21

kwi

Justyna Chrabelska

To taka kobieca przewrotność. Z jednej strony szukam czegoś oryginalnego i najlepiej niepowtarzalnego, a z drugiej wciąż ląduję w sklepach gigantów szybkiej mody, by wyjść z tym, w czym chodzi trzy czwarte otoczenia. Ostatnio jednak coraz częściej wychodzę z niczym, a teren poszukiwań poszerzam o miejsca lokalne.
Kolekcje Justyny Chrabelskiej miałam okazję oglądać w wersji cząstkowej w różnych sesjach fotograficznych. A to mignęła sukienka z niebieskiego dżinsu, a to różowa jedwabna bluzka. Chcę to mieć! Niestety, wśród adresów innych sklepów na końcu magazynu, pod nazwiskiem projektantki zawsze był podany tylko numer telefonu. Niestety dla mnie, jako osoby, która w pisaniu jest wylewna, ale w dzwonieniu pod „obce” numery już nie.
W końcu jednak miłość do mody pokonała nieśmiałość i umówiłam się na spotkanie w pracowni. Dwa krótkie słowa: było warto!

W pozytywnym amoku krążyłam wśród wieszaków z kolekcją na wiosnę/lato 2010, zupełnie zapominając o zielonej herbacie, którą projektantka we własnej osobie zaproponowała mi na powitanie. Te ubrania są genialne! Już na zdjęciach prezentują się interesująco, ale na żywo… Przede wszystkim sam pomysł: rękawy przypominające pąki kwiatów, półkoliste wykończenia, marszczenia, falbanki, koronki – przy tylu romantycznych detalach te ciuchy pozostają nieskomplikowane i gotowe do noszenia na co dzień. Ponadto, co podoba mi się niezmiernie, kolekcja jest spójna i bez problemu można by z niej sobie skomponować całą sezonową garderobę. Przepięknie uszyta, precyzyjnie wykończona (to już natręctwo, zawsze zaglądam na lewą stronę ;)), ze świetnych gatunkowo materiałów.
Przejdźmy do spraw może nie najważniejszych, ale istotnych. Cena… I teraz chciałabym podzielić się z Wami tym, co ostatnio mocno mnie męczy i zastanawia. Jak bardzo zostałam rozpuszczona przez wspomnianą tu na początku szybką modę? (nie, nie jestem jej przeciwna, wręcz uwielbiam i życia sobie bez niej nie wyobrażam). Otóż tak bardzo, że z początku (na szczęście tylko z początku ;)) nie potrafiłam sobie przeliczyć, że zamiast dwóch wizyt w Zarze mam oto jedną u Justyny Chrabelskiej. I zamiast dwóch bluzek będę miała jedną. Ale za to jaką!


Zdjęcia: justynachrabelska.com

P.S. A już niedługo w Warszawie Justyna Chrabelska otwiera swój pierwszy butik!

(wieczorna aktualizacja)
Zaproszenie dla wszystkich Czytelników bloga! :)

13 myśli nt. „Justyna Chrabelska

Dodaj komentarz
  1. ryfka81

    Zadzwoniłaś? Respekt :) Ja mam prawdziwą telefonofobię, przynajmniej jeśli chodzi o dzwonienie do obcych ludzi.
    Ubrania Justyny Chrabelskej zawsze wpadają mi w oko w sesjach Elle czy TS. Są przepiękne i na pewno się kiedyś szarpnę na jakąś kreację :)

    Odpowiedz
     
  2. morven

    O, widzę, że klub telefonofobów jest o wiele większy niż mi się wydawało ;-) Co do ubrań, to muszę powiedzieć, że dojrzałam do kupowania jednej rzeczy miesięcznie, ale za to doskonałej. Przesyciłam się sieciówkami, serio. Ostatnią kupioną przeze mnie rzeczą jest płaszcz Green Establishment (więcej niż miesiąc temu!), noszę też dużo skórzaną kurtkę z Topshopu, która jak na moje możliwości była bardzo droga (ponad 600 zł). I coraz bardziej zaczynam doceniać JAKOŚĆ. Dlatego nie wykluczam, że wybiorę się do butiku pani Chrabelskiej – jak tylko zostanie otwarty.

    Odpowiedz
     
  3. styledigger

    Ha, też mnie zauroczyły ubrania pani Justyny, ale stchórzyłam i nie zadzwoniłam. Chyba nawet kiedyś do Ciebie pisałam z pytaniem czy nie wiesz czy ma gdzieś jakiś sklep:)

    Odpowiedz
     
  4. cledomro

    A ja kiedyś w WO znalazłam adres strony, na której jest też kontakt i napisałam mejla, bo dzwonić do obcych ludzi nienawidzę (oraz boję się odbierać od nieznanych numerów telefon, serio!). Kupiłam genialną spódnicę, akurat była wyprzedaż sezonowa i było taniej niż w Zarze. Polecam :).

    Odpowiedz
     
  5. blondynechka

    Po prostu genialne! A na stronie są jeszcze ładniejsze. Mam nadzieję, że będzie powstawać co raz więcej butików bo już jestem znudzona sieciówkami, w których na dłuższą metę jest to samo i bardzo często niepewnej jakości. Też ostatnio zaczęłam chodzi po nie sieciówkach i jestem pozytywnie zaskoczona :)

    Odpowiedz
     
  6. harel

    @morven: więcej niż miesiąc? Szacun! ;)

    @styledigger: pamiętam. Wtedy też tchórzyłam, ale w końcu się zawzięłam…

    @cledomro: klub telefonofobów się powiększa :)))

    @czula-halina: w najbliższym czasie zaprezentuję.

    @smietnikowe-lanspudernice: zgadzam się!

    @blondynechka: oj tak, też chcę więcej butików.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *