów typu Ugg. Jakoś nie mam odwagi założyć moje emu teraz, choć u przytaczanej Kate Moss bardzo mi się podobają. Poza tym nie jestem przekonana, czy faktycznie latem chłodzą. Już przy końcówce zimy było mi w nich ciepło. Czy to tylko moje wrażenia? :-)

    Odpowiedz
     
  4. e.milia

    Świetny tekst :) Podpisuję się pod swobodnym podejściu do mody i kierowaniem się ;przede wszystkim naszymi własnymi upodobaniami i chęciami.

    Ja nie lubię się opalać, a jestem z natury blada – no i co z tego? Nie mam problemów z pokazaniem tej bladości, a słońce łapie mnie przy okazji, z wakacji zdarza mi się wrócić opalona, chociaż nie leżę na plaży :) Czasem, jak mi się chce, korzystam z balsamu samoopalającego.
    Japonek zwykle nie noszę w mieście, ale to tylko dlatego, że jest mi w nich niezbyt wygodnie. Zresztą w ogóle wolę jakieś inne sandały, takie, które trzymają kostkę i nie mają tego japonkowego czegoś na palce. Tak samo, jak przez 25 lat życia nie nałożyłam butów na obcasie, bo nie miałam takiej ochoty (dopiero w tym roku zaszalałam ;))

    No i co z tego? To mi ma się podobać i ja mam się dobrze w tym czuć.

    Odpowiedz
     
  5. hakiru

    Dla mnie moda to przede wszystkim zabawa, dlatego nie rozumiem takich zakazów i nakazów, jeśli masz ochotę założyć latem kozaki, to dlaczego nie? Inna sprawa, że w Polsce ludzie nie są zbyt tolerancyjni, jeśli chodzi o dziwnie (ich zdaniem) wyglądające osoby, więc trzeba się liczyć z tym, że będą na nas patrzeć conajmniej jak na dziwoląga. Kwestia pewności siebie :)

    A blade nogi? Też miałam kiedyś obsesję opalenizny, jednak z natury mam bardzo jasną, oporną na słońce skórę. Niezależnie od tego, jak długo leżałabym na słońcu kolor brązowy był poza moim zasięgiem. A teraz? Moje podejście całkowicie się zmieniło, uważam nawet, że jasna skóra bywa piękniejsza, bardziej intrygująca, niż opalona. Zresztą zpójrzmy na Ditę von Teese ;)

    Jeszcze tylko chciałam powiedzieć, że odwiedzam Twój blog regularnie od jakiegoś czasu, to bardzo fajne miejsce w sieci :)

    Odpowiedz
     
  6. la_kulla

    Chcialabym tu dodac swoje trzy grosze w temacie bladych nog: mieszkam obecnie w Finlandii i musze stwierdzic, ze pobyt tu wyleczyl mnie (tez) z zamartwiania sie bladymi lydkami w okresie wakacyjnym (predkiego rozgladania sie za samoopalaczami kiedy mocniej zaswiecilo wiosenne slonce). Jak Harel zauwazylas skandynawki niezbyt sie tym przejmuja, slusznie zreszta, skoro przewazajacy procent kobiet tutaj jest bladych jak przescieradlo (niektore wrecz zjawiskowo piekne z ta bladoscia). Ilez to rzeczy zalezy od punktu siedzenia…

    Odpowiedz
     
  7. ryfka81

    „Blade nogi w japonkach” to moje drugie imię w sezonie wiosenno-letnim :) W kozakach też bym chętnie chodziła. Mam nawet takie fajne nieocieplane, ale są trochę za duże – zimą na grubą skarpetę ok, ale na gołe nogi niestety odpadają. Tylko to mnie powstrzymuje.

    Ludzie, więcej luzu. I mówię to ja – sztywniara ;)

    Odpowiedz
     
  8. vintage-gurus

    Zgadzam się, swoboda przede wszytkim, trzeba sie kierować wyłącznie swoim gustem i nosić wszystko, co się nam żywnie podoba, nie ograniczając się konserwatywnymi poglądami większości:)

    Odpowiedz
     
  9. anio_i_takie_tam

    hej Harel! Jesteś wspaniała, ostatnio mam ubraniowy zastój- dla mnie lato jest straszne- umieram z gorąca nawet przy takich temperaturach jakie są teraz. Mimo, że wszystko niby wiedziałam wcześniej- ten wpis dał mi „kopa”, DZIęKI! I czekam na kolejne wpisy z serii „przetrwać (u mnie dosłownie) lato”.

    Odpowiedz
     
  10. tuska-k

    podpisuję się pod tekstem obydwoma rękami – moda powinna być zbawą
    właśnie jestem na etapie leczenia się z kompleksu bladych nóg – w końcu blade nogi (w moim przypadku nieporównywalnie z resztą ciała oporne na opalanie), żeby nie być bladymi muszą mieć kiedyś okazję złapać trochę słońca! a jak mają to zrobić schowane w długich spodniach i spódnicach? koniec kompleksów, pokazujemy nogi! :-)

    Odpowiedz
     
  11. zielona_hortensja

    Co do opalenizny- przecież jeszcze jakieś sto lat temu kobiety robiły dosłownie wszystko, żeby być nieopalonym i mieć arystokratycznie białą skórę. Kobieta opalona była uważana za prostaczkę.

    Żadna skrajność nie jest dobra, ale to mi zawsze uświadamia jak bardzo wszystkie tego typu przymusy są relatywne :)))

    Odpowiedz
     
  12. modomania

    Ja teraz nie mogę się przestawić na lżejsze ciuchy po tylu tygodniach zmiennej pogody…Twój tekst mi pomógł, mam nadzieję że niedługo kolejna część :)

    Odpowiedz
     
  13. e.milia

    O, ja też nie mogę przestawić się na lekkie ciuchy. Ale zresztą mi wcale nie jest jeszcze tak gorąco, zwłaszcza wieczorami. Wczoraj zamarzałam wieczorem. I w ogóle niekiedy nawet w ciągu dnia dziwię się, jak ci ludzie wytrzymują w krótkich rękawkach, nogach bez rajstop i sandałkach.
    No ale ja mam coś nie tak z tym odczuwaniem temperatury :/

    Odpowiedz
     
  14. flyingkliszka

    odnosnie nie opalonej cery popatrzmy na nasze siostry azjatki, nie wystawią żadnego skrawka swego ciala na slonce….a ile zuzywaja kremow wybielajacych^^ gdybysmy my europejki braly z nich przyklad zmarszczek i innych problemow byloby mniej….grunt odpowiednia pielegnacja^^

    Odpowiedz
     
  15. fluffszaff

    e tam, stereotypy ubraniowe. już prawie nikt sie ich nie trzyma, tak samo zresztą (ha ha!) jak ‚oficjalnych’ trendów ;) no, chyba, że redaktorzy Vogue’a ale oni mogą sobie na to [finansowo] pozwolić. my, biedne ofiary mody, robiące co w naszej mocy korzystając z dostępnych funduszów możemy przecież używać wszelkich dostępnych metod i wyglądac rewelacyjnie. na lato (jeszcze nie tak gorące, jak może być już niedługo) szorty plus kozaki. i basta. (i bomba!)

    Odpowiedz
     
  16. michelle_in_wonderland

    Ja raczej nie przypominam sobie abym miała nawt chęć przyciemnienia skóry. Raz wybrałam sie do solarium w zimę na chyba 5 min,ale po to aby piegi sie pojawiły(zawsze jest ich więcej latem :P). Skończyło sie na tym że spaliłam sobie tyłek(i tylko tyłek). A ogólnie zawsze używam wysokich filtrów. :P A swoje blade nogi bardzo lubie ;)

    Odpowiedz
     
  17. chehozka

    Matko kochana, ależ nonkonformistki z tych wszystkich komentujących, wszystkie jak jeden mąż nie wstydzą się swoich bladych nóg i ubierają się absolutnie tylko i wyłącznie w zgodzie z odczuciami swoimi, a nie innych. Pogratulować.
    Mimo iż problemów z opalaniem nie mam, bo brązowy kolor łapię szybko, to teraz, w tej porze około wiosennej (maj), kiedy resztki z zeszłorocznego lata dawno się zmyły, też mam porażającą bladość na nogach, której się zwyczajnie wstydzę. Uważam, że wygląda nieestetycznie i tylko czekam na cieplejszy weekend, żeby móc wyskoczyć z Warszawy i poopalać się w przydomowym ogrodzie. Kiedy jakiś rok temu wskoczyłam w maju w krótkie portki z tymi swoimi „bielicjami”, komentarz mamy skutecznie ostudził mój zapał i teraz już nie świecę białymi łydkami (podobnie jak jednej z komentujących tato obrzydził kozaki…). Do solarium nie chodzę, balsamy brązujące są fajne, ale jak jesteś już choć trochę opalona. Taką porą jak ta ratuję się jakimiś naturalnym, cienkimi rajstopami, a w japonkach i z białymi łydkami popylam jedynie do osiedlowego za rogiem.

    Odpowiedz
     
  18. mademoiselle.elisabeth

    walczę o prawo do bladości! ja się nie opalam, mogę leżeć na słońcu całe dnie i najwyżej lekko ociepli się mój odcień bladości, jestem po prostu słońcoodporna (na różowo też się nie robię, po prostu jakbym odbijała). jak się czasem zdołuję tą lansowaną wszędzie opalenizną, to myślę o mojej skórze za lat 30 i o tej smażonej za tyle samo i humor mi się poprawia. no i zawsze chciałam mieć naturalnie oliwkową karnację ;)

    a co do tego luzu w ubieraniu się, to dla mnie pozbycie się każdego kolejnego przesądu jest dużym osiągnięciem, ale nie jestem jakoś specjalnie odważna i jednak zawsze muszę trochę ze sobą walczyć

    Odpowiedz
     
  19. disclosed

    Świetny tekst ;)
    A tak jeszcze nawiążę do 2 notki wstecz.. Bowiem w Echo jest sukienka podobna do tej Missoni (tylko zamiast zielonej, jest czarna). Jak ją zobaczyłam, od razu pomyślałam o Tobie ;]

    Odpowiedz
     
  20. aleska

    Cytat: „też mam porażającą bladość na nogach, której się zwyczajnie wstydzę. Uważam, że wygląda nieestetycznie”. Myślę, że można by tutaj wygłosić jakiś mały elaboracik o procesach socjalizacji i tym, jak zmienia się poczucie estetyki:)
    Kiedyś wmawiamo panienkom z dobrych domów, żeby nosiły rękawiczki przez całe lato, kapelusze i parasolki chroniące przed słońcem, żeby tylko potencjalni kawalerowie nie pomyśleli, że panna z dobrego domu obnosi się z ogorzałą od słońca twarzą i dłońmi, jak jakaś „Maryśka” z czworaków, co pasie krowy na pastwisku dziedzica. Panna miała mieć skórę, jak krew z mlekiem, choć dopuszczalny był też odcień brzoskwiniowy. Poźniej przyszła moda na sportowy tryb życia i za zdrowe i pożądane uznano skórę muśniętą słońcem, opaloną, ale bez przesady.
    Mam wrażenie, że poprzez ekspansję serialów o słonecznych plażach los angelesów, słonecznych patroli, surferów, teledysków z półnagimi paniami, najczęściej zresztą co najmiej mulatkami, nadszedł czas przymusu bycia opalonym. „Estetyczne” wzorce narzuciły spalone w solarium panny (krysie, tipsiary, jak byśmy to powiedzieli;) – ich opalenizna z pewnością jest przesadzona, ale przekonie, że „nie estytyczne” jest pokazywanie łydek w innym kolorze niż brąz pozostał u znacznej części społeczeństwa (polskiego?).

    Odpowiedz
     
  21. bgoralska1972

    Co do japonek sama ich nie lubie i na innych mi sie strasznie nie podobaja i mam nadzieje, że wyprą je w koncu gladiatorki.
    Co do bladych nóg – to ja mieszam balsam z delikatnym samoopalaczem i mam bardzo naturalny efekt, a nogi jednak nie „straszą” swoja białościa, zabieg wystarczy powtarzać raz na tydzień i spokój. Co do kozaków to bardzo mi sie podobaja tylko wydaje mi sie ze musza byc wykonane z najwyższej jakosci skór, aby noga w nich oddychała a z tym u nas nie tak prosto. :)

    Odpowiedz
     
  22. rayon_de_soleil

    Rzeczywiście w Polsce panuje kult opalenizny :). We Francji, gdzie mieszkam, każdy pokazuje się bez skrępowania w takim kolorze, jakim natura go obdarzyła. A bycie nieopaloną blondynką to raczej pozytywny wyróżnik :)

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *