Miesięczne archiwum: Lipiec 2011

23

lip

Nigdy nie jest za późno!

Mash-Up to nowy model zegarków marki Too Late. Nazwa wyjaśnia wszystko. Miks tradycyjnego zegarka analogowego i nowoczesnych materiałów. Na tarczy tylko dwie cyfry. Wskazówki wręcz przewrotnie podpisane. A bransoletka silikonowa, bez żadnych klamerek. Mnie zdecydowanie przekonują „kolory bez koloru”, czyli czerń i biel. Ale komu jeszcze nie znudziły się mocne barwy, także znajdzie coś dla siebie. Występują w dwóch rozmiarach M i L i są wodoodporne. Do kupienia w sklepie Modmod.


Zdjęcia: Modmod

22

lip

Fascynacja

Alison Mosshart gdzieś tam mi przemykała, głównie w towarzystwie partnera z zespołu The Kills (który od niedawna jest mężem pewnej pani o nazwisku Moss bez końcówki hart ;)). Jednak nie zwracałam na nią szczególnej uwagi. Aż, jak to zwykle bywa, całkiem nagle coś zaskoczyło. Może znudzenie minimalizmem (wiem, wiem, miałam więcej nie używać słowa „minimalizm” w kontekście mody…), może tęsknota za totalną wolnością w ubiorze, może przesyt najnowszych trendów, za którymi trudno już nadążyć… Może też tak się zdarzyło, że prawie wszystkie charakterystyczne elementy potrzebne do odtworzenia jej stylu miałam w szafie? I w sumie zupełnie nieświadomie już sobie tę inspirację realizowałam? Odpływam w coraz bardziej swobodne rejony. Aż strach pomyśleć, co będzie za rok ;).


mosshart1
 

 

mosshart2







mosshart3
 

21

lip

I już…

Mówiłam, że dam znać i słowa dotrzymuję. Wczoraj ruszył nowy internetowy magazyn Wars Sawa Junior. Choć związany z warszawskimi domami towarowymi, może być interesujący nie tylko dla mieszkańców Warszawy. Dużo mody, trendów oraz aktualności zakupowych plus świeża porcja wiadomości kulturalnych. Całość podana w przejrzysty i przyjazny czytelnikowi sposób.
„Magazyn Wars Sawa Junior to wyjątkowy projekt, który łączy informacje związane z modą, kulturą i Warszawą, tworząc unikalną jakość.” – mówi Ewa Kosz, redaktor naczelna magazynu.

A na zachętę cztery pary okularów. Skąd pochodzą? Czy można mieć w domu je wszystkie? Odpowiedź znajdziecie tutaj :)



Zdjęcia: Wars Sawa Junior

20

lip

Chipie

Czy istnieje bardziej kobiecy dźwięk niż stukot obcasów? Dawno temu marzyłam, by kiedyś emitować go osobiście :). I emituję, emituję, choć łatwo nie jest. Wydawałoby się, że w centrum miasta chodzenie na obcasach nie powinno sprawiać większych trudności. A jednak, gdy w zeszłym miesiącu wybrałam się na Krakowskie Przedmieście, by odebrać w imieniu tegoż bloga nagrodę, w ciągu pięciu minut zapadłam się w moich pięknych czerwonych szpilkach w trawę, a następnie utknęłam jednym obcasem między kostkami brukowymi, robiąc – jak określili towarzyszący mi przyjaciele – pięknego Małysza :). Więc, mimo ogromnej przyjemności wydawania ulubionych dźwięków, zdecydowanie większą część życia spędzam w obuwiu płaskim. Ba – stereotypowo rzecz biorąc – wcale nie kobiecym! Ale my tu stereotypów nie lubimy, więc nie ma się czym martwić.
Moje ostatnie odkrycie dotyczy tenisówek. Poszukiwałam czegoś, co posłuży mi dłużej niż trzy tygodnie, a przy tym nie będzie emitować (słówko dnia!) nieznośnego gumowego zapachu, łagodnie mówiąc. Oraz komfortowo ułoży się na stopie – zdziwilibyście się, drodzy Czytelnicy, jak przedziwne idee realizowane są w ramach prostego projektu, jakim jest tenisówka…
Lecz w końcu znalazłam!
Chipie to francuska marka odzieżowa stworzona w 1967 roku. Jednak słynie głównie nie z ubrań, a z butów, dokładniej rzecz biorąc, z tenisówek. Najbardziej charakterystyczne jest w nich to, że nosi się je bez sznurówek. Konserwatyści znajdą sznurowadła zapakowane osobno w pudełku, jednak konstrukcja buta zupełnie ich nie wymaga. Jeśli o mnie chodzi, to była miłość od pierwszego założenia :). Wygodne, świetnie wykonane i w dodatku pachnące jak nowy piórnik z podstawówki (jakkolwiek by to nie brzmiało, wrażenie jest absolutnie pozytywne ;)). Noszę do wszystkiego, mając za nic wszelkie zasady. I tylko Conversy czują się chyba trochę zazdrosne…



Fot. Harel

16

lip

10 DECOART

Gdy trafiłam na biżuterię 10 DECOART, zachwyciłam się od razu. Bardzo lubię takie proste działania. Bodziec – zachwyt. Piękne rzeczy, które już na zdjęciach sprawiają przyjemność. W dodatku tworzone z niezwykłą precyzją (nie mówię o pomysłowości, bo czy trzeba pisać o sprawach oczywistych? ;)). Ich autorka, Anna Pałubicka uwielbia bawić się nietypowymi połączeniami. Szlachetne kamienie łączy z ręcznie malowanymi paciorkami, rypsowymi taśmami i kolorowymi sznurkami. W jednym egzemplarzu koralowiec potrafi spotkać się z ceramiczną różą, a perły z kolorowymi szkiełkami. Podsumowując, wszystkie chwyty dozwolone. Różnorodność surowców przekłada się na spory rozrzut cenowy. Ale dzięki temu każdy może znaleźć coś dla siebie – o ile gustuje w kolorowym szaleństwie. Ja zdecydowanie w nim się odnajduję :).














Zdjęcia: 10 DECOART

15

lip

Ulica wciąż żywa

Można by się czepiać, że ostatnio wszędzie tylko ten street style i street style (czy jak kto woli stritstajl i stritstajl ;)). Ja jednak czepiać się nie będę, ponieważ pamiętam czasy, gdy głodna inspiracji bezskutecznie poszukiwałam takich zdjęć robionych w Polsce. Powstające co jakiś czas blogi zawieszały się zwykle po kilku miesiącach. Na szczęście dzieje się dobrze. Jakiś czas temu nowo powstały serwis Wars Sawa Junior (chwilowo wciąż tylko na Facebooku, ale… proszę zwrócić na słówko „chwilowo” i cierpliwie oczekiwać na rozwój sytuacji) także postanowił dokumentować styl ulicy. W związku z lokalizacją swoich warszawskich sklepów, głównie okolic Marszałkowskiej oraz Pasażu Wiecha. Nie ma tu wyszczególnionych kryteriów, zauważyłam, że na zdjęciach znajdują się ludzie, którzy – takie mam wrażenie – po prostu dobrze się czują w tym, co mają na sobie. Niby nic nowego, a cieszy :).







Zdjęcia: Wars Sawa Junior