29

sty

„A co oni umią, ci młodzi wilcy?”

To dopiero… Ledwo się towarzystwo zdążyło rozpanoszyć, a już jest porównywane do epidemii groźnego wirusa. Dziś przeczytałam bardzo ciekawy wpis na blogu redaktor naczelnej włoskiego Vogue’a, Franki Sozzani (Blog del Direttore – najlepsza nazwa, jaką spotkałam w życiu). W skrócie, porównuje ona cały blogowy ruch modowy do trendu, który w pewnym momencie robi się popularny nie do zniesienia, by potem kompletnie przeminąć. Kwestionuje wiedzę blogerów na temat mody, nie za bardzo rozumie sens zapraszania ich na pokazy.

„A co oni umią, ci młodzi wilcy?”- tak mi się to wszystko skojarzyło ze słynnym cytatem z „Kilera”. No i postanowiłam wypowiedzieć się jako blogerka, ale też jako wieloletnia obserwatorka blogosfery.

Każdy kij ma dwa końce. Są blogerzy, którym absolutnie się należy miejsce na pokazach. Czy w pierwszym rzędzie? To może dosłownie kilku osobom z całego świata. Na pewno powinna być wśród nich Susie Bubble.
Są też niestety, jak ich nazywam, „tandeciarze”. O modzie mają nikłe pojęcie, lecz sami uważają inaczej. Łapią chwilę, łapią okazję, wciągają w marketingowy wir artykułów sponsorowanych, kodów promocyjnych, konkursów i reklam bez żadnego umiaru. I chwytają się każdej możliwości autopromocji, nawet jeżeli miałyby to być zdjęcia z pokazu najnowszej kolekcji majtek dla butiku Pewex, na których dumnie prężą pierś w towarzystwie gwiazd piątej kategorii. I robią tym więcej szkody niż pożytku, podsycając stereotyp blogera dążącego za wszelką cenę do wypromowania samego siebie (napisała Harel, siedząc przy komputerze w swoich pięknych „levisach” ;)).

Z pewnością blogi są niezłym medium dla wielu firm (zwłaszcza odzieżowych). Kto by nie chciał darmowej reklamy na stronie oglądanej przez tysiące par oczu dziennie? Czyż nie opłaca się przesłać informacji prasowych do blogera spragnionego wieści ze świata mody, niż dobijać się bezskutecznie do wielkiego miesięcznika? Ale, choć moda schodzi do internetu i coraz częściej stara się bratać z jego użytkownikami (spójrzmy, ile firm czy magazynów modowych ma swoją stronę na Facebooku czy blog, ile zniża się do poziomu bliskiego zeru, podejmując dyskusję z zachwyconymi tym faktem anonimami), świat blogów wciąż jest maleńki i hermetyczny (czy ja tego niedawno nie pisałam?).

Ze dwa miesiące temu pochwaliłam się dawno niewidzianemu znajomemu artykułem w Elle, w którym miałam przyjemność wystąpić. On popatrzył, przeczytał o tych wygodnych butach i męskich koszulach, które lubię, po czym spytał: „Ale co to właściwie jest ten blog?”.

Więc być może „ci młodzi wilcy” coś tam już „umią”, ale odrobina pokory nikomu nie zaszkodzi :).

A tutaj i tutaj znajdziemy wypowiedzi tych, którzy zdecydowali się porzucić pokorę i odważniej polemizować z Sozzani.


P.S. (30.01.2011) Nie sądziłam, że mój tekst może być tak zrozumiany, ale cóż, widocznie każdy widzi to, co chce widzieć. Ja tu nie krytykuję reklam na blogach. Nie krytykuję konkretnych blogerów. Nie rozumiem też za bardzo odgadywania, kogo miałam na myśli. Nie o to chodzi!
Tak jak napisałam w komentarzu pod spodem. Nie widzę nic złego w komercji na blogu, pod warunkiem, że jest ona stosowana z umiarem.
Na szczęście większość z Was dobrze odczytała, że chodzi o tekst pani Sozzani, a nie osobiste wycieczki do sama nie wiem kogo. A jeśli ktoś się poczuł urażony, może powinien sam siebie zapytać, dlaczego?

35 myśli nt. „„A co oni umią, ci młodzi wilcy?”

Dodaj komentarz
  1. Gość: , aanu61.neoplus.adsl.tpnet.pl

    A ja jestem ciekawa kogo widzisz po drugiej stronie tego kija. Jako osoba taktowna pewnie nie napiszesz.

    Odpowiedz
     
  2. Gość: M., 77.236.24.*

    Internet daje duże pole do popisu,dzięki nim kazdy moze pochwalic sie soba,swoim dzielem. Oczywiscie to prowadzi do milionów beznadziejnych stron czy blogow,ale jakie one maja znaczenie tak naprawde? Licza sie swietne strony, dzieki blogom osoby kompletnie nieznane moga spełniać sie w tym czym sa najlepsze bez znajmosci i sieci kontaktow. Wkurza mnie stanowisko Sozzani,jakby bronienie sie rekami i nogami przed naplywem nowej krwi. skoro mlodzi potrafia byc swietnymi stylistami,lepszymi od znanych i doswiadczonych dlaczego nie mieliby zajac ich miejsca?wydaje i sie,ze powinni a pani redaktor obawia sie utraty kontroli nad swiatem mody przez stare wygi.

    Odpowiedz
     
  3. harel

    @aanu61: akurat Charlize Mystery według mnie wnosi więcej dobrego niż złego do polskiej blogosfery. Jej blog jest na poziomie, ilustrowany fajnymi zdjęciami. Sama autorka też budzi pozytywne emocje. Dopóki jest równowaga, nie widzę nic złego w odrobinie komercji. Powtarzam: dopóki jest równowaga.
    Ale masz rację, konkretnych blogów nie wymienię – m.in. dlatego, że nie o nie tu chodzi.

    Odpowiedz
     
  4. anio_i_takie_tam

    Uwielbiam Twój blog za takie artykuły. Ciekawe, dające do myślenia, bez jednoznacznej, jedynej słusznej odpowiedzi.
    Z jednej strony pamiętam szybsze bicie serca gdy pierwszy raz weszłam na hel looks, moją pewność, że miejsce mody jest na ulicach i w takim wydaniu powinna być wzięta pod uwagę. Z drugiej obecność „oddolnej” mody na (jakichkolwiek) salonach chyba trochę ją zabija, w pewnym momencie przestałam czytać relacje z showroomów i wywiady z szafiarkami. Coś co kiedyś oceniłabym hurra pozytywnie teraz po prostu mi się znudziło.

    Odpowiedz
     
  5. frenja

    Nie da się ukryć, że blogerki zaproszone od czasu do czasu na jakiś pokaz, zachłystują się tym, jakby były celebrytkami siedzącymi w pierwszych rzędach.
    Zakładając blog niczego nie bałam się bardziej niż tego, że przez bardziej doświadczone w tym temacie osoby będę postrzegana jako zadzierająca nosa mądralińska o znikomej wiedzy. Z resztą ten strach nie minął mi do dziś.

    Odpowiedz
     
  6. Gość: aife, aebw61.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Nie ma sensu naznaczanie bloggerek, bo jeśli obserwator na głowę na karku, to przecież sam oceni, kto co wnosi lub czym odstrasza. Ludzie popadają w skrajności, zarówno niektórzy bloggerzy jak i sami czytelnicy, ale nie o tym tu mowa.

    Bardzo dobre przedstawienie tematu, mi osobiście nie podoba mi się stanowisko redaktorki i jak ktoś to już ładnie ujął, to chyba strach przed świeżą krwią, a może po prostu strach przed przyznaniem się do tego, że tak długo wypracowywana pozycja i wiedza może być podważona przez młodsze pokolenie (co moim zdaniem nie ma sensu, bo bloggerzy to bloggerzy, a redaktorka vogue, to redaktorka vogue).

    Odpowiedz
     
  7. weronikaa89

    Na pierwszy rzut oka przeraziło mnie słowo „umią” i dopiero po chwili zauważyłam, że to cytat :).
    Zastanawiam się, czy żeby pisać o ubraniach trzeba się znać na modzie? Jeśli komuś podoba się torebka, a nie wie kto ją zaprojektował ani co było inspiracją, to nie może napisać, że ma ładną klamrę i dobrze się nosi? Czasami trochę przeraża mnie, z jaką powagą ludzie podchodzą do ubrań, tak jak rzeczona redaktor naczelna.
    A co do reklam na blogu to wg mnie mogą być jeśli swą częstotliwością nie przeważają liczby normalnych wpisów. Zarabianie na własnej pasji nie jest złe. A chyba sporo ludzi tak myśli.

    Odpowiedz
     
  8. Gość: laepxpress, user-12lde1o.cable.mindspring.com

    „problem” globalny wygląda troche inaczej niż nasz lokalny, Polski. globalnie — La Direttore jest istotnie nieco naiwna zarzucając naiwność blogerom, jest bowiem w sieci wiele blogów które nie dośc że informują o tym co na strony Vogue dostać sie nie ma szans (niezależne, małe „domki mody”, trendy których nie zdązyli wyznaczyć uznani redaktorzy, bo ulica usankcjonowała je zanim jeszcze je zauważyli, tańsze marki, którymi uznani redaktorzy nie brudzą sobie rączek) to ich autorzy są nieźle oczytani i ich język nie rani serca bardziej wymagającym czytelnikom. Te blogi rzeczywiście (jak słusznie zauważa ekipa Refinery29) mają znacznie większy wpływ na sprzedaż mody niż Vogue czy inny Bazaar.

    W Polsce ten globalnie raczej wyimaginowany problem (brak kompetencji i wpływu na rynek mody) pozostaje wyimaginowany tylko w części (braku wpływu na rynek mody naszym rodzimym blogom nie można zarzucić, smutne tylko, że najbardziej chodliwym towarem staja się ciuhcy które miały okazje powisieć w szafach popularnych blogerek /allegro/, nawet jeżeli już w momencie zakupu w skeie były niemal bezwartościowe /HM/). Problem braku kompetencji jest jak najbardziej obecny (nieliczne wyjątki jak blogi Harel czy Bananablog, może jeszcze kiełkujące projekty Ultra Żurnal i Looksfery iestety tylko potwierdzają regułę), kompetencja językowa za to jest w przypadku większości blogów wręcz bolesnie nieobecna (tak, wiem, wyjątki, dlaczego tylko 4?). Próżność i brak własnego punktu widzenia, oczytanie ogromne, za to ograniczające sie do innych blogów typu „personal style”, epidemiczna wręcz ślepota ta wszawą jakość prezentowanych na blogach ciuchów, nieznajomość języka angielskiego przy jednoczesnym parciu na rynek międzynarodowy (mówe tu o „tłumaczeniach”, które często pojawiają sie jako „tekst oryginalny” czyli w pierwszej kolejności, dopiero potem następuje wersja polska) — to diagnoza jaką wystawiłabym większości blogów szafiarskich ( bo tak się fajnie w Polsce nazywają personal style blogs).

    Ponieważ poważne blogowanie to forma dziennikarstwa (czyli żonglerka słowem), proszę, przestańmy traktować jak wyrocznie tych , którzy (moim zdaniem) nie powinni dostać nawet świadectwa maturalnego (oh, o ile w ogóle osiągnęli juz wiek maturalny, tak, oczywiście, wyjątki są i potwierdzają regułę). zgoda?

    Odpowiedz
     
  9. Gość: bonnie, 87-206-25-8.dynamic.chello.pl

    Jako osoba okazjonalnie blogująca, umarłabym z radości gdyby mnie ktoś zaprosił na fajny pokaz – w mniejszy lub większy sposób doceniając, lub wskazując na „użyteczność” mojego bloga. Nie dziwię się więc tym wszystkim bloggerom, którzy się „całym tym zgiełkiem” „zachłystują”. Oni, i ja razem z nimi, jesteśmy dzieciakami, którzy szukają swojej drogi w wielkim modowym świecie. Oznacza to, że często jeszcze wiele nie wiemy. Zapewniam Was jednak, że uczę się i wiem coraz więcej.
    Dodam jeszcze na koniec, że modowe środowisko jest kolejną popkulturową elitą, zupełnie jak środowisko filmowe, teatralne, artystyczne w szerokim pojęciu. Nie ma się więc czemu dziwić, że coraz więcej osób do niego ciągnie.

    Odpowiedz
     
  10. zielona-karuzela

    Czy czuje się wyrocznią/znawcą? W życiu! Zresztą powtarzam to do pierwszego wpisu. Jestem laikiem. Pisze bo sprawia mi to przyjemność. Nigdy nie twierdziłam, że w kwestii mody zjadłam wszelkie rozumy. Myślę że da sie w moich postach wyczuć moja pokorę w tej sprawie. Nigdy nie uważałam, by moje wpisy miały jakąś wielką wartość ale czy to odbiera mi prawo do pisania? Nie byłam, nie jestem i podejrzewam że nigdy nie będę szczególnie orginalna zarówno w kwesti ubioru w rzeczywistości jak i treści postów na moim blogu. Co więcej mój styl nazwałbym banalnie nudnym i prostym. Od początku prowadzenie bloga miało stanowić dla mnie rozrywkę. Moment w którym przestanie pełnić taką funkcję bedzie jego końcem. Nie planowałam i nie planuję kariery w szeroko pojętym świecie mody.

    Co do szafiarek. Da się zauważyć zjawisko promowania częśći szafiarek. Tylko z drugiej strony co w tym złego? Wbrew pozorom ich wpływ nie jest aż tak duży. I szczerze wątpie by w Polsce stał się kiedyś znaczący. Czy część z nich ma tzw.”parcie na szkło” ? Z zachowań niektórych da się wyciągnąć takie wnioski. I ponawiam pytanie czy to coś złego? Jeżeli chcą to ich sprawa. Osobiście nie rozumiem takich zachowań ale nie mam też zamiaru ich potępiać.

    Co do reklam – przyznam ze takie propozycje w jakiś spoób działąją na moją próżność. Ale jak możan zuważyc po moim blogu – odmawiam. Popieram akcje takie jak np. swap, ale już nie bawię się w reklamowanie np. szamponów czy sklepów. Nie wynika to z mojej awersji ale ze zwykłego lenistwa :P Nie chce mi się później bawić w rozliczanie tego.

    I uwielbiam Cię :) To tak na marginesie :)

    Odpowiedz
     
  11. Gość: Alicja, 178.73.49.13*

    W dzisiejszym świecie, czy to modowym, czy tym zupełnie zwykłym, wpływu Internetu nie ma co negować. A zresztą, co tu dużo mówić, pani redaktor naczelna sama go potwierdziła, krytykując blogi na… blogu:)

    Odpowiedz
     
  12. Gość: styloholiczka, 89-79-254-79.dynamic.chello.pl

    Nie wiem czy potrafię się z taką opinią (Sozzani o bloggerach) zgodzić. Tzn blogi które czytam a są wśród nich najpopularniejsze w Polsce raczej nie próbują być wyrocznią w sprawach mody bardziej pokazują indywidualny styl autorki. Zresztą ja sama też prowadzę bloga (nie ma on wprawdzie kilka tysiecy odwiedzin dziennie ale sa tacy ktorzy czytaja) i tez nigdy nie mialam ambicji uczyc ludzi jak powinni sie ubierac. Po prostu jak sobie cos ladnego kupie albo ubiore sie i mi sie podoba to chce sie „pochwalic” i raczej taki jest motyw (podobnie z moimi projektami z SAPU ktore tam wklejam). Podsumowujac – w polskiej blogosferze chyba nie mialam szczescia trafic na takie blogi (choc na blogi z lanserskimi wpisami o pokazach Zienia owszem).

    Odpowiedz
     
  13. joankb

    Namówiona kiedyś przez koleżanki zmusiłam się do przejrzenia kilku blogów.
    I co znalazłam? Nadęcie… Głównie. Zwykłe ciuchy, ze zwykłych sieciówek, bluzka ze spódnicą, top ze spodniami, sukienka – określone jako „stylizacje”. Tak, jakby było w nich coś innego niż na co dzień, na ulicy, w pracy, na koleżeńskim spotkaniu.
    Lubię blogi, lubię ludzi z pasją, inne światy niż mój.
    Te modowe są po prostu nudne.

    Odpowiedz
     
  14. Gość: pelka, nat.milczanska.net

    Do LAEXPRESS: zanim zaczniesz krytykować innych, przyjrzyj się swoim tekstom, bo tej „kompetencji językowej” chyba ci brakuje. Kwiecisty język nie ukryje błędów ortograficznych i interpunkcyjnych.

    Odpowiedz
     
  15. Gość: ewakosz, 178.73.63.22*

    blogi modowe polskie – w gruncie rzeczy istnieja dla mnie tylko dwa – harel i banana – i do nich zagladam regularnie, lubie i cenie :). no i to tyle.
    mialkosc tego, co mozna ogladac/czytac na wielu blogach szafiarskich juz od jakiegos czasu jest zauwazalna – przynajmniej dla mnie. w wiekszosci te, ktore chca uchodzic za opiniotworcze, nie sa takimi dla mnie. a brak pokory – coz…
    widac jednak, ze wplywu internetu na opinie nie mozna lekcewazyc. jesli ktos ma cos do powiedzenia, trzyma sie to kupy – to ludzie klikaja i czytaja. i informacje rozchodza sie w nieporownywalnie szybszy sposob.

    Odpowiedz
     
  16. jagnesjag

    Hmm…Harel pisała w sierpniu o projekcie Fashion People, z tego co pamiętam – zajrzyj do archiwum. A co do Scozzani: sam problem wydaje mi się nieco nad wyraz. Czy naprawdę czuje się tak zagrożona swoją pozycją w Vogue, który wyrocznią modową nie jest już od dość dawna, że musi atakować ducha winnych blogerów? Czy warto w ogóle sie tym interesować, przejmować? A jeśli ktoś chce pisać bloga, tak czy siak zrobi to – ot, taki minus internetu.

    Odpowiedz
     
  17. harel

    @M: no właśnie – jakby nie mogli istnieć obok siebie blogi i magazyny o modzie – nie szkodząc sobie wzajemnie, lecz inspirując się i może czasem zdrowo rywalizując…

    @anio_i_takie_tam: dziękuję, bardzo mi miło to czytać.

    @frenja: myślę, że jak blog/bloger ma klasę, to się obroni. Mimo obaw warto realizować swoje pasje.

    @aife: dokładnie tak: nie ma sensu. Ale najwyraźniej niektórzy poczuli tu łatwy kąsek do dyskusji niekoniecznie na temat.

    @weronika89: umiar i równowaga. I można pisać o czym się chce :).

    @laespress: no właśnie – Vogue sobie, blogerzy sobie. Każdy robi coś innego, każdy się spełnia w różnych aspektach tej samej dziedziny. Ja kiedyś znacznie chętniej krytykowałam magazyny modowe – dopóki nie zorientowałam się, jak wygląda praca nad każdym numerem. Wtedy nabrałam sporo respektu.
    Co do blogów, chętnie zaglądam na nieco więcej niż dwa wymienione. Niestety często znajduję na nich dokładnie to samo, co w skrzynce mailowej. Informacje prasowe hurtowo wysyłane do wszystkich. Nawet jeśli każdy pisze coś od siebie, taki hurt mnie nudzi. A wiadomo, trudno się przecież między sobą umawiać, kto co i kiedy opublikuje.
    No ale tymczasem kończę, bo niepostrzeżenie zmieniłam temat :).

    @bonnie: bo to jest fajne. Miłe. Dużo zależy od tego, jak się potem to przedstawi. Można zrobić to z klasą, a można z krzywdą dla samego siebie.

    @zielona_karuzela: bo czyż jest coś piękniejszego niż przyjemność z samego prowadzenia bloga? :)

    @Alicja: pozwolę sobie po angielsku: good point! :)

    @kelly: i to jest bardzo dobry pomysł!

    @joankb: każdemu podoba się coś innego. Blogów modowych (i szafiarskich) jest coraz więcej i czasem trudno się w nich połapać. Ale na przykład ja wciąż znajduję coś nowego, inspirującego. Staram się to dodać do linków od razu, zanim zapomnę. Bo niestety w tym ogromie bardzo łatwo przeoczyć prawdziwe perły.

    @pelka: laexpress przepraszała za literówki. Każdemu może się zdarzyć, zwłaszcza w komentarzu, którego potem nie można poprawić.

    @ewakosz: określanie własnego bloga mianem opiniotwórczego od razu go dla mnie przekreśla. Tak jak nazywanie samego siebie autorytetem :).

    @annapiaggi: o, dzięki za link. Nie wiedziałam!

    @laexpress: jak nie, jak tak? :)
    harel.blox.pl/2010/08/Fashion-People.html

    Odpowiedz
     
  18. Gość: przyssawka, staticline57092.toya.net.pl

    „umią”???
    Chyba umieją…
    No cóż…polska ortografia jest trudna…

    Odpowiedz
     
  19. Gość: hh, host-89-167-76-6.nplay.net.pl

    to jakiś paradoks. wróblewska pisze o niekompetencji blogerów, o ich płytkości, zadufaniu w sobie.. a kogo wybrała do albumu, no kogo ;/

    Odpowiedz
     
  20. Gość: pat, 118.4.103-84.rev.gaoland.net

    Bardzo podobaja mi się Twoje artykuły.
    Piękny temat do dyskusji.
    Kiedyś pokazy i moda były takie zamknięte , tylko dla mocno wyselekcjonowanych gości…
    Nadeszły zmiany , szybkość przepływu informacji jest niesamowita i teraz nie musimy już nic podglądać przez „dziurke od klucza” ;) i może dlatego to taki drażliwy temat dla Direttore ?

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
     
  21. erill

    Czytałam ten artykuł. Przyznaję, że trudno go zanegować w całości. Mimo tego, że przebija się w nim ludzka mocno postawa „nie lubię zmian, bo one zmieniają to co znam a czego nie znam napawa mnie niepewnością”, to jest wiele niestety trafionych stwierdzeń które również i Ty zauważasz.
    Jakkolwiek wydaje mi się, iż to zjawisko nie dotyczy tylko blogów szafiarskich. Niestety dotyczy ono sporego procentu tej dziedziny gdzie człowiek coś „tworzy”, że się tak wyrażę. Chodzi mi głównie o sam poziom, poczucie autorów na temat ich nieomylności tudzież wspaniałości, oraz koło wzajemnej adoracji wokoło takiego człowieka które powstaje by pławić się w odrobinie blasku sławy. Obserwuję to głównie w swoim środkowisku zawodowym gdzie miałkość, tandenta ukazywana jest jako wyższy poziom ekskluzywności, osoby poprawne w tym co robią kreują swój wizerunek próbując z siebie wytworzyć DaVinci’ego danej dziedziny podczas gdy w ich pracach trudno doszukać się polotu, mimo, że warsztatu nie można odmówić.
    Żałuję tego, że takie zjawiska tj. kreujące się, znajdujące poklask w tłumie sprawiają, że bardzo trudno znaleźć coś wartościowego, coś niebanalnego, coś oryginalnego. Kogoś kto jest pasjonatem, kogoś kto nie robi czegoś by udowodnić ludziom, że jest wspaniały.. Przy czym jeszcze dochodzi do tego bardzo nieelegancka nachalność sprzedawnia swojej osoby która mnie osobiście jeszcze bardziej zraża…
    Wspaniałość.. posłuch.. autorytet.. buduje się postawą w której jest pokora o której piszesz, w której nie ma próżności „już wszystko wiem”, w której jest otwartość i radość z każdego kto ten kawałek przestrzeni doceni.
    Czasm żałuję, że jest tak wiele banalności i miałkości w necie innym razem zaś myślę, że w tym towarzystwie rzeczy wyjatkowe i warte zapoznania jeszcze bardziej się wyróżniają.

    btw. Też prowadzę bloga. Nawet dwa razy byłam na pokazach. Przyznaję. Ale tez nie ukrywam, że chciałam wiedzieć jak to jest być z drugiej strony.. by przekonać się, że wolę tą którą znałam dobrze przez lata ;)
    Nie należę do osób podążających za trendami i daleko mi do poczucia, że wiem coś o modzie (właściwie wiem o niej bardzo niewiele mimo styczności z nią przez wiele lat pracy). Mój blog jest jednym z tych które określam jako „a dzisiaj wyglądałam tak”, bardziej lookbook, okraszony etymologią danego ciucha. Nigdy nie aspirowałam do tego by o modzie jako takiej pisać, przyjemność sprawia mi prowadzenia bloga w takim kształcie jakim jest i cieszę się z każdego czytelnika który ma ochotę zobaczyć „co u mnie” :)

    Odpowiedz
     
  22. harel

    @hh: Dorota Wróblewska nie pisze przecież o wszystkich blogerach. Tak jak prawdopodobnie i pani Sozzani nie miała na myśli wszystkich. W pewnych stwierdzeniach jest trochę racji, jest i trochę przesady – zwłaszcza gdy wszystkich się zbierze do jednej przegródki.

    @pat: może być. Coś ekskluzywnego staje się dostępne dla coraz szerszej publiczności. Direttore mogłaby być w takiej sytuacji wkurzona nie tylko na blogerów, ale również na różnorakie gwiazdki, które o modzie nie wiedzą zbyt wiele, ale pokaz się bez nich zacząć nie może.

    @erill: tak się cudnie złożyło, że dziś rano Twoje słowa podniosły mnie na duchu w całkiem innym temacie niż blogi. Wszystkiego jest za dużo, a „nieomylnych” artystów zwłaszcza ;).
    Sama kiedyś prowadziłam blog, na którym właśnie pokazywałam, co mam na sobie i żadna wyższa idea mi nie przyświecała. Gdy przestawało mi to sprawiać przyjemność, po prostu go zamknęłam.
    Traktowanie bloga jako szczebla w karierze nie jest niczym złym. Dopóki ten blog sam w sobie coś mówi, a nie tylko: „mam parcie na sławę”. Coś czuję, że właśnie któryś z podobnych blogów tak wkurzył La Direttore ;).

    Odpowiedz
     
  23. erill

    No proszę cóż za zbieg okoliczności ;)
    Nieomylność jest najgorszą cechą jak mam nieszczęście spotykać w swojej pracy. łączy się z nia kilka innych cech oraz pewien sposób bycia który określam mianem „panoszenia się”.

    I akurat o takich blogach o których wspominasz ja myślę bardzo podobnie, bo własnie przypominają mi to z czym stykam się na codzień.
    „Nie mam co pokazać ale umiem się kreować więc inni muszą się na mnie poznać” ;)
    Często i owszem.. poznają się.. Tyle, że człowiek taki nie pojmuje, że brak dalszego zainteresowania wynika z antypatii do jego osoby, zaś krytykę tłumaczy wszem i wobec iż ludzie się „nie znają” ;)
    I to jest przypadek autentyczny.

    Odpowiedz
     
  24. Gość: magda, 078088202180.walbrzych.vectranet.pl

    od niedawna czytam blogi, których adresy znajduję gdzieś w prasie modowej i bardzo się cieszę i inspiruję czy jest więcej tekstu czy tylko fotki czy mieszany czy pokazuje wielka modę czy małą- zawsze inspiruje, bawi, zachwyca, choćby dzisiejsze zdjęcia z pokazy Juan Paul Gultier ( może zła pisownia) ale wiadomo o co chodzi, pozdrawiam

    Odpowiedz
     
  25. Gość: metka_by_traczka, afcj222.neoplus.adsl.tpnet.pl

    wielkie mi mecyje. Pani Graziella w obawie przed nadchodzącym (co widać na zdjęciu) wiekiem emerytalnym okopuje się jak może i strzela w bloggerów. Bo kto wie, czy za kilka lat właśnie jakas wybitna bloggerka modowa nie zajmie jej miejsca?

    Odpowiedz
     
  26. katasia_k

    Bedzie troche nie na temat, ale zauwazylam ostatnio, czytajac blogi znanych dziennikarzy prasowych, jak bardzo daje im sie we znaki brak redaktora i korekty, kiedy, zdani tylko na siebie, umieszczaja swoje teksty w internecie. (Dobrzy) blogerzy sami sobie sa dziennikarzem, redaktorem i korekta i tworza mimo wszystko solidnie skonstruowane teksty bez bledow ortograficznych. Ot, ciekawostka.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *