7

sty

Mniej znaczy więcej

W ciągu ostatnich kilku miesięcy (może nawet kilkunastu) różne niezależne od siebie sprawy doprowadziły mnie do zaskakujących wniosków. Zaskakujących, bo jak osoba po uszy zakochana w modzie mogłaby nawet pomyśleć o przystopowaniu (lub nawet gorzej: zaniechaniu!) odzieżowych zakupów???
Nie będę tu dorabiać filozofii, głównie chodziło o za małą szafę i za dużo ciuchów. Ale choć pozbywałam się ich na bieżąco, miejsca w szafie nie przybywało. W zeszłym roku trafiłam na kilka skrajnie brutalnych pomysłów. The Uniform Project zakładał noszenie jednej sukienki (na szczęście w siedmiu egzemplarzach) przez cały rok. The Great American Apparel Diet, Fashion Rehab, Free Fashion Challenge skupiają osoby, które dzielnie postanowiły zarzucić odzieżowe zakupy na całe 365 dni. Choć mogłoby to być interesujące wyzwanie, stwierdziłam, że nie będę popadać w skrajności. Zdecydowałam, że słowo „umiar” (bez cudzysłowu, oczywiście) będzie tu idealne. I mniej więcej w tym samym czasie trafiłam na polskie blogi poświęcone nie tylko ograniczaniu ciuchowych zakupów, lecz także ogólnemu „obrastaniu w rzeczy”.
Minimalistka i Efekt Halo inspirują i motywują do zmian. A początek roku jest na takie zmiany idealny. Na razie segreguję i sortuję, oddaję i sprzedaję. I z zachwytem obserwuję pierwsze odsłony wiosennych kolekcji, choć na obserwacji planuję zakończyć. W tym roku prawdopodobnie nie spotkacie mnie obleczonej od stóp do głów w najnowsze trendy. Chyba że znajdę odpowiednie ciuchy na dnie szafy (co nie jest wykluczone :)). Jeśli kupować, to tylko to, co wytrzyma dłużej niż jeden sezon. W każdym znaczeniu tego zdania.

16 myśli nt. „Mniej znaczy więcej

Dodaj komentarz
  1. Gość: k, 108-185.echostar.pl

    Kupować można,ale z głową. Wiadomo, że kiedy widzi się tyle pięknych rzeczy..ach, bywa ciężko. Moim pomysłem na przetrwanie sezonu przecen (który niestety kusi,oj kusi..) jest zasada : wyrzucam część rzeczy z szafy (Tych, których już na pewno nie chcę w niej widzieć) i kupuję nowe za takie pieniądze,za jakie uda mi się sprzedać moje stare zdobycze. 100 zł na wyprzedażach może okazać się majątkiem, a pomysł wydaje mi się całkiem rozsądny ;)

    Odpowiedz
     
  2. asiawoodstock

    To jest oczywiste, że nie da się nie kupować nic – przyjdzie moment, że zabraknie nam bielizny czy rajstop ;) Również postanowiłam ograniczyć się w tym roku z zakupami. Jeśli chodzi o odzież – żadnych szalonych rzeczy na jeden sezon, które znudzą się zanim jeszcze owy sezon się skończy. W 2011 zamierzam nabyć: porządny zegarek i uniwersalną torebkę + rzeczy typu basic, które z powodu dużej częstotliwości użytkowania, szybko się niszczą.
    Życzę Tobie – Harel, sobie i innym pasjonatkom mody – więcej rozwagi i przemyślanych zakupów.

    Odpowiedz
     
  3. katasia_k

    Jako osoba, ktora zawsze wolala kupic jeden klasyczny ciuch niz dziesiec szmatek z H&M, podpisuje sie obiema rekami pod tak rozumianym postulatem umiaru :)

    Odpowiedz
     
  4. jagnesjag

    Dołączam sie i ja! Jak na razie od listopada udaje mi się nie kupować głupot, wyprzedaże już nie mamią jak kiedyś, jeśli kupować to mądrze, klasycznie i głową. Wytrwałości życzę sobie i Wam w tym nowym roku i dobrego oka oczywiście:)

    Odpowiedz
     
  5. Gość: veronica_fraticelli, 193.201.18.15*

    i ja mam swój sposób na ograniczenie zkupów- kupować tylko przez internet i w lumpeksach. pierwsze, bo jednak często można trafić okazyjnie i oryginalnie, poza tym można się 2 razy zastanowić, zanim podliczy się koszty wysyłk, czas oczekiwania itp. Niestety, w dobie paypala i kart kredytowych też nieco niesprzyja wtsrzemięźliwości.
    drugie też nieco zwodnicze, bo łatwo nakupić tanio i dużo, ale ja już wyszłam z tego okresu i teraz wybieram tylko pojedyńcze sztuki za bezcen.
    Zastanawiałam się nad calkowitym zawieszeniem zakupów, ale to dla mnie jednak niemożliwe. za to z chęcią pozbędę się swoich ciuchów na rozmaitych swapach, allegro itp.

    Odpowiedz
     
  6. pozyczkiecke

    Brawo i powodzenia! W wyniku mojego odwyku w zeszłym roku otworzyłam wypożyczalnię sukienek http://www.pozyczkiecke.blox.pl, gdzie można przyjśc pożyczyc co się chce i oddać. Nie zawala szafy, nie rujnuje portfela, nie trzeba prac (oddaje się nieuprane). A poza tym chyba z pięćset razy zawsze jak coś mi się podobało: obejrzałam, obmacałam, powiedziałam sobie „ale ładne” i szłam dalej. Nie zawsze bez bólu…

    Odpowiedz
     
  7. ajka74

    Harel, miło mi, że mój blog posłużył za motywację do zmian. Ciekawa jestem rezultatów, mam nadzieję, że będziesz od czasu do czasu relacjonować? Pozdrawiam serdecznie, Ajka Minimalistka :)

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *