21

lip

Nostalgicznie

Jakiś czas temu w którejś z gazet (nie pamiętam już w której, tak to jest, gdy podczas dwóch tygodni zasłużonych wakacji czyta się wszystko, co popadnie) znalazłam bardzo fajny tekst o przebojach minionego dwudziestolecia. Mimo pozorów, niewiele z wymienionych pozycji dotyczyło muzyki. Za to część związana była z modą i zainspirowana tym, co przeczytałam, postanowiłam podzielić się z Wami odzieżowymi grzechami mojej młodości (po cichu licząc na odzew drugiej strony).
Moim największym ciosem w stronę mody były dresy, tzw. „szelesty”. Owszem, wstydzę się, potwornie się wstydzę (mimo że miałam wtedy zaledwie jedenaście lat), ale nie będę udawać, że przez pewien (na szczęście krótki) czas ich nie nosiłam. Zwłaszcza że zostało to udokumentowane fotograficznie. Były takie wakacje (spędzone w Łebie, rzecz jasna – kto pamięta lody z jagodami i bitą śmietaną sprzedawane w małych żółtych domkach w drodze na plażę?), gdy każda rodzina była zaopatrzona w szeleszczące komplety. Na szczęście wtedy coś mnie tknęło i porzuciłam czarno różowy dres (tak, tak…) na rzecz znacznie spokojniejszej szarej bawełnianej wersji :-).
Numerem dwa były seledynowe ogrodniczki dla kobiet w ciąży, które nosiłam w siódmej klasie, nie zważając na szkody, jakie wyrządzały mojej figurze. Szkód w kwestii figury było więcej. W erze dominacji stylu grunge najlepsze koszule w kratę znajdowałam w szafie taty. Nie szkodzi, że sięgały mi do kolan i mogły się w nich zmieścić jeszcze ze dwie trzynastoletnie Harel… Wprawdzie dziś uważam, że z podkreślaniem figury trzeba się wyluzować i nie robić tego na siłę – wciąż wolę męskie białe koszule od damskich (z niemal zawsze idiotycznie wykonanymi zaszewkami, które na kobiecej figurze nie mają szans dobrze się ułożyć), ale nie podbieram ich żadnemu mężczyźnie z szafy, tylko kupuję w działach męskich (z zawsze pustą przymierzalnią i porządkiem wśród wieszaków :-)).
Następnie… Białe skarpetki i mokasyny. Nie miałam pojęcia, że coś jest nie tak, dopóki nie usłyszałam piosenki Kukiza o Shazzie :-). Komentarz zbędny.
Męski płaszcz za szeroki w ramionach i tak stary, że nie miał już żadnego wyglądu, podciągnę pod popularny wśród ofiar mody „styl na kloszarda”. Powiedzmy, że bawiłam się wtedy w trendsetting… Ale wzbudzałam negatywne zainteresowanie wśród ochrony chyba w każdym sklepie.
Zbrodni przeciw modzie było znacznie więcej, ale akurat te zapamiętałam najlepiej. Teraz Wasza kolej, drodzy Czytelnicy. Nie zostawiajcie mnie samej, dajcie mi, proszę, nadzieję, że błądzić jest rzeczą ludzką ;-).

37 myśli nt. „Nostalgicznie

Dodaj komentarz
  1. sneakymagpie

    Do tej pory pamietam przerazajace legginsy w kwiaty w pasteloweych kolorach z pasujacym seledynowym t-shirtem. Az mi wlosy na karku sie jeza! No i w podstawowej szkole tez nosilam (jak wiekszosc dziewczyn) czarne sznurowane buty z blaszka na przodzie, a la Depeche Mode, nosilam je z bialymi! skarpetkami, czarnymi rurkami, ktore sie wowczas zwalo gumkami, i z czarna bluza. Czerwienie sie piszac to! Ach, jeszcze pamietam top ‚Boys Boys Boys’, jak hit Sabriny, no ale przynajmniej nie mialam topow z jej twarza czy Sandry, he he he. W ogolniaku zmadrzalam troche i tragicznie nie bylo.

    Odpowiedz
     
  2. julka_zlotov

    Nie będę wymieniać wszystkich „grzechów”, ale właśnie mi się przypomniały takie tanie (chińskie?) skarpetki w pastelowe mazio-kwiatki. Nienawidziłam ich, a teraz chyba by się wpisały w trend kwiecistych motywów i może nawet widziałabym je do białych tenisówek ;)

    Odpowiedz
     
  3. maadja

    Długa „hipisowska” spódnica, bo w młodości uważałam, że mam potwornie krzywe nogi, paradoksalnie , spódnica odsłaniała najbardziej chudy i krzywy fragment tychże. Czarne spodnie ze sztruksu – koszmar, nie wiadomo z jakiej bajki, jeśli ktoś chce koniecznie wyglądać grubo , dziwnie i niezgrabnie – polecam.

    Odpowiedz
     
  4. e.milia

    O ludzie. Te szeleszczące dresy miałam w kolorze różowo-jakimśtam i niestety, były wśród mojej rodziny (i nie tylko mojej) strojem nr 1 na wakacjach, również posiadam dokumentację fotograficzną ;) I jeszcze róźnokolorowe leginsy plus jakaś bluzka. I nosiło się u nas takie zestawy t-shirt plus spodenki, co wyglądało jak pidżama, więc szybko coś mnie tknęło i odmówiłam rzeczonego stroju.
    W liceum to tylko nosiłam dżinsy a’la rurki i ze 2 lub 3 razy za duże bluzy. Dziwię się jakim cudem wkładałam je na siebie, gdyż teraz wydały mi się moocno za duże, gdy jakimś cudem odkopałam to z dna szafy, a co dopiero wtedy ? No, nie mówiąc o starych za szerokich kurtkach znalezionych w szafie po mamie, a może tacie? Chociaż jedna całkiem fajna była, teraz by podchodziło to pod vintage ;) W ogóle na usprawiedliwienie mogę dodać, że w czasach liceum nosiłam vintage’owe rzeczy po mamie, których się i i teraz bym się nie powstydziła ;)

    Odpowiedz
     
  5. elfik-pl

    Hej, no ja co prawda szeleszczacych dresow nigdy nie posiadalam, aczkolwiek oczywiscie grzechy modowe na sumieniu mam. Z 3 klasy podstawowki mam takie zdjecie: w pierwszym rzedzie (!) siedzi blond dzieweczka z mocno rozczochrana blond fryzura (nierozczesane wlosy po basenie:) do tego niebieski t-shirt na (szczescie bawelnianay wtedy zwany po prostu koszulka), spodnica z krakowskiego stroju w czerwone roze i …trampki.Najlepsze jest to ze jak dzis pamietam to bylo moje wyobrazenie wystrojenia sie ‚do klasowego zdjecia’:))))))

    Odpowiedz
     
  6. harel

    @sneakymagpie: o matko, też miałam takie legginsy! No i zapomniałam o kolarkach. Miałam takie jedne czarne w fioletowe grochy – prawdziwy hard core. Oczywiście obowiązkowo do nich pasujący fioletowy t-shirt…

    @julka_zlotov: zazdrościłam dziewczynom tych skarpetek. Ale sama jakoś nigdy nie miałam (nie wiem dlaczego :-))

    @maadja: też nosiłam długą spódnicę… do obszernych koszulek polo…

    @szymon-fotograf: szelesty mają szansę przejść do historii jako typowy ubiór lat dziewięćdziesiątych i za sto lat będą figurowały w encyklopediach – coś tak czuję ;-)

    @e.milia: aż mnie natchnęło, żeby znaleźć jakieś zdjęcia i tu pokazać :-)

    Odpowiedz
     
  7. 6roove

    szeleszczace dresy nie, chyba nikt w moim domu ich nie mial. Za to w podstawowce koszule po mamie wciagane w spodnie, do tego pasek sciagniety do granic mozliwosci, haha talia osy! w szkole sredniej – szerokie spodnie, krok prawie miedzy kolanami. Pozniej dowiedzialam sie, ze mama modlila sie, abym skonczyla z tym stylem.
    Szczerze mowiac, nie uwazam ubiorow z dziecinstwa za modowe grzechy, wtedy po prostu byla taka moda :)
    pzdr

    Odpowiedz
     
  8. gosia.irl

    Pamietam wiele rzeczy (tureckie swetry, jeansy z targowiska „marmurki, itp) ale najbardziej chyba moje ulubione spdnie a’la MC Hammer (!!!???) z szarej dzianiny znalezione w lumpeksie, ktory wlasnie wtedy (chyba pierwszy w Lodzi) otworzyli kolo mojego domu… po jakims roku cotygodniowych wycieczek nie bylo w mojej szafie nic z normalnego sklepu… niektore rzeczy to nawet byly fajne i daloby sie nosic teraz. Jakosc i marki ciuchow naprawde niezle. A potem to bylo tyko downhill….

    pozdr
    m

    Odpowiedz
     
  9. zielona_hortensja

    W moich kregach na szeleszczace dresy mowilo sie kreszowe. I oczywiscie, ze takowy posiadalam. Nie dam glowy czy nie kupilam go na targu w Nowym Targu :)))

    Oj duzo bylo takich wybrykow modowych. Pamietam jak zaczal sie okres popularnosci indyjskich sklepow i wszystkie chodzilysmy w workowatych, przydlugich sukienkach. Pamietam tez takie specjalne skarpetki frotte, ktore mialy jakies specjalne sciagacze, tak ze mozna je bylo zrolowac rowno nad kostkami. Oczywiscie do adidasow i mini :) I pamietam kaszkiety noszone tylem do przodu, ale oczywiscie trzeba bylo kupic specjalny kaszkiet do tego przeznaczony! :)

    Na jednym tylko wyszlam dobrze- na noszeniu ciuchow po ojcu. Tak sie sklada, ze moj ojczulek byl wyjatkowo chudy za mlodu, potem przybral na wadze, a ciuchy zostaly. Mialam super skorzana kurtke, przywieziona ze Szkocji :)

    Odpowiedz
     
  10. mausi5

    Oj, tak, Hortensja ma racje, w moi regionie te dresy też się nazywały kreszowe i ja też taki miałam! Potem miałam dres biały, bawełniany, z odkalkowaną Myszką Miki, w którym zadawałam szyku na koloniach, a zestawiałam go z czarnymi lakierkami na centymetrowym kwadratowym obcasie :) Te białe skarpety ze ściągaczem też pamiętam, o Jezu, nosiłam je do glanów, kolarek i kraciastej koszuli, jak Axl Rose! Adidasy nosiłam natomiast do wąskiej dżinsowej czerwonej spódniczki do kolan.
    Świetny wpis, zdecydowanie będę śledzić komentarze, może coś mi się jeszcze pzrypomni :)

    Odpowiedz
     
  11. e.milia

    No właśnie, też mi się przypomniały jeszcze takie krótkie legginsy – w pastelowe kwiaty, albo inne grochy czy prążki i do tego gustowne t-shirty w jaskrawych kolorach. Albo z frędzelkami ;)
    Zielona-hortensja – u nas też się na te dresy mówiło kreszowe :)))
    i w ogóle wtedy jakoś podejrzanie często nosiło się dresy wszelkiego rodzaju ;)

    Odpowiedz
     
  12. majself

    Też pamiętam kreszowe dresy. Nie miałam takiego, na szczęście, Rodzice zadbali. Z grzechów modowych pamiętam biały rozpinany sweterek wyszywany w róże i perełki, leginsy w poziome paski złożone z Myszek Minnie i dres bawełniany czerwony w coś, co umaszczeniem przypominało dalmatyńczyki. Miałam też moherowy berecik z antenką: photos.nasza-klasa.pl/780842/14/other/std/02bf706a3b.jpeg

    Teraz wiele z tych rzeczy wraca, ale pewne ciuchy pozostają obciachem wszech czasów.

    Odpowiedz
     
  13. mimiwas

    Wysiliłam swoją pamięć i poza „opływówkami” i dżinsowymi „katanami” przypominam sobie materiałowe buty z korkowymi podeszwami (pozostawiały ślad niczym traktor :D) oraz granatowe adidasy na białym koturnie :D Etap glanów i swetrów taty wspominam bardzo mile, choć teraz to drugie ładniej się nazywa – oversize ;) Aż łezka się w oku kręci… ze śmiechu :)

    Odpowiedz
     
  14. bandicoooot

    O jacie a ja dziś będąc na męskim w Zarze widziałam takie oczojebadełka żółte, zielone i pomarańczowe i mi się przypomniały moje ultra krótkie spodenki z dzieciństwa z takiego elastycznego materiału o takiej charakterystycznej fakturze (cienskie paseczki) Były jeszcze jakies topy do tego takie meega obcisłe. I one byly produkowane wlasnie w takich oczojebnych kolorów żółte, zielona i pomarańczowe – ja miałam zielone. To na pewno jest udokumentowane :D:D:D

    Była nosicielka zielonych oczojebadełek :)

    Odpowiedz
     
  15. baglady

    tez nosilam takie wielkie ogordniczki,tyle, ze zjasnego dzinsu-maskara jakas.mialam tez faze na noszenie ich z opuszczona gora,spieta paskiem.
    do tej porynie moge zapomniec jak sie kiedys ubrałam na błękitno-pomaranczowo.wszystkie moje ciuchy-bluzka,spodnie,torba i kurtka byly wtych 2 kolorach-nie wiem co mi do glowy przyszlo.albo nosilam kiedys na glowie takie różki ala reni jusis-razem z odstajacymi uszami wygladaly imponujaco:)

    Odpowiedz
     
  16. sierzgu

    Płaszcze i kurtki po dziadku. Najbardziej znośny wydaje mi się teraz prochowiec, który i tak był dużo za duży ;) Poza tym – faza na wielgachne koszulki, wyparte później przez koszulki prawie że za małe. A gdzieś tak w siódmej klasie nosiłam w kółko flanelowe koszule po starszym bracie i dżinsy, ku rozpaczy babci. Miałam też oryginalny sweter brytyjskiej policji i nosiłam go z dumą, zupełnie nie wiem dlaczego.

    Odpowiedz
     
  17. harel

    @6roove: rzeczywiście, taka była moda. Ale mam wrażenie, że nawet wtedy taki dresik był szczytem obciachu – tylko kto o tym wiedział? ;-)

    @gosia.irl: pamiętam, że na bazarach sprzedawali Mc Hammery w kolorowe wzory. I nosili to głównie faceci!

    @zielona hortensja: indyjskie sklepy… No pewnie! Do tej pory mam gdzieś wysoko w szafie zbiór za dużych sukienek, które co jakiś czas przerabiam na różne rzeczy.
    A te rolowane skarpetki frotte – całkiem o nich zapomniałam! Nosiłam je do marmurkowych szortów ze złotymi lampasami ;-)

    @mausi5: dres i lakierki? No no! :-)

    @e.milia: ech, chciałam mieć bluzkę z frędzelkami – najlepiej jeszcze z koralikami na tych frędzelkach, ale jakoś nigdy to nie doszło do skutku…

    @majself: jak mogłam zapomnieć o Myszce Mickey i Minnie… na dresach, rzecz jasna :-)

    @mimiwas: świetnie to ujęłaś, rzeczywiście, oversize :-)

    @bandicoooot: nazwę „oczojebadełka” wpisuję do osobistego modowego słownika – jest genialna! Przypominam sobie, że mając lat dziewięć nosiłam je w kolorze różowym i żółtym.

    @baglady: różki a’la Reni nazywałam „ślimaczki” i w trzeciej liceum dość często je nosiłam :-).

    @sierzgu: hmmm… właśnie sobie przypomniałam za małe koszulki – też miałam taką fazę :-)

    Odpowiedz
     
  18. 6roove

    o widze, ze nie tylko ja nosilam różki/ślimaczk w lliceum :)
    OFF.KA na swoim blogu nawiazala tez do koszulek z zespolami – przypomnialo mi sie, ze w klasie cala nasza paczka miala koszulki z ekipa beverly hills 90210, na urodziny jednej z kolezanek wszyscy zgodnie wlozyli te koszulki! :D
    legginsy w pastele byly fajne! kolezanka miala za to pelno tych lajkrowych czarnych w rozne maziaje, ja mialam kilka z sh bajeranckich, jedne ostro-zielone w jakies napisy! czad! haha

    Odpowiedz
     
  19. saytome

    ja trochę młodszy rocznik jestem, ale oczywiście kreszowy dresik miałam, tyle, że był w ciemnych kolorach(jakiś taki ciemny róż z fioletem), a przez to był względnie znośny ;) W dzieciństwie nosiłam adidasy do dżinsowej spódnicy..porażka:) Miałam też swetry do kolan, które kupowała mi moja mama, twierdząc, że to praktyczne, bo będę miała na kilka lat…jak ja tego nie lubiłam! zawsze się kłóciłam, że chcę krótki, bo przecież to było wtedy trendy;) byłam też dumną właścicielką koszulek z Jackiem i Rose na tle Titanica i mojego ukochanego w dzieciństwie Spice Girls ;D no i przez pewien czas, chcąc się wyróżnić, zakładałam dżinsy, a na to spódnicę (też z dżinsu) i uważałam się za niesamowicie oryginalną:) ale jedno, do czego naprawdę wstyd się przyznać – skarpetki zakładane do sandałów!

    Odpowiedz
     
  20. hersylia810

    Popełniam grzechy nieustannie, pogodziłam się już z tym, ale jednej kreacji nie mogę sobie darować. Pod koniec podstawówki (połowa lat 70.) wystroiłam się w komplecik w biało czerwoną kratkę (obcisłe, krótkie szorty plus bluzeczka wiązana na brzuchu) białe podkolanówki i czerwone lakierki. Na spotkanie z koleżanką nie doszłam, bo zapomniałam, że ten dzień to lany poniedziałek i zostałam w drodze polana wodą z wiadra przez subtelniaków z osiedla, ale zanim do tego doszło przemaszerowałam w tej kratko-żenadzie spory kawał drogi. Wstyd mi do dziś.

    Odpowiedz
     
  21. harel

    @6roove: koszulki z zespołami… Na pierwszą „poważną” zdecydowałam się ze dwa lata temu i noszę dumnie na piersi ukochanego Hendrixa. W domu były dwie autentyczne vintage: jedna z Eltonem Johnem, druga z trasy Electric Light Orchestra – według mnie oczywiście strasznie obciachowe. Teraz chętnie bym je przygarnęła :-).
    A, no i jeszcze pamiętam szał na t-shirty „Hard Rock Cafe”. Kto miał, ten był mistrz :-)

    @saytome: Titanic! Pamiętam ten szał! Aczkolwiek u mnie objawił się pragnieniem posiadania ognistej rudej czupryny :-)

    @hersylia810: opisywany komplecik skojarzył mi się z Jodie Foster w „Taksówkarzu” – czyli całkiem gustownie! ;-)

    Odpowiedz
     
  22. e.milia

    Uwielbiam wspomnienia, nawet te wstydliwe :)
    Mnie też mama za czasów wczesnej podstawówki zaopatrywała w swetry do kolan, które to nosiłam z legginsami. Okropieństwo :) A jeszcze lakierki się nosiło jakoś masowo, uchodziło to za wyjściowe buty.
    Ja pamiętam, że kiedyś dostałam krótkie leginsy i do tego ultra krótki i obcisły top, w kolorze czarnym z oczojebnymi wzorkami. I wiecie co, nie miałam odwagi tego nałożyć. Może to i lepiej :D

    Odpowiedz
     
  23. zelda_79

    Taaa… zwijane bawełniane skarpety, kreszowy dres (ale tu może miałam 11 lat) i duże bluzy od starszego brata i długie spódnice w okresie liceum… :) Teraz już się młodzież tak nie nosi- że tak powiem jako 30-latka – „emerytka”. W szkole średniej, ludzie lansują się na całego, bo mają w czym i gdzie wybierać. Ale czy to lepsze czasy? Może myśmy w tych długich kieckach wyglądały lepiej bo nie było takiego wyścigu, kto ma bardziej markowe ciuchy? Natomiast sama teraz chętnie folguję sobie po sklepach, no ale w moim wieku to już mozna:)

    Odpowiedz
     
  24. nszafa

    Ha, ja kresz miałam oryginalny, seledynowo-patchworkowy, uszyty przez Mamę, bo o inny trudno było :) W dresach chodziłam tylko podczas treningów i na pierwszej kolonii, jako 7-latka.

    Ale innych wpadek nie potrafię a vista wymienić – muszę dokładnie przejrzeć stare zdjęcia w domu. Trochę chciałabym ewentualnie wymazać z historii szerokie sztruksowe dzwony, na które nakładałam szeeeroki i długi sweter, a cała przyozdobiona byłam koralikami i innymi zielono-żółto-czerwonymi dodatkami ;) W poprzednim etapie chodziłam ubrana jak tzw. typowy metal(ówa), potem grungowo, i chociaż dzisiaj nie założyłabym megaobcisłych czarnych, zielonych czy czerwonych rurek, glanów i koszuli w biało-czarną kratę a pod nią koszulki Metalliki, ale to raczej nie jest wstydliwe, choć nostalgiczne, a i owszem.

    Jestem chyba z podobnego, o ile nie tego samego, rocznika, ale o rolowanych skarpetach, o których piszecie, pierwszy raz słyszę – albo coś przegapiłam w niegdysiejszych trendach (co jest możliwe), albo nie pamiętam – macie pod ręką jakieś zdjęcie?

    Odpowiedz
     
  25. saytome

    ech, Harel, u mnie pragnienie rudej czupryny pojawiło się teraz! po kilku (nieudanych zresztą, i to też swego rodzaju wpadka była:)) samodzielnych próbach otrzymania koloru Żmudy-Trzebiatowskiej postanowiłam oddać się w ręce fryzjera:)

    a co do ubraniowych grzechów: kuzynka (również wielbicielka Spice Girls, tylko o wiele lepiej zaopatrzona w wycinki z gazet i ogólnie inne gadżety, bo kupowała bravo girl) pewnego dnia podarowała mi adidasy podobne do tych które ma Emma (blondynka) : blogtown.portlandmercury.com/2008/03/12/spice_girls_retro.jpg tylko trochę niższe;)
    rozpierała mnie duma, i dopiero teraz tak sobie myślę, jak bardzo komicznie musiałam wyglądać, maszerując do szkoły w tych butach i dżinsowych lub też o zgrozo aksamitnych dzwonach z haftem:)

    Odpowiedz
     
  26. majself

    Ha, buty na platformie (im wyższa, tym lepsza) plus aksamitne dzwony z haftami to był hit w mojej klasie pod koniec podstawówki. Pamiętam też z przedszkola spódnice z marmurkowego dżinsu, wykończone szeroką koronką. Z niewiadomych powodów ozdobione były haftem o treści Lambada. Do tego obowiązkowo lakierki, najlepiej kolorowe, i biała bluzka z kołnierzem a la muszkieter i broszkami w kształcie kokardek na tymże kołnierzu.

    Jednak za mój największy modowy grzech – największy, bo świadomy! – uważam stroje z liceum: worowate bluzy (czasem zabierałam Tacie) i luźnawe sztruksowe spodnie. W IV klasie schudłam i powiedziałam sobie „żadnych worów” i dlatego teraz jest mi trudno zaakceptować worowate trendy :-)

    Odpowiedz
     
  27. teklovska

    w111.wrzuta.pl/audio/7qfpqoX2JQk/tv_show_theme_songs_-_themes_-_beverly_hills_90210 to tak dla posłuchania i przypomnienia, minionych, jakże cudownych czasów :)

    Ja z moich modowych grzechów pamiętam:
    - koszulka z nadrukiem Pocahontas z frędzelkami (okres dzieciństwa)
    - getry, kolarki itp z takiego milusiego materiału
    - buty na koturnie- biały koturn i granatowy zamszowy but zapinany na białą klamrę + adidasy, na których podeszwie widniało logo Spice Girls w takiej „bańce” wypełnionej wodą
    - niewielki bawełniany kuferek, najczęściej w jakieś kwiatowe wzory, zawierający mulinę i mnóstwo bransoletek z muliny i oczywiście agrafki- w celu produkcji kolejnych. Wynosiło się taki na ławkę przed blok, tudzież na koc i plotło bransoletki i rozmawiało o czym tylko popadło :)
    - biała bluzka z żabotem obszytym lamówką- im większy żabot, tym lepiej
    - dzwony z takiego czarnego materiału o prążkowanej fakturze, ze złotą ozdobną klamrą w pasie
    - dzwony z polaru z haftem
    - T-shirty- czy to z logiem Backstreet Boys, czy też BigBrother
    - wojskowy plecak „kostka”- to z okresu buntu- wtedy już byłam świadoma co i dlaczego noszę
    - i oczywiście na sam koniec pozostawiłam- GLANY!

    Odpowiedz
     
  28. e.milia

    E, glany są fajne ;) Do dzisiaj posiadam takie niemal do kolan i czasem zdarza mi się nałożyć ;)
    Hmm, bawełniany kuferek to i ja dostałam w prezencie, ale nigdy zrobiłam z niego użytku… A buty na platformie, ogrodniczki, dzwony jakiekolwiek, z haftami czy bez i t-shirty z logo zespołów mnie albo ominęły, albo sama już nie chciała tego nosić (na szczęście!). Z przedszkola za to pamiętam przywożone z Turcji dresy z myszką miki i dżinsowe spódniczki, ale nie marmurkowe, tylko normalne. To było coś ;)))) I jeszcze plastikowe broszki oraz spinki do włosów w kształtach przeróżnych.

    Odpowiedz
     
  29. harel

    @zelda79: dzisiejsza młodzież nosi się zdecydowanie bardziej zachowawczo niż my ;-)

    @nszafa: rolowane skarpety to chyba krótko były „w modzie”. Niestety (a może na szczęście) zdjęć w tychże nie posiadam :-).

    @saytome: aksamitne dzwony z haftem? Very Geri :-)))

    @majself: były takie fantastyczne (choć jednocześnie potwornie kiczowate) buty na platformie noszone chyba głównie przez wielbicielki muzyki techno (która w latach dziewięćdziesiątych… zresztą co ja będę pisać, odbywały się wtedy chyba same techno-party :-)), niektóre egzemplarze posiadały nawet czułki. Strasznie chciałam takie mieć, ale drogie były jak cholera, więc nigdy nie weszłam w ich posiadanie…
    A napis „lambada” przypomniał mi szał na spódniczki „lambady” jak z tutaj (co to był za szał! Miałam nawet plakat nad łóżkiem :-))).

    @teklovska: to świetne! Spice Girls w bańce mnie rozbroiły :-). A kuferek bawełniany też miałam i dokładnie z taką samą zawartością. Choć akurat bransoletki z muliny uważam za genialną sprawę. Tak się wciągnęłam, że wymyślałam różne wzory (z tego co pamiętam, można było zawiązać węzełek na cztery różne sposoby), a cierpliwość pozwalała mi wykonywać nawet obróżki na szyję :-).

    @e.milia: plastikowe spinki do włosów… czyżby chodziło o takie małe płaskie kokardki w różnych odmianach? :-) Uwielbiałam je!

    Odpowiedz
     
  30. forgo-tten

    Ja się wstydzę nawet tego jak ubierałam się 2 lata temu… :D Ale ja inny rocznik jestem, więc może jest to wybaczalne ;) Otóż wtedy moim codziennym zestawem były trampki-szmaciaki przed kostkę (takie granatowe z 3 paskami, można je dostać w każdym realu, Auchan lub Tesco), jeansy kupione w dziale męskim (one dosłownie na mnie WISIAŁY) i t-shirt z kolorowymi kwiatkami lub inna tandeta. Gdy patrzę na zdjęcia z okresu 5-8 lat najczęściej widzę adidasy, legginsy w dalmatyńczyki (kochałam tę bajkę) i bluzkę z kubusiem puchatkiem wsadzoną w legginsy i wyglądającą jakby miała zaraz z nich wystrzelić. :D Gdy miałam z 9 lat lubiłam też bardzo przykrótki top, z którego byłam strasznie dumna (!), bo uważałam, że skoro starsze dziewczyny tak chodzą to znaczy, że to jest modne i godne naśladowania ;)
    Aha! I skarpetki do kłapiących sandałów! O matko… ;)

    Odpowiedz
     
  31. mfcr

    oj … pewnie wiele grzechów mogłabym wymienić. ale dresu z szelestem nie miałam.

    jak sobie tak czytając zaczęłam wspominać to przypomniał mi się prezent który w czasach podstawówkowych (dość odległych) chyba pod choinkę dostałam i byłam nieludzko szczęśliwa bo to „piękny” komplecik był. bluza długa za tyłek z golfikiem + getry z takim paseczkiem łapiącym za stopę. z prążkowanej kremowej dzianiny. normalnego człowieka taki zestaw pogrubiał by nieźle ale ja byłam straszliwie chuda. Tata jak mnie zobaczył w uroczym zestawie skomentował – Karolina Nędza G(nazwisko pomińmy ;) ) Herbu Góralskie Gacie.
    i kolarki miałam też, wypasione w czarno zielone paski :D

    Odpowiedz
     
  32. styledigger

    1) Frędzlasty bawełniany komplecik z Pocahontas- koszulka plus spodenki do polowy lydki
    2) Cienkie skarpetki w kwiaty w pastelowych kolorach, zreszta wyzej juz wspominane
    2) Chodaki- nie mam pojecia jak dawalam rade w nich chodzic, o skakaniu w gume nie wspominajac
    4) Welurowe legginsy z paskiem na stope (choc teraz moglyby byc hiciorem)
    5) Adidasy z zatopionymi w nich laleczkami Polly Pocket

    Odpowiedz
     
  33. karolina.pw

    Pamietam doskonale dresy-kresze, co najlepsze w miasteczku, gdzie sie wychowałam był spory zakład odzieżowy(i wiele matek dzieci ze szkoły w nim pracowało) szyjacy m.in. takie dresy, więc praktycznie cała podstawówka była „wystrojona” w owe mundurki, co wiecej były tylko bodajze 2 warianty kolorystyczne tych outfitów, oraz 2 wersje ocieplana i letnia:DDD
    Oczywiście nosiłam też legginsy i wielgachne bluzy po tacie oraz marmurki(choć obecnie to nie obciach tylko trend) Natomiast w kategorii modowego magagrzechu nominuję- mundurek dzinsowy+ biały but sportowy, oraz w liceum- beżowa przyduża kamizelka z milionem kieszeni, coś w stylu starszy pan na rybach (kupiona w BigStarze, nie ma to tamto:)))+ bluza sportowa, i but na koturnie

    Odpowiedz
     
  34. cooli-shka

    Pamietam, jak bardzo byłam nieszczęśliwa, że moje dresy nie były z „prawdziwego” kreszu, ale z innego ortalionu (różowo-fioletowo-zielonego :-) i nie szleszczały tak jak powinny. W końcu jednak doczekałam się białego (!) ocieplanego kompletu z najprawdziwszego kreszu, hehehe! Oczywiście były też dresy z Myszką Miki, ale z racji tego, że częściej nosiłam bluzę (do spódniczek szytych przez Mamę) była ona bardziej sprana niż spodnie.
    A z grzechów modowych jeden szczególnie utkwił mi w pamięci: do czerwonych legginsów do połowy łydki założyłam niebieską spódniczkę-tenisówkę i obszerną szarą koszykarską bluzę z kapturem, do tego maxczerwone zrolowane skarpety plus trapery a na głowie kiteczki ala Indianka i tak wystrojona pomaszerowałam do… kościoła. Zgroza!

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *