14

cze

Inspiracje „znikąd”

Kilka tygodni temu, przeglądając ulubione blogi, natknęłam się na wpis Betty o t-shircie z jej wizerunkiem (albo rysunkiem mocno tym wizerunkiem zainspirowanym), który obiegł sieć sklepów Zara na całym świecie bez jej wiedzy. Chwilę potem z tym samym problemem borykała się także Miss Pandora. Przy tej okazji z komentarzy pod jej notką wyłowiłam kolejną perełkę, tym razem dotyczącą naszego rodzimego Reserved, który wypuścił koszulki z dosłownie przedrukowanym zdjęciem autorstwa Amerykanki Rockie Nolan – także nie pytając jej o zdanie.

Gdy dzieją się takie rzeczy, mało kto myśli o jednym nieuczciwym czy leniwym projektancie, od razu posądza się o to po prostu markę. Automatycznie pojawia się myśl (w uproszczeniu): „Zły Reserved, zła Zara”. Ale ile osób kryje się pod tymi nazwami? I ile z nich rzeczywiście złamało prawo? Na facebookowym profilu Reserved można się doczytać, że nikt (oprócz grafika zapewne) nie miał pojęcia o tym, nazwijmy delikatnie, zapożyczeniu.

Mniej więcej w tym samym czasie ukazały się koszulki z podobiznami kilku blogerek autorstwa niejakiego Danny’ego Robertsa w amerykańskiej sieciówce Forever 21. Zabieg dokładnie ten sam, tylko przeprowadzony za wiedzą głównych zainteresowanych. Czy to takie trudne, poprosić autorów dzieła o jego udostępnienie? A nuż się uda? I, jak widać, może z tego wyniknąć piękna współpraca (jeszcze jeden przykład: Garance Dore dla Gap).

Ciekawa jestem, co sobie myśleli ci, którzy je projektowali. Że sprawa nie wyjdzie na jaw? A może że to, co znalezione w internecie, nie należy do nikogo?* Taka łatwa inspiracja znikąd.

I tu po prostu muszę zacytować „Włatców Móch”:
„Czesiu, skąd masz te śliwki?”
„Znalazłem”
„A gdzie?”
„Leżały”.

* P.S. Sama na początku prowadzenia tego bloga nie miałam pojęcia o wielu sprawach i wklejałam sobie wszystkie zdjęcia, jakie mi się podobały – bo w końcu były z internetu (wstyd się przyznawać, ale nie wszystko się wie od razu – no i uparcie twierdziłam, że mój blog to moja przestrzeń). Jednak gdy zorientowałam się mniej więcej, jak sprawa wygląda, zaczęłam pytać o pozwolenie. I tyle. To mimo pozorów nie jest trudne ;).

P.S. Mamy ciąg dalszy. Sprawę Reserved nagłaśniają polskie portale internetowe (ciekawe, czy mają pozwolenie na rozpowszechnianie zdjęcia Rockie…), a u źródła można znaleźć ciąg dalszy historii (m.in. rozwiązanie, jakie proponuje firma poszkodowanej autorce – dość absurdalne). Nie polecam czytania komentarzy, bo momentami przykro się robi.

P.S.2. Komentarz Reserved.


11 myśli nt. „Inspiracje „znikąd”

Dodaj komentarz
  1. cari24

    Komentarze faktycznie w dużej części poniżej pewnego poziomu – tu oczywiście wybijają się Polacy. Sama dzisiaj kontaktowałam się z Rockie via Facebook i nie było problemu z uzyskaniem zgody na publikację zdjęć.

    Odpowiedz
     
  2. zielona-karuzela

    Sama ostatnio zostałam poinformowana przez czytelniczkę , że znalazła blog na którym żywcem są kopiowane moje posty. Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Jeszcze rozumiem gdyby ich treść była jakoś niesłychanie zajmująca/ciekawa/ nowatorska.

    Pamiętam też swoje pełne nieświadomości początki a nawet wtedy pisząc o polskich czy zagranicznych szafiarkach pisałam do każdej z nich z pytaniem czy mogę napisac o nich post i wykorzytsać zdjęcie. Myślę że bardzo często w internecie wykorzystywanie cudzych zdjec/ rysunków itd. nie wiąże się aż tak bardzo ze złośliwością tylko z niewiedzą. Wbrew pozorom interent nie istnieje aż tak długo (choć sama zastanawiam sie jak udawało mi się bez niego przeżyć jeszcze 5 lat temu) stąd też przestrzeganie takich podstawowych zachowań jest jeszcze raczkujące.

    Warto o tym pisac i uświadamiać.

    Odpowiedz
     
  3. muikku

    - „Gdy dzieją się takie rzeczy, mało kto myśli o jednym nieuczciwym czy leniwym projektancie, od razu posądza się o to po prostu markę. Automatycznie pojawia się myśl (w uproszczeniu): „Zły Reserved, zła Zara”. Ale ile osób kryje się pod tymi nazwami? I ile z nich rzeczywiście złamało prawo? Na facebookowym profilu Reserved można się doczytać, że nikt (oprócz grafika zapewne) nie miał pojęcia o tym, nazwijmy delikatnie, zapożyczeniu. ”

    Piszesz bardzo lagodnie, ale to nie do konca jest tak, ze firma nie odpowiada za swojego pracownika. Wszystkie projekty, w tym wzor i zdjecia, zanim trafia do produkcji i sprzedazy musza zostac zatwierdzone. To nie grafik podejmuje decyzje, on tylko przedstawia projekt i trudno mi sobie wyobrazic, ze na tym etapie nie pada pytanie o prawa autorskie do wykorzystanego obrazka. W przypadku Betty i Pandory zdjecia przerobiono na rysunek i mozna sie spierac czy to kradziez wlasnosci (zdjecie, do ktorego ktos ma prawa autorskie i majatkowe) i wizerunku (nie wolno w celach komercyjnych wykorzystywac wizerunku osob, ktore sie na to nie zgodzily, chyba, ze sa to osoby powszechnie znane, a zdjecie np. jest zwiazane z pelniana przez nie funkcja), czy zbyt daleko posunieta inspiracja cudzym portretem. Sledzilam historie Betty na jej blogu i zaluje, ze postanowila odpuscic cala sprawe. Mysle, ze dobry prawnik mialby tu duze pole do popisu.

    Jedyne co mozna zrobic, to w ramach solidarnosci przylaczyc sie do bojkotu ogloszonego przez Betty.

    Powtorze jeszcze raz, trudno mi uwierzyc, ze firma nie zainteresowala sie tym, czy ma prawo do wykorzystania pewnych materialow w swoich projektach – nie w dobie komercyjnych bankow zdjec i coraz wiekszej swiadomosci wszystkich ze stron w zakresie praw autorskich. Ani jedna, ani druga opisana firma to nie sa nowicjusze na rynku.

    Dla mnie taka postawa to, pojscie na skroty, bo moze sie uda…
    Jak widac nie udaje sie, bo zyjemy w globalnej wiosce i jak ktos z poludnia Europy napisal na blogu Betty, rozpoznal ja na koszulce w sklepie w swoim kraju, bo regularnie czyta je bloga.

    Odpowiedz
     
  4. harel

    @zielona-karuzela: mój blog też był kopiowany. A teksty nawet drukowane! (bez mojej wiedzy, oczywiście). Pod przedrukiem podane źródło. Ech…

    @muikku: z tego co wiem, w każdej umowie znajduje się punkt, który jasno określa, że autor wykonuje dzieło nienaruszające niczyich praw autorskich. I teoretycznie to podpisana umowa powinna być gwarancją uczciwości danego projektanta. Teoretycznie. Nie wyobrażam sobie, jak miałoby przebiegać sprawdzanie oryginalności każdego wzoru – ale nie siedzę w tym biznesie, więc nie wiem zbyt dużo na ten temat. Pewne jest jednak, że nawet jeśli była w to wplątana więcej niż jedna osoba, ucierpiał wizerunek całej marki.

    Odpowiedz
     
  5. blondynechka

    To chyba wszystko wyrasta z przekonania, że co w internecie to za darmo. Szkoda, że tak się dzieje zwłaszcza, że reserved zaczynał mieć coraz lepsze kolekcje. Już mi się wydawało, że wrócę do stałych zakupów u nich a nie tylko do kupowania w ramach totalnej wyprzedaży. Jako osoba projektująca powiem: inspiracje w modzie jak najbardziej tak! (cała ta afera z nadrukiem zainspirowała mnie do zrobienia t-shirtu z własnym prywatnym, własnoręcznie zaprojektowanym nadrukiem) ale jako studentka Komunikacji w Biznesie powiem, że zachowanie firm jest bardzo niemarketingowe i co mnie bardzo smuci :(

    Odpowiedz
     
  6. Gość: AR, staticline57334.toya.net.pl

    Niestety prawda o „inspirowaniu” się projektami innych jest taka, że w wielu sieciówkach ( zwłaszcza tych polskich) po prostu ściaga się zdjęcia ciuchów i nadruków z innych marek i robi się wierną kopię w gorszej jakości. Popularny jest też tzw. ” shopping” czyli wyjazdy za granicę ( najczęściej do Hiszpanii ) aby w tamtejszych „bardziej na bieżąco” sklepach zakupić rzeczy które można skopiować. Wiele sklepów ” inspiruje” się podobnymi markami ( najczęściej Zara i TOP SHOP) dlatego często widzimy na wystawach i w sklepach bardzo podobne rzeczy róznych marek. Są na szczęście też takie, które zatrudniają projektantów rzeczywiście po to żeby projektowali :) ale najczęściej są to troszkę wyższe półki cenowe.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *