7

lip

Pamiętacie?

Mulina we wszystkich kolorach tęczy, agrafka i dżinsy, które rwały się na kolanach. To jedno z moich wspomnień (czy może impresji?) z podstawówki, kiedy nauczyłam się tajemnej techniki plecenia „bransoletek przyjaźni”. Prób było wiele, efekty początkowo cienkie (dosłownie), ale gdy raz załapałam, o co chodzi, plotłam w każdej wolnej chwili. Ręka w górę, kto z Czytelników też się tym kiedyś choć przez moment zajmował?
Dlaczego o tym piszę? Otóż niedawno w pewnym snobistycznym sklepie (och, przepraszam, to był concept store ;)), wpadły mi w oko takie właśnie bransoletki w zatrważającej cenie 600 euro. Za sztukę. Tak, też mnie to zaskoczyło.
Sekret ceny tkwił w maleńkim diamencie umieszczonym centralnie na paseczku, a także w logo Redline na zapięciu. Tak przy okazji, Redline jest francuską firmą specjalizującą się w łączeniu szlachetnych surowców (w tym diamentów, rzecz jasna) z kolorowymi nitkami (choć nie tylko, ale to jest cechą charakterystyczną).
Serdecznie podziękowałam i wyszłam stamtąd z pustymi rękami (czego nie żałuję), ale za to pełna nowych pomysłów. Czyżby bransoletki przyjaźni powracały do nas w wielkim stylu? Odpowiedź jest prosta: one nie wychodzą z mody, po prostu zwykle fascynują ludzi w konkretnym przedziale wiekowym. A że powstają ich drogie wersje? Cóż, najlepszy dowód na to, że na wszystkim da się zrobić interes :).
A wracając do myśli przewodniej, luksusowe czy sieciówkowe – żadnej z nich nie kupię. Za to wkrótce ruszam na przegląd szuflad w poszukiwaniu zapasów muliny. No, może zainwestuję w jeden kryształek Swarovskiego :)


braceletsTrendy i Style - Polyvore

P.S. A oto, co znalazłam u siebie. Data wykonania: wakacje 1995!



fot. Harel

15 myśli nt. „Pamiętacie?

Dodaj komentarz
  1. mfcr

    ciekawi mnie czasem skąd takie kosmiczne ceny (ja wiem że diamencik swoje kosztuje ale bez przesady!)
    a jeszcze bardziej mnie ciekawi co trzeba mieć w głowie, jak myśleć żeby coś takiego w takiej cenie nabyć.

    a same plecionki, zwane czasem meksykankami, wróciły do mnie po latach w trochę zmienionej formie i sama też je wykorzystuje w swojej biżuterii.

    Odpowiedz
     
  2. agatiszka

    Oczywiście, że pamiętam, tylko u mnie nazywały się jakoś inaczej!! Też je robiłam, ale do dziś została mi tylko jedna, którą dostałam w prezencie od kuzyna. Jest czerwona z żółtym napisem „Agata” :)
    A swoją drogą Twoja zielona kolekcja jest dużo ładniejsza niż te powyżej.

    Odpowiedz
     
  3. morven

    Takich nie umiałam robić. Natomiast w moim liceum panowała moda na naszyjniki zrobione z pestek jabłek. Pamiętam, że będąc w klasie maturalnej jadłam jabłka w zatrważającej ilości, żeby tylko uzyskać cenny surowiec. Naszyjnik i bransoletkę mam do tej pory :-) Dobrze, że mi przypomniałaś – będę musiała je kiedyś pokazać u siebie :-)

    Odpowiedz
     
  4. ladyolga

    A ja parę dni temu próbowałam nauczyć moją 9 letnią siostrzenicę robienia takich bransoletek przyjaźni, popatrzyła się tylko na mnie jak na jakiś relikt przeszłości (jednym okiem bo drugim gapiła się w telewizor). Nic z nauki nie wyszło więc pomyślałam „był szał na bransoletki… został tylko work muliny’ a tu proszę takie zaskoczenie.

    Odpowiedz
     
  5. metka_by_traczka

    Harel, jak póżno ten post, bo ja właśnie jadę na wakacje i bym sobie chętnie poplotła na plaży, a nie umiem :-(
    A tak, to jadę zaopatrzona w mulinę i kanwę na „wash me & wear me”, (nauczona zeszłorocznym doświadczeniem, że w lipcu trzeba robić zapas na grudniowy szał prezentowy)

    Odpowiedz
     
  6. harel

    @rabbitheartedgirl: a to zła siostra! ;)

    @frenja: plecenie było super – i jak potrafiło odstresować! Ostatni raz plotłam podczas egzaminów na studia. Pomogło!

    @mfcr: też się zastanawiam, kto to kupuje.

    @czula-halina: jezusiemaryjo skąd ten pomysł???

    @agatiszka: może „brazylianki”? Napisów nigdy nie umiałam robić, więc szacun dla kuzyna!

    @misself: na youtubie jest całkiem sporo sensownych instrukcji.

    @lady_sport: też mi tak się zdarzało. I kończyłam np. dwa lata później.

    @morven: uśmiałam się przy tych jabłkach!

    @mojstyl: piętnaście lat temu dużo bym dała za taką książkę. A tak dochodziłam do wszystkiego metodą prób i błędów… :)

    @ladyolga: szał na bransoletki trwa. Choć może nieco mniejszy niż „za naszych czasów” :)))))

    @metka_by_traczka: jak wrócisz, to Cię nauczę! :)

    Odpowiedz
     
  7. agatiszka

    Od wczoraj myślę o tej lokalnej łódzkiej nazwie tych cudeniek, „brazylianki” to nie, my chyba po prostu mówiliśmy na nie „plecionki” :)

    Odpowiedz
     
  8. 6roove

    ależ oczywiście, że pamiętamy! :)
    bransoletki przyjaźni, dokładnie. Niedawno brat dostał taką,a ja zapomniałam już sposób zaplatania :/

    Odpowiedz
     
  9. mfcr

    Twoje plecionki z PS-a są świetne!
    jakie fajne kolorki mają.
    przez to zdjęcie miałam ciąg skojarzeń i wymyśliłam coś nowego. dzięki za inspirację :)

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *