Miesięczne archiwum: Październik 2008

30

paź

Powrót do przeszłości

Był taki pokaz Driesa van Notena, podczas którego modelki przechadzały się po długim zastawionym stole, przy którym zostali posadzeni widzowie. W tej właśnie kolekcji pojawiły się elementy inspirowane folklorem, w tym spódnice uszyte z pasków kolorowych materiałów. Był rok 2004 i moda na folk dopiero się rozkręcała. Gdy ostatnio zobaczyłam te spódnice, zamarzyło mi się stworzenie nowoczesnego zestawu, zbudowanego wokół jednego ludowego elementu. Oto on. W przeciwieństwie do pomysłów van Notena, zdecydowanie zimowy. Chyba zrobił się na blogu tydzień na ludowo :-).




Źródło zdjęć: ludowomi.pl, topshop.com, net-a-porter.com, promod.com, ninewest.com.

29

paź

Po góralsku

Nie ukrywam, te chusty zaczęły mi się podobać dopiero w zeszłym roku. Historię tej sympatii już opisywałam. Obecnie jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch egzemplarzy i wydawało mi się, że piękniejszych już nie znajdę. Tymczasem oto, co ukazało się niedawno moim oczom. Chyba zbankrutuję. Podobają mi się wszystkie! Tu i tu można znaleźć jeszcze więcej.



Źródło zdjęć: www.ludowomi.pl

28

paź

Gołe w kozakach

Jakiś czas temu zainstalowałam sobie na blogu statystyki. Moim ulubionym działem jest lista wyrazów lub wyrażeń, które doprowadziły do wizyty tutaj. Najlepiej wygląda rano. Gdy pierwszy raz zauważyłam wśród nich zwrot „gołe w kozakach”, myślałam, że to jednorazowa sprawa. Ale nie, „gołe w kozakach” są poszukiwane na moim blogu niemal każdej nocy! Dzięki niestrudzonym poszukiwaczom nowych doznań wpadłam na nowy temat. Niestety raczej ich nie usatysfakcjonuje…
Otóż, drodzy Czytelnicy, chcę dziś poruszyć temat bielizny. Ale nie takiej, która powoduje przyśpieszone bicie serca. Raczej takiej, od której nawet serca moich nocnych blogowych gości mogą znacznie zwolnić. Niestety, moja obserwacja jest taka, że jesienią i zimą rzeczywiście chodzimy gołe w kozakach. Panów też to dotyczy. Nosimy ciepłe buty, opatulamy się ogromnymi szalikami (przy okazji, to przecież bardzo modne), nawet nasze kurtki mają niezwykłe właściwości grzewcze. Za to, za przeproszeniem, tyłki chyba całkiem świadomie wystawiamy na działanie mrozu. Już nawet nie wspominam ekstremalnych przykładów spodni biodrówek łączonych z kurtkami odsłaniającymi brzuch i nerki. Wiadomo, można nie lubić wkładania rajstop czy kalesonów pod spodnie. Atrakcyjny wygląd albo po prostu komfort poruszania się są stawiane wyżej od własnego zdrowia. Ci, którzy na własnej skórze doświadczyli skutków lekkomyślnego ubierania się, wiedzą, o czym mówię.
Ale… czy to znaczy, że nie ma kompromisu między modą a zdrowym rozsądkiem? Moim osobistym kompromisem okazała się bielizna narciarska. Niezwykle lekka i komfortowa pozwala na noszenie ukochanych sukienek nawet gdy za oknem jest bardzo zimno. Takie „ogrzewacze” są dostępne w każdym większym sklepie sportowym. Być może nocni goście mojego blogu woleliby nie wiedzieć o istnieniu takich wynalazków, ale ja polecam wszystkim zainteresowanym, a przy okazji także pytam, jakie Wy, drodzy Czytelnicy, macie sposoby, by w miesiącach zimowych nie rezygnować z noszenia ulubionych ciuchów?

P.S. Moda zdaje się nie dostrzegać takich spraw, jak ciepła bielizna. W ogóle mam wrażenie, że to temat znacznie bardziej tabu niż seks :-).

25

paź

Hip hip… Topshop!

Odliczanie skończone. Topshop w Warszawie otwarty. Wrażenia? Kiedy dotarłam na miejsce, było zaskakująco pusto. Ale kiedy opuszczałam sklep (niosąc w ręku dość dużą papierową torbę :-))), tłok był całkiem spory. Najbardziej ucieszyły mnie ceny. Spodziewałam się przynajmniej dwa razy wyższych. Jakość zróżnicowana. Niektóre rzeczy prezentują się rewelacyjnie. Niektóre niekoniecznie. Ubrania? Na pewno do Topshopu będę chodzić po jeansy. Poza tym natknęłam się na słynne skórzane legginsy, na które w Wielkiej Brytanii tworzyła się lista oczekujących. U nas wisiały sobie spokojnie na wieszaku. Podobnie z kolekcją Kate Moss, która ma ceny nieco wyższe niż ubrania bez jej nazwiska na metce. Sukienki w łączkę, mini spódniczki w stylu zeszłorocznej kolekcji Miu Miu, krata, celowo porozciągane t-shirty i podarte jeansy, ogrom okryć wierzchnich (im się specjalnie nie przyglądałam). Oprócz rzeczy typowo „trendy” znajdzie się też klasyka (wpadła mi w oko niezła ołówkowa spódnica). Śliczna bielizna. Baaardzo fajne buty. Dodatków póki co niewiele, ale mam podejrzenia, że najwięcej towaru wyprzedano już pierwszego dnia otwarcia, więc warto poczekać, aż pierwsza fala fascynacji opadnie i przybędzie nowa dostawa. Nie doświadczyłam zbiorowej euforii ani wyrywania sobie ostatnich egzemplarzy czego tylko się da. Ale kto wie, może później było gorzej. Sama niecierpliwie na ten sklep czekałam i nie zawiodłam się. Mamy nowy punkt do zwiedzania na zakupowej mapie turystycznej. Na pytanie: „Czy warto?”, odpowiadam: „Warto”. A jak Wasze wrażenia?



fot. Harel

24

paź

Październik miesiącem oszczędzania

Zakochana w motocyklowych botkach z reklamy Comptoir des Cottoniers? A może w motylich pantofelkach Marca Jacobsa? Wszystko da się załatwić, wystarczy wprawne oko i nieco szpiegowskich zapędów. Z dedykacją dla wszystkich oszczędzających,

Harel


Buty Comptoir des Cottoniers: ok. 860zł, Deichmann: ok. 100zł.


Buty Marc Jacobs: ok. 2700zł, Topshop: ok. 380zł.

Źródło zdjęć
: comptoirdescottoniers.com, deichmann.com, net-a-porter.com, topshop.com.