Miesięczne archiwum: Luty 2009

14

lut

Wyniki konkursu

Drodzy Czytelnicy (a może raczej drogie Czytelniczki, bo żaden chyba Czytelnik się nie pofatygował ;-)), absolutnie zaskoczył mnie tak duży odzew na konkurs. Okazuje się, że czytają mnie chyba sami artyści! Spośród kilkudziesięciu przepięknych prac mogłam wybrać zaledwie trzy. I było to strasznie trudne. Decyzję musiałam podjąć sama, co zresztą jest łatwe do przewidzenia, gdy spojrzy się na tytuł tego bloga. Subiektywnie? Subiektywnie. Dziękuję Wam wszystkim za udział w konkursie, a teraz, Panie i Panowie…

Przedstawiam trzy zwycięskie prace oraz ich autorki:

Candy Poli: oczarowała mnie przytulność, kolorystyka i kot :-)


Natalia: zestaw godny samej Carrie Bradshaw – przepych, perły i róż – a pod płaszczykiem czai się Dita von Teese :-).

Iwona: za „paryskość” i sentymentalny klimat. O takich walentynkach można marzyć godzinami…



Gratuluję z całego serca! O wygranej informuję Was także e-mailem i wszystkie szczegóły idą już tą drogą.
Dziękuję serdecznie firmie Kinga za ufundowanie takich atrakcyjnych nagród!

12

lut

Kupować, nie żałować :-)

Prawdziwe szczęście mają ci, którzy mieszkają w Polsce. Tu wciąż tania odzież jest naprawdę tania. U naszych zachodnich sąsiadów, zarówno bliższych jak i dalszych, już od dawna sklepy vintage mają ceny często wyższe niż całkiem porządne sieci odzieżowe. Towar jest bardziej wyselekcjonowany, a butiki przepięknie urządzone. Cóż, coś za coś :-). Dziś kilka rad, jak się odnaleźć w świecie lumpeksów. Wprawdzie daleko mi do prawdziwych specjalistek w tej dziedzinie, na przykład

    10

    lut

    Styledigger

    Przedstawiam Państwu Styledigger. Jeśli jeszcze nie byliście na jej blogu, najwyższa pora to zmienić. A jeśli ją znacie, tym bardziej ucieszy Was ten wpis. Niestrudzona poszukiwaczka modowych przygód zgodziła się odpowiedzieć na szereg moich dociekliwych pytań i dziś gościnnie wystąpi tutaj. Zapraszam!

    Czy masz ulubiony okres w historii mody?
    Chyba najbardziej lubię lata 70, ze względu na ich różnorodność. Z jednej strony wciąż trwa hipisowski luz, z drugiej zaczyna się gorączka disco i ostry styl punk.

    Czym się kierujesz, kupując rzeczy vintage?
    Przede wszystkim zwracam uwagę na jakość materiału – nie znoszę rzeczy „gumowatych”, z dużą domieszką sztucznych włókien- od razu pojawia się w mojej głowie wizja ubrania przylepiającego mi się do skóry. Za to wszelkie ubrania z metką „100% silk” bądź „100% cotton” są bardzo mile widziane. Nie kupuję też rzeczy zniszczonych czy mających widoczne ślady użytkowania – szkoda mi nawet niedużych pieniędzy na ciuch, który po kilku założeniach będę musiała wyrzucić. Nie zwracam za to uwagi na rozmiar – jeżeli podoba mi się dana rzecz czy nawet wzór na tkaninie, biorę w ciemno, a potem przerabiam u krawcowej.

    Jaka jest Twoja najcenniejsza zdobycz z lumpeksu?
    W ścisłej czołówce jest czarno-złota torebka na łańcuchu, biała koszula Yves Saint Laurent i brązowe futro.

    Co stanowi podstawę Twojej garderoby?
    Przede wszystkim buty- mam ich sporo i często to od nich zaczyna się koncepcja całego stroju. Jeżeli chodzi o ubrania, to mam głównie luźne, przyduże rzeczy, nie lubię sztywnych i niewygodnych ciuchów (choć są wyjątki), podstawą mojej szafy są wygodne tuniki i sukienki oraz miękkie kardigany.
    Od niedawna jest nią także (niech Was nie zmyli pozycja na końcu – kolejność jest przypadkowa!) moja „marynarka życia” – przydługa, o smokingowym kroju, kupiona na wyprzedaży (ze 140 euro na 25) w berlińskim Sisleyu- nie wiem jak ja sobie w ogóle bez niej radziłam!

    Skąd czerpiesz inspiracje?
    Bezpośrednio z pokazów, które staram się oglądać mniej więcej na bieżąco, z gazet o modzie (ze szczególnym uwzględnieniem Vogue’a – wyczekuję polskiej edyzji i mam już nawet swój typ na redaktor naczelną ;)) i całej modowej blogosfery – blogów szafiarskich, z modą ulicy i tych o modzie traktujących.

    Czy zdarza Ci się zwariować na punkcie jakiegoś trendu, a za miesiąc dziwić się, jak to było możliwe?
    Chyba nie, często mam za to sytuacje odwrotne – zarzekam się, że nigdy czegoś nie włożę albo nawet nie przychodzi mi do głowy, że mogłabym coś takiego nosić (przykład-lateksowe legginsy), a potem niestrudzenie biegam po sklepach w poszukiwaniu „tego czegoś”.

    Masz pięć minut do wyjścia z domu. Czy masz ubraniowy zestaw ratunkowy na takie sytuacje?
    Legginsy, za duża koszula, na to (również za duży) sweter, żeby nie było widać jak bardzo wymięta jest koszula i lecę!

    Moda czy wygoda?
    Niestety moda – byłoby hipokryzją mówienie o wygodzie, gdy na każde poważniejsze wyjście zakładam buty na obcasach. Najczęściej bardzo wysokich obcasach- nie akceptuję półśrodków, jak już ma mi być niewygodnie, to idę na całość:)

    Klasyka czy ciągłe poszukiwanie nowości?
    Poszukiwanie nowości.

    Buty czy torebki?
    Nie każ mi wybierać, bo to ponad moje możliwości :). Chociaż fakt, że gdy w mojej kamienicy włączył się alarm przeciwpożarowy, jedną z pierwszych rzeczy jaką zrobiłam było pakowanie butów (choć jednak do torby!), może być znamienny. Alarm, na szczęście, był fałszywy.

    Czy jest jakiś ciuch, bez którego nie mogłabyś żyć?
    Raczej nie – choć do wielu rzeczy jestem przywiązana, czasem mam ochotę wszystko wyrzucić i zbudować swoją garderobę od nowa.

    Co znajduje się na pierwszym miejscu Twojej wiosennej listy zakupów? Chętnie poznam też pozostałe punkty :-)
    Przez długi czas figurowało na niej „coś stalowoszarego”, „coś z dużą ilością suwaków” i „kombinezon”, ale niedawno udało mi się zdobyć ciuch łączący to wszystko w jednym (i to zresztą vintage!). Na liście znajdują się też sukienka w kolorze cielistego beżu lub pudrowgo różu, najlepiej asymetryczna, jasna skórzana torba i moje największe marzenie – sukienka lub spódnica z piór (codziennie idąc na zajęcia mijam taką na wystawie MaxMary, cena jest niestety zbijająca z nóg).

    Pozostaje mi życzyć powodzenia w realizacji kolejnych punktów listy, a także nieustającego szczęścia w lumpeksowych polowaniach. No i znalezienia przystępniejszego odpowiednika pierzastych cudów z wystawy! Bardzo dziękuję za rozmowę, a Czytelników odsyłam wprost do źródła.

    P.S. Z tą naczelną Vogue’a to była może jakaś aluzja? :-)


    9

    lut

    Vintage Shop

    Vintage Shop można spokojnie określić jako starego wyjadacza na rynku internetowych second-handów :-). Sklep powstał w październiku 2006 roku. Zrodził się dzięki dwóm pasjom Marty, jego właścicielki: modzie i fotografii oraz graficznym umiejętnościom jej chłopaka, Aloszy. Wygląd butiku to ich wspólne dzieło. „Każdy piksel stworzyliśmy sami” – mówi Marta. Marzenia się ziściły, sklep jest dokładnie taki, jaki chcieli stworzyć.
    Jak to w sklepie vintage, także tutaj trafiają się niezwykłe okazy. Na przykład torebka Chanel albo rajstopy od Diora w oryginalnym opakowaniu. Więc warto trzymać rękę na pulsie.
    Na pytanie, czego można się spodziewać w sklepie na wiosnę, Marta odpowiada:
    „Wiosna będzie w butiku wyjątkowo kolorowa i radosna. W przygotowaniu sukienki, bluzki i spódnice w stylu etnicznym, hippie i ludowym. Dużo kolorowej bizuterii i masa dodatków. W sprzedaży są już dostepne (choć błyskawicznie się rozchodzą) wiosenne płaszcze we wszystkich kolorach tęczy, sukienki tyrolskie i bluzki z motywem ludowym”.
    Oj, tak, ja już niektóre sukienki oglądałam i muszę przyznać, że prezentują się zachęcająco. A poniżej mój subiektywny wybór „vintageshopowych” skarbów. Od razu zaznaczam, że niektórych rzeczy może już nie być. Taka zła (choć jednocześnie też dobra) strona second handów.





    Warto dodać, że w butiku Vintage Shop można kupić także dzieła polskich projektantów: krakowskiej marki Punkt, której idea tworzenia opiera się na up cyclingu (cóż to takiego? Zapraszam do sklepu, tam rozwiązanie zagadki). Poniżej ludowa sukienka Punktu, która jest po prostu genialna. Może być szyta na zamówienie.



    I Nomad’s Clothing – to niezwykła kolekcja ubrań etnicznych, po inspiracje projektanci jeżdżą do Indii. Stamtąd przywożą materiały, z których tworzą niepowtarzalne stroje i akcesoria.



    Już wiem, że będę czyhać na te bransoletki :-).



    I jeszcze jedno. Warto zajrzeć do działu z okularami przeciwsłonecznymi . Takiego wyboru okularów vintage nie ma chyba nigdzie indziej.

    Źródło zdjęć: www.vintageshop.pl

    6

    lut

    Leo Lazzi

    Szczęście mnie nie opuszcza. Wczoraj mogłam wejść z aparatem do nowo otwartego outletu firmy Leo Lazzi i obfotografować wszystko, co mi się spodobało, a przy okazji buszować wśród wieszaków. Przede wszystkim jednak mogłam porozmawiać z projektantką i właścicielką firmy, Ewą Jagielską – Żak.
    Od lat stara się ona nadawać ubraniom wysoką jakość, znacznie odbiegającą od tego, co oferują popularne sieci odzieżowe. Ze śmiechem wymieniłyśmy podobne doświadczenia, np. o kończących się zwykle klęska próbach kupienia marynarki, w której można by swobodnie poruszać rękami. Rzecz jasna wcale tych sklepów nie bojkotujemy – okazało się, że na przecenie w Zarze kupiłyśmy takie same swetry :-). Ale dobrze rozumiałam, o co chodzi.
    Przejdźmy jednak do sklepu. Przede wszystkim od razu należy porzucić stereotyp, jaki towarzyszy outletom. Większość ciuchów wygląda tak, jakby były szyte na aktualny sezon. I to jest kolejna rzecz, o którą dba projektantka: stara się wyprzedzać trendy, jednocześnie im nie ulegając. Absurd? Niekoniecznie.
    Na pierwszy ogień poszły buty i torebki. Podobnie jak w głównej sieci butików, w sklepie dostępne są zarówno projekty Leo Lazzi, jak i rzeczy włoskiej marki Janet & Janet. Od razu przyszły mi do głowy słowa Patricii Field, stylistki „Seksu w wielkim mieście”, która opisując pracę nad kostiumami, przyznała, że starała się tak dobrać stroje, by zachwycały i teraz, i za dwadzieścia lat. Gdy patrzę na tę wielką fioletową kopertę i czerwone pantofelki, wyobrażam sobie choćby przyszły rok i widzę, że będą mi się tak samo podobać.



    Wybór jest całkiem spory. Mnie zachwyciła złota torebka Janet & Janet z naszywanymi kamieniami. Trochę przypomina projekty Christophera Bailley’a z Burberry: niby klasyka, ale z pazurem.



    Za oknem raz zima, raz wiosna, więc w sklepie podobnie. Pod jedną ścianą wiszą rzeczy wiosenne, pod drugą zimowe. Skupiłam się na tych pierwszych, choć muszę wspomnieć, że można też znaleźć niezłe płaszcze z wełny i kaszmiru. I swetry. Na przykład obszerne swetrzyska – nietoperze z niezwykle miękkiej i ciepłej wełny.



    Przydymione róże, szarości, granaty i kwieciste wzory… Podążają w dwóch kierunkach: romantycznym – pełnym delikatnych materiałów, falban i miękkości, i klasycznym – dwa rzędy guzików, proste linie, zdecydowany krój. Można znaleźć nie tylko sukienki, na które zwróciłam szczególną uwagę, ale też świetnie skomponować strój do pracy. Do wyboru jest pełno żakietów, spódnic i spodni wykonanych z tego samego materiału.





    Zbliżenie na detal. Układająca się w piękne fałdy gęsta bawełna. Pod spodem podszewka, co w popularnych sieciach odzieżowych jest coraz większą rzadkością – a szkoda, bo ubrania na podszewce lepiej się nosi. Zwłaszcza sukienki, które bez podszewki mają tendencję do wędrowania ku górze, ku uciesze przechodniów ;-).



    fot. Harel

    I na koniec najlepsza wiadomość: ceny. Dochodzą nawet do -70%, co daje naprawdę niewielkie pieniądze za ubrania szyte jak na miarę. Polecam, zwłaszcza że sprawdziłam na własnej skórze!

    Outlety Leo Lazzi znajdują się w Warszawie w galerii handlowej Panorama przy ul. Witosa 31 i w Krakowie przy ul. Szpitalnej 22/20.

    P.S. Serdecznie dziękuję Ewie Jagielskiej – Żak oraz całej obsłudze sklepu za udostępnienie kolekcji do zdjęć oraz anielską cierpliwość :-).
    Adresy butików Leo Lazzi z nową kolekcją można znaleźć tutaj.

    P.S.2. Ceny, ceny! Zapomniałam o cenach. Od wszystkich należy odjąć 70%:
    Spódnice od 275 do 335;
    Spodnie od 275 do 399;
    Sukienki od 399 do 629;
    Żakiety od 549 do 715 (podobnie płaszczyki a’la prochowce);
    Płaszcze flauszowe od 599 do 2 500 (cena maksymalna na płaszcze z futrem);
    Dzianiny (sweterki, koszulki) od 169 do 315;
    Buty od 395 do 999.

    5

    lut

    Uwaga, konkurs!

    Drodzy Czytelnicy, mam przyjemność ogłosić pierwszy w historii bloga konkurs i to z nagrodami! Wszystko dzięki firmie bieliźniarskiej Kinga, która zaproponowała mi (i nie tylko mi – wszystkie zaproszone blogi można znaleźć na stronie internetowej) jego zorganizowanie w związku ze zbliżającymi się Walentynkami. Moim zadaniem było wymyślenie tematu konkursu, firma Kinga funduje nagrody.

    Aby wziąć udział w moim konkursie, należy stworzyć kolaż – stylizację, w której wystąpi jakiś element bieliźniany i przesłać na mój adres e-mailowy. Pełna dowolność. Liczy się pomysł, kreatywność i kompozycja. Polecam stronę do tworzenia kolaży: Polyvore.
    W jury zasiada… Harel we własnej osobie :-). Trzy najlepsze stylizacje otrzymają nagrody w postaci dowolnie wybranego zestawu bielizny ze sklepu internetowego Kinga (stanik lub koszulka plus majtki). Rozstrzygnięcie konkursu oczywiście w Walentynki – w samo południe. Termin wysyłania prac mija 13 lutego o północy. Kto się jeszcze waha, niech zajrzy do sklepu :-).

    I co Państwo na to? Czekam na maile!

    P.S. I bardzo, bardzo proszę o nadsyłanie e-maili z adresem zwrotnym, nie bezpośrednio ze strony Polyvore. Muszę Was przecież jakoś poinformować o wygranej!