Miesięczne archiwum: Wrzesień 2008

29

wrz

Legginsy nie odchodzą

Nie odeszły, nie odchodzą i tak szybko nie odejdą. Zgodnie z moimi przewidywaniami (i, rzecz jasna, nie tylko moimi) zostają z nami na dłużej, zajmując wygodne miejsce obok rajstop (mam wrażenie, że pisałam o tym niedawno, używając podobnych słów). Ale wiem, co (zapewne) mają na myśli ci, którzy mówią, że legginsy są już niemodne. Niemodne (albo po prostu nudne) są w połączeniu z jeansową mini, szmacianymi tenisówkami i bluzą z kapturem (albo jakimkolwiek innym powielonym w zbyt dużej ilości egzemplarzy). Nie wiem, czy takie połączenie wydaje się najprostsze, a może najbezpieczniejsze, ale szczerze mówiąc chyba nigdy nie widziałam nikogo, kto wyglądałby w tym dobrze. Wyobraźcie sobie, drodzy Czytelnicy, że np. do czarnych rajstop nosimy tylko szary sweter w serek i różowe szorty. Jest to absurd i krzywda dla dającego nieskończoną ilość możliwości akcesorium (tak to się odmienia? ;-)).
Trwają pokazy wiosennych kolekcji, a ja, zamiast skupiać się na wybiegach i zgadywać, jakie trendy przyjmą się w dalekim sezonie letnim, obserwuję kulisy i widownię. Teraz to łatwe. Podziękowania kieruję w stronę Scotta Schumana. Obserwuję, obserwuję i widzę legginsy. I ogrom inspiracji na dziś i jutro. Jedna ważna rzecz: powinny być grube i czarne. Zazwyczaj noszone do stroju w klasycznych kolorach typu czerń, biel i beż. Ale… pojawiają się także zaskakujące elementy, o zaskakującej długości, zwłaszcza w połączeniu z płaskimi butami. Baleriny to ryzykowna sprawa, ale jak widać, nie należy się obawiać banalnego wyglądu. Dyskretne, ale widoczne ukośne rzędy guzików w płaszczu „robią” całość. Granatowe jazzówki i prosty beżowy płaszcz do pół łydki może skracają sylwetkę, ale ja jestem absolutnie na tak. Hardcore? Płaskie sandałki, skarpetki, goła noga i legginsy. Dlaczego mi się to podoba??? :-) Albo na przykład białe trampki, zwyczajny t-shirt i pięknie skrojony czarny płaszcz. To działa na zasadzie przeciwieństw. Czerń plus fiolet na dwa sposoby chyba nawet na tej samej modelce i ten fason mini spódnicy, który w niczym nie przypomina jeansowych (obowiązkowo wytartych na siedzeniu) wersji. Do nieco krótszych legginsów świetnie wyglądają botki. A wspólnym elementem niemalże dla wszystkich noszących jest czarna marynarka. Być może to po prostu nowy mundurek, zamiast jeansowo-tenisówkowego. Ale jeśli tak, to dlaczego każda kobieta wygląda w nim inaczej?


28

wrz

Paris, Paris

Nadchodzący tydzień będzie dłuższy niż zazwyczaj… :-).

27 września: Kris Van Assche, Gareth Pugh;
28 września: Anne-Valerie Hash, Rick Owens, Nina Ricci, AF Vandevorst;
29 września: Cacharel, Dior, Isabel Marant, Maison Martin Margiela, Vivenne Westwood, Yohji Yamamoto;
30 września: Balenciaga, Junya Watanabe, Issey Miyake, Sophia Kokosalaki, Comme des Garçons, Jean Paul Gaultier;
1 października: Costume National, Dries van Noten, Givenchy, Sonia Rykiel;
2 października: Stella McCartney, Yves Saint Laurent;
3 października: Chanel, Valentino, Vanessa Bruno;
4 października: Kenzo, Wunderkind, Paul & Joe, Chloe, Hermes, John Galiano;
5 października: Louis Vuitton, Lanvin.

27

wrz

Inspiracje z przeszłości

Ostatnio wpadł mi w ręce październikowy numer włoskiej edycji Elle. Tradycyjnie, jak na każdy nowy sezon, zawarto w nim tyle sesji, że tom waży ponad kilogram i trudno go utrzymać, przeglądając między sklepowymi półkami (swoją drogą uważam, że przy takiej wadze (i cenach ;-)) magazynów o modzie przy półkach powinno się ustawić rzędy kanap i foteli :-)). Zdjęcia i stylizacje przepiękne, też jak zwykle, ale co zwróciło moją uwagę, to pewne podobieństwa do sesji z przeszłości. Jesienią roku 2004 kupiłam sobie włoskie Elle, mimo że nie znałam języka. Nie o to chodziło. Nie mogłam go nie kupić. Rok po roku przekonuję się, że intuicja mnie nie zawiodła. Rok po roku mogę czerpać inspiracje z jednego i tego samego numeru. I rok po roku widzę, że mamy do czynienia (prawie) z tym samym, tylko w różnych konfiguracjach. Dowody poniżej.















Elle Italia, listopad 2004

25

wrz

To lubię

Powiem najprościej: jesienna kolekcja duetu projektantek Zemełka&Pirowska po prostu mnie zachwyciła. Stali Czytelnicy zapewne kojarzą moją obsesję na punkcie tzw. szarawarów (lub „harem-pants”, które moim zdaniem równie dobrze mogłyby nazywać się „harel-pants” ;-)) oraz minimalistycznych sukienek. W kolekcji można znaleźć nie tylko jedno i drugie, ale nawet „sukienko-spodnie” – połączenie tych dwóch form. A kolejna rzecz, która bardzo mi się spodobała, to fakt, że z takimi projektantkami możemy śmiało wyruszać w świat i chwalić się wszędzie, gdzie tylko się da.

Więcej można znaleźć tutaj .

fot. Anna Ciupryk, Kamil Zacharski

22

wrz

Niemożliwe?

A jednak! Wracają rzeczy, które kilkanaście lat temu z ulgą wyrzucałyśmy (wyrzucaliśmy) ze swoich szaf. Grrrrr… Do tej pory robi mi się słabo na widok marmurkowego jeansu, w szczególności w kolorach dla jeansu nietypowych, np. czerwień albo zieleń. Podobnie ma się rzecz ze swetrami w nieregularne wzory. Brakuje jeszcze tylko powrotu słynnych tureckich swetrów w romby.
Choć muszę przyznać, wiele rzeczy przemówiło do mnie na nowo. Na przykład legginsy, które wprawdzie wróciły już pięć lat temu, ale jak dla mnie mogą zostać na zawsze, wchodząc do stałego kanonu i zajmując miejsce obok rajstop. Ogromne koszule, które nosiłam w czasach licealnych, a potem przysięgałam sobie, że nigdy więcej nie będę maskować sylwetki, wróciły do mojej szafy. Wprawdzie są noszone przeważnie jako sukienki, a inspiracje czerpię raczej od od sióstr Olsen niż Curta Cobaina (choć nie da się nie zauważyć lekkiego podobieństwa), ale uczę się, żeby nigdy nie mówić „nigdy!”.
Więcej przykładów? Czeszki, Martensy, Conversy – czyli to, w czym można albo nie można było wparadować na świeżo wypastowaną szkolną salę gimnastyczną. Te ostatnie niedawno zakupiłam po wieloletniej przerwie, co do Martensów mam wątpliwości, bo są masakrycznie ciężkie. Choć gdy rok temu ujrzałam tę wersję Chloe, zrobiło się poważnie. Arafatki to domena zeszłego sezonu, aczkolwiek nie sądzę, by Nicolasowi Ghesquiere’owi lub Isabel Marant spodobał się zalew ich dosłownych wersji, który wciąż nie ma końca. Powrót parki zawdzięczamy Miucci Pradzie, która na sezon jesienny 2006 zaprojektowała elegancką wersję. I tak dalej, i tak dalej. Żal sobie przypominać, co się kiedyś wyrzuciło :-).
A Wy, drodzy Czytelnicy, macie jakieś rzeczy, które po latach wróciły do Waszych łask?