Miesięczne archiwum: Marzec 2010

27

mar

Ładne kwiatki!

O projektantce Darii Salomon już tu kiedyś pisałam. A to przy okazji wycinanek, a to przy okazji baletowych spódnic. A dziś chcę napisać przy okazji kwiatów oraz pewnej kolekcji, która pojawiła się w pewnej sieci sklepów teoretycznie wczoraj, a praktycznie jakiś miesiąc temu. Aby zapobiec wszelkim niedomówieniom, z ową sieciówką nasza projektantka nie ma nic wspólnego. Po prostu tu kwiaty, i tu kwiaty. W jednym i drugim przypadku ubrania kwitną, a pąki rozwijają się poza ich pierwotną formę.

Poniżej projekty Fanfaronady.





Źródło zdjęć: Fanfaronada

A tu H&M Garden Collection:





Źródło zdjęć: H&M

Czy tylko mnie się wydaje, czy niektóre z nich są idealne na sezon ślubny? Projekty Fanfaronady można kupić tu i tu, a Garden Collection jest dostępna we wszystkich sklepach H&M.

26

mar

Blind Concept Store

Po krótkiej przerwie powraca warszawski Blind Concept Store. To miejsce, w którym można kupić interesujące ciuchy i dodatki, nie zawsze w atrakcyjnej cenie, ale zawsze warte uwagi :). Już nie pamiętam, ile kosztuje poniższy naszyjnik By Marlene Birger, ale i tak są na niego zapisy… Sklep otwiera się 29 marca, czyli w najbliższy poniedziałek, pod nowym adresem, a mianowicie na Mokotowskiej 63/100. Będzie tam dostępna cała kolekcja By Marlene Birger (naprawdę fajna, warto wpaść i chociaż dotknąć ;)).



Oraz, uwaga, uwaga, buty Vivienne Westwood by Melissa! (swoją drogą dlaczego ja jeszcze tu o nich nie pisałam? Nadrobię któregoś dnia).


Źródło zdjęć: Blind Concept Store.

Oraz całe mnóstwo innych rzeczy. Kto ma blisko, niech zajrzy koniecznie!

20

mar

Żorżeta

Jeśli chodzi o ciucholandy online, w pewnym momencie tyle się ich namnożyło, że straciłam rachubę. Kto chce je policzyć, proszę bardzo, tu zostały zebrane przez pewnego maniaka – jak się ładnie autorka spisu nazwała.
Z ciucholandami jest jeden problem (będący jednocześnie ich ogromną zaletą) – unikatowość egzemplarzy (chyba już to pisałam, mam wrażenie…). Co z tego, że ktoś kupił super hiper i do tego śmiesznie tanią torebkę Prady w jakimś miejscu, skoro to była prawdopodobnie jedna szansa na milion? A w tych internetowych najlepsze kąski znikają chwilę po nowej dostawie, pozostawiając po sobie jedynie zdjęcia i denerwując takich leniwców jak ja (którzy wchodzą sobie na stronę z jedno lub dwudniowym opóźnieniem albo wcale o dostawach nie pamiętają, mimo zamówionych newsletterów itd).
Znów odbiegłam od tematu… Miało być o Żorżecie. Właściwie tylko dlatego, że ostatnio spodobało mi się u nich sporo rzeczy. I co obserwowałam nową porcję dodawanych ciuchów, myślałam: mają oko! Poza ich tym strona jest przyjazna w obsłudze: wygodna i przejrzysta. No i to zdjęcie wprowadzające… Od razu się człowiek uśmiecha :).
Poniżej odrobina – spodnie w stylu Japończyków (pewnie grochy przywiodły to skojarzenie) oraz sukienka Tary Jarmon (cenę ma dość wysoką, ale jeśli weźmie się pod uwagę ceny butikowe, i tak jest kilka razy niższa). Warto zaglądać, mówię Wam :). A tego, co mi wykupił te groszkowe spódnico-spodnie, wyzywam na pojedynek!



Źródło zdjęć: zorzeta.pl

17

mar

Celine?

Bynajmniej! Takie rzeczy dzieją się aktualnie w Reserved. Podczas ostatniej wizyty w sklepie miałam wrażenie, że ubrania są jakoś sensowniej porozwieszane: kolorami, stylami – jak u konkurencji! No i znacznie bardziej „naśladują” to, co miało miejsce na wiosennych wybiegach (nawet troszkę żałowałam, że na militarną koszulę skusiłam się u Szwedów – była droższa, a bardzo podobna). Tu khaki, tam marynarskie paski, widać inspiracje takimi kolekcjami jak Chloe, Balmain, Celine, Alexander Wang – naprawdę duży postęp (jakość pozostaje typowa dla sieciówek. Rzeczy ponadczasowych lepiej szukać w innych źródłach…).
Z jednej strony fajnie, wreszcie jest na czasie i „zgodnie z trendami” (już mam dość tego określenia, ale lepszego nie mam na ten moment). Z drugiej podobne rzeczy znajdziemy teraz w każdym sklepie z tego przedziału. Ale jest jeden spory plus. Nareszcie możemy kupować wersje polskie (nie piszę, że w 100% polskiej produkcji, bo…  naprawdę chcemy teraz o tym dyskutować i psuć sobie humor? ;)).
Ponadto na stronie internetowej można obejrzeć sporą część kolekcji (także w stylizacjach – całkiem niezłych) oraz sprawdzić dostępność produktu w danym sklepie. Informacje te aktualizowane są codziennie. Mam tylko jedną uwagę: z przyjemnością dowiedziałabym się, jaki jest skład materiału poszczególnych ubrań. Takich informacji niestety na stronie nie ma.


Źródło zdjęć: reserved.com

14

mar

Do ulubionych

Wiem, wiem, nie ma mnie tu za często. I tęsknię zarówno za pisaniem tu, jak i czytaniem gdzie indziej… Mimo chronicznego braku czasu poczyniłam ostatnio pewne odkrycia, którymi wreszcie się z Wami dzielę. Blogi i fotoblogi, na które ostatnio najczęściej zaglądam.

1. Wreszcie coś męskiego. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale do tej pory takiego bloga moim zdaniem nie było. Mr Vintage w sposób, jak sam określa, rzeczowy, prawi o modzie męskiej. Bez zadęcia, bez kombinowania czyni to, czego na przykład ja kompletnie w powyższym temacie nie potrafię. Moda męska to dla mnie tajemnica i mogę jedynie intuicyjnie określać, co mi się podoba, a co nie. A Pan Vintage wprowadza nas w świat męskich trendów z wybiegów i ulic, przy okazji fantastycznie zbierając dane zjawiska w konkretną całość.

2. Dla wielbicielek stylu bliźniaczek Olsen powstał fotoblog Olsens Anonymous. „Anonimowe olsenoholiczki” mogą prawie codziennie znaleźć nowe zdjęcia, a co za tym idzie, kolejne inspiracje. Kiedyś Mary-Kate Olsen w którymś wywiadzie przyznała, że nie wie, o co chodzi z tym ich słynnym stylem. I że ubiera się po prostu w co popadnie, czasem nie zmieniając stroju przez tydzień. Cóż, nigdy nie dowiemy się, czy to kokieteria, czy najszczersza prawda. Tak czy inaczej lubię podglądać, co bliźniaczki wykombinowały.

3. Alexa, Alexa… Idzie jak burza. Choć z tajemniczych powodów chyba wszystkie programy z jej udziałem kończą się po pierwszym sezonie nadawania, ta kobieta jest nie do zdarcia. Okładka brytyjskiego Vogue z jej udziałem zapewne już spowodowała wzmożoną sprzedaż drewniaków w stylu Chanel (swoją drogą ostatnio widziałam takie w Zarze za… 499 zł! To ja już wolałabym za tę cenę kupić sobie parę butów Marca Jacobsa na outnet.com!). Na okładce i sesji zdjęciowej się nie skończyło i przez miesiąc Alexa Chung pokazywała na łamach strony internetowej Vogue, co ma na sobie. Czyli, nazywając rzecz po polsku, na miesiąc została szafiarką ;). Tutaj można obejrzeć efekty. Jak dla mnie tylko jeden minus: strasznie słaba jakość zdjęć.
Jednak zdjęcia dobrej jakości można znaleźć na fotoblogach czy raczej fanatycznych zbiorach fotek z całej sieci: I want to be Alexa Chung oraz Daily Alexa Chung.


2

mar

Szybko, szybko!

Szybka moda inaczej? Zamiast sieci, łańcuszków i niekończących się dostaw – każdy ciuch w jednym egzemplarzu. Można go kupić szybko – taka reakcja gwarantuje jego zdobycie. Można też poczekać i kupić później, na spokojnie- i taniej! – tylko czy będzie jeszcze na nas czekał?
Oto idea projektanta Łukasza Czajkowskiego oraz współpracującej z nim studentki marketingu Marty Rudzik, która przybrała postać marki Czajkowski FF.



Źródło zdjęć: lukaszczajkowski.pl


Marta: FF to skrót od fast fashion – dynamicznie rozwijającego się segmentu mody, który do dziś był zarezerwowany jedynie dla dużych odzieżowych koncernów. Polega to mniej więcej na tym, iż od momentu zaprojektowania poszczególnego modelu, do chwili gdy znajduje on swoje miejsce na półce sklepowej mija około 15 dni! Ubrania produkowane są w krótkich seriach, a wyprzedany asortyment (nawet jeśli był ogromnym sukcesem i klienci dalej o niego pytają) – więcej się nie powtarza. Za sprawą marki Czajkowski FF trend ten wkroczy w segment indywidualnych projektantów mody, w lekko zmodyfikowanej odsłonie.

Łukasz: Każda kolekcja spod marki Czajkowski FF będzie składała się z około 20 modeli, uszytych tylko jako pojedynczy egzemplarz. To wynika przede wszystkim z mojego sposobu pracy. Uwielbiam tworzyć rzeczy unikatowe, wiem, że są one bardziej „moje”. Lubię traktować je z osobna, bez powielania wykrojów i zbędnych inspiracji. To wychodzi „z głowy”, dlatego tworzenie takich rzeczy jest dla mnie największa frajdą. Już tak to ze mną jest, że cały proces od dotknięcia tkaniny do ostatniego szwu rozgrywa się w wyobraźni.

Marta: Kolekcja jest dostępna w sprzedaży tylko i wyłącznie 61 dni za pośrednictwem naszej strony internetowej która ruszyła 18 lutego.

Łukasz: W tym wszystkim najbardziej podoba mi się zasada, która mówi, że niesprzedane egzemplarze trafiają do naszych szaf. :) Wierzę, że zmobilizuje mnie to do tego, by tworzyć więcej męskich modeli, bo nawet jeśli w ciągu tych 61 dni nie znajdą nabywców, to będę mógł w końcu nosić rzeczy swojego projektu, na których realizację nie starczało mi do tej pory czasu. Marta też nie będzie się gniewać, gdy jej faworyci zagoszczą na stałe w jej garderobie ;)

Zasady są proste, choć do tej pory niespotykane. Pierwszego dnia każdy element kolekcji kosztował 1000 zł. Codziennie cena spada o 15 zł. Dziś wynosi 850 zł. Ostatniego dnia sprzedaży spadnie do 100 zł. Ale nie ma gwarancji, że to tego czasu cokolwiek w sklepie zostanie. Dziwne? Na pewno. Ale też interesujące. Ciekawe, kiedy ubrania zaczną znikać…