29

wrz

Smutny TK Maxx

Wielka moda za niewielką cenę – albo jakoś tak. Szczerze mówiąc, jeszcze do niedawna nie miałam pojęcia o istnieniu sieci TK Maxx. W skrócie dla niezorientowanych: pierwsze zdanie tej notki ma oddawać „filozofię” marki. Czy oddaje? Od jakiegoś czasu sieć rozrasta się w Polsce, a w zeszłym tygodniu otworzyła sklep w Warszawie. Zajrzałam tam kilka dni temu.
Na dzień dobry wystraszyła mnie kiepska podróba torby Chloe Paddington za jedyne 1000 zł. Potem zachwyciła pewna stylizowana na tornister skórzana torebka w całkiem przyzwoitej cenie 250 zł. Jednak nerwowy tłum w strefie dodatków zniechęcił mnie do zakupów. Pierwszy poziom sklepu zajmują wieszaki z naćkanymi do granic możliwości ciuchami całkowicie mi nieznanych marek. Odnoszę wrażenie, że nie tylko ja miałabym problem z ich identyfikacją. Wprawdzie natknęłam się na sweter ze stuprocentowego kaszmiru w stylu Soni Rykiel, ale wśród całej reszty przeciętnych ciuchów nie robił szczególnego wrażenia.
Na drugim poziomie wreszcie odnalazłam te słynne wielkie marki. Zajmują dosłownie kilka wieszaków, a ich chaotyczne rozmieszczenie działa dołująco. Ceny są atrakcyjne dla tych, których stać na kupno najnowszych kolekcji np. Missoni czy Chloe. Materiały czy kroje rzeczywiście ponadprzeciętne (na przykład cudnie miękkie i genialnie nowoczesne płaszcze Jil Sander), ale właściwie tylko uświadamiają przeciętnemu klientowi, z jak bardzo niską jakością ma do czynienia na niższym piętrze (oraz, nie oszukujmy się, w innych sklepach).
Żeby jednak nie było tak ponuro, przyznaję, udało mi się znaleźć świetne czerwone spodnie rurki See by Chloe. Niestety były za duże. Może ktoś je kiedyś odnajdzie pośród tysięcy odrzuconych w minionych sezonach ubrań.
Za każdą atrakcją kryje się jakiś kruczek. Nie ma tak, że nagle ktoś czeka na nas z otwartymi ramionami, by sprzedać za jedną czwartą ceny cudownie miękki kożuch Burberry. Na podstawie takich miejsc jak TK Maxx świetnie widzę, że spora część kwoty wydawanej na ubranie idzie na całą otoczkę. Piękne wnętrze sklepu, przemyślaną wystawę i różne smaczki, które powodują, że torbę Chanel chcę kupić przy Rue Cambon w Paryżu, a nie wyrwać jakiejś pani w dziale z torebkami w outlecie, bo kosztuje o połowę mniej (a przy okazji nie wiadomo, czy jest autentyczna – co miało miejsce w przypadku Burberry).
Podsumowując, smutny ten TK Maxx… Ale podziwiam ludzi, którym udaje się tam znaleźć coś fajnego. A wiem, że to się całkiem często zdarza. Ja jednak już tam nie wrócę.

56 myśli nt. „Smutny TK Maxx

Dodaj komentarz
  1. Gość: k., 78.133.225.5*

    Masz całkowitą rację. U mnie (mieszkam w Poznaniu) TK Maxx pojawił się już jakiś czas temu. Gdy pierwszy raz tam weszłam liczyłam, że naprawdę uda mi się coś znaleźć. Okazało się jednak, że te „big labels small prices” wyglądają niczym z domu towarowego sprzed 30 lat. Byłam bardzo rozczarowana.
    Nie wiem jak w Warszawie, ale u nas dodatkowo panuje straszny bałagan na sklepie
    i szczerze mówiąc odechciewa mi się czegokolwiek tam szukać.

    Odpowiedz
     
    1. realestate

      Ja też mieszkam w Poznaniu i do tego sklepu trafiłam dopiero kilka dni temu. Byłam w PCC i muszę przyznać Tobie rację. W sklepie bałagan, rzeczy niechlujnie powieszone. Zwiałam stamtąd po 15 min i raczej tam nie wrócę.

      Odpowiedz
       
  2. babeczkaa

    masz całkowitą racje, powtórzę to za poprzedniczką, ja „swojego” TkMaxx mam na śląsku, tam jest dopiero burdel, nic nie można znaleźć, ciasno upchane na wieszakach ciuchy w rozmiarach niekoniecznie moich i w fasonach sprzed kilkunastu lat, uważam że szkoda czasu, pozdrawiam
    babeczkaa

    Odpowiedz
     
  3. frenja

    O matko, jak dobrze przeczytać Wasze słowa. Ja tez jestem z Poznania i kilkukrotnie próbowałam przekonać się do tutejszego TK Maxx, niestety bezskutecznie.

    Odpowiedz
     
  4. styledigger

    Idealnie to ujęłaś. W bielskim TK Maxxie co prawda emocje już opadły i nie ma dzikich tłumów ale i tak za każdym razem jak tam wchodzę, odechciewa mi się zakupów. Te wielkie marki chyba wszystkie rzucili do Warszawy, bo tylko raz dostrzegłam zmiętą w kącie sukienkę See by Chloe. Królują satynowe weselne suknie i tandetne ciuszki z „działu dla młodzieży”, które nieodparcie kojarzą mi się z allegrowym „japan style”. Ale i tak czasem tam zaglądam, bo zdarzają się niezłe buty, kapelusze, a czasem i jakiś t-shirt.

    Co do ekskluzywnych marek i ich otoczki, to myślę że torebka Prady kupiona okazyjnie na posezonowej wyprzedaży w jakimś zatłoczonym outlecie pod Oxfordem czy gdziekolwiek indziej nie daje ani w połowie takiej satysfakcji jak ta wybrana w salonie na głownej ulicy gdzie pan otwiera i przytrzymuje klientom drzwi:) Nie żebym sobie kiedyś jakąś kupiła, ale tak mi się wydaje:)

    Odpowiedz
     
  5. Gość: fashionelka, chello089074013162.chello.pl

    Szkoda, że TK MAxx w Polsce tak bardzo różni się od Angielskich. Tam na każdym wieszaku znajdzie się jakąś perełkę. Spodnie od tommy hilfigera za 50f, cała masa torebek Calvina Kleina w cenach od 80-100f. Oczywiście, że są tam „gorsze” wieszaki ale wiszą na nich ciuchy Soni Rykiel, dżinsy Levisa… W naszych TK Maxxach najlepiej mają chyba tylko pracownicy, którzy odkładają dla siebie te najfajniejsze łupy.

    Odpowiedz
     
  6. evil_monkey_from_the_closet

    Wszystko prawda co tu piszesz! We Wrocku TK MAXX jest już od jakiegoś czasu i nie rozumiem o co tyle szału. Nie udalo mi się tam jeszcze nic kupić, ba ..nie udało mi się nawet wypatrzyć żadnej znanej marki bo nie mam cierpliwości do szperania w tych zatłoczonych wieszakach, gdzie ciuchy często są po prostu podarte. Wolę już szukać ich na lumpach, przynajmniej moja skąpa duszyczka ma większą radochę jak coś znajdzie za 10 zł, a nie za 500:))

    Odpowiedz
     
  7. kasia.wska

    dokładnie!
    znałam tk maxx z opowieści przyjaciółki z UK, która ostatnio przyjechała w płaszczu hilfigera za jakieś grosze.
    a ja się tak strasznie umęczyłam tam wczoraj, desperacko pragnąc znaleźć sobie jakieś obuwie. znalazłam, ale nie mój rozmiar (byłyby chyba dobre na mojego męża).
    z rozpaczy udałam się do h&m, by znaleźć sweter, który swego czasu odrzuciłam jako zbyt drogi kaprys – teraz był przeceniony na 60pln:).

    Odpowiedz
     
  8. Gość: style-hunters.pl, dynamic-78-8-4-172.ssp.dialog.net.pl

    Wciąż nie mogłam się wybrać do TK Maxx we Wrocławiu, teraz zrobię to na pewno.
    Z ciekawości. Moje doświadczenia z TK Maxx w Dublinie były zupełnie inne. Uwielbiałam ten sklep. I wyłapałam kilka naprawdę fajnych rzeczy, szczególnie butów.

    Odpowiedz
     
  9. jagoda_pl

    Byłam w TK Maxx ze dwa razy w Dublinie, ale umęczył mnie i nic nie znalazłam wśród tony nijakich rzeczy. A do tego przy Marszałkowskiej chyba dziś po pracy zajrzę, aby się upewnić…

    Odpowiedz
     
  10. Gość: yerri, abse24.neoplus.adsl.tpnet.pl

    poczułam się jakby mi ktoś odebrał marzenia..
    jeszcze nie byłam w TK Maxx, bo w Bydgoszczy nie ma, ale niedługo wybieram sie do Warszawy i, obok Topshopu, TK Maxx właśnie był na szczycie mojej listy miejsc, w które trzeba zajrzeć. Ale skoro nie warto, to nie będę się fatygować. Dzięki za radę ;)
    pozdrawiam :)

    Odpowiedz
     
  11. cousteau7

    Obawa przed dzikością tłumów i moje przeziębienie ostudziły u mnie chęć odwiedzenia TK Maxxa, a po twoim poście już prawie w ogóle nie mam fantazji na temat bajecznych rzeczy, które rzekomo można tam znaleźć. W weekend będę chodzić po sklepach, to pewnie wpadnę przekonać się na własne oczy. Byłam już natomiast w nowym River Island w Promenadzie i sklep jest megaprzestronny, do tego sporo butów zimowych już się pojawiło. A przecież za oknem to już prawie zima ;((((

    Odpowiedz
     
  12. Gość: , public58161.xdsl.centertel.pl

    A ja w czeladzkim TK kupuję ciekawe skórzane buty za niewygorowaną cenę , np. pantofelki za 40 zl , kozaki bronxy za 60 , a jako pierwsze tuż po otwarciu rok temu piękne sznurowane botki za 170 ( oj , dużo ) . Sklep uwielbiam , ceny jak w sieciówkach a fasony świetne a dodatki do domu miodzio .

    Odpowiedz
     
  13. Gość: Marija., 87-205-235-84.adsl.inetia.pl

    Wtóruję Rossie – do TK Maxx warto wybrać się po akcesoria kuchenne i naczynia (upolowałam kieliszki do szampana Villeroy&Boch za ułamek początkowej ceny, zostałam też szczęśliwą właścicielką dwóch teflonowych patelni).

    Jeśli jednak chodzi o ubrania, to muszę przyznać Harel i innym czytelniczką rację – w dziale z ciuchami rządzi tandeta i osobiście nic tam sobie nigdy nie kupiłam.
    A nie, przepraszam – trafiłam raz śliczne pończochy MaxMara ;-)

    Podsumowując, Tk to sklep dla cierpliwych z wolnym czasem – trzeba dokładnie wszystko przejrzeć, żeby trafić coś wartego uwagi….

    Odpowiedz
     
  14. to_me

    Po pierwsze: w Tesco mają lepsze ubrania. To nie ironia. Naprawdę mam takie wrażenie. Po drugie, żałosny ten sklep, jak mało co. Gdy go otwarli w Poznaniu, weszłam, bo nazwa sklepu coś mi mówiła.. że w Stanach popularna to sieć, czy jakoś tak… No cóż, wyszłam zniesmaczona po kilku minutach (kurtka narciarska dla DZIECKA za 1000 PLN, szwy ponadpruwane, tandetny materiał itd.) i pomyślałam sobie, że ktoś znów nas nabija w butelkę.
    Też nie mam zamiaru tam wracać.
    Zamiast tego wybieram np. DanHen, w którym przynajmniej wiem, dlaczego sukienka kosztuje 400 PLN, a t-shirt pod żakiet 100.

    Odpowiedz
     
  15. chehozka

    O matko, a już myślałam, że tylko ja się tak poczułam, odwiedzając ten sklep. Po pierwsze, na Marszałkowską wybrałam się wczoraj z ciekawości w godzinach przedpołudniowych i zaskoczył mnie TŁUM, nie tłum, ale TŁUM. Nie wiem, skąd ci ludzie się tam wzięli, bo przecież o tej porze to praca/szkoła (ja jeszcze wakacje :P), ale było ich bardzo dużo. Po drugie, to o czym pisała Harel, na dole ciasnota i bałagan, bielizna oczywiście w kiepskim wyborze rozmiarów, buty porozwalane, przez dział z torebkami ze stałym wystrojem w postaci stłoczonych kobiet z lekkim obłędem w oczach, przemknęłam możliwie jak najszybciej, żeby mnie nikt nie stratował. Po zepsutych schodach ruchomych ochoczo udałam się na górę, licząc na chociaż małe westchnienie zachwytu w dziale z „gold labels”. Było zaś westchnięcie z rezygnacją. Ogólne wrażenie w związku z TK Maxx? W większości kiepskie spady po wygórowanych cenach. Może jeszcze kiedyś tam zajrzę, żeby pogrzebać w kosmetykach, ale na pewno nie w najbliższym czasie. Aha, przy wizycie w sklepie tej sieci wskazana duuuuuuża doza cierpliwości.

    Odpowiedz
     
  16. harel

    @K: w Warszawie też panuje bałagan. Choć tu wina leży po stronie klientów ;)

    @styledigger: bo ta otoczka to jest istotna część zakupowego rytuału, czyż nie? :)

    @fashionelka: mam nadzieję, że pracownicy mają z czego odkładać. Bo asortyment kiepściutki, naprawdę…

    @Rossie: albo w Warszawie nie ma tego działu, albo do niego nie trafiłam. Widziałam tylko półkę z kilkoma świeczkami i miseczkami, ale mało zachęcającą.

    @evil_monkey_from_the_closet: właśnie, atmosfera lumpeksowa, a ceny z kosmosu. Też wolę klasyczne lumpeksy :)

    @kasia.wska: ha ha! Dobrze, że H&M jest blisko – od razu można się pocieszyć :)))

    @yerri: zamiast do TK Maxx proponuję spacer w okolicach Mokotowskiej i Koszykowej. Butiki polskich projektantów (Ania Kuczyńska, Justyna Chrabelska) i Blind Concept Store. Ceny podobne, a rzeczy sto razy fajniejsze.

    @cousteau7: bajeczne rzeczy to nawet są (Jil Sander!), ale w cenach studzących wszelki zapał.

    @gość: to zazdroszczę. Może w Czeladzi jakoś lepiej jest?

    @to_me: podzielam zdanie o nabijaniu w butelkę.

    Odpowiedz
     
  17. to_me

    Otoczka wokół kupowania drogich rzeczy jest moim zdaniem połową przyjemności :) Skoro już mam wydać 6000 PLN na torebkę, to niechaj się to odbywa w pięknym miejscu i w miłej atmosferze! A nie w poniżeniu i tłoku. :)

    Odpowiedz
     
  18. Gość: Cristiane, ape245.neoplus.adsl.tpnet.pl

    We Wrocławiu taka sama porażka, większość lumpeksów jakie znam wygląda lepiej niż ten sklep – kolejna marka robi sobie żarty zarówno pod względem cen jak i jakości sprzedawanych sz(m)atek.

    Odpowiedz
     
  19. Gość: Klaudia, host217-36-84-172.in-addr.btopenworld.com

    Drogie Panie, bardzo przykro mi to wszystko slyszec. Mieszkam w Londynie i od TKMaxxa jestem uzalezniona. Kupuje tam wszystko (takze artykuly kuchenne :o)) i z usmiechem owe ciuszki po miescie obnosze zbierajac sporo komplementow. Przyznam, ze nie tropie tam wielkich marek (choc tydzien temu zakupilam przepiekna aksamitna torbe Lulu Guinness za £99), szukam raczej niebanalnych produktow nieznanych marek, niedawno znalazlam piekna jedwabna apaszke polskiej firmy! Fakt, ze kilka godzin w sklepie nalezy spedzic, ale wychodzi sie z nareczem swietnych ubran, torebek i butow za niewielkie pieniadze. Reklamuje TKMaxxa wszystkim naokolo. Zauwazylam, ze z TKMaxxem jest jak z angielska marmelaid – albo sie go kocha, albo nienawidzi.

    Odpowiedz
     
  20. metka_by_traczka

    Będą we Wrocławiu specjalnie pojechałam do TKMaxx i… byałam bardzo rozczarowana. Potworny bałagan, ciuchy walające się dosłownie po podłodze, poprute, wymiętolone. Włozyłam sporo energii w znalezienie czegoś markowego – spodnie dresowe adidasa i jeden sweterek Calvina Kliena to był własnie ten szczyt snobizmu. Porażka.

    Odpowiedz
     
  21. harel

    @to_me: zdecydowanie! Dlatego w mojej skarbonce z funduszami na torbę Chloe jest również miejsce na pieniądze na podróż do Paryża ;)

    @greatstaystill: zdjęcia pod Primarkiem? To może jakaś nowa moda! Może w kolejnym sezonie się okaże, że kto nie ma tam zdjęcia, ten jest nie na czasie :)))

    @Christiane: szkoda… A kampania reklamowa brzmiała tak obiecująco…

    @Klaudia: albo z Marmite ;)

    @metka_by_traczka: a czy Ty przypadkiem nie masz jakichś fajnych butów właśnie z TK Maxxa?

    Odpowiedz
     
  22. Gość: molly, static-ip-77-89-117-51.promax.media.pl

    Byłam kilka razy w tym sklepie, za każdym razem łudząć się, że jednak coś dla siebie znajdę, ale niestety zawsze wychodę bez zakupów. Przyznam, że jest tam straszny bałagan co już mnie odpycha, ceny mimo iż „tańsze” to i tak drogo, przyznam ze nie lubię tego sklepu i teraz omijam go szerokim łukiem. Moja siostra dla odmiany zaś uwielbia Tk Maxx i zawsze coś kupi.

    Odpowiedz
     
  23. Gość: Markla, public52886.xdsl.centertel.pl

    Jeśli chodzi o Czeladź , to wieczorem też jest bałagan , ale myślę, że z powodu coraz liczniejszej klienteli . Oprócz butów kupuje tam ciuchy dla męża , np . letnią kurtkę Lerros za 100 z pierwotnej ceny 400 , czy wełniany pięknie skrojony garnitur za 400 z 2100 i wiele innych . Zdarza mi się tam oglądać rzeczy od projektantow , jak np. piękna skórzana torba Calvina Claina za 600 , ale wisiała kilka miesięcy i przecenili na 400 a potem 260 . Więc myślę , że tam głównie szuka się czegoś oryginalnego w przystępnych cenach a nie rzeczy od projektantów, bo kogo stać na japoneczki z dwoma ozdobnymi szmacianymi paseczkami Prady za 1000 ,( które zresztą ktoś kupił ) ? Jakoś nie widzialam , aby ludzie wyrywali sobie rzeczy z rąk . Uważam że warto tam zaglądać gdyż wciąż dokładają towar i często przeceniają i w przeważającej części nie jest to sieciówkowe wzornictwo . Może Tk Maxx jest dla odważnych , ktorzy nie chcą być kopią reklam , a może się mylę ?

    Odpowiedz
     
  24. Gość: kasia, c-98-197-41-73.hsd1.tx.comcast.net

    W polskim TJMaxxie nie byłam, ale w Stanach jest kuzyn- TJMaxx i mam wrażenie, że jest dużo lepiej niż w komentarzach :) Mnie najbardziej fascynuje dość rozbudowany dział kuchenny (zdecydowana większość moich kuchennych gadzetów jest tjmaxxowa ;) ), ale dział z ciuchami też mają całkiem niezły. Przede wszystkim, nie ma dzikich tłumów, więc można swobodnie pomarudzić nad wieszakami, bo niestety z mojego doświadczenia wynika, że żeby coś sensownego wyszukać trzeba spędzić tam minimum godzinę. Mam rajstopy i pończochy Prady czy innej Maxx Mary ;) kupione za symbolicznego dolara, porzadnie uszyta sukienke CK i kilka tunik i koszulek firm o których nigdy nie słyszałam, ale niezbyt mi to przeszkadza :)

    Odpowiedz
     
  25. blondynechka

    Moja „przygoda” z TK Maxx zaczęła się od opowieści znajomej, która ubierała się w TK Maxx w USA i była nim zachwycona (bo za parę dolarów można było mieć ciuchy z CK). Aktualnie mieszkam we Wrocławiu, gdzie jest TK Maxx ale sam wygląd witryny póki co mnie odstrasza przed wejściem do niego bo kojarzy się ze straszną tandetą.

    Odpowiedz
     
  26. Gość: Civetta www.civettainstyle.blogspot.com , dmc207.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Dzisiaj się wybrałam. Ogólnie byłoby okej – widziałam sporo dobrej jakości rzeczy w granicach 200 zł (niebieskie buty Stelli McCartney rozmiar 40!). Niestety jedna rzecz, która sprawia, że chcę uciekać to tłum kobiet popychających się i rzucających, z pragnieniem wyszukania jakiejś perełki. Zdecydowanie ZA DUŻO ludzi. no, ale cóż… Byłam w piątek w godzinach szczytu… może kiedyś wybiorę się w mniej standardowych godzinach i dokładniej przyjrzę się sklepowi. Narazie wolę zostać przy tradycyjnych sklepach, bądź lumpeksach.

    Odpowiedz
     
  27. Gość: Lulu, 188-222-9-170.zone13.bethere.co.uk

    Widocznie ten balagan przewija sie w kazdym sklepie, szkoda.
    Rowniez i ja na dzial z ubraniami nie zagladam, bo i scisk i rozlokowanie towaru raczej malo zachecajace. Latem wpadl mi w rece sandal (tak, tak, 1!) i mimo dlugotrwalego szukania nie moglam nigdzie znalezc drugiego do pary!
    Za to udalo mi sie kupic drobiazgow np skorzane portfele dla calej rodziny.
    Dzial „domowy”- super, ale tylko w wiekszych sklepach (zdazaja sie tez i meble!). Ladne komplety poscieli, welniane koce, wiklina, notatniki, kalendarze (np Filofax!)… Moze te rzeczy po prostu „wolniej” wychodza z mody?

    Odpowiedz
     
  28. Gość: natilezombie, aemw149.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Byłam raz w Czeladzi. Koleżanka mamy z pracy ponoć nieraz tam kupi dużo ciuchów. Za wielu marek może nie znam, jedyna, jaką kojarzyłam, to Nike. Jeśli te ciuchy (przynajmniej część, którą przeglądałam), są na wyprzedaży, to za np. 40 zł można kupić T-shirt, ale w tej samej cenie (przed przeceną) znajdziemy koszulki w innych sklepach, sieciówkach, ale tej samej jakości. Więc nie widzę sensu.
    A chwilami – mówię to szczerze, zastanawiałam się, czy nie znajduję się przypadkiem w lumpeksie, bo niektóre ciuchy tak wyglądały.
    Buty – w większości brzydkie, a jak w porządku, to bardzo niewygodne.

    Co do bałaganu to się zgodzę, ale trudno ogarnąć tego rozmiaru sklep przy sporej liczbie klientów. Problemy są nierzadko w mniejszych. Szczególnie outletach (pracowałam, dziękuję:) ).

    Odpowiedz
     
  29. Gość: Jules Massenet, 178.182.165.181.nat.umts.dynamic.eranet.pl

    Mialam sie tam jutro wybrac, ale po lekturze tego wpisu doprawionego tak jednomyslnymi komentarzami chyba sobie podaruje. Po co psuc sobie humor na reszte weekendu:)

    Odpowiedz
     
  30. metka_by_traczka

    @Harel: fakt, mam śmieszne pantofelki – no name – kupione w w TK Maxx. Po godzinie przebierania w łachach, nie mogłam przecież wyjść z pustymi rękami! no i moja Lusia dostała z stamtąd super designerską psią miskę ;-))

    Odpowiedz
     
  31. cousteau7

    Teraz jako praktyk się mogę wypowiedzieć ;-) Wczoraj byłam w TKMaxxie w centrum – najbardziej mnie dziwią te wąskie schody ruchome: czy to nie jest złamanie przepisów przeciwpożarowych? Boję się myśleć, co by się stało z tłumem na górze, gdyby wybuchł pożar…. A same rzeczy: może były ze dwie, trzy fajne torebki, ale ginęły zupełnie w tonach totalnego kiczu rodem z bazaru, w sklepie bałagan, a dookoła dziki tłum: dawno czegoś takiego w Warszawie nie widziałam :000 Po prostu przepychanki i ogólna dzicz ;OOO Dziś na łowy do outletu Vero Mody wybrałam się z siostrą do Reduty i zahaczyłyśmy o TKMaxx w Bluecity – tam był już Armageddon, dziki tłum i płaczące jak na filmach wojennych dzieci. Jak dla mnie to zdecydowanie warunki niesprzyjające konsumpcji ;D Ale owszem – jeśli chodzi płaszcze i kurtki, to można coś fajnego wyłowić. Inną rzecz outletową mogę jednak zdecydowanie polecieć: sklep Leo Lazzi w Reducie i prawie wszystko przecenione o co najmniej 50%. Całkiem genialne płaszcze z kaszmiru w niezłych cenach (300-400). I do tego zero ludzi w sklepie ;D

    Odpowiedz
     
  32. Gość: kasia, 095160098246.warszawa.vectranet.pl

    byłam dzisiaj…porażka, wielka tania mania z tandetnymi ciuchami, o co tyle szumu? gdzie te marki? zresztą, nie musi być metka aby towar był ciekawy i dobrej jakości, a tu nic… Znalazłam jeden biustonosz elle mcpherson za 130zł, dziękuję, zamawiam sobie w VictoriaSecret na przecenie.
    ogólnie bleee

    Odpowiedz
     
  33. Gość: Magda, adb10.internetdsl.tpnet.pl

    byłam niedawno w blue citi , przerażający tłum i wrzaski dzieci , spodziewałam sie trochę czegoś innego – znam tk maxxa z Anglii ale to co zobaczyłam i te ceny to inna bajka , oczywiście pewnie można coś upolować ale w takim omoku otaczających osób nie do końca się da.
    Bałagan jest ale zrobiony przez klientów. Ja osobiście wolę mały sklepik na Targowej – tez z końcówkami kolekcji – ma trochę inne firmy głównie angileskie typu monsoon , oasis i gap – które bardzo lubie – oczywiście sa tez i gorsze rzeczy tak jak i wszedzie ale jest cisza i spokój . zawsze jak coś wiecej kupuje dostaje jakiś rabacik lub mały drobiazg. co do tłumów to raczej tam nie ma i można spokojnie sobie cos wybrać chociaż trzeba poświecic trochę czasu zeby wszystko przejrzeć . Ostatnio kupiłam super żakiecik Rivera za 120 zł kurteczkę nexta za 89, są fajne sweterki kookai ok 90 zł ale nie mój rozmiar :( ,tych marek nie znalazłam jednak w tk maxxie a sa o wiele fajniejsze , myśle wiec ze ten cały tk maxx to troche za bardzo przereklamowane, ja jednak pozostane przy swoim moze nie jest to jakiś luksusowy sklep ale na mniejszej powierzchni mozna znalezc wiecej perełek niz w tk maxxie

    Odpowiedz
     
  34. Gość: kinga, ds13.uni.lodz.pl

    Byłam ostatnio w TKMAXX w Pasażu Łódzkim (trochę na uboczu – i dobrze!), tłoku zbytniego nie było, a sposób aranżacji przestrzeni sklepowej przypomniał mi amerykański Marshalls, na którym poniekąd wychowałam się jeżeli chodzi o umiejętności polowania na ubrania. Spędziłam tam dość dużo czasu, ale wyszłam z płaszczem Teda Bakera za który dałam 25 złotych (nie wnikałam, w jaki sposób ta metka się tam znalazła :))

    Odpowiedz
     
  35. Gość: victoria, 109.243.128.20*

    znam TKmaxx z UK i rzeczywiscie, to co zobaczylam w Polsce, w poznanskim TKmaxx’ie jakis rok temu to zupelnie inna historia. Po pierwsze w Anglii naprawde mozna bez wielkiego szperania kupic bielizne od CK(5 GBP), zegarek Ed Hardy z krysztalami Svarowsky (50 GBP), czy spodniczke DKNY ( za ktora zaplacilam 12 GBP). Nie mowiac juz o tym, ze czasami zdazaja sie takie parelki jak walizka podrozna LV (120 GBP ale nie mialam wtedy kasy – buuuu).
    To co zobaczylam w Poznaniu to brud, syf i malaria. Kolejny raz potwierdzilo sie moje przekonanie, ze to co tafia do Polski jest gorszej jakosci, jest to zapewne to, co nie sprzedalo sie w UK. A nawet jesli jest jakas fajna rzecz to pracownicy zaraz ja przechwyca i sprzedadza po kosmicznej cenie na Allegro czy innym e bay’u. Co z kolei potwierdza tzw polska zaradnosc, zwana inaczej kombinatorstwem.
    Jak zobaczylam w TV otwarcie warszawskiego TKmaxx to od razu wiedzialam, ze tam nie zajrze bo po prostu szkoda czasu, no i pieniedzy. Big lables, small prices sa ale nie w Polsce. Strasznie mnie irytuje ta hisoria z polskim TKmaxx’em, ale tez innymi sklepami np. River Island, w Polsce mamy wyzsze ceny (o ironio, PKB na mieszkanca duzo nizsze) i kolekcje ugrzecznione, stonowane, czesto bez polotu – krotko mowiac nie ma polowy tego co w UK.
    Za jakis czas wybieram sie do Anglii i chyba nawioze jakichs fajnych, markowych ciuszkow i je sprzedam za normalna cene. Zrobie konkurencje dla polskiego TK maxx! A co!!

    Odpowiedz
     
  36. Gość: lisa, 77-255-11-166.adsl.inetia.pl

    TK MAXX – nie do końca outlet,
    oddział sklepu w Poznaniu przypomina ciuchowy hipermatket, ciuchy stłoczone na wieszakach, pomieszane kolory, faktury, rozmiary — żeby dokładnie obejrzeć np sukienki trzeba by spędzić tam cały dzionek, potrzebowałam paru ciuchów – ale dałam za wygraną, poszłam na dodatki, ceny takie sobie, z marek jak w reklamie Big labels, była tylko sfatygowana jedwabna gawroszka Missoni, nie pokochałam jej od pierwszego wejrzenia, były też no name-y rękawiczki z bladoróżowej skórki ale za duże „L” ki, skończyłam więc na kaszmirowym szalu i rękawiczkach w kolorze czarnym, bo takiej jakości nie spotka się w naszych sieciówkach, i tyle , ogólne wrażenia – nie nastawiajmy się tam big brandy – tylko na ciuchy o bardzo dobrym składzie surowcowym (- bo zdarzają się takie) i bez „wizytówek ” made in – i tu nazwa wschodnioazjatyckiego brata

    Odpowiedz
     
  37. Gość: Adam, 77-255-65-188.adsl.inetia.pl

    Nie pasuje, nie trzeba chodzić i kupować! Mam czas na zakupy to idę i wszystko przeglądam! Kupiłem już wielokrotnie (w Czeladzi, Bielsku, Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie) różne ciekawe ciuchy, buty, zabawki dla dzieci, akcesoria dla domu! Nie jestem pracownikiem TK MAXX – od razu zaznaczam! Jak człowiek odpowiednio się nastawi, pozna te polskie sklepy to może zrobić świetne zakupy! O marce dowiedziałem się całkiem przypadkowo i robię tam zakupy od kilku miesięcy! Tutaj wypowiadają się jedynie osoby, które nie są zadowolone – mają ku temu święte prawo! Są jednak tysiące ludzi, którzy są zadowoleni i chętnie wrócą na kolejne „polowanie”. Szanuję Wasze zdanie, a więc uszanujcie moje!

    Odpowiedz
     
  38. Gość: sara, 89.100.187.12*

    ja uwielbiam tk maxx mieszkam w irlandii i czesto zagladam do niego wiekszosci ciuchów tam kupuje ale szczerze mysle ze w polsce ceny w tym sklepie nie sa dla zwykłyzh ludzi wiekszosci na nie niestac

    Odpowiedz
     
  39. Gość: Maga, 109.79.139.1*

    Ja mieszkam w Irlandii i jestem uzalezniona od Tkmaxx.Zawsze sobie cos tam wyszperam, glownie ubieram syna i meza ,zabawki jakies glupoty do kuchni.

    Odpowiedz
     
  40. Gość: LDZ, staticline16843.toya.net.pl

    A ja tam nic nie mam do tego sklepu kupiłem 2 wyczesane koszulki CK i jestem z nich bardzo zadowolony.Są wykonane z dobrej jakis materiałów i rewelacyjnie leżą co prawda cieżko coś fajnego trafić przeba mieć zmysł łowcy hehe pozdro

    Odpowiedz
     
  41. jop

    @ TO_ME „Po pierwsze: w Tesco mają lepsze ubrania.”

    100% racji w racji.

    Przeryłam kiedyś TK Maxx w Czeladzi i było to rozczarowanie dekady. Bałagan, ciuchy jak przerzucone maszyną czasu z lat 80., kompletnie nikomu nieznane marki.

    Zaś w swetrze z Tesco kupionym za 30 zł chodzę już drugi rok i nie wygląda na to, żeby wkrótce osiągnął stan kwalifikujący do wycofania z eksploatacji.

    Odpowiedz
     
  42. Gość: kraków_nie_dla_biedaków, bbm45.neoplus.adsl.tpnet.pl

    w bonarce to otwarli ,no syf totalny,kupujesz pod wpływem impulsu rzeczy z przed +- 5 SEZONÓW.
    nie ma rozmiarów,wikszosc firm nieznanych ,duzych marek zero !
    baby grzebia jednak ale tak jak w ciucholandzie,
    dziwnie tam sierdzi .spotkałem tam kumpla udawalismy ze sie nie widzimy .
    Poprostu obiciqac spotakac tam kogos znajomego.
    Aha przysiegam doznałem szoku plastkowa szklanaka 9,99zł palstikowa tacka w kwiatki po 39,99 .chyba kogos pojeba….o.Niechze sie zawiajja kite i spadaj do siebie.

    Odpowiedz
     
  43. Gość: e1234, 87-205-209-247.adsl.inetia.pl

    wydaje mi się że jedyne co jest smutne to Wy, piszące te komenatrze pełne roszczeń i pretensji (ale co się dziwić w końcu to my polacy) . Właśnie o to chodzi w tym sklepie , że nie wszytsko podane jest „na tacy” chcesz mieć fajny i tańszy ciuch znanej marki to sobie poszukaj! w tym sklepie nie ma pełnej rozmiarówki, czasem z danego towaru jest tylko jedna sztuka, ten kto chce mieć pełną niech idzie sobie do innych sieciówek Pozatym Tk maxx TO NIE OUTLET, rzeczy kotre sa tam sprzedawane są nowe i nie uszkodzone. Myśle ze ktoś kto nie jest wdrozony w funkcjonowanie ten firmy nie zrozumie na czym sprzedaż tam polega i bedzie wypisywał nieprawdziwe informacje. Jak komuś sie nie chce wyszukiwać perełek to zapraszam do sklepow z tymi samymi markami ale już za „normalną” cenę. Rzeczywiście cięzko ogarnąc taki duży sklep, ale gdyby klienci potrafili się zachować i odkładać rzeczy na swoje miejsce na pewno bałagan byłby o wiele mniejszy i załoga nie miałaby problemu z porządkowaniem go:]

    Odpowiedz
     
  44. Gość: , 77-252-230-160.ip.netia.com.pl

    Ludzie o czym Wy piszecie. Co prawda Polskie TK maxy to jest karygodne. Stosunkowo niewiele towarów, za cenę powiedzmy normalną z UK czy USA. To jest tak zwany outlet w wykonaniu Polaków. Ale cóż Polska to 3 świt. Byłem w TK w Poznaniu i Wrocławiu i nigdy więcej, ale w Londynie zawsze. Bardzo atrakcyjne ceny duży wybór. Co do marek to wszyskie marki które tam są są znane, tylko nie dla większości Polaków, bo większość z nas (WAS) zna tylko Levisa, Big Stara, D&G, może Gucci. A to jest zaledwie mały skrawek mody światowej, która jest dostępna w TK maxach. A znajdziemy tam również ciuchy bardzo znanych projektantów azjatyckich czy amerykańskich których moda do nas nie dociera

    Odpowiedz
     
  45. Gość: helena, 79.97.234.6*

    No, cóż byłam w kilku TK Maxx w Europie i nigdzie nie jest tak drogo jak w Polsce, to po pierwsze, a po drugie… nie znoszę sklepów w kórych panuje klimat ciucholandu, a tak niestety jest w sieci tych sklepów. Jednakże pozdrawiam wszystkich cierpliwych.

    Odpowiedz
     
  46. Gość: kulig, 178-36-158-144.adsl.inetia.pl

    To może ja coś dorzucę od siebie. Miałem zamiar zakupić jakieś spodnie i koszulę. Po reklamie sądziłem, że wyjdę z hilfigerem i dieselem ale przyznam, że straszna nędza. Spośród chyba miliona par spodni na wieszaku hilfigera były ze 4 z czego 3 wielkie i fason przedpotopowy a jedna bardzo fajna i za 200zł z tym że tak mała, że anorektyk by miał problem z ich dopięciem. Z dwie pary diesla i toma tailora ale fasony i kolory nędza. Na dobrą sprawę, można tam zakupić tylko majtki CK bo spodnie i koszule to wstyd się ubrać w coś takiego. Nię polecam ale mam wrażenie, że przychodzą nawet i fajne rzeczy ale sprzedawcy podstawiają ludzi od razu kupują za 200zł spodnie tommyego i puszczają na allegro za 400. Interes się kręci a jelenie chodzą w wieśniackich rzeczach będąc dymnym, że ma metkę… To do diabła w zarze 2 razy do roku jest taka wyprzedaż, że ten cały tk może du.. pocałować.

    Odpowiedz
     
  47. Gość: julia, 89-77-33-88.dynamic.chello.pl

    jakos mi tam potrafilo znalezc fajne buciki miss sixty za 200 zl. ale to bylo tylko 1 raz z tych kilku gdy bylam w tym sklepie. zrobilam duza przerwe w rok, a jutro planuje znowu zajrzec :) zobaczymy!

    Odpowiedz
     
  48. Gość: ewa, 81.219.118.17*

    uwielbiam tkmaxa w angielskim miasteczku gdzie często bywam,pobiegłam gdy otworzyli w Bydgoszczy ….czy wszystko co polskie musi być do kitu ?????? hałasliwa ,niekompetentna obsługa- przyczepiła się do metki zwracanego swetra,że w takim miejscu,milion rzeczy ma metki byle gdzie,nikt nie pilnuje rozmiarów inne ma towarze inne na metce inne na wieszaku !!! zgroza,kurz latający po sklepie,byle jakie ciuchu,zenit nadszedł gdy w bieliźnie odkryłam pospolitą markę..

    Odpowiedz
     
  49. Magda

    Ja też tam nigdy nic nie znalazłam dla siebie z ciuchów, ale wszyscy znajomi obkupili się w dużo fajnych rzeczy do domu a ja buszuję w mydłach, świecach i innych pierdołach. Można też trafić na fajną torbę, portfel, ostatnio kupiłam szalik i czapkę, których w życiu bym nie dostała w takim stosunku jakości do ceny gdzie indziej. Raczej nie jest to sklep gdzie można „się ubrać”, na pewno nie gdy nosi się duży rozmiar, ale na pewno można trafić na fajne pierdoły.

    Odpowiedz
     
  50. janina

    Uwielbiam sklep tk maxx, nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z ich polityki, w skrócie oferta off price polega na 4 kategoriach: brand (marka) fashion (moda) price (cena) i najważniejsze quality ( jakość) każdy ciuch lub akcesoria musi spełniać każdą z tych kategorii inaczej kupcy, którzy jeżdża po całym swiecie w poszukiwaniu perełek nie skupują ich od producentów. Najlepsze chyba w tej sieciówce jest fakt, że to co kupisz jest unikatowe, nie jak ciuchy w h&m w których chodzą wszyscy. Nikt nie jest ubrany jak Ty i to Ty wybierasz co jest dla Ciebie modne w tym miesiącu. Od lat ubieram sie w tk maxx i ciągle slysze pochlebne opinie na temat moich wyborów odzieżowych. Poza tym zawsze miła obsluga, bbezproblemowe zwroty i rekalamacje (ktore zawsze uwzgeldniaja z tego co zasłyszałam) no i modne marki, za pół ceny. Nie wierzysz? wejdź na oficjalną strone versace czy furele.
    Polecam wszystkim, którzy nie dali sie ponieść dreszyczkowi podczas poszukiwań ;)

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *