14

gru

Bardzo poważne podsumowanie

Nie przesadzę, gdy napiszę, że chciałam zrobić taką notkę od początku prowadzenia bloga. Nie wiem skąd się u mnie wzięło uwielbienie dla wszelkiego rodzaju podsumowań, ale cóż, nie ma po co się zastanawiać, lepiej po prostu je wykorzystać. Ponieważ od daty pierwszego postu niedługo miną trzy lata, moje podsumowanie nieco się wydłużyło.
Do rzeczy. Postanowiłam opracować ewolucję własnego stylu (jak to ładnie naukowo brzmi!) rok po roku. Co nosiłam, co mi się podobało, co chciałam mieć tak, że traciłam resztki zdrowego rozsądku… Ilekroć robię porządki w szafie, znajduję ciuchy, o których całkiem zapomniałam i których noszenia niekiedy się wstydzę :-). Ale żeby nie było tak samolubnie, być może Wam, drodzy Czytelnicy, te kolaże też coś przypomną, przywołają dawne fascynacje i wyparte ze świadomości trendy?

Uwaga, będzie długo :-).

1999 – długie sukienki i „martensy”. Tak jak rok i dwa lata wcześniej (których nie ma sensu opisywać, ponieważ niewiele się od siebie różniły). W ciuchy zaopatrywałam się głównie w sklepach indyjskich, które w owym czasie przeżywały szczyt rozkwitu. I dżinsy – obowiązkowo proste nogawki. I obowiązkowo za długie :-).


1999


2000 – fascynacja dżinsem od stóp do głów. Jeśli chodzi o idolkę stylu, istniała dla mnie tylko Lauryn Hill. Niestety dałam się wciągnąć w modę na epatowanie logo sportowych marek, ech…


2000


2001 – po niewielkiej przerwie wróciły do mych łask bojówki. Niestety biodrówki… Innych nawet nie było :-). Sportowe kurtki, bluzy z kapturem oraz początek bardzo poważnego uczucia do szmizjerek. I wciąż niezrozumiała sympatia do sportowych butów i toreb.


2001


2002 – przełom! Nagle zrobiło się romantycznie i wakacyjnie – przez cały rok! Wprawdzie zimą nie nosiłam słomkowego kapelusza z wielkim rondem, ale na kolorowe szale zawsze był czas. A koturny stanowiły moje podstawowe obuwie nawet podczas długich wycieczek z ciężkim wielkim plecakiem. Raz nawet, że tak się wyrażę, zaliczyłam glebę i do tej pory mam pamiątkę na kolanie :-).


2002


2003 – kompletnie mnie pochłonął styl paryski – a przynajmniej tak go sobie roboczo nazywałam. Szurałam po ziemi dżinsowymi dzwonami, a liczba topów w paski w mojej szafie niebezpiecznie wzrosła.


2003


2004 – znów zaczęłam szperać w ciucholandach oraz szafach rodzinnych. Znalazłam świetny stary kożuch (troszkę nadjedzony przez mole, niestety szybko się rozleciał… ;-)) i ogromną szydełkową chustę, z którą nie rozstawałam się przez całą zimę, a potem kolejną jesień. No i Uggi. Moje pierwsze i ostatnie. Pierwszego dnia wlazłam prosto w błoto pośniegowe i od tamtej pory były jeszcze brzydsze.


2004


2005 – a potem odkryłam aksamitne marynarki, które celowo kupowałam w najmniejszym rozmiarze. Rozpoczął się także mój długoletni związek z balerinami. Mieszanka wzorów i kolorów? Bardzo chętnie. Czasem nawet aż za bardzo :-). No i era legginsów. U mnie wciąż jeszcze trwa.


2005


2006 – rurki? Są. Baleriny? Są. Tunika? Jest. Czerwona torba? Obecna. Czyli jak Harel naoglądała się zdjęć Kate Moss i starała się wcielić w życie to, co na nich zobaczyła ;-).


2006


2007 – to pewnie wygląda znajomo dla moich stałych Czytelników. Pisać coś więcej czy wszystko widać jak na dłoni?


2007


2008 – Marni (a raczej zainspirowane projektami tej marki tańsze odpowiedniki ;-)) i szarawary w różnych odmianach – tak się przedstawiał cały rok. Fajnie było wreszcie znaleźć idealną białą koszulę. No i coraz więcej u mnie wysokich obcasów!


2008


2009 – wszystko się uprościło, pozbyłam się z szafy większości wzorzystych ciuchów na rzecz jednolitych, ale za to bardziej zaawansowanych architektonicznie. Latem towarzyszyły mi gladiatorki, jesienią wciąż są ze mną sznurowane botki. Plącze się też coraz więcej męskich elementów. I rurki, które chyba nigdy mi się nie znudzą.


2009


A rok 2010? Ależ jestem ciekawa, jak będzie wyglądał…

15 myśli nt. „Bardzo poważne podsumowanie

Dodaj komentarz
  1. agatiszka

    Ależ wspaniały post, podsumowanie iście noworoczne :) Ale muszę przyznać, że ja wyglądałam zupełnie inaczej i inne rzeczy mnie fascynowały, chociaż niektóre się zgadzają, doskonale pamiętam sklepy indyjskie, adidaski i jeansowe dzwony :)

    Odpowiedz
     
  2. frenja

    Oj ja też lubię podsumowania. Może i ja za trzy lata (bo dopiero w listopadzie powstał mój blog) zrobię sobie takie podsumowanie. Już jestem ciekawa jakie będzie :)

    Odpowiedz
     
  3. myroadtofashion

    Heh, ależ się uśmiałam przy tym poście ;P Oczywiście na wspomnienie własnej, dłuuuugiej modowej drogi ;p dzwony, bojówki, sportowe torby, obcisłe bluzeczki, koniecznie o rozmiar mniejsze niż powinny…eh to były czasy ;) Patrząc dzisiaj na swoją szafę, muszę przyznać, iż podobnie jak Ty odchodzę od wzorów na rzecz ciekawej faktury. Generalnie w ciągu ostatnich trzech lat moja szafa przeszła totalną metamorfozę. Ah, zapomniałabym. Fascynacja Kate Moss- była, a jakże! I to jaka wielka :P W tamtym okresie moim modowym boho-guru była także Sienna :)

    Pozdrawiam :*

    Odpowiedz
     
  4. sneakymagpie

    Ha ha ha, dobre podsumowanie, przypominaja mi sie stare czasy i trendy. Martensy i sukienks indyjska, bojowki i koszulki z nadrukiem, dawno zapomniane na szczescie dla mnie ;)

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *