24

sty

Masówka

W ostatnich miesiącach otrzymałam tyle propozycji współpracy z nowo powstającymi portalami o modzie/stylu/kobietach, że w głowie się to nie mieści (swoją drogą propozycje te zwykle są absurdalne: czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach zgodziłby się na kopiowanie swoich tekstów na obcej stronie, a jako nagrodę (i jednocześnie wynagrodzenie) przyjął podpisanie owych tekstów linkiem do bloga?). Oczywiście zanim odmówię, dobrze się przyglądam stronie. I mam wrażenie, że wszystkie (z niewielkimi wyjątkami) są do siebie podobne. Czcionka, kolorystyka, tematyka… Co do ostatniej, nie oszukujmy się, cóż można nowego wymyślić w pisaniu o modzie? W końcu doszłam do wniosku, że wcale nie chodzi o powtarzalność. Chodzi o to, że jest ich za dużo!
To na szczęście tylko internet. Literki i obrazki w internecie nie zajmują miejsca :-). Ale przekłada się to także na realną modową (a zapewne i nie tylko) codzienność.
Masowa jest moda (albo raczej: masowe są trendy), masowa produkcja towarów, masowa ich konsumpcja. Masowo wykupuje się buty, które były ostatnią parą, by za dwa tygodnie stwierdzić, że sklepowe półki zasiliła nowa, dwa razy większa dostawa. Masowo otwiera się popularne sklepy, które przez to stają się coraz mniej atrakcyjne. I tak jak cieszyłam się z pierwszej Zary czy pierwszego H&M (wyobraźcie sobie, że zamiast pójść na zajęcia, wyrwałam się z Czułą Haliną na otwarcie – i proszę o niewykorzystywanie tego faktu przeciwko mnie!), tak samo teraz mam dość tych niekończących się dostaw, uginających półek i poplątanych wieszaków. Co nie znaczy, że ubraniowe zakupy przestały mi sprawiać przyjemność. Po prostu ten galop powoli mi ją odbiera.
Wiadomo, piszę o najbardziej podstawowych sieciówkach, w których częste ogromne dostawy są częścią, że tak się wyrażę, filozofii marki.
Jest i druga strona medalu. Towary luksusowe, które akurat masowo produkowane nie są, ale za to masa ludzi wpisuje się na listy oczekujących. Bo coś jest tak strasznie modne, że trzeba to mieć. Ale tutaj rozpocząć by się mogła długa dyskusja odbiegająca od mojej początkowej myśli (którą zresztą sama też prawie że zgubiłam :-)), a zamiaru wywołania takowej nie miałam ani przez chwilę.
Często mam wrażenie, że jeśli uderza jakaś moda, to na całego. Nagle czci się (i podrabia) jednego słusznego projektanta (chwilowo triumfy święci Alexander Wang). Eksploatuje do granic możliwości jeden trend, no, może dwa (ćwieki? Cekiny? Buty za kolano?). I za wszelką cenę zdobywa upragnione trofea, nawet jeśli całe biuro/szkoła/ulica chodzi w tym samym.
Ja nie piszę tego z pozycji obiektywnego obserwatora (jak Państwo dobrze wiecie, jeśli już bawię się w obserwacje, wnioski zawsze mam subiektywne – a przynajmniej tak mi się wydaje). Uczestniczę w tym pędzie chyba bezcelowym i coraz większą mam ochotę zatrzymać się i podążyć w inną stronę. Niekoniecznie w przeciwną. Po prostu coraz bardziej lubię nieodkryte (przynajmniej nie na masową skalę) nowości. Świeżość, której brakuje mi w większości sklepów. Coś, co nie będzie kopiować kolekcji z wybiegów, co będzie miało w sobie coś ujmującego, zaskakującego (ostatnia dziś dygresja: podobnie mam z portalami, gazetami, muzyką, filmami i książkami. Wystarczy już wariacji na temat Dana Browna i produkcji o wampirach :-)). Coś, na co nie będzie mi żal wydać nieco więcej pieniędzy i co będzie towarzyszyć mi o wiele dłużej niż trwają sezonowe trendy. Poszukiwania trwają…


m10

22 myśli nt. „Masówka

Dodaj komentarz
  1. hochsztaplerka

    podpisuje sie pod tym! zreszta,zeby uchwycic to zjawisko nie trzeba wychodzic z domu. wystarczy poogladac ok 20 blogow szafiarskich (ktore ostatnio dwoja sie, troja, rosna jak grzyby po deszczu). na co 2. mozna zobaczyc te same buty, tuniczki, kurtki, futerka, opaski, kokardki. rozumiem, ze mozna sie inspirowac. ale co to za inspiracja z sieciowki… tym samym te biedne dziewczyny mysla, ze maja swoj styl, do tego modny i oryginalny a wygladaja identycznie

    Odpowiedz
     
  2. blondynechka

    Tego czego mi najbardziej brakuje w Polskich sklepach to sklepów ale w postaci małych butików, czasami z pojedynczymi sztukami ubrań ale w rozsądnej cenie. Dodatkowo, nie ma sklepów, które sprzedają po kilka marek lub ubrań niszowych projektantów pod jednym dachem.
    A co do kozaków za kolano chciałam takie już 3 lata temu ale wtedy panowała moda na oficerki a wiadomo jeśli jest na coś moda to tylko to jest dostępne w sklepach

    Odpowiedz
     
  3. harel

    @aifowy: cieszę się bardzo – trochę się obawiałam, że będzie trudno przebrnąć przez potok moich chaotycznych myśli. Ale wierne Czytelniczki najwyraźniej są już przyzwyczajone ;-).

    @hochsztaplerka: wydaje mi się, że w każdym gronie (mniej zżytym lub bardziej) nieuniknione są takie mikro trendy. Jedna czy dwie osoby włożą coś oryginalnego, spodoba się to trzeciej i czwartej, piąta i szósta też się skusi i w rezultacie cała grupa wygląda podobnie. Najważniejsze moim zdaniem to mieć do tego dystans i umieć się czasem z tego pędu śmiać. Sama niejednokrotnie decyduję się na jakiś ciuch, bo widziałam go na kilku osobach i po prostu się zakochałam. A oryginalny styl… cóż to takiego jest w tych masowych czasach? :-)

    @anio_i_takie_tam: a ja kocham Twoją kreatywność, droga trashionistko! :-)

    @czula-halina: tylko że Ty zawsze umiesz znaleźć w tych sklepach ósme cuda świata!

    @blondynechka: oj, też mi brakuje takich małych sklepów… Troszkę przybywa, ale to wciąż za mało. No i niestety w większości ceny są bardzo wysokie. Gdyby tak wprowadzić przelicznik cen proporcjonalny do średnio pojętych zarobków… Marzenia…

    Odpowiedz
     
  4. zielona-karuzela

    Ja też już czasami sie gubię. Niby zdaje sobie sprawę z tej wszechobecnej „masówki”, ale często też jej ulegam. Niestety specyfiką polskich ulic jest akcja”atak klonów”. A opcja „kopiuj-wklej” jest z uporem maniaka wprowadzana w życie przez większość dziewczyn. Nie mówię , że należę do niesamowicie orginalnych osób ,ale z prewnością nie uświadczy się u mnie w szafie 90% „mega-koniecznych-i-absolutnie -niezbędnych-w-tym-sezonie-rzeczy”. Cóż być może nie współgra to z moją „blogerską” działalnością .

    A co do modowych blogów. Nie sądze by mój w morzu innych jakoś specjalnie się wyróżniał. Lub charakteryzował się niesamowitą orginalnością. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak go kocham i będę prowadzić dopóki starczy mi sił. A raczej dopóki będzie mi to sprawiało przyjemnośc .

    Przy okazji gratuluje każdemu kto zrozumiał tą moją pokrętną wypowiedź ;)

    Odpowiedz
     
  5. cari24

    W przeciwieństwie do moich Szanownych Poprzedniczek chciałabym się wypowiedzieć właśnie na temat modowych portali internetowych, czyli tego od czego Harel zaczęła swój wpis. Bo racja jest w tym, że jest ich dużo, a treści na nich zawarte się powtarzają. Jednak wciąż nie ma takiego, jakiego ja osobiście szukam. Z dużymi i dobrej jakości zdjęciami kolekcji polskich projektantów, na podstawie których każdy może sobie wyrobić opinię na ich temat, z recenzjami, które nie byłyby przepisywanymi tekstami marketingowymi przygotowywanymi przez firmy. Marzy mi się polski style.com. O polskiej modzie i rodzimych projektantach dowiedziałam się więcej z blogów Jagny (Banana) czy Twojego, Harel, niż z jakiegokolwiek polskiego portalu czy magazynu. Też w ostatnim czasie dostałam sporo propozycji współpracy i kilka, najbardziej interesujących (kopiowanie tekstów z linkiem do bloga w nagrodę odpada;-) być może, że przyjmę. Naiwnie wierzę, że może uda mi się wprowadzić w niektóre miejsca coś ciekawego, innego… Bo jeśli nie my, bloggerki, to kto?

    Odpowiedz
     
  6. ryfka81

    Kaka Bubu trafnie określiła kiedyś sieciówki jako odzieżowe fast-foody :) Ja też niby wiem, że są „niezdrowe”, ale czasem mam taką ochotę na h&mburgera… ;)

    W sumie jakoś nie przeszkadzają mi masowe trendy. Pojedyncze „szafiarskie hiciory” często wyglądają na różnych osobach zupełnie inaczej – w zależności od tego, z czym są zestawione. Owszem, i na ulicy, i na blogach zdarzają się całe zestawy typu „kopiuj-wklej”, ale myślę, że osoby, które tak się ubierają, wiedzą, że nie wyglądają oryginalnie i najwidoczniej wcale im na tym nie zależy – po prostu chcą wyglądać fajnie/modnie. I OK, kto co lubi.

    Dla mnie kupowanie ciuchów ma w sobie coś z kolekcjonerstwa i dlatego bardziej cenię sobie „unikaty”, najlepiej cudem odkryte i z trudem wyszukane. Ale czasem też ulegam masowym trendom i nie uważam tego za przestępstwo. Może przejadły mi się błyszczące leginsy noszone do marynarek z wywiniętymi rękawami czy rajstopy w kropki z kozakami za kolano, ale mam słynny naszyjnik, a na imprezie sylwestrowej wystąpiłam w opasce z cekinową kokardą. Wszystko jest dla ludzi. Trendy też :)

    Odpowiedz
     
  7. pani_la_mome

    Odczuwam podobnie jak Ty, ponoć najlepiej smakuje moment przed zjedzeniem ciastka, tak samo jest z trendami. Rajstopy w kropki, czy np. skórzane legginsy są super w przeddzień boomu na nie, kiedy pachną jeszcze świeżością. Tak już jest, lepszy niedosyt niż przesyt. Ale jak już tu ktoś powiedział wszystko dla ludzi, a jest w czym wybierać, dróg modowych wiele :)

    Odpowiedz
     
  8. kremplin.a

    Witam :)
    Od 2 lat śledzę Twojego bloga. Jest tu pełno mody która do mnie przemawia jak i ciekawa publicystyka i dygresje na temat rożnych zjawisk z modą związanych. Zainspirowałaś mnie – dlatego dziś postanowiłam , że i ja założę swojego bloga :) Pozdrawiam

    Odpowiedz
     
  9. myroadtofashion

    cóż…żyjemy w czasach globalnej wioski i kultury masowej.
    To samo jedzenie, rozrywki i też ubrania.

    Nikt nie każe nam brać udziału w tym modowym wyścigu. Znam osoby, którym kropkowe rajstopy, huntery czy ray bany są całkowicie obce i wcale się z tym źle nie czują ;) Generalnie podzielam zdanie Ryfki, bo czy coś złego jest w tym, że moim marzeniem jest posiadanie ‚chanelki’ , czy ćwiekowej kamizelki?
    Myślę , że ten globalny charakter dzisiejszej mody, w dużym stopniu nas kształtuje i nie da mu się nie ulegać, nawet w minimalnym stopniu:)
    Ale takie blogi jak Twój Harel są wspaniałym źródłem informacji i inspiracji poza masowymi trendami :)) Dlatego Harel powodzenia w poszukiwaniach :*

    Odpowiedz
     
  10. cousteau7

    oj, trafiłaś w sedno tym wpisem. Baudrillard kiedyś natrętnie powtarzał pytanie: „What are you doing after the orgy?” z podobną intencją w domyśle: co zrobimy, kiedy przesyt wszystkiego stanie się już po prostu nudny, i dlatego nieznośny. Ciekawie to wszystko wygląda od strony socjologicznej w Polsce, bo nasz rynek, kapitalizm etc. to jeszcze niezłe nowalijki. Jak sobie pomyślę, że na zachodzie wszyscy wszystko mają tak od zawsze, to czasami się dziwię, że oni prozaku od przedszkola nie łykają :-D U nas jeszcze nie wszyscy zdążyli się zachłysnąć dobrobytem i masowością towarów… Z drugiej strony, jakie jest wyjście z tego kołowrotu? Można zrobić coś równie pretensjonalnego jak wyprowadzenie się nie głuchą wieś albo zaprzestanie kupowania w high-streetowych sklepach po prostu dla zasady. Jak słusznie zauważasz, na tą drugą opcję musi być człowieka naprawdę stać, gdyż modne butiki, concept-store’y etc mają to do siebie, że są po prostu nieziemsko drogie. I chyba u nas jest w takich miejscach o wiele drożej niż np. w Berlinie, a może po prostu my zarabiamy o wiele mniej… Co do ciuchów – ostatnio nawet na wyprzach mi się nic nie podoba, a to już mnie niepokoi ;-D Kupuję tylko dla zasady. A ogólnie staram się jak najwięcej samemu wytwarzać, żeby nie karmić wielkich kapitalistycznych potworów ;-) Jeśli chodzi o portale modowe – well, panuje jakieś chore przekonanie, że nikt na tych portalach nie szuka realnych treści. Poza tym całym celebryckim szajsem i artykułami sponsorowanymi naprawdę mało można w polskim necie znaleźć rzeczowych informacji na temat mody. Na portalach aż roi się od kopiuj/wklei z wikipedii. Jednym słowem, żenada kwitnie, pisać każdy może. Dobrze, że ludzie czasem całkiem rzeczowo blogują ;-) pozdro i nie daj się zimie!

    Odpowiedz
     
  11. harel

    @zielona-karuzela: to pozwolę sobie przyjąć gratulację, bo wszystko zrozumiałam bez problemu. Może dlatego, że sama raz po raz wytwarzam pokrętne notki na blogu ;-))

    @cari24: przepisywane teksty marketingowe to jakaś plaga! Rzeczywiście, warto, by w niektórych miejscach internetowych (zwłaszcza, choć nie tylko) pisały osoby z pasją, które nie tylko kopiują materiały prasowe, ale potrafią też dodać coś od siebie. Dlatego z całego serca życzę powodzenia!!!

    @ryfka81: h&mburger mnie rozbroił! Niestety też lubię. Zwłaszcza mc zestawy zapakowane w papierek z napisem „Sonia Rykiel” albo pudełeczko ze znaczkiem „limited edition” ;-)))

    @pani_la_mome: oj, to prawda. To takie smaczki, które uwielbiam. Pamiętam, jak kilka lat temu zobaczyłam dziewczynę w legginsach. To były pierwsze legginsy jakie widziałam na oczy od czasów podstawówki. I wyglądały tak inaczej, tak oryginalnie… :-)

    @kremplin.a: bardzo mi miło! Życzę powodzenia w tworzeniu własnego bloga!

    @myroadtofashion: nic w tym złego! Swoją drogą 2.55 plasuje się na szczycie mojej listy marzeń… Tylko czasem ma się ochotę na coś innego, nowego, co zapewne wkrótce też będzie popularne, ale choć przez pięć minut poczuć ten spokój :-).

    @cousteau7: od pewnego czasu się zastanawiam, kiedy to się przesyci? Bo trudno mi uwierzyć, żeby takie pożeranie mogło trwać wiecznie. Na wyprzedażach brakuje mi pierwotnego elementu polowania :-). Żeby tak uchwycić ostatnią rzecz w cenie -70% i cieszyć się z niej jak z trofeum.
    Co do kopiowania treści czy to z wikipedii, czy z płytek z materiałami prasowymi, razi to okropnie. Nie ma konkretnego człowieka, jest masowy bełkot (i w ten sposób wróciłam do punktu wyjścia ;-)). Pozdrawiam!!!

    Odpowiedz
     
  12. diaspora13

    dlatego właśnie od jakiegoś czasu kupuję głównie na etsy, odżałowując shipping costs, i drżę, żeby nikt przypadkiem nie zareklamował gdzieś kilku moich ulubionych sprzedawców:) choć i tak wieści o tym, gdzie można znaleźć najciekawsze trofea rozchodzą się pocztą pantoflową…..

    Odpowiedz
     
  13. kinomi.chan

    Podpisuję się pod wszelkim narzekaniem na masowość mody. Problem polskiej ulicy, gdzie „kopiuj – wklej” jest powszechnie widoczny, to często nie wina jakiegoś szczególnego braku wyobraźni rodaków, ale tak jak piszecie – problem z brakiem wyboru. Nie dość, że królują sieciówki, to jeszcze ich ilość jest naprawdę znikoma. Mieszkam w krakowie, niedawno otwierano tu największą galerię handlową w polsce – i nawet się ucieszyłam, myśląc że zawita do nas coś nowego – tymczasem dostaliśmy kolejne pudełko z h&m, sklepami inditexu, new yorkerem i reserved. Nie narzekałabym na masowość produkcji, gdyby ten zakres był choć trochę bardziej różnorodny – jeżdżę dość często do londynu i chętnie przywiozłbym stamtąd kilkanaście marek, które mimo swojej sieciowości dają pole bardziej kreatywnemu podejściu do trendów.
    Male butiki z oryginalnymi rzeczami to osobna sprawa – i też dziwi mnie, że tak niewiele ich powstaje. Można narzekać, że niewiele osób stać na ubieranie się w takich miejscach i przez to interes jest ryzykowny – ale w dobie sprzedaży internetowej taki argument uważam za cokolwiek przesadzony. Chociażby taki kraków, miasto przecież nieduże, a mamy tu szkołę artystycznego projektowania ubioru, podobno na całkiem sensownym poziomie, którą co roku opuszcza kilkadziesiąt absolwentów i absolwentek. Co się z nimi dzieje? Znikają w szponach sieciówek? Emigrują? Jak to możliwe że w mieście pełnym studentów, szkół artystycznych – teoretycznie będących targetem takich inicjatyw – są może dwa czy trzy miejsca gdzie można znaleźć coś niebanalnego (a i to nie do końca)?
    Pozostaje chyba tylko zakupić maszynę do szycia i zabrać się za radosną twórczość samodzielnie :)))

    Odpowiedz
     
  14. monokrome

    „Jedna czy dwie osoby włożą coś oryginalnego, spodoba się to trzeciej i czwartej, piąta i szósta też się skusi i w rezultacie cała grupa wygląda podobnie.”

    Właśnie dlatego uważam, że założenie szafiarskiego bloga to w pewnym sensie strzał w stopę ;)

    Odpowiedz
     
  15. ekilka

    @kinomi.chan: moim zdaniem problemem nie jest brak wyboru, a brak wyobraźni. zamiast narzekać na masówki możemy się w nich po prostu nie ubierać. alternatywą są tu chociażby second handy, zarówno te tradycyjne jak i internetowe, które oferują przecież ciuchy w pojedyńczych egzemplarzach.
    to w końcu my decydujemy w co się ubieramy, a wybór mamy zawsze.

    Odpowiedz
     
  16. glicea3

    Twój blog czytam od dłuższego czasu z zainteresowaniem, ale to pierwszy post, który mnie sprowokował do komentarza – moim zdaniem strasznie masowe staje się pozowanie na niemasowość, wyjątkowość. Przeważająca większość blogerek z dumą prezentuje łupy z sh pomieszane z ciuchami z zary czy h&m, doprawione DIY, uważając się za oryginalne i wyjątkowe, a tak naprawdę są klonami tysięcy innych blogerek na całym świecie, masowa moda na pójście pod prąd?

    Odpowiedz
     
  17. maadja

    A ja mam taka refleksję, ze może czasem w modzie, wyglądzie, stylu czy jak zwał, szukamy czegoś więcej niż faktycznie można znaleźć. Filozofii, sposobu na wyrażenie siebie, jakiegoś głębszego sensu, który… nie istnieje. I w poszukiwaniach, eskalacji potrzeb na kolejny ciuch w jakimś tam aktualnie wchodzącym stylu ( który za pięć minut jest już schodzącym stylem i liczy się żeby być pierwszym, bo później to już żadna frajda ), dochodzimy do punktu w którym nic nam się nie podoba , wszystko już było itd . A w końcu to tylko ubranie – miły dodatek, a treść i smak życia są w gruncie rzeczy gdzie indziej…
    pozdrawiam

    Odpowiedz
     
  18. glamagendablog

    „Z drugiej strony, jakie jest wyjście z tego kołowrotu? Można zrobić coś równie pretensjonalnego jak wyprowadzenie się nie głuchą wieś albo zaprzestanie kupowania w high-streetowych sklepach po prostu dla zasady. Jak słusznie zauważasz, na tą drugą opcję musi być człowieka naprawdę stać”

    Dlaczego uważasz to za pretensjonalne? Zakupy w sieciówkach ograniczyłam do jednobarwnych koszulek ze stradivariusa, które o dziwo mają dobrą jakość i kupuję je hurtem raz na jakiś czas. Co to znaczy ‚dla zasady’ ? Po prostu -masowa ,różnej jakości produkcja nie dająca przyjemnosci zakupowej.
    Wolę zdecydowanie ‚upolować’ coś przez internet lub w secondhandzie – wtedy czuję satysfakcję i wyjątkowość. Z ekonomicznego punktu widzenia ta opcja jest również na plus, a w szafie mam kolekcję unikatowych ubrań, które cieszą oko me zdecydowanie dłużej niż sezon.
    No i generalnie w moim odczuciu ważniejsze od podążania za ‚masową’ modą jest posiadanie własnego stylu.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *