Miesięczne archiwum: Sierpień 2009

31

sie

Spotkanie!

Wciąż jestem pełna wrażeń, więc ten wpis może być bardziej chaotyczny niż zazwyczaj :-). W ostatnią sobotę w Warszawie zagęszczenie blogerek na metr kwadratowy gwałtownie wzrosło. A wszystko dzięki firmie LPP (właścicielowi Reserved, Mohito, Cropp i House), która postanowiła zaprosić nas do swojego showroomu. Muszę powiedzieć, że strasznie miło jest być docenianą – zwłaszcza w sferze, która jeszcze rok temu niewiele osób w Polsce interesowała. A już na pewno nie marki odzieżowe. Okazuje się, że zdanie blogerów (a w tym wypadku blogerek) liczy się coraz bardziej.
W kwestii Reserved miałyśmy opinie dość jednogłośne: że zbyt zachowawczo, szaro-buro i nie najlepiej z jakością – ale też niezawodnie jeśli chodzi o ciuchy typu basic oraz kolekcję męską (to zaskakujące, niemal wszyscy nasi mężowie, narzeczeni czy też konkubenci ubierają się właśnie tam! – i to bardziej my narzekamy, że w każdym sezonie jest to samo – panom jakoś to nie przeszkadza :-)).
Jednak Reserved się zmienia – tego między innymi się dowiedziałyśmy. Bardzo chętnie będę te zmiany obserwować, bo, szczerze mówiąc, szkoda mi było w ostatnich sezonach, że całkiem dobrze zapowiadająca się marka zmieniła się na niekorzyść. Na początku obecnego stulecia z przyjemnością zaopatrywałam się w ich ciuchy, jeździłam specjalnie kawał drogi do Galerii Mokotów, bo tam był najlepszy wybór. A potem albo jakość gwałtownie spadła, albo ja stałam się bardziej wymagająca – w każdym razie coraz trudniej było mi tam znaleźć coś dla siebie. Na przykład często fasony były świetne, ale materiał beznadziejny. Zresztą nie raz tu pisałam na ten temat.
To co zobaczyłam na wieszakach w showroomie naprawdę mile mnie zaskoczyło, bo potwierdza słowa, które usłyszałyśmy. Marka jest znacznie bardziej wyczulona na trendy – mam nadzieję, że w kolekcje będą coraz odważniejsze. Znalazłam kilka naprawdę zachwycających elementów i nie byłam osamotniona.

Prezentacja na temat powstawania kolekcji:



W międzyczasie to, co lubimy najbardziej (oprócz ciuchów, rzecz jasna): stół pełen smakołyków :-)



Blogerki!

Cudak, Ryfka i Morven :



Natalka i Sara (czyli ekipa Dilemmas Magazine), Jagna i Dagmara:



Baglady, Jagodda, Miriam i Nihania:



Ala i jej urocza siostra Magda:



Ewa oraz ekipa Urban Chic:



Uwaga! Ujawniła się Czuła Halina! Teraz już wszyscy wiedzą, że to moja mama :-). Cały czas ją namawiam do założenia bloga. Z takimi butami na pewno szybko zdobyłaby popularność.



fot. Jagna Jaworowska

A to znalezisko, w którym chciałam niepostrzeżenie opuścić miejsce spotkania. Wrodzona uczciwość (odziedziczona wiecie po kim? ;-)) mi nie pozwoliła. Za duży? Może odrobinkę. Marzę o szlafrokowym płaszczu od pierwszej chwili, gdy obejrzałam jesienną kolekcję Driesa van Notena. Wiem, wiem, na tym zdjęciu wyglądam kompletnie bałaganiarsko…



Czuła Halina też upatrzyła sobie pewien interesujący egzemplarz:



Poznałam fajnych facetów, ale okazali się być mało rozmowni.



Blondyn nawet nie chciał na mnie spojrzeć, ale do zdjęć pozował z chęcią.



A poniżej buty, które chcę mieć (jedne i drugie)! Od lewej: Sourcarpets i Areta



Oraz kawałek stroju Jagny, której blog Banana dawno temu zainspirował mnie do założenia własnego. I ta torba… Najbardziej wpływowy blog o modzie zobowiązuje ;-).



Podsumowując – było świetnie! Już czekam na kolejne spotkanie. A o jesiennej kolekcji Reserved niedługo tu wspomnę.

30

sie

Niedoskonałość

Gdy mniej więcej rok temu stworzyłam tekst o Alexie Chung, była ona na tyle nieznana w Polsce, że został opublikowany z półrocznym poślizgiem. Wprawdzie w międzyczasie Alexa pojawiła się w polskiej telewizji tylko na chwilę (w programie „Gok’s Fashion Fix”), ale to wystarczyło, by wzbudziła zainteresowanie. Na czym polega jej fenomen (bo jestem oczywiście z tych osób, które ten fenomen jej przypisują ;-))? Moim zdaniem wcale nie na eklektycznym stylu, nogach do samej ziemi czy błyskotliwości uzupełnionej w genialną mimikę (kto oglądał choć jeden program, wie, co mam na myśli). Chodzi o niedoskonałość.



Alexa jest „niezrobiona”. I często balansuje na krawędzi grunge’owej nonszalancji i modowej abnegacji. Z jednej strony idealnie poprowadzona kreska na powiece. Z drugiej rozwichrzona fryzura wzbudzająca wiele krytycznych komentarzy. W jednej stylizacji potrafią spotkać się torebka od Chanel i pierścionek z H&M. Alexa nie podkreśla za wszelką cenę szczupłej sylwetki. Trapezowe sukienki w stylu lat sześćdziesiątych zabudowane pod szyję, ogromne męskie kardigany i bluzy w marynarskie paski mogłyby pomieścić jeszcze ze dwie takie osoby. A do tego różne elementy, które niby nie pasują, ale jakimś cudem „robią” całość.
We wspomnianej niedoskonałości istnieje jeszcze jedna rysa: za look Alexy w pewnym stopniu odpowiada stylista, Steph Stephens. Jednak nie ukrywa go ona przed światem, a otwarcie przyznaje, że z przyjemnością robi z nim zakupy. Marynarskie paski, którymi swego czasu zasłynęła, to także jego pomysł – o czym pisze Alexa w swoim tekście dla brytyjskiej edycji Vogue.
Lubię ją, bo nie stara się za bardzo. A przynajmniej tego nie widać. I wcale się nie dziwię modzie „na Alexę”, jaka właśnie nastała. Jeśli nawet jest ona stuprocentowym tworem popkultury (w co wciąż wątpię), to ja się na to zgadzam. Bo mało kto tak do mnie swoim stylem przemawia.



Sama nie wiem, czy się przyznawać, czy nie, ale nigdy nie potrafiłam wyglądać w stu procentach perfekcyjnie. Nawet takiej niby „niezrobionej” Kate Moss fryzura w cudowny sposób trzymała kształt (hmmm, cóż za próżność porównywać się do Kate Moss! ;-)), a makijaż się nie rozmazywał. Na hasło „ubierz się elegancko” ogarniała mnie panika i oczywiście jedyny kolor, w którym się widziałam, to czarny. Moje uwielbienie dla rzeczy za dużych i często podbieranych z męskiej szafy zwykle było odbierane jako zbrodnia przeciw własnej sylwetce – w końcu jak, będąc kobietą, można rezygnować z podkreślania talii czy biustu!
I nagle objawiła się ta pani. Popełniała mniej więcej te same „błędy”, ale z takim przekonaniem, że obecnie jest jedną z najczęściej naśladowanych pod względem stylu postaci. Uratowała mnie z opresji, bo skoro ona występuje z potarganymi włosami, to dlaczego ja, zwykła śmiertelniczka, miałabym się stresować, że znów pół godziny układania poszło na marne?
Ma w sobie coś takiego, że nawet w super mini i kozakach do pół uda nie wygląda wulgarnie. Spodobało mi się też to, jak samą siebie określiła: „Jestem z tych kobiet, które prędzej uciekną z Twoją torebką niż z facetem”. Nic dodać, nic ująć. Kocham ją miłością bezkresną.



Zdjęcia dzięki uprzejmości Luli.

28

sie

Jesienna lista zakupów

Tym razem nieco bardziej rozbudowana, choć nie spodziewam się wykreślenia wszystkich punktów. A przynajmniej nie od razu. Nowy sezon czeka, a ja najbardziej czekam na… wyprzedaże* :-).

1. Militarna kurtka – mocno zdobiona. Od kilku sezonów nie za bardzo wiem, co zrobić z taką jedną w morskim kolorze. Doszło nawet do pomysłu zmiany srebrnych guzików na zwyczajne, na szczęście mi się nie chciało. Teraz czeka mnie poważna wyprawa do pasmanterii, a potem już tylko improwizacja. Inspiracji mnóstwo.


trend 3
2. Deformacja – upodobałam sobie asymetrię, a teraz chętnie jeszcze mocniej się zaplączę, nierówno pozapinam guziki, trochę podniszczę zwykłe bawełniane koszulki, udrapuję na nich szale w tym samym kolorze albo skuszę się na obuwie, które obuwia nie przypomina.


trend 6

3. Torba Chloe – ach, te marzenia… Pewien mój znajomy poradził, żebym założyła skarbonkę i zbierała na wymarzoną torbę, zamiast wciąż rozpamiętywać wizytę w Printemps i moment, kiedy trzymałam ją w swych objęciach. To wyzwanie, ale kto wie, może w końcu zainwestuję w porcelanową świnkę ;-).


trend2

4. Sznurowane botki – rok temu chciałam taką wersję, a teraz dosłownie odrobinę inną. Warunek? Muszą być wygodne i stabilne. Dlatego koturny są mile widziane. Kolor kompletnie nie na naszą polską „złotą” jesień, ale trudno. Rozsądek został pokonany.


trend 1



5. „Poważna” biżuteria – a przynajmniej taka, która na poważną wygląda. Gdybym policzyła, ile wydałam na różne, jak to niektórzy określają, „badziewia”, zapewne okazałoby się, że spokojnie by starczyło na jeden przepiękny naszyjnik Mawi. Taka biżuteria przemienia codzienny strój nie do poznania. Nosiłabym przekornie: do dżinsów i t-shirtów.


trend 4


Życzcie mi powodzenia! :-)

*Czy tylko mi się wydaje, czy ceny podskoczyły okropnie, a jakość towarów spadła tak samo drastycznie? Między innymi dlatego postanowiłam inwestować w lepsze marki. Jak będzie z realizacją postanowienia? He he… ;-)

25

sie

Czarno to widzę

Moja relacja z czernią jest bardzo burzliwa. Porzucam ją na długo, potem wracam z utęsknieniem. Pozbywam się większości czarnych ubrań, by za kilka miesięcy dotkliwie odczuć ich brak. Stwierdzam, że wyglądam w niej blado, po czym dochodzę do wniosku, że w żadnym innym kolorze nie czuję się tak dobrze. I tak się ciągnie latami… :-).
W ostatnim czasie zdecydowanie jestem za kolorem. Ale gdy oglądam taką zapowiedź jesieni, w komponowaniu różnych faktur i form tej samej barwy nie widzę dla czerni żadnej konkurencji. Pikowana, szydełkowa, koronkowa, filcowa, satynowa, lakierowana, zamszowa, trójwymiarowa, warstwowa, asymetryczna, drapowana, geometryczna, romantyczna… Każda z osobna i wszystkie na raz – oto wymarzona wizja kolejnego sezonu.
Nie wiem dlaczego w mojej głowie stawiam czarny zawsze w opozycji do pozostałych kolorów i każę samej sobie wybierać między nim a resztą. Też tak macie?


Źródło zdjęć: hm.com

17

sie

Pokaż mi swoją szafę

Blogi uliczne mają w sobie różnorodność i przypadkowość (a przynajmniej bardzo chcemy w to wierzyć, przymykając oko na pogłoski jakoby sesje na ulicy były ustawiane – co zresztą jest po części prawdą), blogi szafiarskie – styl przewodni. A ostatnio trafiłam na blog, który łączy w sobie obydwie wymienione cechy. Prowadzi go Jackie Dixon, brytyjska stylistka, która na swoim koncie ma współpracę z takimi tytułami jak Vogue, Elle czy In Style oraz mnóstwem gwiazd i fotografów. Niektóre jej dzieła można obejrzeć tutaj . Ale nie o tej stronie chciałam pisać, a o efekcie ubocznym jej pracy, czyli blogu Show Me Your Wardrobe. Każdy post przedstawia inną osobę w kilku odsłonach. Mamy tu skondensowaną prezentację stylu i naprawdę świetnie się to ogląda. Zdjęcia są zwykle wykonane na tym samym tle, więc jedyne, co zajmuje oczy, to garderoba. Uwaga, mamy tu trochę panów i muszę przyznać, że robią wrażenie swoim lekkim podejściem do kwestii mody.
Swoją drogą, to dopiero zadanie: pokazać swoją szafę w ledwie czterech czy pięciu ujęciach! Ktoś by to potrafił bez większych dylematów? Ja chyba nie…

16

sie

Czy to jeszcze ja?

W tym sezonie wyjątkowo sobie nie poszalałam w czasie wyprzedaży. Nawet trochę dziwnie się poczułam, gdy okazało się, że jedynym moim łupem była męska koszulka w marynarskie paski za 15zł. Kryzys? Znudzenie? A może przesyt?
Moja szafa ma się całkiem dobrze. „To jestem ja” – myślę sobie, gdy patrzę na zbiór ubrań, które w niej pozostały. Ale licho nie śpi. Jesienne kolekcje już od kilku tygodni czekają na swoje ofiary, w tym mnie, oczywiście :-).
W ostatnie piątkowe popołudnie postanowiłam skorzystać z chwili wolnego czasu i zobaczyć, co w trawie piszczy. Ze zdziwieniem spostrzegłam, że zaczęły mnie kusić szerokie ramiona. Coś, od czego zawsze mnie odrzucało. Znalazłam nawet jedną sukienkę, w której, wydawałoby się, takie ramiona mają sens. W pierwszym momencie byłam zachwycona. W drugim przyszła refleksja. Czy to jeszcze ja? Czy tylko ta cholerna moda na szerokie ramiona, która będzie mi mydlić oczy przez najbliższe miesiące?
Nagle rękawy niepokojąco podobne do uszu myszki Mickey stały się karykaturalne. Nie interesuje mnie ani Dolce, ani Gabbana, ani Marc Jacobs dla LV, ani cała masa inspiracji odświeżonym przez Christophe’a Decarnina lookiem domu mody Balmain (na potrzeby tego wciąż rosnącego zjawiska powstało nawet określenie „balmainia” :-)). Chcę być sobą, dobrze się czuć w tym, co noszę. Z niepokojem odkryłam, że się pogubiłam i już nie wiem, czy coś mi się rzeczywiście podoba, czy działa tu mechanizm „listy przebojów”. W końcu im częściej będziemy nękani jedną piosenką, tym większa szansa, że w końcu uwierzymy w jej przebojowość, a przynajmniej nie będziemy w stanie się od niej uwolnić. Muzyczne zjawiska świetnie się przenoszą na modę, powodując lawinę sezonowych fascynacji.
Ech, na razie wyszłam zwycięsko z tej walki, a z poduszek, które rok temu wyprułam z pewnej sukienki, mam zamiar zrobić wspomniane uszy do noszenia na głowie :-). Ale… czy rzeczywiście jest to moja chęć, czy może macki Marca Jacobsa?