Miesięczne archiwum: Sierpień 2010

12

Sie

Minefy

Pamiętam jeden z moich większych strachów z dzieciństwa. Otóż bałam się okładki pewnej książki. Ba, bałam się nawet jej grzbietu, który zdobiła miniatura okładkowego obrazka. Na obrazku była dziwna twarz ujęta w literę T.
Od tamtej pory grafiki z twarzą zawsze wywołują u mnie pewien niepokój. Może dlatego nie potrafiłam pozostać obojętna na twórczość Ewy Zwolińskiej: zbiór ludzkich min ujętych w proste formy odzieżowe. Trochę straszne (ale to moje osobiste odczucie, mocno powiązane ze wspomnianym dzieciństwem), lecz przede wszystkim fascynujące. Minefy (bo tak się nazywają) robione są na zamówienie, co daje nam szansę na zdobycie egzemplarza jedynego w swoim rodzaju. Poniżej moje ulubione modele.







Zdjęcia: Tomasz Bardadin

11

Sie

Zrób to sam – ciąg dalszy

Zamiast kupować ciuch, kup przepis na jego zrobienie. No po prostu sto procent „slow fashion”. Takie rzeczy dzieją się na DIY Couture. Przepisów jest kilka, m.in. na spodnie, bluzę z kapturem czy (to mój faworyt) kopertowy top. Podobno są proste i podane „łopatologicznie”. Pewnie rzeczywiście tak jest. Przypominam Czytelnikom, że wystarczy znajomość jednego mocnego ściegu ręcznego, by robić sobie przyzwoite ubrania. Pod warunkiem, że nie przeszkadza nam gordyjska plątanina po lewej stronie ;).


10

Sie

Jesień, jesień, jesień…

Jest taka piosenka kabaretu Mumio, w której dzieci zbierają jesienne liście na… w-f :). Kto zna, ten zna, kto nie zna, niech poszuka, bo warto. Od czasu, gdy usłyszałam ją po raz pierwszy, nie mogę się uwolnić od jej słów, zwłaszcza gdy zaczynam opisywać jesienne kolekcje.
Gdy zobaczyłam te aksamitne cuda, znów ją zaśpiewałam. Wprawdzie mamy jeszcze lato (i oby trwało jak najdłużej), ale ta miękka tkanina chyba zawsze będzie mi się kojarzyć z jesienią.
Cóż to za produkcja? Ano, dobrze już znana Melissa. Dla brazylijskiej marki, słynnej głównie ze współpracy z Vivienne Westwood i gumowych pantofelków z serduszkiem, tworzy także Alexandre Herchcovitch – i to nie od dziś! Do tej pory „melissowy” monopol, przynajmniej w naszym kraju, trzymała rudowłosa kreatorka. Uwaga, to się właśnie zmieniło. Nowości dostępne są w warszawskim Blind Concept Store. Niesprawiedliwość? Może doczekamy się internetowej wersji sklepu? Ja jestem za.


Zdjęcia: Blind Concept Store

9

Sie

Za późno?

Są takie rzeczy. Zawsze atakują z zaskoczenia. Jeszcze wczoraj byśmy ich nie założyli, a dziś nie możemy się uwolnić od pragnienia ich posiadania. Z pobłażaniem patrzyłam na kolorowe zegarki na przegubach poważnych (wydawałoby się) ludzi. Zabawna moda, myślałam sobie, na szczęście mnie nie dotyczy. Czyżby? Zegarki Too Late z tych wszystkich kolorowych akcesoriów, zalewających wiecznie głodny rynek mody, spodobały mi się jako pierwsze. Może dlatego, że są ultra proste? I że istnieją także w wersjach mniej krzykliwych? Teraz pozostaje tylko wybrać kolor i dalej udawać, że nie jest się podatnym na trendy. Na to nigdy nie jest za późno ;).

Zdjęcia: modmod.pl

P.S. Uwaga, zegarki do obejrzenia/dotknięcia/kupienia na żywo już w najbliższy piątek, który został ogłoszony szczęśliwym, w warszawskim Saturatorze (ul. 11 Listopada 22) w godzinach 18.30 – 21.30!

5

Sie

Książki

Dawno temu obiecałam, że wspomnę tu kiedyś o ulubionych książkach. Pozwolicie, że nie będą to żadne diabły u Prady (choć czytało się to bardzo sprawnie), a zwyczajna (i jednocześnie bardzo dobra) literatura niekoniecznie związana z modą. Oczywiście moja fiksacja na punkcie mody daje znać o sobie i tu – podobnie jak podczas sceny pościgu w filmie „Baader Meinhof” widzę płaszcz z Zary, którego nie udało mi się kupić, tak i w książkach dostrzegam fragmenty ściśle powiązane z moją pasją (czy może szaleństwem ;)).
Żeby jednak nie było zbyt nudno, postanowiłam zacytować dwóch autorów i spytać Was, drodzy Czytelnicy, czy wiecie, o kogo chodzi. Podpowiem tylko, że zarówno pierwszy jak i drugi tekst został stworzony przez mężczyznę. Drogie panie, niektórzy pisarze niebezpiecznie dobrze nas znają!

„Żona prawie codziennie kupowała ubrania. Ich liczba rosła błyskawicznie. Musiał przez to zamówić kilka wielkich szaf. Kazał też zbudować specjalne półki na buty. Ale to nie wystarczyło, musiał przerobić jeden pokój na garderobę. (…) Jednak kiedy ubrania przestały się mieścić w pokoju, lekko się zaniepokoił. Kiedyś pod nieobecność żony spróbował je policzyć. Według jego rachunku, nawet gdyby przebierała się codziennie dwukrotnie, włożenie wszystkich zajęłoby jej prawie dwa lata. (…)
Pewnego dnia przy kolacji zdecydował się poruszyć ten temat. (…) Żona spuściła głowę i przez chwilę się zastanawiała. A potem powiedziała: Rzeczywiście, chyba masz rację. Pewnie nie potrzebuję tylu ubrań. Ja też to rozumiem, ale choć rozumiem, nic nie mogę na to poradzić. Kiedy widzę coś pięknego, muszę to koniecznie kupić. To, czy mi jest potrzebne, czy nie, czy mam dużo ubrań, czy mało, nie gra żadnej roli. Po prostu nie mogę się powstrzymać od kupowania.”

„Pewnego dnia wybrałam się do centrum, ot tak sobie przechadzałam się po ulicach, mijałam wystawy sklepów (…), i tak dalej. Ale nastawiłam się tylko i jedynie na pantofle i na sukienkę (…), zawsze lubiłam nosić czerwone pantofelki na wysokich obcasikach, pantofle w kolorze koralowym, pantofle tak czerwone, jak czerwone były kiedyś moje rabaty salvia splendens, kwiatów płomiennej miłości. I kupiłam od razu dwie pary czerwonych pantofelków na wysokich obcasikach, i dodało mi to animuszu, i zaraz (…) przymierzyłam włoską sukienkę, i mówię:
– Kiedy mi w tym tak dobrze, to zatrzymam tę sukieneczkę na sobie, a starą proszę mi zapakować…
Tak więc kroczyłam w czerwonych pantofelkach i granatowej sukience, i kiedy zobaczyłam w szybach wystawowych, jak idę, to w pierwszej bramie wyrzuciłam tę paczkę ze starą podartą spódnicą i szłam tak, i czułam się jak balon po wyrzuceniu worków z piaskiem, lecz wiedziałam, że i tego za mało, że brak mi uczesania.”

I jak? Kto się domyśla? :)

4

Sie

Kasia Hubińska

Idealne na upał. Właściwości zdecydowanie chłodzące. Gdy pierwszy raz zobaczyłam tę kolekcję Kasi Hubińskiej, pomyślałam sobie, że w sumie gorące lato nie jest takie złe. A ze mną dzieje się coś przedziwnego: pojawiło się uczucie do gigantycznych motywów. Po latach pozbywania się z szafy wszystkiego, co niejednolite, zaczęłam się poważnie zastanawiać nad czymś jeśli nie abstrakcyjnym, to chociaż takim „podmorskim”. No tak… Rybie kalejdoskopy Alexandra McQueena, duet Proenza Schouler i fosforyzujące prążki (też rybie! Pewnie rybie oczy też gdzieś były, może ktoś pamięta?). I tu dochodzę do punktu najważniejszego: jak ogromne znaczenie mają wzory. Mogą wznieść lub pogrążyć całą kolekcję. W tym wypadku zdecydowanie wznoszą. A ja sobie po cichu marzę, że bardzo by było fajnie, gdyby projektantka zdecydowała się na wzorzystą zabawę także w kolejnych sezonach.





fot. Szymon Zduńczyk, zdjęcia saltandpepper.pl