Miesięczne archiwum: Wrzesień 2010

29

wrz

Smutny TK Maxx

Wielka moda za niewielką cenę – albo jakoś tak. Szczerze mówiąc, jeszcze do niedawna nie miałam pojęcia o istnieniu sieci TK Maxx. W skrócie dla niezorientowanych: pierwsze zdanie tej notki ma oddawać „filozofię” marki. Czy oddaje? Od jakiegoś czasu sieć rozrasta się w Polsce, a w zeszłym tygodniu otworzyła sklep w Warszawie. Zajrzałam tam kilka dni temu.
Na dzień dobry wystraszyła mnie kiepska podróba torby Chloe Paddington za jedyne 1000 zł. Potem zachwyciła pewna stylizowana na tornister skórzana torebka w całkiem przyzwoitej cenie 250 zł. Jednak nerwowy tłum w strefie dodatków zniechęcił mnie do zakupów. Pierwszy poziom sklepu zajmują wieszaki z naćkanymi do granic możliwości ciuchami całkowicie mi nieznanych marek. Odnoszę wrażenie, że nie tylko ja miałabym problem z ich identyfikacją. Wprawdzie natknęłam się na sweter ze stuprocentowego kaszmiru w stylu Soni Rykiel, ale wśród całej reszty przeciętnych ciuchów nie robił szczególnego wrażenia.
Na drugim poziomie wreszcie odnalazłam te słynne wielkie marki. Zajmują dosłownie kilka wieszaków, a ich chaotyczne rozmieszczenie działa dołująco. Ceny są atrakcyjne dla tych, których stać na kupno najnowszych kolekcji np. Missoni czy Chloe. Materiały czy kroje rzeczywiście ponadprzeciętne (na przykład cudnie miękkie i genialnie nowoczesne płaszcze Jil Sander), ale właściwie tylko uświadamiają przeciętnemu klientowi, z jak bardzo niską jakością ma do czynienia na niższym piętrze (oraz, nie oszukujmy się, w innych sklepach).
Żeby jednak nie było tak ponuro, przyznaję, udało mi się znaleźć świetne czerwone spodnie rurki See by Chloe. Niestety były za duże. Może ktoś je kiedyś odnajdzie pośród tysięcy odrzuconych w minionych sezonach ubrań.
Za każdą atrakcją kryje się jakiś kruczek. Nie ma tak, że nagle ktoś czeka na nas z otwartymi ramionami, by sprzedać za jedną czwartą ceny cudownie miękki kożuch Burberry. Na podstawie takich miejsc jak TK Maxx świetnie widzę, że spora część kwoty wydawanej na ubranie idzie na całą otoczkę. Piękne wnętrze sklepu, przemyślaną wystawę i różne smaczki, które powodują, że torbę Chanel chcę kupić przy Rue Cambon w Paryżu, a nie wyrwać jakiejś pani w dziale z torebkami w outlecie, bo kosztuje o połowę mniej (a przy okazji nie wiadomo, czy jest autentyczna – co miało miejsce w przypadku Burberry).
Podsumowując, smutny ten TK Maxx… Ale podziwiam ludzi, którym udaje się tam znaleźć coś fajnego. A wiem, że to się całkiem często zdarza. Ja jednak już tam nie wrócę.

27

wrz

Z kraju i ze świata

Oto skrót dzisiejszych wiadomości:
 
1. Nowatorska moda? Warto przyjrzeć się lepiej. Na przykład na blogu Into the Fashion , którego autorka bezkonkurencyjnie tropi pierwotne źródła tak zwanych innowacji :).



2. Czy sztuki stylizacji da się nauczyć w pięć dni? By się dowiedzieć, trzeba spróbować. Od 4 do 8 października w Centrum Cybernetyki odbędą się Warsztaty Stylizacji Glamour. I chciałabym nadmienić, że według mnie Glamour ma najlepsze sesje mody w Polsce (przynajmniej wśród magazynów drukowanych). Czasem aż sprawdzam, czy to nie przedruk z Vogue’a i miło się zaskakuję.

3. Wiadomość odgrzewana. Tak, tak, Lanvin dla H&M. Ciekawe, dlaczego nie Alber Elbaz dla H&M. A może Lanvin dla Allegro? Wiem jedno. Jakkolwiek by nie krytykować takich przedsięwzięć oraz limitowanych owoców współpracy, i tak pewnie spotkamy się 23 listopada, by wspólnie obejrzeć masakrę na Marszałkowskiej :). A tymczasem proponuję zgadywanie, cóż takiego znajdzie się w kolekcji. Przypominam, że Alber Elbaz tworzy przepiękne obrazki, które drukowane są później na t-shirtach (i podrabiane przez Topshop i Zarę :)). Obstawiam, że w kolekcji dla H&M motywem przewodnim będą kokardy. A Wy, drodzy Czytelnicy?



lanvin hm

Zdjęcia: polyvore.com


4. A na koniec ciekawostka. Czyżby Reserved zainspirowało się Czułą Haliną? Poniżej buty z najnowszej kolekcji (po lewej) oraz te, które miała na sobie Czuła Halina podczas wizyty w showroomie LPP w sierpniu 2009 :))).


Zdjęcia: LPP, Banana.

23

wrz

Clue Fashion

Świat jest mały. Niedawno miałam dzień pełen takich spotkań i zdarzeń, że gdybym to Wam opowiedziała w całości, drodzy Czytelnicy, i tak byście mi nie uwierzyli. Jeden z przypadków tamtego dnia zaowocował genialnym odkryciem. Znacie, drodzy Czytelnicy, moją absolutną fascynację sklepem COS. Czy muszę zatem pisać, że gdy dowiedziałam się, że w Warszawie można kupić „cosowe” ubrania, moje oczy wyszły z orbit, a szczęka znalazła się przy podłodze? Nie od dziś, nie od wczoraj, a od kwietnia tego roku istnieje sobie na Powiślu sklep Clue (ul. Solec 101), a znaczna część jego asortymentu to właśnie COS! 



Powstał, a jakże, z miłości do tej marki, choć nie tylko. Jego właścicielki bardzo chciały otworzyć salon COS w Warszawie, ale niestety, Polska wciąż nie jest brana pod uwagę. A przynajmniej nie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli (czy może raczej życzyły ;)). Na szczęście udało się osiągnąć przynajmniej tyle, by te piękne ciuchy gościnnie zasiliły wieszaki butiku. Nie mamy tu pełnych kolekcji, lecz rzeczy starannie wyselekcjonowane przez dwie panie (mamę i córkę), którym absolutnie można w tej kwestii zaufać. Z jednej strony szkoda, że wciąż nie mamy prawdziwego COSa, ale z drugiej… najlepsze kąski podane na tacy!





Oprócz mojej ukochanej marki w sklepie Clue znajdziemy torebki Marc by Marc Jacobs, kalosze Hunter, wybór przepięknych butów (zdarza się Prada) oraz ciuchy autorstwa młodych projektantów, w tym Magdaleny Miechowieckiej – właścicielki (na przykład poniższy naszyjnik – niestety już wykupiony…).









Bawełniane cuda Bynamesakke – można z nich stworzyć własną kompozycję:



Jeszcze jedna rzecz w tym sklepie jest fajna. Można kupić niemal wszystko, co się w nim znajduje. Łącznie z kanapą :). Oczywiście nie wyszłam z pustymi rękami, choć akurat kanapa została.







Zdjęcia: cluefashion.com oraz Harel.


21

wrz

Blogerki bez cenzury

Harel w druku! Uwierzycie w to? Ja wciąż tak do końca nie wierzę… :). Oto, co się stało. Fashion Magazine zaprosił do współpracy blogerki. Banana pisze o Łukaszu Jemiole, a ja – o Ani Kuczyńskiej (stali Czytelnicy na pewno się nie zdziwili). Dokładniej rzecz ujmując, piszemy o ich jesiennych kolekcjach. Bez cenzury, a może raczej bez żadnej ingerencji ze strony redakcji ani kogokolwiek innego. Tak jak lubimy, po swojemu. Czy mogłam się nie zgodzić na taką współpracę? Jesienny numer magazynu ukazał się w zeszłym tygodniu.


20

wrz

Paryż!

Krzyczę: „Paryż!”, ale niestety tam nie jadę w najbliższym czasie… Choć tak się złożyło, że przez moment znów tam byłam, piłam kawę i jadłam sałatkę nicejską z talerza, który ledwo się mieścił na stoliku (choć talerz wcale do dużych nie należał ;)), włóczyłam się po antykwariatach i gapiłam na ludzi. Podziękowania za mentalną teleportację wysyłam do Reserved, które na jesień przygotowało kampanię bijącą na głowę wszystkie poprzednie. Gdy oglądam te zdjęcia, przenoszę się do stolicy mody, czuję zapachy kawiarni, piekarni, słyszę szum ulicy i stukot niezliczonych par obcasów (choć, jak ogólnie wiadomo, Paryżanki cenią sobie płaskie obuwie, jednak nie będziemy teraz burzyć mojej idealnej wizji, prawda? ;)).











Zdjęcia: LPP, fot. Mateusz Stankiewicz

19

wrz

Les Queues de Sardines

To dla równowagi po wpisie o „wełnianej kobiecości”. Pierwsze skojarzenie: dawna Carrie Bradshaw. Drugie: biegający po nowojorskim metrze Keith Harring (z nieodłącznym flamastrem, rzecz jasna). A potem po prostu uśmiech, bo to, co widać na zdjęciach, ma działanie terapeutyczne i przyda się każdemu, kogo nie cieszy perspektywa nadchodzącej jesieni. Wciąż się waham, czy zdecydować się na rajstopy, które wyposażą mnie w kilka dodatkowych par oczu. Jeszcze siebie w nich nie widzę, ale znam kilka osób, które wyglądałyby w tych cudach po prostu genialnie.
Cuda kryją się pod marką Les Queues de Sardines. Pomysł narodził się we Francji już kilka lat temu, ale jego poważna realizacja rozpoczęła się pod koniec 2008 roku. Dwójka Francuzów, Marion Dubois i Olivier Gonnet, oferuje rajstopy drukowane w zabawne wzory, a wszystko w bardzo niewielkim nakładzie, dzięki czemu spotkanie drugiej osoby w identycznym egzemplarzu jest mało prawdopodobne. Do tej pory dostępne głównie we Francji (np. w butiku Colette), od niedawna do kupienia także w Polsce! Polecam obejrzenie starszych kolekcji, niektóre modele są naprawdę makabryczne

Zdjęcia: modmod.pl