13

cze

Nowe ścieżki

Ten przedmiot bardzo długo kojarzył mi się z walką. Ilekroć w moim rodzinnym domu ktoś uruchamiał maszynę do szycia, wiadomo było, że trzeba się jak najszybciej oddalić. Plątanina nici, marszczące się tkaniny i absolutnie zaskakująca żonglerka słowem – to były pewniki ;). U większości znajomych działo się podobnie. Owszem, zdarzały się wyjątkowe mamy, które szyły dziewczynom z klasy przepiękne sukienki, aczkolwiek nigdy nie było mi dane poznać, jak się zachowywały w trakcie tej pracy ;))).
Ostatnio zdarzyła się rzecz niezwykła. Firma Łucznik całkiem nieświadomie postanowiła odczarować moje wspomnienia z dzieciństwa i podarowała mi piękną maszynę. Dobraną tak, żebym miała jak najwięcej radości, a jak najmniej szarpaniny (w sensie i dosłownym, i przenośnym ;)). Efekty będziecie mogli oglądać na łamach Ultra Żurnalu w mojej stałej rubryce „zrób to sam” oraz na tym blogu. Choć czeka mnie dużo pracy, bo nigdy na maszynie nie szyłam, już nie mogę się doczekać!







Fot. Harel

15 myśli nt. „Nowe ścieżki

Dodaj komentarz
  1. ryfka81

    Mój Ojciec zawsze jak odpalał maszynę, to klął na czym świat stoi! Ale on jest choleryk, a maszyna – grat, więc trudno się dziwić ;) W każdym razie u mnie dziadkowie mieli zakład krawiecki, Tata i Mama oboje szyją, więc jest szansa, że jakiś gen odziedziczyłam ;) Mam taką nadzieję, bo też planuję nauczyć się szyć :)
    Zazdroszczę prezentu!

    Odpowiedz
     
  2. Gość: foxxxy, 85-222-116-140.home.aster.pl

    widzę, że nie tylko mnie maszyna „parzy” – może w ramach solidarności też zrobię do swojej kolejne podejście :)

    Odpowiedz
     
  3. Gość: pozyczkiecke, 87-205-250-54.adsl.inetia.pl

    Dobrej zabawy! „Stare maszyny są najlepsze” powiedział pan, który naprawiał mojego zaledwie 10-letniego plastikowego Singera – „kiedyś te metalowe to można było i stuknąć i dokręcić, a teraz strach tego plastiku dotykać.”

    Odpowiedz
     
  4. metka_by_traczka

    Ja przez lata szyłam na metalowej, pancernej maszynie Singera (zdobycznej przez moją mamę jeszcze w czasach stanu wojennego) i wszystko wychodziło jak trzeba. Teraz przesiadłam się na luksusową Telimenę II od Łucznika i też jest fajnie :-) ale Singera nigdy w zyciu nikomu nie oddam!

    Odpowiedz
     
  5. blondynechka

    Harel, moje gratulacje z pierwszego kroku do wielkiego szycia (teraz spódnica z koła to będzie bułka z masłem). Czekam z niecierpliwością na Twoje projekty i opinie nt. maszyny (też się przymierzam do zakupu Łucznika, nawet myślałam o tym samym modelu). I w wolnej chwili zapraszam do siebie – ruszam z cyklem krótkich instrukcji jak uszyć (z resztą z maszyną sama zobaczysz jak dużo ubrań, tak naprawdę jest banalnych w uszyciu). Pozdrawiam i połamania igły!

    Odpowiedz
     
  6. kis-moho

    Harel, znasz blog urkye? szycie.blox.pl/html
    Ja sie tylko zachwycam efektami koncowymi, bo szyc nie umiem, ale na blogu jest tez sporo instrukcji szycia. Moze sie przyda :o)

    Odpowiedz
     
  7. beniaminkaa

    Ja mam podobne wspomnienia z mojej nauki szycia… Z resztą do tej pory mam starego łucznika mamy, który jest tak rozregulowany, że… szkoda gadać. Kiedy mam coś uszyć, naprawić zabieram się do tego z trzydniowym wyprzedzeniem, najpierw się oswajam z myślą. Potem klnę na czym świat stoi, ale w 60% przypadków kończę to co zaczęłam. I zawsze mówię sobie, że gdybym miała dobrą maszynę na pewno potrafiłabym wszystko :))

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *