Miesięczne archiwum: Luty 2009

27

lut

Vintage Hunters

Dziś prezentuję kolejny sklep internetowy: Vintage Hunters. To bardzo fajne i pozytywne miejsce, w którym zwracają uwagę nie tylko świetnie dobrane ciuchy, ale też artystycznie zakręcony klimat. Trzy pytania i trzy wyczerpujące odpowiedzi.

Kiedy powstał sklep i jaka była idea jego stworzenia?
Vintage Hunters jest rodzajem terapii na nasze uzależnienie od second handów. Już nam się ubrania w szafach nie mieściły, trzeba było coś z tym zrobić. Nadal wychodzimy na łowy, adrenalina rośnie, ale nasze szafy wreszcie mają przestrzeń. Do założenia sklepu zmotywowały nas również nasze koleżanki, które secondhandów nie lubią i nie odwiedzają, ale podobają im się ciuchy „vintage”. W naszym sklepie ubrania są wyselekcjonowane, wyprane. Nie trzeba szukać, wystarczy kliknąć „dodaj do koszyka”. Również z myślą o takich osobach w styczniu 2007 założyłyśmy Vintage Hunters.

Czego można się spodziewać na wiosnę w sklepie? Jakieś nowości, trendy,
ciekawostki?
Polujemy tylko na ubrania, które nam się podobają. Nie wstawiamy do sklepu rzeczy, których same byśmy nie założyły. Można powiedzieć, że w pewnym stopniu sprzedajemy swój własny styl. Do sklepu wrzucamy ubrania, a na bloga (osobisty blog Moniki) muzykę i wszystko to, co nas kręci. Niekoniecznie trzeba u nas kupować. Można się tylko inspirować. Na wiosnę zaopatrujemy nasz sklep w kolorowe bluzy „jak z dzieciństwa”, w za duże o dwa rozmiary sprane dżinsy, sukienki, koszule w kropki, torebki, paski, vintage t-shirty (również męskie). Od marca będziemy dostępne również w „realu”. Zapraszamy do sklepu na Saskiej Kępie „Krawiec” przy Walecznych 3.

Czy w swojej historii sklep ma jakieś super ekskluzywne towary, jakieś rzeczy markowe, które można było upolować?
Kilka bluzek Donny Karan, spódnicę Nicole Farhi, sukienkę Moschino, sukienkę Oscar de la Renta, apaszkę Christiana Diora, krawaty YSL i Hermesa. Ale raczej nie zależy nam, żeby rzeczy w naszym sklepie były markowe. Metka podbija cenę. A my chcemy być dostępne dla dziewczyn, takich jak my. Które ubraniem podkreślają swoją indywidulaność. Dla których ubrania to elementy, z których komponuje się stylizację. Które modą się bawią. Ale nie są jej ofiarami.



fot. Kuba Dąbrowski

25

lut

Vintage Girl

Wielbicielom klimatów retro chyba nie trzeba przedstawiać Vintage Girl – kobiety, która garściami czerpie inspiracje z przeszłości. Jej blog to prawdziwa kopalnia stylowych pomysłów. Ciekawostki ze świata mody (tej obecnej oraz tej, która nigdy nie przemija), piękne zdjęcia, mnóstwo ciuchów vintage oraz dział „hand made”, który polecam szczególnie – może dlatego, że sama też lubię coś czasem wyprodukować :-). Miesiąc vintage nie mógłby się zakończyć bez tego wywiadu. Panie i Panowie, przedstawiam Vintage Girl!

Jak w trzech słowach opisałabyś swój styl?
Retro, pin up, rockabilly.

Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie związane z modą?
Pierwsze wspomnienie to grube katalogi niemieckiej firmy wysyłkowej Quellle, które wertowałam bez przerwy, wycinałam z nich stroje i wklejałam do specjalnego zeszytu. Moimi ulubionymi działami była bielizna i biżuteria :)

Skąd się wzięła u Ciebie fascynacja vintage?
Z filmów. Uwielbiam stare filmy z lat 30-stych, 40-stych i 50-stych. Podziwiałam aktorki z tamtych lat, ich stroje, dodatki, fryzury, zakochałam się w tym stylu i zaczęłam szukać rzeczy podobnych, bo o prawdziwych „perełkach” z tamtego okresu, mogłam tylko pomarzyć.

Czy masz jakieś zasady, którymi się kierujesz, kupując w ciucholandach?
Staram się wybierać ubrania dobre gatunkowo, bo wtedy mam pewność, że nie zmienią swojego kształtu zaraz po pierwszym praniu. To chyba jedyna zasada.

Złota rada dla tych, którzy nie wiedzą, od czego zacząć takie zakupy?
Otwartość. Nie warto iść na „polowanie” secondhandowe z zamiarem znalezienia konkretnej rzeczy, bo to tak nie działa jak w sklepach. Nie należy też kategorycznie zarzekać się, że czegoś tam nie założymy, bo czasami wystarczy daną rzecz zwęzić czy skrócić, aby leżała idealnie.

Pytanie już tradycyjne: Twoje największe skarby z lumpeksów?
Biało-niebieska sukienka z końca lat pięćdziesiątych, z dopasowaną górą i rozkloszowanym dołem. Czarny brytyjski toczek. Czerwona paryska ołówkowa sukienka z galerii ubioru Estilo.

W jakie elementy garderoby warto według Ciebie inwestować?
Zdecydowanie w płaszcze, pamiętajmy, że nosimy je przez trzy,cztery miesiące w roku, muszą więc idealnie pasować do naszego stylu, być ciepłe i nie za ciężkie. 

Które trendy na najbliższy sezon przemawiają do Ciebie najbardziej?
Na pierwszym miejscu trend marynarski z wiosennej kolekcji Dolce & Gabbana. Uwielbiam paski, kotwice, połęczenie bieli, granatu i czerwieni. Na drugim rozkloszowane sukienki w grochy na sztywnych halkach,falbany, taki retro romantyzm jak w kolekcji Betsey Johnson.

Mini czy maxi?
Zdecydowanie midi :)

Czy masz jakiś zestaw na sytuacje awaryjne, który zawsze się sprawdza?
Ołówkowa spódnica, dopasowany sweter, sznurowane botki i w drogę.

Kto albo co Cię inspiruje?
Jest tego mnóstwo: od starych filmów, fotosów, obrazów z lat 1920 – 1950, poprzez styl pin up girls,rockabilly, a na blogach street fashionowych i szafiarskich z całego świata skończywszy. Jeśli chodzi o osobę, jest to niezmiennie Dita von Teese :)

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

23

lut

Vintage Agi

O sklepie Vintage Agi już tu pisałam. To internetowy ciucholand, w którym zawsze widzę coś dla siebie. Na oglądaniu, rzecz jasna, się nie kończy, mimo że co jakiś czas próbuję wcielić w życie zakupowy szlaban :-). Ale co zrobić, gdy nagle przed oczami stają jasno niebieskie dżinsy, zielona sukienka w grochy żywcem zdjęta z Giovanny Battaglii albo shirt dress w stylu Prady z 2006 roku? Postanowiłam wypytać właścicielkę o kilka rzeczy, bo fenomen sklepu nie daje mi spokoju. Wyniki badań poniżej :-).

Czym się kierujesz, wybierając rzeczy do sklepu?
Ciuchy w moim sklepie to chyba pomieszanie klasyki i tego co obecnie w modzie piszczy. Mam w zanadrzu wiele letnich sukienek i będę je sukcesywnie wstawiać do sklepu. Zawsze w second handach brałam (i w tej chwili też kieruję się tą zasadą) rzeczy piękne – niezależnie od bieżących trendów: z ładnych materiałów, o ciekawych wzorach, fajnych krojach. A poza tym biorę też to czego aktualnie poszukują dziewczyny. I jak sięgam pamięcią to właśnie w sh zawsze najpierw znajdowałam czy shirt dress, czy koszulki z głową, czy kombinezony czy chociażby jasny i marmurkowy dżins.

Czy można spotkać w sklepie ubrania wielkich marek?
Do tej pory trafiły się ciuchy: Moschino, Guy Laroche, Tierry Mugler, Gucci, Versace, Yves Saint Laurent.

Skąd się wzięło Twoje zainteresowanie second handami?
Ciucholandami zaraziłam się już 20 lat temu gdy moi znajomi jako pierwsi otworzyli sh. Wtedy było wstydem chodzenie tam. O mnie mówiono, że ubieram się inaczej. Odczytywałam to w pozytywnym zabarwieniu tego słowa. Wprawdzie pracowałam w banku więc musiałam brać pod uwage dress code, ale najróżniejsze jasne bluzki z przedziwnymi kryzami i żabotami były na wagę złota, a żakiety o przecudnych kobiecych krojach tym bardziej. Zawsze moje szafy były pełne dziwnych ciuchów, niekoniecznie akurat modnych. Lubiłam mieć coś nietypowego: żakiet z koronkowymi rękawami, elegancka kopertę, spódnice do ziemi na jakieś okazje, koronkowe rękawiczki – rzeczy, które wkłada się kilka razy lub raz w roku, ale wyglada się wtedy niepowtarzalnie i adekwatnie do sytuacji lub miejsca.
Nigdy nie umiałam przejść obojetnie obok pięknego ciucha nawet gdy nie był w moim rozmiarze. Szukałam w myslach kogo by tu „uraczyć” tak piękną zdobyczą. Wiele rzeczy w moim sklepie pochodzi z takich własnie zakupów. Leżały długo w przepastnych garderobach, by wreszcie znaleźć swoją właścicielkę. Nawet rzeczy, które kupiłam sobie i czekałay na swoje 5 min, znalazły się wreszcie w sklepie, bo miło będzie, jak ucieszą kogoś innego. Manię wchodzenia do sh miałam zawsze i na wszystkich wyjazdach: na wczasach, na szkoleniach i nawet podczas podróży przez małe miasteczka. Tylko takie szyldy zwracają moją uwagę.

Jakieś wskazówki dla osób, które chcą zacząć przygodę z vintage?
Uważam, że ciuchy vintage są dobrym dodatkiem do stroju. Od stóp do głów w vintage można łatwo przekroczyć cienką granicę i wyglądać jak własna ciotka.

Ulubione miejsca zakupowe?
Dla mnie mogą nie istnieć zwykłe polskie sklepy. Wystarczą mi sh i wyjazdy za granicę. Wtedy mogę łączyć stare z nowym. Uwielbiam pod tym względem Londyn. Zresztą nie tylko pod tym. Uwielbiam jego sklepy, klimat, wspomnienia… Dwa razy do roku garderobę vintage uzupełniam nowościami z zagranicznych wojaży.

I jest fantastycznie. Aga uzupełnia garderobę, a przy okazji znajduje rzeczy dla nas :-). Dziękuję za rozmowę, a Państwu przedstawiam wybór tradycyjnie subiektywny, choć tym razem na jeden temat: trend marynarski wciąż żywy!

Sukienki w różnych odcieniach granatu i błękitu – nie mogło zabraknąć pasków i złotych guzików:



I żakiety – niestety znikają ze sklepu bardzo szybko, ale wciąż pojawiają się nowe niepowtarzalne egzemplarze – i za to kochamy ciucholandy!



Źródło zdjęć: Vintage Agi.

21

lut

Bezcenne

Upolowane w ciucholandzie, znalezione na strychu u babci. Niezastąpione i jedyne w swoim rodzaju, ratują nas z niejednej modowej opresji. Chyba każda z nas ma w szafie coś takiego. To rzeczy, których nie znajdzie się w zwykłym sklepie. Często wykonane w jednym egzemplarzu, szyte na miarę. Bezcenne, mimo niskiej ceny. Korzyść jest obustronna: my dzięki nim możemy poczuć się wyjątkowo, a one dzięki nam mają dany drugi żywot. Gdy przy okazji „miesiąca vintage” rzuciłam pomysł sfotografowania takich ubrań, reakcja polskich blogerek była natychmiastowa. I to właśnie dzięki nim możecie, drodzy Czytelnicy, obejrzeć dziś tyle zdjęć. Na każdym przynajmniej jedna rzecz niepowtarzalna, z duszą i charakterem.
Dziękuję Wam serdecznie, drogie Szafiarki! Wasz odzew przerósł moje najśmielsze oczekiwania!

Przymierzalnia, Jakubowa – Fashion Diary:

Wariacje z powtórzeniami, Dobry Wizerunek Moniki O-Z:

Fashion Extravert, Cudak:

Bagladyshop, Manymonkeys:

Carolina del Armario, Iwona Book Perso:

Vintage Girl, Lookbook:

Łowy Mody, Moda z Krakowa:


Elfie Szaty, Lilu Style:

Szafa Mariis, Kocia Szafa :

Wintydż, Zwierciadło Hortensji:

Riennahera, Podszewka:

Pinkshelf, Aifowy:

Szafa Sztywniary, Styledigger, Alice Point:

Bastetlady, Szafan:

Charlize Mystery, Wardrobe of Ginger:

Kokarda, Szafiareczka:

Kostki Cukru, Szafa Estery:

Chic and Cheap , Olesia:

Sprężyna, One More Dress:

Trzy Kolory:


17

lut

Perpetuum Mobile

Pisałam, że będzie niespodzianka i oto ona. Do butiku Perpetuum Mobile trafiłam wiele lat temu, gdy nie potrafiłam jeszcze docenić wartości rzeczy, jakie się tam znajdowały oraz ich niskich cen. Przymierzyłam wtedy fioletową sukienkę, bodajże Ralpha Laurena (choć głowy nie dam) i zaskoczyło mnie, jak dobrze leży. Teraz wciąż nie znam się na technikach krawieckich, ale potrafię dostrzec subtelną różnicę, która sprawia, że dana rzecz nabiera większej wartości.

Ostatnio w pewien śnieżny dzień przypomniałam sobie o tym miejscu i ruszyłam spacerem przez ulicę Dąbrowskiego. Okazało się, że sklep wciąż tam jest! Już następnego dnia spotkałam się z jedną z właścicielek sklepu, panią Małgorzatą Kościelską (drugą jest pani Małgorzata Fabiani). Przy okazji dowiedziałam się, że butik Vintage na Francuskiej jest także ich dziełem.

Jak to się zaczęło? Kilka lat temu dwie znajome postanowiły połączyć w jedno swoje dwa pomysły. Pani Małgorzata Kościelska była pod dużym urokiem paryskich butików vintage i marzyło jej się takie miejsce w Polsce. Z kolei pani Małgorzata Fabiani organizowała co jakiś czas wymiany ciuchów w gronie znajomych. W końcu w 2002 roku padła decyzja: otwierają komis. Z początku ubrania pochodziły głównie z zaprzyjaźnionych szaf. Obecnie niemal codziennie pojawia się coś nowego. Selekcja nie jest łatwa. Po pierwsze: niektórym się wydaje, że wystarczy tylko metka, by dana rzecz się nadawała. A po drugie obie panie starają się podchodzić do sprawy otwarcie: nie poprzestają na ubraniach, które podobają się tylko im. Wybierać rzeczy, które są obiektywnie atrakcyjne – trudna sprawa. Ale dzięki temu wybór jest ogromny. A butik rzeczywiście ma w sobie coś paryskiego.



Obok pani Małgorzaty na kanapie drzemie pies. Jest przyjaźnie nastawiony zarówno do klientów, jak i do innych psów, więc niektóre panie wpadają na zakupy przy okazji spaceru z pupilem :-).



Na widok wieszaka pełnego markowych sukienek serce zaczyna bić mocniej…



Półka pełna dodatków. Torebki duże i małe, paski, okulary przeciwsłoneczne, naszyjniki… A na podłodze najróżniejsze buty: Oscar de la Renta, Prada, Marc Jacobs…

Na pytanie, które zazwyczaj bywa niewygodne, mianowicie, czy zdarzają się podróbki, pani Małgorzata odpowiada otwarcie. Owszem, zdarzają się, bo coraz częściej są bardzo dobrze wykonane – na szczęście nawet jeśli podróbka przejdzie wstępną selekcję i trafi na wieszak, natychmiast jest wychwytywana przez wprawne oko bardziej doświadczonych konsumentek i wycofywana ze sprzedaży. „Jest mnóstwo rzeczy, których można się nauczyć od klientek” – mówi pani Małgorzata. Więc kratka poniżej to nie żart. To Burberry, drodzy Państwo!



Poniżej szara jedwabna sukienka Schumacher za 590zł oraz wieszak pełen swetrów, bluzek i żakietów. Kenzo, Jil Sander, Armani, Cavalli… Jest w czym wybierać :-).



Nie mogłam jej nie przymierzyć. Czerwona sukienka od Valentino – obowiązkowy element każdej fashionistki. Ta jest genialna. Cena 790zł. Jak na Valentino to tyle co nic. Mimo to sukienka wisi w sklepie już bardzo długo, a pani Małgorzata przyznaje, że coraz trudniej będzie jej się z nią rozstać. Rozumiem ją doskonale.



A to moja rozpacz… Pantofelki Marca Jacobsa za małe o jeden numer! Drogie Panie o stopach w rozmiarze 38, apeluję, która pierwsza, ta lepsza, jest tylko jedna para!



fot. Harel

Komis Perpetuum Mobile mieści się przy ul. Dąbrowskiego 18 (róg Bałuckiego). Ceny można negocjować, co jest moim zdaniem bardzo dobrą i ważną wiadomością. Wizyta w sklepie to fantastyczny pomysł na spędzenie zimowego popołudnia. Polecam, sprawdziłam!

Serdecznie dziękuję pani Małgorzacie Kościelskiej za udostępnienie ubrań i sklepu do sesji.

16

lut

Estilo

Już tradycyjnie, jak w każdy lutowy poniedziałek, przedstawiam kolejny sklep internetowy, w którym można znaleźć świetne rzeczy z drugiej ręki za niewielką cenę. Galeria Ubioru Estilo istnieje od początku 2007 roku, choć pomysł zrodził się znacznie wcześniej. Właścicielka butiku spotykała się z ideą vintage wielokrotnie poza Polską, co zainspirowało ją do stworzenia tego miejsca.
„Nazwa ‚Estilo’ również nie jest przypadkowa – zaczerpnięta z języka hiszpańskiego oznacza szeroko pojęty styl, modę. Rzeczy prezentowane są zawsze na manekinie i tak, by oprócz zdjęcia ‚w połączeniu z inną częścią garderoby’, Klientka mogła zobaczyć daną rzecz obiektywnie i neutralnie (każdy ma przecież inną wizję – dla jednej osoby bluzka vintage musi być połączona z retro spódnicą,dla innej z rurkami i najnowszymi szpilkami :-))” – mówi Agnieszka, właścicielka i pomysłodawczyni sklepu. Dodaje też, że rzeczy są starannie wyselekcjonowane i możemy być pewne, że w Estilo kupimy ubrania tylko w bardzo dobrym stanie.
Czego spodziewać się na wiosnę? Oto odpowiedź prosto z Estilo:
„Co do wiosennych nowości to cóż, to vintage, a tu trudno określić z góry, co upolujemy. To wielka niewiadoma :). A że moda zatacza koło, zawsze znajdzie się w vintage coś, co nawiąże do trendów :). W najbliższych tygodniach będą nowe, kwiatowe sukienki oraz pastele: pudrowy róż, kość słoniowa, biel”.
Oczywiście zdarzają się prawdziwe cuda. Na przykład tunika w malowane kwiaty od Anny Sui, szale od Ungaro czy koszule od Ralpha Laurena. Ale rzeczy „bezmetkowe” w niczym nie ustępują markowym. Warto poszperać, co widać choćby w poniższym subiektywnym wyborze ubrań ze sklepu. Być może niektóre zostały wykupione w czasie, gdy przygotowywałam ten materiał, ale za to z pewnością pojawiły się nowe, tak samo fajne albo nawet jeszcze lepsze :-).





Źródło zdjęć: Galeria Estilo