Miesięczne archiwum: Marzec 2009

30

mar

Crazy Horse

Kolekcja „Crazy Horse” młodej polskiej projektantki Kasi Rass zasługuje na szczególną uwagę. Trzyma poziom absolutnie światowy: nie dość, że każdy jej element jest interesujący, to jeszcze wszystkie razem stanowią spójną całość. Łączy je forma (co jest znakiem rozpoznawczym artystki), a także materiały o trójwymiarowej fakturze. Wytłaczane jedwabne żakardy, mięsista wełna dodatkowo podkreślone marszczeniami i fałdami powodują, że sylwetka jest niezwykle kobieca. Dochodzą do tego szalone kolory, które łamią charakterystyczne dla wcześniejszych kolekcji szarości i czernie.
Więcej projektów Kasi Rass można obejrzeć tutaj.







Źródło zdjęć: saltandpepper.pl

27

mar

Peachfield

Moda modą, ale żeby ubranie leżało dobrze, to, co pod ubraniem, powinno być idealnie dopasowane.
Do sklepu Peachfield trafiłam prosto (albo prawie prosto) ze Stanikomanii. Oczarowana kolorowymi stanikami w tzw. nietypowych rozmiarach (wtajemiczone wiedzą, czemu użyłam słów „tak zwanych”, niewtajemniczonym polecam ten blog) po obejrzeniu kolekcji w sklepie internetowym postanowiłam umówić się na mierzenie, bo kupowania staników bez mierzenia nie lubię. Gdy zadzwoniłam, okazało się, że lada moment otwiera się sklep stacjonarny, gdzie będzie można sobie mierzyć do woli, choćby przez cały dzień. Oczywiście gdy tylko znalazłam chwilę czasu, pojechałam zrobić rekonesans. Ze sklepu wyszłam ze stanikiem w idealnie dobranym rozmiarze i już po pierwszym dniu noszenia wiedziałam, że muszę wrócić po następne, bo te, które nosiłam przez całe życie (a przynajmniej tę większą już część życia z biustem na przedzie :-)) okazały się po prostu niewygodne. Na czym polega różnica? Dobrze dobranego stanika wcale się nie czuje.
W sklepie zostałam obsłużona jak królowa. Do wygodnej przymierzalni wyspecjalizowana w bra-fittingu pani ekspedientka przynosiła mi staniki jeden po drugim, fachowo i uprzejmie upewniając się, że potrafię je odpowiednio na siebie założyć (a to też nie jest takie oczywiste). Spośród naprawdę wielu wzorów i kolorów udało się wybrać jeden idealny. Byłam zaskoczona różnorodnością modeli oraz tym, że jeden dobrany rozmiar nie wyklucza innego. Wiele zależy od konkretnej firmy, modelu, a nawet egzemplarza.

Przy okazji kolejnych zakupów, które, rzecz jasna, okazały się nieuniknione, postanowiłam umówić się z właścicielką sklepu, panią Marią Jachowicz na rozmowę oraz kilka zdjęć.
Na pierwsze pytanie, skąd pomysł takiego biznesu, pada szybka odpowiedź: „Z negatywnych doświadczeń”. O tak, dobrze wiem, co oznaczają negatywne doświadczenia przy doborze stanika. Ale dawno już o nich zapomniałam, tym bardziej że w sklepie Peachfield nic takiego nie ma prawa się wydarzyć. Początkowo był to sklep internetowy z możliwością przymierzenia „stacjonarnego” w domu właścicielki. Jednak chętnych do mierzenia było tyle, że po około roku istnienia w sieci sklep otworzył się na dobre w tzw. „realu” :-). Od wejścia zachęca gama barw, o których jeszcze niedawno w kontekście biustonoszy mogłam sobie tylko pomarzyć.





Cierpliwość to słowo kluczowe. Na wizytę w sklepie warto poświęcić więcej czasu. Może się okazać, że dopiero ostatni z proponowanych modeli będzie tym właściwym. Jeśli coś nie pasuje, na pewno nie zostanie nam wciśnięte na zasadzie „to się jeszcze ułoży”. Gdy w danej chwili nie ma rozmiaru, panie radzą, by wstrzymać się z zakupem do następnej dostawy. Czasem trzeba poczekać nieco dłużej, bo niektóre modele są zamawiane bezpośrednio od producenta, co trochę trwa.







Oprócz staników w sklepie kupimy także majtki (można sobie dobrać różne modele do kompletu), oraz, uwaga, kostiumy kąpielowe. To świetna wiadomość dla osób, które z powodu większego biustu były zmuszone zrezygnować z noszenia bikini, bo w popularnych sklepach odzieżowych panuje chyba przekonanie, że na lato wszystkie piersi maleją.



Sporą część rozmowy poświęciłyśmy stereotypom, jakie towarzyszą kupowaniu biustonoszy. Na przykład temu, że określenie „miseczka F” niewiele znaczy w oderwaniu od liczby, która ją poprzedza, czyli obwodu pod biustem. „Nie ma takiego numeru” – wciąż słyszałam w sklepach stacjonarnych, które zwykle nie sprowadzają niczego powyżej litery C oraz poniżej liczby 75. Na szczęście to się zmienia. Na razie większość firm posiada ofertę wyłącznie internetową, ale to już coś. Pani Maria przyznaje, że wiele kobiet odwiedzających sklep nie chce nawet słyszeć o innym rozmiarze, nie mówiąc już o przymierzeniu. A naprawdę warto, z wielu powodów.

Sklep Peachfield znajduje się w Warszawie na Bielanach, przy ul Żeromskiego 55/67, ale niech mieszkańców południowej części miasta to nie zniechęca. Metro dowiezie nas prawie na miejsce. Poza tym nadal istnieje sklep internetowy, z którego można zamawiać nie tylko z Polski, ale też całej Europy. Wszystkie dostępne modele, ceny i rozmiary można znaleźć właśnie w internecie.

Dziękuję serdecznie całej ekipie Peachfield za cierpliwość, fachową poradę i rozmowę, a pani Marii przede wszystkim za jej genialny pomysł.

26

mar

Tydzień lisa

Zawieszenie okresu ochronnego na lisy brzmi dość drastycznie, ale kryje się za tym miła wiadomość: słynne Foksy Celapiu można teraz kupić o 30% taniej! Tydzień lisa zakończy się w Prima Aprilis o godz. 23.59, kiedy to ceny Foksów wrócą do swojej poprzedniej wartości. Więcej szczegółów u źródła.



Źródło zdjęcia: celapiu.pl

25

mar

Fanfaronada

Fanfaronada to ubrania z charakterem albo raczej z charrrakterrrem! Tworzone dla kobiet, które kochają modę, przez Darię Salamon, absolwentkę wydziału Eksperymentalnego Projektowania Odzieży w berlińskiej Wyższej Szkole Sztuk Pięknych. Zwariowane, niespotykane, zaskakujące. Kolekcje autorskie to krótkie serie złożone z szalonych elementów miejskich, pełne nietypowych rozwiązań, interesujących tkanin i trójwymiarowych faktur. Przykłady? Sukienka uszyta z ręcznie robionych wycinanek, spódnica bombka z nadrukiem w torebki, kurtka mini (i to naprawdę mini!) albo bluzka-wrona. No i mój faworyt: tiulowa spódnica. Do zamówienia w różnych kolorach!
Pracownia Fanfaronada wykonuje także różne inne projekty, w tym suknie wieczorowe i ślubne. Sporą część kolekcji można obejrzeć w sklepie internetowym. Polecam przejrzenie całej strony Fanfaronady – można tam znaleźć zdjęcia z pokazów i sesji fotograficznych. Mnóstwo inspiracji. Cieszy mnie niezmiernie, że takie rzeczy się w Polsce dzieją. I to wcale nie od dziś. Ale lepiej poczynić takie odkrycie późno niż wcale :-).
Uwaga, Szczecinianki, pracownia znajduje się w Waszym mieście!


Torebka 55zł (dostępna w Pakamerze ), bluzka-wrona 230zł, płaszcz z wycinankami 700zł, tiulowa spódnica 200zł.
Źródło zdjęć: fanfaronada.eu, pakamera.pl.

24

mar

Prada sprzed lat

Takie miałam wrażenie, gdy obejrzałam najnowszą jesienną kolekcję Miucci Prady. Zgaszona kolorystyka, faktura materiału, swobodna sylwetka z zaznaczoną paskiem talią, tradycyjnie wybór małych czarnych i toreb, za które niejedna fashion victim gotowa oddać cały swój majątek oraz oczko do widza: tym razem w tej roli wystąpiły kalosze. Jest w niej taki miły sentyment do twórczości Prady z „grzeczniejszych” czasów, a jednocześnie mocne zaostrzenie, choćby w postaci gladiatorskich sukienek. Nie tęsknię za jesienią, więc nie będę się tu rozpisywać o świeżo minionych tygodniach mody, ale Prady jakoś nie mogłam sobie odmówić. No i jeszcze dopełnienie w postaci kolekcji Miu Miu , gdzie możemy sobie obejrzeć proces dekonstrukcji płaszcza i innych części garderoby, a wszystko w „miucciowej” kolorystyce. Swoją drogą to ciekawe, że środki wyrazu zarezerwowane do tej pory dla awangardowych projektantów tak mocno przeniknęły do bądź co bądź konserwatywnej (przynajmniej pozornie) mody włoskiej. Przyszło nowe, Harel Wam to mówi :-).

18

mar

Pięknie!

Ukazały się pierwsze zdjęcia kolekcji Matthew Williamsona dla H&M. Jak dla mnie trochę za dużo tu błyszczenia, ale ten jedwabny kombinezon wydaje mi się warty przedzierania przez dziki tłum. Choć równowartość 150 funtów nieco mnie zniechęca. Czy rozumiecie moje rozdarcie?
Poza tym cieszę się, że pojawił się motyw pawich piór – jeden z najbardziej charakterystycznych dla Williamsona, oczywiście za sprawą Sienny Miller, która jest wierną fanką projektanta. A różowa sukienka z paskiem z ćwiekami uparcie coś mi przypomina :-).



Źródło zdjęć: pause.se.