Miesięczne archiwum: Maj 2011

31

maj

Bohoboco

Pierwszy raz zetknęłam się z Bohoboco wirtualnie. I nie przez internet, a telefon komórkowy, na którym Michał Gilbert Lach pokazywał mi zdjęcia ubrań swojego oraz Kamila Owczarka projektu (wiem, wiem, składnia Jody z „Gwiezdnych Wojen” ;)).
Zapamiętałam sweter do noszenia na kilka sposobów, który kojarzył mi się z modelami Harput’s Own.
Spotkanie wynikło przypadkowo w związku z pewną sesją zdjęciową. Bawiłam się chwilowo w modelkę i swoje dzieło „diy” prezentowałam w towarzystwie drapowanej sukienki COS (to nie ja na tym zdjęciu, rzecz jasna ;)). Drapowanie zwróciło uwagę projektanta tak bardzo, że zainspirowane wersje (świadomie czy nie) widuję w kolekcjach Bohoboco regularnie co sezon. Nie inaczej odbyło się w Łodzi. 
Jednak drapowania drapowaniami, nie one same tworzą fenomen. Bo ta marka stanowi fenomen. Przede wszystkim w krótkim czasie stała się niezwykle popularna (przynajmniej w środowisku warszawskim czy też „warszawkowskim” ;)). Ale czy to takie dziwne? Oglądałam ten pokaz z wypiekami na twarzy, bo co modelka, to nowy zachwycający zestaw w stylu, który dla Bohoboco przez te dwa dosłownie lata stał się na tyle charakterystyczny, że nie sposób pomylić go z kimś/czymś innym.
Więcej do obejrzenia tutaj.



















Fot. Łukasz Szeląg

28

maj

Łukasz Jemioł

Mistrz skrajnych form. Tak sobie o nim myślę od momentu, w którym po raz pierwszy zetknęłam się z jego projektami. Z jednej strony cieniutkie, misternie udrapowane tkaniny. Z drugiej – solidna, geometryczne cięta skóra. Łukasz Jemioł tworzy z surowców najwyższej jakości – i to po części tłumaczy jedyną wadę jego kolekcji: wysokie ceny (o cenach jednak dziś nie będzie – zainteresowanych odsyłam do zgrabnej refleksji Shin Park, która jako osoba obiektywna i nieobawiająca się wykreślenia z jakiejkolwiek listy skomentowała cennik prac Macieja Zienia. Swoją drogą, jeśli już jestem przy Zieniu, muszę przyznać, że posiada on najbardziej milczące biuro PR, z jakim się zetknęłam. Na moje nieśmiałe i absolutnie niezobowiązujące pytanie o możliwość otrzymania zaproszenia na ostatni pokaz do dziś nie dostałam żadnej odpowiedzi. A kto mnie zna, ten wie, że nigdy się nie wpraszam. Ten jeden raz próbowałam i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, by więcej tego nie robić. Koniec dygresji dłuższej od samego wpisu ;)).
Kolekcja zaprezentowana w Łodzi utwierdza w przekonaniu, że Łukasz Jemioł pozostaje w świetnej formie. Trzyma się sprawdzonych już wcześniej kombinacji, ale jednocześnie budzi zainteresowanie i bynajmniej nie przynudza. Ulubione momenty? Te z żółtymi akcentami. Te sukienki przypominały mi trochę ostatnie liście na jesiennych drzewach, które tak mocno wyróżniają się na tle sennej listopadowej szarości. Po więcej tradycyjnie już odsyłam na blog fotografa Seweryna Cieślika, który wspaniałomyślnie udostępnia tam zdjęcia chyba wszystkich (albo prawie wszystkich) kolekcji prezentowanych na Łódzkim Tygodniu Mody.











Fot. Łukasz Szeląg

27

maj

Belief

Na pewno nie trzeba nikomu przedstawiać fundacji „A kogo?”  Ewy Błaszczyk. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek znalazła słowa, którymi dałabym radę wyrazić swój podziw i uznanie. W takich rzeczach nie jestem najlepsza. Ale trafiła się dobra okazja, żeby wspomnieć o sprawie na blogu. Ponieważ już pierwszego czerwca marka Kelly Melu wypuszcza na rynek bransoletki Belief nawiązujące do amerykańskiej koncepcji „wish bracelets” (o czym za chwilę) i przez pierwszy miesiąc z każdej sprzedanej sztuki 5 zł będzie trafiać na konto fundacji. Inicjatywa jest świetna. Po pierwsze – wiadomo, oczywista oczywistość ;) – wspieranie samej akcji. Po drugie idea bransoletek jest interesująca. W momencie założenia wypowiada się życzenie, które ma się spełnić, gdy sznurek się zerwie. Moje jedyne zastrzeżenie tyczy się tego jednego miesiąca. Moim zdaniem taka współpraca powinna trwać znacznie dłużej.



Zdjęcie: Kelly Melu

26

maj

Wars Sawa Junior

Domy Towarowe Wars Sawa Junior to element Warszawy tak nieodłączny jak Pałac Kultury. Albo się je uwielbia, albo ich nie znosi. Ja uwielbiam. Może dlatego, że to tam budziły się moje pierwsze modowe fascynacje w głębokich latach osiemdziesiątych? To stamtąd miałam pierwsze eleganckie buty, wybłaganą czarną bluzę Hoffland. Tam kupiłam wymarzony lniany kapelusz i pierwsze opakowanie różu Bourjois.
Od tamtego czasu domy towarowe przeszły już sporo metamorfoz, w efekcie dzieląc dawną przestrzeń pomiędzy najpopularniejsze sklepy odzieżowe, kosmetyczne i nieśmiertelny Empik. I choć wydawałoby się, że zostały całkowicie wyparte z naszej świadomości, Wars, Sawa i Junior wciąż istnieją.
Na dowód tego już w lipcu rozpocznie się całkiem nowa kampania tychże. Właśnie dziś rusza internetowy casting na nowe twarze Domów Towarowych Centrum. I nie są poszukiwane ani doświadczone modelki, ani wielkie gwiazdy.
„Szukamy dziewczyn z osobowością, takich, których twarz będzie mogła wyrazić barwny charakter miejsca jakim są  Wars, Sawa i Junior.” – mówi Beata Wałujska – Sieniuta, Asset Manager w firmie ING Real Estate, która zarządza Domami Towarowymi.
Bardzo jestem ciekawa, jak to się potoczy. Może na billboardach reklamowych zobaczę jakąś znajomą twarz? Fajnie by było!
Wszystkie szczegóły można znaleźć tutaj.


25

maj

Jesień pełną gębą ;)

Na szczęście póki co tylko dziś na blogu. Lookbook H&M na przyszły – baaardzo daleki sezon. Sieciówki budzą skrajne emocje. Sama się w to wciągam. Niekończąca się dyskusja o kiepskiej jakości, podrabianiu modeli prosto z wybiegów, budzonym przez nie rozleniwieniu w kwestii budowania własnego stylu itd. Zastanawiam się, czy warto temu poświęcać aż tyle uwagi i energii? Gdy ich nie było, zazdrościliśmy krajom „uprzywilejowanym”. Gdy już są, krytykujemy na potęgę. Zdecydowanie fajniejszą sprawą jest obejrzenie na przykład poniższych zdjęć, a potem albo swobodna inspiracja, albo zakup gotowca. Jeśli ktoś się uprze, i tak będzie nam uparcie przyprawiał gębę klona bez fantazji. W poniższym wypadku mogłabym spokojnie zostać klonem Karlie Kloss. Nie obraziłabym się :). A co Wy sądzicie o sieciówkach? Czy naprawdę są dziełem szatana? ;)



























Zdjęcia: H&M

24

maj

Ilse Jacobsen z Hornbæk

Od nauk politycznych do kaloszy. Jakkolwiek pejoratywnie by to nie brzmiało, w przypadku Ilse Jacobsen oznaczało bezdyskusyjny sukces. Tradycyjnie zadecydował przypadek (uwielbiam takie historie). Czy spodziewała się, że przejmując niewielką manufakturę butów, wcześniej prowadzoną przez przyjaciół, stworzy model, który dosłownie obejdzie cały świat?
Wysokie kalosze z charakterystycznym sznurowaniem zawierają w sobie zarówno oryginalny pomysł, jak i skandynawskie umiłowanie praktyczności. Rzecz dzieje się w Danii od 1993 roku. Początkowo Jacobsen tworzyła tylko obuwie, jednak obecnie projektuje również ubrania i akcesoria. Kolekcje ukazują się regularnie dwa razy w roku. Szczerze mówiąc, ciuchy niespecjalnie mnie zachwycają, za to wspomniane wyżej oraz przedstawione niżej kalosze – wręcz przeciwnie. Każdy egzemplarz jest zszywany ręcznie, z wierzchu, rzecz jasna, gumowy, a w środku wyściełany przemiłym w dotyku filcem. Do tej pory w Polsce dostępne sporadycznie, teraz do kupienia internetowo od ręki ;).

Zdjęcia: schaffashoes.pl