12

lut

Kupować, nie żałować :-)

Prawdziwe szczęście mają ci, którzy mieszkają w Polsce. Tu wciąż tania odzież jest naprawdę tania. U naszych zachodnich sąsiadów, zarówno bliższych jak i dalszych, już od dawna sklepy vintage mają ceny często wyższe niż całkiem porządne sieci odzieżowe. Towar jest bardziej wyselekcjonowany, a butiki przepięknie urządzone. Cóż, coś za coś :-). Dziś kilka rad, jak się odnaleźć w świecie lumpeksów. Wprawdzie daleko mi do prawdziwych specjalistek w tej dziedzinie, na przykład

    30 myśli nt. „Kupować, nie żałować :-)

    Dodaj komentarz
    1. boovca

      dla mnie kupowanie strategiczne w lumpkach mija sie z celem znajduje najlepsze rzeczy kiedy wchodze do sklepu przypadkiem kiedy konkretnie czegos szukam nigdy nie moge natrafic wiec lumpeksy sa najlepsze gdy sie nie ma pomyslu na zakup on po prostu przychodzi w trakcie szperania ;)

      wiec polecam wszystkim wybrac sie spontanicznie do lumpeksu bankrutem sie nie zostanie bo ceny sa zabojczo niskie a torba pelna zakupow zawsze bedzie w reku :)

      Odpowiedz
       
    2. bandicoooot

      Z tego co wiem, tylko sklepy internetowe mają obowiązek uznać nasz zwrot i mamy na zwrot 10 dni wg prawa. Nie dotyczy to jednak allegro – jest to tylko dobra wola sprzedawcy by przyjąć nasz zwrot . Tak samo jest w przypadku kupowania w normalnym sklepie pozwolenie na zwroty w Zarze czy H&M to tylko ich polityka (dobra !! :) ) że przyjmują zwroty – prawnie nie mają takie obowiązku. Przeraża mnie jednak to, że niektórzy oddają ubrania, w których chodzili … bo było im potrzebne na 1 raz itp. … a ubranie wraca na półkę jak gdyby nigdy nic. Kiedyś na wizażu jakaś dziewczyna pracująca w bershka opowiadała, jak to wiele dziewczyn próbuje oddać topy, które „pachną imprezą” … Idąc do sklepu i płacąc i tak często za dużo za dany towar chciałoby się żeby chociaż był nowy … a tymczasem można sobie kupić odzież używaną , niekoniecznie w cenie lumpeksowej i nie koniecznie vintage …

      Odpowiedz
       
    3. dakota77

      Jesli chodzi o zwrot towaru bez podania przyczyny, tylko sklepy internetowe maja obowiazek przyjecia zwrotu. W przypadku stacjonarnych to juz tylko dobra wola sklepu.

      Odpowiedz
       
    4. foamclene

      …w moim przypadku czesto lumpeks jest jedynym sposobem na zdobycie konkretnej/wymarzonej rzeczy
      tak bylo z szeroka spodnica i gorsetem kiedy zaplanowalam look a’la Audrey Hepburn,
      z gobelinowa torebka retro (nie do zdobycia w sklepach z „modna” odzieza) o bufiastej sukience stelli mccartney juz nawet nie wspomne ;), bo gdyby nie to, ze komus sie znudzila bylaby zupelnie poza moim zasiegiem…
      czesto fantazjuje o wizycie w butiku z prawdziwymi vintage :) o manolach albo torebce chanel ech…
      wierze, ze jezeli tylko isnieja takie butiki w wawrszawie to nasza Hrel do nich dotrze i opisze swoje wizyty zdradzajac nam lokalizacje :)

      Odpowiedz
       
    5. bandicoooot

      Foamclene ja nei Harel ale w grudniowym IN STYLE były podane adresy takich sklepów ,w różnych miastach.
      Pechowo siostra wyrzuciła mi gazete grr…. : ) Może HAREL ma :)

      Odpowiedz
       
    6. ryfka81

      Właśnie jestem na świeżo po oglądaniu komentarza Pat Field do „Seksu…” i muszę przyznać, że czułam coś w rodzaju dumy, kiedy opowiadała, że niektóre z najbardziej fenomenalnych kreacji Carrie pochodzą z „vintage shopów”: kultowa (znana z czołówki serialu) spódnica baletnicy , słynna suknia z kwiatem (która pierwotnie była suknią do ziemi), futro przewijające się chyba przez wszystkie sezony serialu (a w filmie w niezapomnianym zestawie z piżamą), czy soczysta sukienka w czerwone kwiaty . Ach… :)

      Odpowiedz
       
    7. ryfka81

      Załącznik:
      img2.timeinc.net/ew/dynamic/imgs/080516/satc-movie-carrie-white_l.jpg
      http://www.wickedlyscarlett.com/.a/6a00d83453dc2969e200e5529875908833-350wi
      static1.blip.pl/user_generated/update_pictures/189296.jpg
      i171.photobucket.com/albums/u284/Fashion_Critic_/September%202007/satc3.jpg

      Mam wrażenie, że podejście do odzieży używanej w Polsce stopniowo się zmienia, chociaż nadal sporo osób kwituje ten temat okrzykami obrzydzenia czy stwierdzeniami typu „w lumpeksach śmierdzi”. A tam, niech się krzywią i prychają, więcej dla nas, nie? ;)

      Odpowiedz
       
    8. jjezierska

      pierwsze sklepy vintage ktore mialam okazje poznac, zobaczyc (13 lat temu hehe)
      to byly wlasnie zagraniczne, szalone butiki z autentykami z lat 60. 70.
      w londynie to okolice portobello road , w berlinie np. okolice warschauer strasse
      w barcelonie barri xino (tzw dzielnica chinska) … rzeczy przyprawialy o zawrot glowy
      rowniez jesli chodzi o ceny … w warszawie dlugo nie moglam znalezc second-handu z prawdziwego zdarzenia. po zakupy jezdzilam do wroclawia albo lodzi
      potem postanowilam poszukac czegos we wlasnym miescie no i polubilam jezdzic na olimpie, w okolice ronda witraczna, bardzo lubilam tez pawilon chemii na brackiej

      teraz sieciowek z uzywana odzieza jest mnostwo, po kilka na kazdej wiekszej ulicy
      ale nadal cos mi podpowiada ze zeby cos cennego zlowic trezba sie oddalic od centrum
      polecam polowanie na pradze, ursynowie i powislu !
      pozdrawiam i dziekuje za miesiac vintage

      Odpowiedz
       
    9. popkulturowa

      najlepsze butiki vintage w Polsce według InStyle:
      WARSZAWA
      Deja Vu, ul. Chmielna 27/31
      Galeria Garderoba, ul. Ptasia 6
      Nastroje, ul. Królewska 2
      Perpetuum Mobile, ul. Dąbrowskiego 18
      Vintage, al. Jana Pawła II 44
      Vintage, ul. Francuska 17

      ŁÓDŹ
      Centrum Taniej Odzieży, ul. Piotrkowska 28
      Meryn, ul. Przybyszewskiego 25
      Purpurowa Krowa, ul. Przybyszewskiego 22
      Second Hand Boutique, ul. Sienkiewicza 34
      Second Hand, Piotrkowska 255

      KRAKÓW
      Cameleon, ul. Kościuszki 36
      Komis Rzeczy Ładnych i Ekskluzywnych, ul. Sarego 5
      Komis Rzeczy Ładnych i Ekskluzywnych, ul. Szpitalna 7
      N11, ul. Retoryka 12

      WROCŁAW
      Galeria Retro, ul. Kiełbaśnicza 24
      M jak Moda, ul. Bulwar Ikara 15,
      Tani Ciuszek, ul. Traugutta 91
      Partner, ul. Gajowa 33

      mam nadzieję, że komuś się przyda. ;) gorąco pozdrawiam!

      Odpowiedz
       
    10. harel

      A ja właśnie w planach mam taką stacjonarną niespodziankę :-). Na razie (niestety) tylko dla mieszkanek Warszawy, choć myślę, że będzie to dobry pretekst dla innych, by Warszawę odwiedzić.

      @boovca: ja mam tak z większością zakupów. Wychodzę po dżinsy, wracam z butami ;-)

      @bandicoooot: z tymi zwrotami w sieciówkach często dochodzi do jakichś skrajnych przypadków. Na przykład niedawno byłam świadkiem scenki, jak pani chciała zwrócić używaną rzecz, bez metki i w dodatku praną (choć może to i lepiej) – na szczęście sprzedawca odrzekł, że nie przyjmie, bo pachnie proszkiem do prania. Ale nie wąchał „publicznie”, tylko przedtem grzecznie przeprosił i poszedł na zaplecze. Z kolei pamiętam, jak zwracałam kiedyś bluzkę w Bershce poza Polską – następnego dnia po zakupie, nie noszoną, rzecz jasna, a babka przy kasie bez krępacji ją dokładnie obwąchała. Czasem, jak coś kupię i w domu się okaże, że kolor jest całkiem inny niż w sklepie, oddaję. Ale zwracać używane ubrania to już nie fair. Ale się rozpisałam… :-)

      @dakota77: dziękuję za cenną informację.

      @foamclene: ależ jestem ciekawa tej Stelli. Jeśli to sukienka z letniej kolekcji 2007, właśnie zielenieję z zazdrości ;-).

      @ryfka81: w sumie to Pat Field mnie zainspirowała do poświęcenia całego miesiąca modzie lumpeksowej. Okazało się, że najlepsze ubrania Carrie – jej znaki rozpoznawcze – to zazwyczaj vintage.

      @jjezierska: oj, zagraniczne sklepy vintage są genialne… Ale muszę przyznać, że w Polsce jest coraz lepiej, na co dowód, mam nadzieję, wkrótce tu przedstawię.

      @popkulturowa: no i mi Pani zebrała do kupy sklepy, które aktualnie odwiedzam w celu… ale o tym za jakiś czas :-).

      Odpowiedz
       
    11. say_say

      Nieprzyjemny zapach usuwa moczenie w wodzie z sodą oczyszczona. Jedwabie(nawet te w formie swetrowej), wełny (oprócz żakietów i płaszczy) piorę w pralce w zimnej wodzie i nigdy mi się nic nie stało. A co do zwrotów…najlepiej mieć zaprzyjaźnione panie w lumapch, które pozwolą nam zabrać rzecz do domu i w razie czego oddać.Wydaje mi się, że w Krakowie w sieci Dawo można zwracać rzeczy chyba do momentu kolejnej dostawy, ale nie dam sobie pociąć ukochanej kiecki za to info, bo nie sprawdziłam na własnej skórze.
      Pozdrawiam ciepło.

      Odpowiedz
       
    12. harel

      @ryfka81: A, i ta zielona sukienka w kwiaty (noszona z legendarnym już paskiem z ćwiekami) i płaszczyk z pierwszej sceny z Bigiem to też oczywiście vintage.

      Odpowiedz
       
    13. harel

      @say_say: i takie rady są tu bardzo mile widziane! Dzięki wielkie!

      @popkulturowa: listę zostawię, i tak wszystkich sklepów nie dam rady odwiedzić :-). A niespodzianka i tak będzie.

      Odpowiedz
       
    14. jjezierska

      tak na marginesie
      jakos na poczatku pisania o second-handach zapytalas sie jak o nich mowimy.
      chociaz zawsze staram sie uzywac rodzimych odpowiednikow nazw, slowa typu:
      „lumpeks” , „szmateks” srednio mi pasowaly. a „odziez uzywana” brzmiala dosadnie .
      bardzo spodobalo mi sie okreslenie kaka bubu z jej bloga wintydz „grzebalnia” !
      moje kolezanki najczesciej mowia ze ida na „ciuchy” albo do „lumpa”. pzdr

      Odpowiedz
       
    15. ryfka81

      W tym krakowskim Komisie Rzeczy Ładnych byłam, ale jakoś mnie nie ruszył. Za dużo lakierowanej skóry (?), cekinów, złota i podobnych klimatów. Może akurat trafiłam na taki dzień, albo po prostu nie jestem w grupie docelowej :)

      Co do zwrotów w Dawo, to sprawdziłam i potwierdzam – są możliwe. Trzeba tylko przy zakupie zastrzec, a pani zapisze w notesie i poda termin, do kiedy można rzecz zwrócić (zazwyczaj ok. 2 dni).

      Odpowiedz
       
    16. ladytobe

      Moja znajoma z Warszawy na lumpeksy mówi „przewalanki’. Rozbraja mnie ta nazwa:) Second hand brzmi nieco górnolotnie, gdy pomyślę o starszych paniach (i panach) wyrywających sobie ubrania z rąk w dzień dostawy. Ja mówię „lump”, chociaż rzeczy vintage w mojej kolekcji to prawdziwe perełki i nigdy nie ośmieliłabym się nazwać je lumpami:) Cała rzecz, wydaję mi się, to umiejętność noszenia stroju (patrz SATC).
      No i rzeczywiście, zdarza mi się żałować rzeczy kupionych w sieciówkach. W „lumpie” – nigdy…

      Odpowiedz
       
    17. black_magic_women

      W butiku o jakim marzy Foam byłam tylko raz,parę lat temu w Paryżu.Nie wiedziałam,że w niedziele wszystkie sklepy są tam pozamykane:(Szłam chyba od muzeum d’Orsay aż trafiłam na niewielki sklepik z ekscentryczna sprzedającą.Najtańsza rzecz kosztowała chyba kilkadziesiąt euro.Było tam mnóstwo dodatków,torebek,okularów,butów,nie mówiąc o ubraniach.Ale największym zaskoczeniem były dla mnie akcesoria(torby?sakwojaże?)ze skóry,pamiętające XIX w.Czyli to co u nas oglądamy w skansenie;)

      Odpowiedz
       
    18. morven

      Widziałam second handy w Portugalii i w Niemczech. Marzenie fashion victimki… ale ceny bardzo wysokie. Zaczynały się od kilkudziesięciu euro, co nie przeszkodziło mi kupić tam butów. Po prostu nie dało się inaczej, zresztą jestem maniaczką butów.

      Harel, nie pamiętam tak z głowy adresu i nazwy, ale w Alejach Jerozolimskich, bardzo blisko kawiarni „Kredens”, jest jeden z najstarszych second handów w Warszawie. Prawdziwych second handów, nie lumpeksów. Jeśli znajdziesz czas, zajrzyj jeszcze tam – ja kupiłam tam sporo fajnych rzeczy. Nie ma go na liście Popkulturowej, a warto się tam przejść.

      Odpowiedz
       
    19. harel

      @jjezierska: tak, zbieram wszelkie nazwy. Zaczęłam o vintage, „papugując” troszkę po Pat Field, potem nagle przekonałam się do słowa „lumpeks”. A „przewalanki” zapisuję na jednym z pierwszych miejsc na liście, bo określenie jest super :-)

      @black_magic_women: to niezłe. Najstarsza rzecz, na jaką trafiłam w (też paryskim) lumpeksie była jedwabna sukienka z lat dwudziestych wyszywana szklanymi koralikami. Stan prawie idealny. Cena porażająca :-).

      @morven: o, dzięki. W wolnej chwili przejdę się i zobaczę.

      Odpowiedz
       
    20. vilijonkka

      Ja używam określenia ‚lumpeks’ – jest takie swojsko-peerelowskie… A co do jadwabu czy wełny, kompletnie nie przejmuję się tymi praniem chemicznym. Chyba, że chodzi o żakiety, ale to jedyna część garderoby, co do której mam bardzo ścisłe kryteria wobec fasonu i wykończeń… przez co nigdy jeszcze rzadnej w lumpeksie nie nabyłam. Pomijając zakup z zeszłego tygodnia, kiedy złamałam zasady, dla uroczego kompleciku z lat 60. Tu właśnie chciałabym wspomnieć o tym, że z to z czyszczeniem prawdziwego vintage są problemy. Komplet jest z aksamitu i trochę mnie czyszczenie przeraża. Znalazłam dość skomplikowany, ale wyglądający na wiarygogny przepis tutaj:
      http://www.fashion-era.com/Vintage_fashion/a13_cleaning_vintage_tips.htm
      Pozdrawiam miłośniczki buszowania. Fajny blog, trafiłam tu dzięki konkursowi, ale chyba zabawię dłużej :)

      Odpowiedz
       
    21. ola.tur

      Co do zwrotu towaru-uwazam to, w przypadku lumpexów za śmieszność. Już widzę te uzerające sie nad bluzką za 3 złote klientki, co zasadniczo popsułoby klimat poszukiwań ciuchowych (często w juz znanym sobie towarzystwie-poczta pantoflowa itd…)

      Odpowiedz
       

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *