Miesięczne archiwum: Kwiecień 2011

26

kwi

La Mania

Po wiosennym pokazie młodziutkiej polskiej marki La Mania pojawiło się sporo głosów, że poprzednia kolekcja była lepsza: wyrazista, stonowana, uniwersalna. Jednak gdy oglądam zdjęcia z wiosennej kampanii, nie odczuwam aż tak wielkiej różnicy. To na plus, rzecz jasna. Po raz drugi widzę bowiem to, czego wciąż wśród polskich ubrań mało. Coś pomiędzy totalnie nowatorskimi wizjami projektanta (do których czasem trzeba się przyzwyczajać parę lat) a zgodnością z najważniejszymi trendami (które z kolei strasznie szybko się nudzą). Plus dobra jakość, co, jak przypuszczam, mocno podbija cenę (choć czy musi aż tak bardzo? Ale o tym za chwilę). Mam nieodparte wrażenie, że te ubrania bardzo długo pozostaną młode. Nie widać po nich konkretnego sezonu (nie licząc przypadkowej, jak sądzę, zbieżności pewnego modelu z bardzo popularną propozycją Zary – jedna i druga opcja wyeksploatowana została na tzw. salonach do granic ludzkiej wytrzymałości). Poszczególne elementy pasują do siebie w różnych konfiguracjach, co z kolei kusi, by garderobę na bazie La Manii budować.
Jedyne, czego mimo wszystko nie rozumiem, to wspomniane wyżej ceny. Za równowartość sukienki La Mania mogłabym kupić sukienkę w zbliżonym stylu od Vivienne Westwood, Diane von Furstenberg, Miu Miu czy Rolanda Moureta (którego sukienki są już ikoniczne, że tak się wyrażę). Podsumowując, dzieła projektantów światowych, którzy mają za sobą znacznie więcej niż dwa sezony. Więc gdybym stanęła przed wyborem, nie jestem pewna, czy postąpiłabym patriotycznie :).











Zdjęcia: La Mania

25

kwi

Prezent!

Dziś odrobinę o miłych skutkach ubocznych prowadzenia bloga. Moment przed świętami w skrzynce pocztowej znalazłam prezent z galerii Ludowo Mi: torbę autorstwa Małgorzaty Barcikowskiej. Czy muszę pisać, jaką sprawiła mi radość? Przypomina trochę dzieła Sonii Rykiel – ten ogromny kwiat już z daleka zwraca na siebie uwagę. Bluzka w marynarskie paski, beret, szerokie spodnie i można udawać, że jest się w Paryżu ;).







Zdjęcia: Harel

P.S. Jedyne, co bym zmieniła, to sposób prezentacji toreb na zdjęciach w galerii. Nie oddają one nawet połowy uroku prac artystki.

23

kwi

Ek Thongprasert i Noon Passama

On projektuje ubrania. Ona biżuterię. W 2008 roku połączyli swoje siły i tak zaczęły powstawać wspólne kolekcje. Ek Thongprasert uwielbia origami i żywe kolory. Noon Passama zafascynowana jest formami tradycyjnymi w nowoczesnym wykonaniu. Po raz pierwszy zetknęłam się z ich dziełem na blogu Park & Cube. Pierwsze skojarzenie: Lanvin. A jednak nie. Alber Elbaz (lub osoba odpowiedzialna za departament biżuteryjny paryskiego domu mody) stosuje po pierwsze elementy metalowe, po drugie elementy w ogóle. A poniższy naszyjnik z kolekcji „What is precious”, zainspirowany biżuterią królewską, składa się z jednego, powtarzam, jednego kawałka! Proces powstawania jest niezwykle ciekawy. Owszem, istnieje egzemplarz wyjściowy – wykonany tradycyjnie ze szkiełek, łapaczek, drucików itp. Ale służy tylko do odlania formy.





Z królewskiego skarbca przenosimy się na Daleki Wschód. Kolejna linia biżuterii to inspiracja twórczością etniczną. Elementów składowych jest więcej, ale powstają w podobny sposób. Te skomplikowane precjoza świetnie korespondują z geometrycznymi ubraniami.
Sporo rzeczy tego kreatywnego duetu można znaleźć w sklepie internetowym The Olive Shoppe. Ktokolwiek chciałby mnie w nich zobaczyć, proszony jest o przesłanie datku na numer konta widoczny w prawym dolnym rogu. Dziękuję ;).





Zdjęcia: theoliveshoppe.com

17

kwi

Makaroniki od Kenzo

Macaroons, czyli makaroniki – te maleńkie ciasteczka podbiły serca Europejczyków już w osiemnastym wieku. Najpiękniejsza wersja – ta kolorowa – powstała we Francji i, jeśli wierzyć Sofii Coppoli, jadała je Maria Antonina (czy jednak były to TE ciastka, niestety Wam nie powiem ;)). Zdecydowanie najlepsze serwuje francuska cukiernia Ladurée. Z tajemniczych powodów najbardziej popularna (oraz – nie przepadam za tym słowem – kultowa) w Paryżu i w Tokio. Czy właśnie to zainspirowało Antonio Marrasa? W końcu Francja i Japonia to kraje, które doskonale połączyła historia domu mody Kenzo. Macaroon Bag to wieczorowa, niskokaloryczna wersja makaronika. Występuje w kilku apetycznych kolorach i, choć teoretycznie jadalna nie jest, im dłużej patrzę na to zdjęcie, tym bardziej robię się głodna :).


Zdjęcie: Kenzo

15

kwi

Legginsy z łatką

Gdy po raz pierwszy pisałam o Mysikróliku, zajmował się głównie umilaniem nam czasu wolnego spędzanego na kanapie ;). Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Twórczyni Mysikrólika, Martyna Czerwińska, postanowiła umilić także porę deszczową, szyjąc koronkowe (a w każdym razie wyglądające na koronkowe) płaszcze przeciwdeszczowe. Na tygodniu mody w Łodzi zaprezentowała obcisłe kombinezony we wszystkich kolorach tęczy, które od tamtej pory nieodłącznie się z Mysikrólikiem kojarzą. A ostatnio światło dzienne ujrzały legginsy z łatką. Spodobały mi się z kilku powodów. Po pierwsze coś takiego miała na sobie Carrie Bradshaw dawno temu (być może było to jeszcze stulecie, w którym zatonął Titanic), gdy jeszcze jej postać nie osiągnęła poziomu groteski. Po drugie legginsy w ogóle. Uwielbiam i nie mogę się od nich odzwyczaić. Już dawno stwierdziłam, że weszły do kanonu ciuchów, które nie wychodzą z mody, jak rajstopy na przykład. A po trzecie łatka. Sama w sobie urocza. Kto zna mnie osobiście, będzie wiedział, czemu łatki tak mnie ostatnio rozczulają ;).

Zdjęcia: modmod.pl

11

kwi

Cześć, robaczki!

Łażą, pełzają, latają… Choć nie zawsze urodziwe, to one jako jedne z pierwszych zwiastują wiosnę. Moja babcia uwielbia broszki w kształcie pająków. Na dziewięćdziesiąte urodziny przełamałam nieco konwencję, wręczając jej zgrabnego żuczka. Ja posiadam sporą kolekcję ważek i motyli. A marka Patrizia Pepe ten sezon rozpoczęła muszkami i motylami. Jak to jest, że stworzonka, które w naturze niekoniecznie budzą naszą sympatię, w wersji biżuteryjnej tak bardzo się podobają?



Zdjęcia: Patrizia Pepe