10

lut

Styledigger

Przedstawiam Państwu Styledigger. Jeśli jeszcze nie byliście na jej blogu, najwyższa pora to zmienić. A jeśli ją znacie, tym bardziej ucieszy Was ten wpis. Niestrudzona poszukiwaczka modowych przygód zgodziła się odpowiedzieć na szereg moich dociekliwych pytań i dziś gościnnie wystąpi tutaj. Zapraszam!

Czy masz ulubiony okres w historii mody?
Chyba najbardziej lubię lata 70, ze względu na ich różnorodność. Z jednej strony wciąż trwa hipisowski luz, z drugiej zaczyna się gorączka disco i ostry styl punk.

Czym się kierujesz, kupując rzeczy vintage?
Przede wszystkim zwracam uwagę na jakość materiału – nie znoszę rzeczy „gumowatych”, z dużą domieszką sztucznych włókien- od razu pojawia się w mojej głowie wizja ubrania przylepiającego mi się do skóry. Za to wszelkie ubrania z metką „100% silk” bądź „100% cotton” są bardzo mile widziane. Nie kupuję też rzeczy zniszczonych czy mających widoczne ślady użytkowania – szkoda mi nawet niedużych pieniędzy na ciuch, który po kilku założeniach będę musiała wyrzucić. Nie zwracam za to uwagi na rozmiar – jeżeli podoba mi się dana rzecz czy nawet wzór na tkaninie, biorę w ciemno, a potem przerabiam u krawcowej.

Jaka jest Twoja najcenniejsza zdobycz z lumpeksu?
W ścisłej czołówce jest czarno-złota torebka na łańcuchu, biała koszula Yves Saint Laurent i brązowe futro.

Co stanowi podstawę Twojej garderoby?
Przede wszystkim buty- mam ich sporo i często to od nich zaczyna się koncepcja całego stroju. Jeżeli chodzi o ubrania, to mam głównie luźne, przyduże rzeczy, nie lubię sztywnych i niewygodnych ciuchów (choć są wyjątki), podstawą mojej szafy są wygodne tuniki i sukienki oraz miękkie kardigany.
Od niedawna jest nią także (niech Was nie zmyli pozycja na końcu – kolejność jest przypadkowa!) moja „marynarka życia” – przydługa, o smokingowym kroju, kupiona na wyprzedaży (ze 140 euro na 25) w berlińskim Sisleyu- nie wiem jak ja sobie w ogóle bez niej radziłam!

Skąd czerpiesz inspiracje?
Bezpośrednio z pokazów, które staram się oglądać mniej więcej na bieżąco, z gazet o modzie (ze szczególnym uwzględnieniem Vogue’a – wyczekuję polskiej edyzji i mam już nawet swój typ na redaktor naczelną ;)) i całej modowej blogosfery – blogów szafiarskich, z modą ulicy i tych o modzie traktujących.

Czy zdarza Ci się zwariować na punkcie jakiegoś trendu, a za miesiąc dziwić się, jak to było możliwe?
Chyba nie, często mam za to sytuacje odwrotne – zarzekam się, że nigdy czegoś nie włożę albo nawet nie przychodzi mi do głowy, że mogłabym coś takiego nosić (przykład-lateksowe legginsy), a potem niestrudzenie biegam po sklepach w poszukiwaniu „tego czegoś”.

Masz pięć minut do wyjścia z domu. Czy masz ubraniowy zestaw ratunkowy na takie sytuacje?
Legginsy, za duża koszula, na to (również za duży) sweter, żeby nie było widać jak bardzo wymięta jest koszula i lecę!

Moda czy wygoda?
Niestety moda – byłoby hipokryzją mówienie o wygodzie, gdy na każde poważniejsze wyjście zakładam buty na obcasach. Najczęściej bardzo wysokich obcasach- nie akceptuję półśrodków, jak już ma mi być niewygodnie, to idę na całość:)

Klasyka czy ciągłe poszukiwanie nowości?
Poszukiwanie nowości.

Buty czy torebki?
Nie każ mi wybierać, bo to ponad moje możliwości :). Chociaż fakt, że gdy w mojej kamienicy włączył się alarm przeciwpożarowy, jedną z pierwszych rzeczy jaką zrobiłam było pakowanie butów (choć jednak do torby!), może być znamienny. Alarm, na szczęście, był fałszywy.

Czy jest jakiś ciuch, bez którego nie mogłabyś żyć?
Raczej nie – choć do wielu rzeczy jestem przywiązana, czasem mam ochotę wszystko wyrzucić i zbudować swoją garderobę od nowa.

Co znajduje się na pierwszym miejscu Twojej wiosennej listy zakupów? Chętnie poznam też pozostałe punkty :-)
Przez długi czas figurowało na niej „coś stalowoszarego”, „coś z dużą ilością suwaków” i „kombinezon”, ale niedawno udało mi się zdobyć ciuch łączący to wszystko w jednym (i to zresztą vintage!). Na liście znajdują się też sukienka w kolorze cielistego beżu lub pudrowgo różu, najlepiej asymetryczna, jasna skórzana torba i moje największe marzenie – sukienka lub spódnica z piór (codziennie idąc na zajęcia mijam taką na wystawie MaxMary, cena jest niestety zbijająca z nóg).

Pozostaje mi życzyć powodzenia w realizacji kolejnych punktów listy, a także nieustającego szczęścia w lumpeksowych polowaniach. No i znalezienia przystępniejszego odpowiednika pierzastych cudów z wystawy! Bardzo dziękuję za rozmowę, a Czytelników odsyłam wprost do źródła.

P.S. Z tą naczelną Vogue’a to była może jakaś aluzja? :-)


6 myśli nt. „Styledigger

Dodaj komentarz
  1. ryfka81

    Styledigger to ekstraklasa szafiarstwa. Rewelacyjne stylizacje, inteligentne teksty, uroda, że zazdrość zżera, ogromne poczucie humoru i niesamowity dystans do siebie – takie połączenie występuje w przyrodzie niezwykle rzadko.

    Odpowiedz
     
  2. mojstyl

    Cieszy mnie pierwsze pytanie :) :) :) Styledigger – nie dość,że zjawiskowa osoba to jeeszcze ma właściwe spojrzenie i dystans do mody (potrafi się nią bawić-sesja różowy królik)!

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *