Miesięczne archiwum: Kwiecień 2009

21

kwi

Nowy sezon

Ufff… Kolejny raz mam za sobą porządkowanie szafy. Było ciężko. Nie chodzi nawet o sam akt sprzątania. Ciężko było się rozstać z niektórymi ciuchami, mimo że większość z nich nie nadawała się już do noszenia. By jednak nie być dla siebie zbyt okrutną, założyłam „półkę sentymentalną”. Zbyt wysoko, by miejsce na niej było szczególnie potrzebne, ułożyłam stosik ubrań, których nie miałam serca wyrzucić.
Tym razem jednak porządek w szafie nie zakończył się na subiektywnej selekcji (prawie tak ostrej jak w modnych klubach ;-)) oraz sezonowej zamianie miejsc ubrań zimowych na letnie. Tym razem postanowiłam sama siebie podejść i zaspokoić zakupoholiczne popędy w sprytnie obmyślony sposób. To było proste jak drut (choć wszelkie druty w tym wypadku z szafy wyleciały na dobre). Co najbardziej mnie ujmuje w sklepach? Równe rzędy tematycznie podzielonych ciuchów. To może być kolor, może być styl, może być nawet typ ubrania. Ja postawiłam na podział kolorystyczny. I zainwestowałam w pokaźną liczbę plastikowych wieszaków. Że niezbyt ładne? Trudno. Za to są o wiele lżejsze niż drewniane i wygodniejsze niż druciane (które w tajemniczy sposób pojawiały się i chyba nawet mnożyły w mojej szafie, mimo że nigdy świadomie ich tam nie wkładałam :-)).
Nagle odkryłam, że mam mnóstwo rzeczy, o których zapomniałam, bo wisiały pod czymś innym. Teraz każdy ciuch ma osobny wieszak i naprawdę szczerze to Wam polecam, drodzy Czytelnicy. Wszystko podane jak w sklepie, a tym fajniej, że każda rzecz bez wyjątku mi się podoba.

15

kwi

Kryzys?

Ostatnio przy okazji chwili wolnego czasu zrobiłam sobie rundkę po sklepach i dotarło do mnie: rzeczywiście mamy kryzys. Nawet nie chodzi mi o to, że wzrosły ceny (tusze do drukarek podrożały chyba z 50%!). Kryzys, który zauważyłam, dotyczy jakości. Nie upieram się, że w popularnych sieciówkach ubrania zawsze były świetne. Jednak z sezonu na sezon ich jakość drastycznie spada. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy może przypadkiem nie chodzi o spadającą jakość, lecz o moje wzrastające wymagania. Może kiedyś nie zwracałam uwagi na to, jak dana rzecz jest uszyta, czy ma ładne wykończenie i czy materiał jest porządny? Niektóre sklepy tak mnie zniechęciły, że postanowiłam już więcej do nich nie zaglądać. Panujący w nich bałagan to pół biedy (zwłaszcza że przecież robią go klienci). Kiedyś nawet w takim bałaganie potrafiłam wyłowić rzeczy, które służą mi do dziś i trzymają się całkiem dobrze. Teraz nawet w równych rzędach wieszaków nie widzę nic, co mogłoby pozostać ze mną dłużej niż przez dwa pierwsze prania. Producenci uparcie idą w ilość, nie jakość. No dobra, może przesadzam, coś tam znalazłam i w miarę to porządne, ale łatwo nie było. Rzeczy, które doprowadzają mnie do szału, to:
1) udawane kieszenie (szczególnie w spodniach),
2) materiały tak cienkie, że są pozaciągane lub podarte już w sklepie (co sezon, to gorzej);
3) źle wszyte suwaki, za które trzeba szarpać (inaczej się nie da), w związku z czym często są powyrywane;
4) buty na nieistniejące modele stóp;
5) zostające w rękach guziki;
6) zaskakujące różnice między tymi samymi modelami w tym samym rozmiarze;
7) dżinsy, które odstają z tyłu na wysokości talii – bez względu na rozmiar – to jakaś plaga!
8) gdy tkanina zawiera 5% jedwabiu, informuje nas o tym piękna duża metka z napisem „silk mix”, jakby było to coś wartego uwagi.

Ok, limit narzekania wykorzystany. Ale, ale… może Wy, drodzy Czytelnicy, macie ochotę dopisać coś do listy? :-)

8

kwi

Kuszenie klienta

Na budynku w centrum miasta wisi gigantyczny billboard, a na billboardzie kobieta ubrana w marynarkę naszych marzeń. Dobrze się składa, bo reklamowany sklep znajduje się akurat po drodze do domu. No, może trzeba trochę tej drogi nadrobić, ale czego się nie zrobi dla takiej marynarki? W sklepie okazuje się, że a) marynarek jeszcze nie ma, ale jesteśmy już trzydziestą piątą osobą, która o nie pyta; b) dostawa była w piątek, ale w weekend wszystkie się wyprzedały i raczej ich już nie będzie. Żadna z tych informacji nie zaspokaja zakupoholicznego pragnienia. Może nie znam się szczególnie na sposobach dotarcia do klienta, ale jestem pewna, że gdyby modelka na billboardzie była kiepsko sfotografowana albo marynarka wystąpiła w nierzucającej się w oczy stylizacji, nie zawracalibyśmy sobie nią głowy.
No, ale mamy do czynienia z poważnym koncernem odzieżowym, który dysponuje środkami na ogromną kampanię reklamową, poprzedzoną szczegółowymi badaniami rynku i potrzeb osób na przykład takich jak ja :-). Jednak nawet najbardziej świadomy marketingowych manipulacji klient będzie czuł się zadowolony i szanowany, gdy sklep zaserwuje mu swoje kolekcje w przemyślany sposób. Dlatego jestem pełna podziwu dla właścicieli sklepów, które gigantami nie są albo zajmują się sprzedażą odzieży używanej, ale mimo to potrafią kusić w niezwykle piękny sposób. Być może podejście typu: „Sprzedajemy ubrania i widać to, co widać” ma w sobie element szczerości, która powinna nas rozbrajać, ale działanie często bywa odwrotne do zamierzonego. Jako przykład chciałabym przedstawić wiosenne zdjęcia ze sklepu A&E Vintage Store. Urzekło mnie, jak genialnie można pokazać rzeczy „z drugiej ręki”. Chętnie widziałabym wszystkie prezentowane tam towary na modelkach, ale kto wie, kto wie? Na razie i Lookbook (zbieżność nazw przypadkowa ;-)) wystarczy.





P.S. Przy okazji polecam sprawdzić „jak to się robi w Ameryce”, choćby na stronach Bleubird Vintage i California Select.

6

kwi

W temacie drapowań…

… i geometrii, przy okazji moich ostatnich zachwytów nad projektami naszych bliższych i dalszych sąsiadów zupełnie zapomniałam wspomnieć o rodzimych produkcjach. Ale nawet dobrze się składa, bo duet Zemełka & Pirowska zasługuje na osobną notkę. W różnych elementach powtarza się motyw rombu – diamentu, który w nietypowy sposób wydobywa kobiecą sylwetkę. Projektantki całą kolekcją udowadniają, że zmysłowe ubrania wcale nie muszą być obcisłe i dopasowane. Ten punkt widzenia jest mi niezwykle bliski. Choć może bardziej się o nim rozpiszę kiedy indziej. Wracając do kolekcji, ubrania można nosić na wiele sposobów, sukienki puszczać luźno lub zbierać paskiem. Najbardziej podoba mi się narzutka z kimonowymi rękawami, w której tkwi ogromny potencjał możliwości. No i biżuteria ze sznurka: czyż nie najtrudniej jest wpaść na najprostszy pomysł?

Źródło zdjęć: www.saltandpepper.pl, fot. Anna Ciupryk.

Więcej można obejrzeć tutaj.

1

kwi

Nowe fascynacje

Mój styl przechodził już przez różne fazy, od boho po grunge, od klasyki po totalny eksperymentalizm, jednak ostatnio rzuciło mi się poważnie na zjawisko będące połączeniem minimalizmu i zabawy formą. Trochę tu geometrii, trochę dziwnych draperii, a wszystko w stonowanej gamie kolorystycznej. Gdy jeszcze daną rzecz da się nosić na kilka sposobów, jestem w siódmym niebie.
Okazuje się, że całkiem niezależne od siebie firmy odzieżowe rozsiane po całym świecie, mają wspólny mianownik. Poniżej linki warte kliknięcia. Uwaga, oglądanie zdjęć mocno wciąga, o inspiracjach nawet nie wspominam.

complexgeometries

eksempel

cos (czyli ambitna odnoga H&M)

best behavior

harputs market

Źródło zdjęć: complexgeometries.myshopify.com, eksempel.com, bestbehavior.dk, cosstores.com, harputsmarket.com.