Miesięczne archiwum: Czerwiec 2011

27

cze

Dziękuję!

Jestem niezmiernie szczęśliwa i wzruszona. Wczoraj na imprezie Warsaw Fashion Street odebrałam statuetkę Modne Kreacje 2011 za najlepszy blog modowy. Choć ostateczną decyzję podejmowało spore jury, blog nie zaszedłby tak daleko, gdyby nie Wasze głosy. Dziękuję tu wszystkim, którzy czytają i głosowali, nie czytają i głosowali, a także tym, którzy czytają i nie głosowali :).

P.S. A przed samym wyjściem na scenę dowiedziałam, że blog dodatkowo otrzymał wyróżnienie od magazynu Viva Moda. Więc radość podwójna!

P.S. Miła aktualizacja dzięki Paulinie. Zdjęcie: Szymon Brzóska. Moja mina… bezcenna ;).


14

cze

Już są!

Niedawno pojawiły się w Warszawie (na razie niestety tylko tu) kosmetyki, które według mnie mają jedne z najładniejszych opakowań – a i w środku nie są takie złe ;). Chodzi o kolorówkę marki Topshop. Wprawdzie książki nie ocenia się po okładce, ale w tym wypadku nie rozczarowałam się, robiąc wyjątek. Przynajmniej jeśli chodzi o lakiery do paznokci (genialne kolory) oraz tzw. pigment na usta i policzki (długo się utrzymuje i ma uniwersalną różową barwę). Co do reszty, nie mogę nic obiecać, oprócz tego, że cieszą oko tak bardzo, że aż żal je chować do kosmetyczki. Dostępne są w Topshopie w Złotych Tarasach.








Zdjęcia: Topshop

13

cze

Nowe ścieżki

Ten przedmiot bardzo długo kojarzył mi się z walką. Ilekroć w moim rodzinnym domu ktoś uruchamiał maszynę do szycia, wiadomo było, że trzeba się jak najszybciej oddalić. Plątanina nici, marszczące się tkaniny i absolutnie zaskakująca żonglerka słowem – to były pewniki ;). U większości znajomych działo się podobnie. Owszem, zdarzały się wyjątkowe mamy, które szyły dziewczynom z klasy przepiękne sukienki, aczkolwiek nigdy nie było mi dane poznać, jak się zachowywały w trakcie tej pracy ;))).
Ostatnio zdarzyła się rzecz niezwykła. Firma Łucznik całkiem nieświadomie postanowiła odczarować moje wspomnienia z dzieciństwa i podarowała mi piękną maszynę. Dobraną tak, żebym miała jak najwięcej radości, a jak najmniej szarpaniny (w sensie i dosłownym, i przenośnym ;)). Efekty będziecie mogli oglądać na łamach Ultra Żurnalu w mojej stałej rubryce „zrób to sam” oraz na tym blogu. Choć czeka mnie dużo pracy, bo nigdy na maszynie nie szyłam, już nie mogę się doczekać!







Fot. Harel

10

cze

Ania Kuczyńska dla UPS

Podobno każda kobieta szuka idealnej torebki. Podobno te poszukiwania, choć żmudne, rzadko kiedy kończą się sukcesem. Przynajmniej tak wynika z badań społecznych przeprowadzonych przez instytut Homo Homini oraz firmę UPS. Badania te były pierwszym krokiem do stworzenia egzemplarzy spełniających większość wymagań statystycznej kobiety. Tworzył nie byle kto, bo sama Ania Kuczyńska. Inspirowała się zarówno wspomnianym sondażem, jak i (przede wszystkim) zwycięskimi pracami konkursu, którego uczestniczki miały tę idealną torbę opisać.
Wygrały trzy pomysły. Pierwszy: torba dla studentki, drugi: torba dla mamy, trzeci: torba dla businesswoman. Wszystkie trzy łączy wspólna cecha: są jednocześnie piękne i praktyczne. Każda laureatka jako nagrodę otrzymała wymarzony egzemplarz (zazdrość, zazdrrrrrrrość!!!! ;)).
Na wczorajszym spotkaniu Ania Kuczyńska długo opowiadała i o procesie tworzenia, i o zaskakujących momentami wynikach badań. Pojawiły się na przykład opinie, że w idealnej torebce nie może zabraknąć miejsca na kanapki – najlepiej w postaci foliowej kieszonki :). Projektantka podkreślała, że rzecz choćby najmodniejsza, powinna być jednocześnie użytkowa. Zresztą w przypadku Ani Kuczyńskiej jest to, że pozwolę sobie zacytować klasyka, „oczywista oczywistość” ;).

Torebka studencka. Zmieści wszystko. Od laptopa po ciężkie notatki. Choć ogromna, jej wnętrze jest perfekcyjnie zorganizowane dzięki wewnętrznym kieszeniom.

Torba dla aktywnej mamy. Projektantkę inspirowały tu teczki i aktówki z dawnych czasów. Na pierwszy rzut oka jest płaska, jednak wewnętrzna harmonijka zapewnia niemal nieskończoną pojemność. W środku z jednej strony mamy kieszeń na pieluszkę, z drugiej na notebooka :).

A to moja faworytka. Cała z niezwykle miękkiej skóry, zmienia kształt w zależności od tego, co nosimy w środku, rośnie i maleje, czasem jest workiem, a czasem nawet torebką wieczorową. Detale są elementem kluczowym. Wszyty pod skórę magnes, ozdobne frędzelki, wewnętrzna komora – oczywiście pełna kieszonek – ściągana jest ozdobną taśmą rypsową. Dla tej torby mogłabym zostać businesswoman :).



Zdjęcia: UPS i Harel

Wprawdzie według mnie idealną torbę Ania Kuczyńska stworzyła już jakiś czas temu, ale z drugiej czy ideał musi być tylko jeden? ;)

4

cze

Ultra!!!

Sobotni poranek. Śniadanie. Włączam sobie komputer, a tu nowy Ultra Żurnal! Pojawił się znienacka, w środku nocy. I już mam Wam o tym pisać, ale otwieram wirtualną okładkę i przepadam w literach i zdjęciach. Czy wypada chwalić coś, w czym samemu ma się udział? Na wszelki wypadek nie będę tego robić. Wracam do lektury.


3

cze

Komu szlafrok?

Najpierw zobaczyłam ją tutaj. Zaskakujący Dries van Noten, po etnicznym miszmaszu sprzed roku oraz ozdobnych wariacjach militarnych postanowił skupić się na znacznie lżejszych formach. Jedwabne sukienki w ogromne kwiaty, takie nowoczesne kimona w połączeniu z klasycznymi elementami, jak prosta biała koszula czy lniane spodnie w kant, pobudziły wyobraźnię. Więc gdy ujrzałam poniższe zdjęcie, wiedziałam, że postanowienie rozsądnych zakupów będę musiała na jedną chwilę zignorować. Zapał ostudziła cena. Ale zaraz potem to samo kimono mignęło mi na jakiejś pięknej kobiecie. Wyglądała zjawiskowo. Po zdrowym rozsądku ślad zaginął.
Przymierzalnia. Ja i moja piękna kimonowa sukienka. Wkładam, przewiązuję paskiem, spoglądam w lustro… i stwierdzam, że brakuje mi tylko kapci i gazetki. Jakim cudem??? Czyżby to był zwykły szlafrok, tylko odrobinę za drogi?
Myślałam, że będę wyglądać jak prosto z nowojorskiej ulicy, a w najgorszym razie jak dziewczyna Bonda nad basenem. Nic z tego.
I tu dochodzę do sedna. Są rzeczy, w których nie wyglądamy dobrze. Po prostu. I nawet gdyby były na szczycie szczytów i topie topów, to się nie zmieni. I nie chodzi o tak przyziemne sprawy jak figura czy wzrost. To najzwyklejszy brak połączenia. Nie ma iskry. Koniec.
I przypominam sobie, że jest więcej takich elementów w moim modowym życiu. W beżowej pelerynie z kapturem wyglądam jak mnich. W eleganckim garniturze – jak klaun :). I nie jest to tylko moja subiektywna opinia, możecie mi wierzyć. Ciekawa jestem, czy Wy też macie takie rzeczy, które, choćbyście nie wiem jak kochali, Waszej miłości nie odwzajemniają?



Zdjęcie: zara.com