13

paź

Jeszcze o gilotynie

Moi Drodzy, daliście mi niezłą porcję tekstu do przeczytania w komentarzach :-). Dziękuję! Postanowiłam Wam odpowiedzieć w nowym wpisie. Temat pozostawiam otwarty i pewnie jeszcze nie raz go tu poruszę.
Niestety, tak jak wielu z Was pisze: ideał jest tylko jeden. Tak sobie myślę, może przekonanie, że chude modelki będą zawsze, nie jest najlepsze. Może lepiej byłoby się zbuntować? Ale nie przeciw chudości, która bywa naturalna, tylko przeciw zamachom na własne zdrowie? Od czego zacząć? Czy gdyby po wybiegach paradowały grubsze modelki, nie podniósłby się głos, że lansowana jest otyłość? Moim zdaniem problem tkwi w braku różnorodności. Chudość modelek to sprawa techniczna, ubrania dobrze leżą itd., zapewne trudno by było przygotować kolekcję pokazową na różne rozmiary, choć to fantastyczny pomysł. A gdyby tak wziąć pod lupę nie parametry wszerz, a wzdłuż? Gdyby tak był tylko jeden idealny wzrost? I tu pojawia się dokładnie ten sam problem. Na wysokich modelkach wszystko lepiej wygląda. Z jednej strony to kwestia przyzwyczajenia. Niestety także kwestia marketingu. Pokazy mody nie są sztuką dla sztuki, to walka o klienta. Błędne koło. Więc jak to jest? Niby pojawiają się jakieś kampanie, sieć Mango co jakiś czas wypuszcza kolekcję dla większych (albo starszych) kobiet, ale zazwyczaj ma to otoczkę niesamowitej sprawy, podczas gdy zapewne osób naturalnie grubszych jest tyle samo co naturalnie chudych, a naturalnie starych tyle samo co naturalnie młodych. No to jeszcze jeden temat się szykuje, moda na tzw. „fresh look” wśród modelek, która owocuje koniecznością zatrudniania coraz młodszych kobiet, właściwie często jeszcze dzieci. Supermodelki, które znamy choćby z niezapomnianych teledysków Georga Michaela (ach, co to były za czasy…) to obecnie emerytki, choć teoretycznie mają jeszcze przynajmniej drugie tyle życia przed sobą. Ech, coś czuję, że za dużo sobie biorę na głowę, ten temat to materiał na książkę, nie notkę w odpowiedzi na komentarze Czytelników…

5 myśli nt. „Jeszcze o gilotynie

Dodaj komentarz
  1. morven

    Przepraszam, że tak z innej beczki, ale czy nie macie wrażenia, że kiedyś modeli były starsze? Nie zaczynały kariery w wieku 13,14 lat, tylko 16,17? Jak sobie przypomnę boginie z lat 90, to mam wrażenie, że szczyt sławy przeżywały będąc już dobrze po dwudziestce. Teraz to chyba już dla modelek próg emerytury…
    Rzucę ryzykowną teorię (tylko teorię – nie mam za wiele argumentów na jej poparcie) – kiedyś chyba ważne było, aby modę prezentowały pełnokrwiste kobiety z osobowością. Może i chude, ale kobiety. Ważna była też ładna, symetryczna buzia… A teraz jakoś celowo pobrzydza się te młode dziewczątka. Im bardziej spooky, tym lepiej…

    Odpowiedz
     
  2. amorepomidore

    myślę że chudości, tak samo jak i wysokiego wzrostu u modelek nie da sie uniknąc, a trzeba przede wszystkim nauczyc sie odróżniac wybieg od ulicy.
    w koncu modelki zarabiają swoją figurą, muszą byc chude (choc oczywiscie gdzies lezy ta cienka granica między zdrową chudoscią a anorektycznym wychudzeniem).
    na ulicach jednak nie widzimy samych wysokich i szczupłych kobiet, wlasciwie prawie wcale ich tam nie widzimy

    myślę, że przede wszystkim nalezy chyba zaakceptowac siebie i swoj wlasny wygląd, to że nie zawsze mozemy go zmienic, chocbysmy bardzo chcieli i ciężko nad soba pracowali…wtedy moze zaakceptujemy takze wygląd innych, którzy tez nie zawsze mają na niego wpływ

    np. ja jeszcze pare lat temu, na początku liceum byłam chudym dzieciakiem i oczywiście wszyscy, na czele z babciami, mówili „jakaś ty chuda”, mimo że wcale nie odmawiałam sobie jedzenia czegokolwiek
    a później wystrzeliły mi hormony ;) zaczęłam sie rozwijac i poszerzylam sie w biodrach, i nic nie poradzę juz na to, ze jak tyję, to wlasnie w tych okolicach, choć na gorze nadal pozostaję dosc chuda.
    taką juz mam figurę i mogę ja tylko zaakceptować, albo załamywać ręce przy każdym spojrzeniu w lustro.

    wiadomo, że trzeba nad sobą pracować/”pilnować się” i wysoka samoocena nie powinna pozwalac nam na jedzenie 5 tabliczek czekolady dziennie (ze względów czysto zdrowotnych :)) ale zachowajmy zwykły dystans do siebie i całego swiata, a myślę ze poczujemy sie lepiej we wlasnej skórze

    PS.: nie wierzę że sama napisałam taką ilość słów!! ;P
    od matury w maju juz prawie zapomniałam, jak to się robi

    Odpowiedz
     
  3. agnitz

    Hm.. No własnie, dobra notka. W sumie podzielam pogląd Autorki o marketingu, pieniądzach itd.. Ale… W sumie patrzymy na to wtłoczone w jakieś kompletne trereotypy! Może z różnorodnymi modelkami (a raczej ich figurami :) jest tak jak lata temu np. z … czarnoskórymi. To, że icj nie byo, to znaczy, że nie mogło bo kobiety czarnoskóre nie interesowały się modą… Więc może warto naciskac, bo za jakiś czas zobaczymy i grubsze i nizsze i inne modelki :) Poddaję Autorce pod rozwagę i Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
     
  4. las-kotka

    Morven słusznie zauważyła sprawę. Słyszałam nawet teorię, że modę kreują homoseksualiści, którzy boją się prawdziwych kobiet, dlatego ich modelki są jak najbardziej pozbawiane kobiecości i wyglądają jak młodzi chłopcy ;) Nie pamiętam od kogo, w jakich okolicznościach słyszałam te słowa, ale myślę, że tkwi w nich ziarno prawdy.
    Co do różnorodności modelek na wybiegu… Hmm, myślę, że gdyby któraś znana marka zaryzykowała i przedstawiła w kampanii modelki *różne* to przede wszystkim i po pierwsze wywołałaby ogólnoświatowy szok. Byłby rozgłos. Po drugie, ‚prawdziwym’ kobietom mógłby spodobać się taki wybór modelek. Podam za przykład kampanię Dove na rzecz prawdziwego piękna i spot, gdzie pokazane jest jak przygotowują modelkę (a właściwie to nie jest prawdziwa modelka z wybiegu, tylko dziewczyna twórcy i pomysłodawcy reklamy) do sesji a potem specjaliści obrabiają wybrane zdjęcie owej dziewczyny. Człowiek, który wymyślił tą reklamę, trafił w dziesiątkę, film chwycił i stał się niezwykle popularny. Kiedy zewsząd atakują nas idealne chude piękności, jesteśmy tym zmęczeni, chcemy czegoś prawdziwszego. I dlatego sądzę, że taki pokaz mógłby odnieść niemały sukces ;)

    Odpowiedz
     
  5. turzyca

    To nawet nie chodzi o to, ze modelki na wybiegach sa szczuple/chude/anorektyczne.* One po prostu wszystkie prezentuja ten sam typ sylwetki. A przeciez tak nie jest! Nawet dwie, tyle samo wazace, dziewczyny majace sylwetke klepsydry moga sie w tej swojej klepsydrowatosci roznic, a przeciez sa jeszcze gruszki, cegly, wazony, lizaki i inne typy figury. Niech tam, pozwolmy latac po wybiegach tylko tym, ktore maja powyzej 175 i bmi rzedu 18-19, ale niech jedna bedzie gruszka, a druga lizakiem. Skonczmy z lansowaniem jednego, jedynego ksztaltu sylwetki.

    *) Niewlasciwe skreslic.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *