Miesięczne archiwum: Luty 2010

24

lut

Mathilda

W najnowszym numerze Dilemmas miałam okazję przemycić nieco ulubionych filmów pod kątem ciuchowych inspiracji. Tekst pisałam całkiem niedawno, a parę dni po jego wysłaniu trafiłam na setną powtórkę „Leona” (zwanego u nas Leonem-zawodowcem). I olśniło mnie: jak mogłam tego nie zauważyć???
Zawsze lubiłam Natalie Portman w roli Mathildy. Zawsze wzruszała mnie kuchenna rękawiczka w roli chrumkającej świnki. I zawsze przerażał Gary Oldman. No i musiałam to widzieć, nie wierzę, że nie. Tylko dopiero teraz stroje noszone przez Mathildę znów nadają się do noszenia. Rok 1994. Pamiętacie? Mimo śmierci giganta grunge’owej muzyki, nurt ten wciąż miał się dobrze – także w modzie. Marc Jacobs – to tam gdzieś w Nowym Jorku. A obowiązkowe elementy wojskowe – zwłaszcza kurtki plus ciężkie buty (któż nie wzdychał do Martensów…) – tutaj, na miejscu, bez względu na porę roku. Szydełkowe czapki kupowało się w sklepach indyjskich (wersja zimowa? Made in Peru – dostępne na ulicznych straganach, np. pod Domami Centrum). Obróżki z wisiorkiem robiło samemu z czarnych aksamitek. Pasiaste i kraciaste bluzki oferował młodziutki sklep Troll, a okulary „lennonki” można było dostać w blaszakach pod Pałacem Kultury.
A teraz? Pewnie, że wszystko dostosowało się do aktualnych czasów. Parki są jedwabne (albo chociaż takie udają) i dostępne w Zarach, Stefanelach i innych. Motocyklowe botki albo glany znacznie lżejsze od swych poprzedników (oczywiście mówię o wersjach zainspirowanych). Zdobycie rajstop w komiksowe wzory nie graniczy z cudem. I tak dalej, i tak dalej…
Zatem inspiracja na dziś? Mathilda w trzech odsłonach.
matilda


matilda2

matilda 3

22

lut

No i jest więcej!

… czyli Plastikowy na wiosnę/lato 2010. Cóż to za fantastyczna kolekcja! Wszystko w czerni, ale w jaki sposób podane! Wiem, wiem, zachwycam się bezkrytycznie, a obejrzałam ją tylko na zdjęciach, ale to jest tak na czasie (przynajmniej „na moim czasie”), tak idealnie wpasowane w sezon… No i zawsze wprawia mnie w dobry nastrój wiadomość o kolejnej polskiej produkcji, która doceniana jest nie tylko u nas. Wkrótce dostępna będzie w concept store’ach w Polsce i nie tylko (jak poinformował mnie sam projektant), a tymczasem jest już czynny plastikowy sklep internetowy. Brawo!



Źródło zdjęć: plastikowy.eu

16

lut

Buty, buty!

Wygląda na to, że w tym tygodniu będzie sieciówkowo. Choć pokazy na jesień/zimę 2010 w Nowym Jorku trwają już od dobrych kilku dni, ja wciąż mam wieści z nieco bardziej przyziemnych stron. A swoją drogą, kogo interesują nowe pomysły projektantów, niech sobie zajrzy na jeden z ulubionych moich blogów, Metki, którego autorka postanowiła na bieżąco komentować pokazy i sumiennie się tego trzyma.
Tymczasem mam do zaprezentowania kilka par butów. Pochodzą z wiosennej kolekcji… Reserved! Tak, drodzy Państwo. Nie żadna Zara czy Topshop, choć zapewne i tam znajdziemy podobne egzemplarze. Nie mogę zagwarantować, że przedstawione tu buty są wygodne. Prawdę mówiąc, nie widziałam ich jeszcze na żywo, a wiadomo jak bywa z modelami (i modelkami ;-)) na zdjęciach. Choć właśnie sobie przypomniałam, że kilka osób z mojego bliskiego otoczenia (w tym Czuła Halina) buty Reserved nosi i bardzo sobie chwali.
Poniższe jak dla mnie całkiem, całkiem, tylko szkoda, że obcasy takie wysokie…












Źródło zdjęć: Reserved.

14

lut

New Look!

Co sklep New Look ma wspólnego z modą? Cóż, nie oszukujmy się, to po prostu kolejna marka odzieżowa, która oferuje nam ciuchy zgodne z najnowszymi trendami za rozsądną cenę. Kolejna, która zawitała do Polski. Jednak mam do niej szczególny sentyment. Swego czasu kupiłam tam swoje najukochańsze buty. Obalają one opinię o kiepskiej jakości towarów tej sieci, choć zdaję sobie sprawę, że mogłam po prostu mieć szczęście i trafić na wyjątkowo trwały model.
Tak czy inaczej, jakość lub jej brak, musiałam się wybrać do warszawskiej placówki i na własne oczy zobaczyć, cóż takiego można w niej znaleźć. Niezrażona wszechobecnymi marynarskimi paskami (ja je lubię, ale nie w nadmiarze, na litość!!!), przebrnęłam przez pierwsze wieszaki, by dotrzeć do wysławianych tu przeze mnie nie raz półek z butami. Jest w czym wybierać, drodzy Czytelnicy (albo raczej drogie Czytelniczki, panowie nie znajdą tam nic dla siebie, chyba że lubią się przebierać – ale tu z kolei kiepska wiadomość, bo nie widziałam rozmiaru buta większego niż 41). Jak na mój gust trochę za dużo ćwieków i nitów, których mam już serdecznie dosyć po trwającej jakiś rok gorącej fascynacji. Ale dużym plusem jest obecność obuwia na średnim obcasie. No i ogromny wybór balerin – w tym modelu mocno zbliżonego do klasyków Chanel z czarnymi czubkami. Jakość i materiały to cały wachlarz opcji. Są takie, które przedstawiają się naprawdę nieźle, a cena nie zwala z nóg. Są też takie, od których odrzuca człowieka na dzień dobry – ale taki urok sieciówek. Szukajcie, a znajdziecie. Ja znalazłam :-).
Druga rzecz warta tam uwagi, to biżuteria. Sprawa ma się podobnie jak z butami. Ale wprawne oko dostrzeże naszyjniki a’la Dries van Noten na przykład. I każe właścicielce natychmiast kupić jedną sztukę :-).
Ciuchy… Komu szkoda kasy na Topshop, będzie w siódmym niebie. Jakość? Jak to w szybkiej modzie. Ma minimalne znaczenie, bo wraz z końcem sezonu ciuch przestaje nam być potrzebny. Okrutne, lecz prawdziwe. Choć odniosłam wrażenie, że te droższe rzeczy wydają się bardziej trwałe.
Podsumowując, fajnie, że jest nowe miejsce, do którego nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni. Mam nadzieję, że sezonowe kolekcje Gold dla New Look autorstwa Gilesa Deacona także będą docierać w to „miejsce w środku Europy, gdzie ciągle samochody są kradzione, a waluta to polski złoty” ;-).

New Look!

4

lut

Szwalnia

Dzieje się, dzieje! I to tak dużo, że już nie mogę tak sobie narzekać, że tam gdzieś daleko, za siedmioma górami, za siedmioma lasami jest tylu projektantów pret-a-porter, a u nas wciąż cieniutko…
Dziś na przykład miało miejsce spotkanie w showroomie przy Cybernetyki 2 w Warszawie, gdzie można było obejrzeć dostępną od jutra kolekcję Moniki Jakubiak zatytułowaną „Kółka kratki serca kwiatki” na wiosnę/lato 2010. I takie mam obserwacje:
Po pierwsze: świetne materiały.
Po drugie: bardzo ładne wzory (choć niektóre osobiście faworyzuję, inne mniej).
Po trzecie: interesujące fasony (żałuję, że nie można było przymierzyć, ale wkrótce tam powrócę w tym celu).
Po czwarte: w miarę przystępne cenowo. Zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, że to nie żadna sieciówka, tylko polska produkcja w niewielkim nakładzie i zachowująca najwyższą jakość wykonania.
Podoba mi się jeszcze jedna rzecz: nowe kolekcje będą się pojawiać co trzy miesiące (czyli cztery razy w roku!). Niezłe tempo! Trzymam kciuki, a Wam, drodzy Czytelnicy, prezentuję dwie rzeczy, które spodobały mi się najbardziej. I po które zapewne niedługo tam wrócę.




P.S. Więcej można dowiedzieć się na stronie Cybernetyki Szwalnia.