4

sie

By Malene Birger

Póki trwa lato (choć trudno w to czasem uwierzyć), jeszcze odrobina inspiracji. Lookbook kolekcji By Malene Birger tak naprawdę ujął mnie jedną rzeczą: spodniami w kratkę. Dawno temu marzyłam o podobnych, ale nigdy nie znalazłam ideału. Trwały głębokie lata dziewięćdziesiąte i ubrania zdobywało się albo w lumpeksach, albo w budach pod Pałacem Kultury (oraz podobnych im miejscach… no dobrze, nie bójmy się słowa „bazar”), albo na dnie szaf należących do starszych pokoleń. A, zapomniałabym o sklepach indyjskich…
I odezwały się stare wspomnienia na widok poniższych zdjęć… Chyba wznowię poszukiwania.
A przy okazji chciałabym Was zapytać, czy pamiętacie (to prośba raczej do starszych Czytelniczek ;)), o jakich ciuchach marzyłyście w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych?





Zdjęcia: Blind Concept Store

P.S. Ubrania By Malene Birger można dostać w warszawskim Blind Concept Store – obecnie cała kolekcja letnia jest przeceniona!

14 myśli nt. „By Malene Birger

Dodaj komentarz
  1. katasia_k

    Moze to dlatego, ze w miejscu, w ktorym mieszkam panuje prawdziwe lato, ale najbardziej zainteresowal mnie ten kremowy kombinezon.
    A w pierwszej polowie lat dziewiecdziesiatych marzylam o ubraniach takich jak te, ktore moje kolezanki dostawaly w paczkach od czlonkow rodziny, ktorzy wyemigrowali do Stanow ;)

    Odpowiedz
     
  2. Gość: elf, 85-210-36-33.dynamic.dsl.as9105.com

    Harel, ja marzylam o ciuchach…Deni Cler:) Bo takie piekne, eleganckie i takie nieosiagalnie drogie;) Potem jak wszedl na polski rynek Benetton, to marzylam o kolorowych ciuchach tej marki. Ale to chyba byla sila reklamy;)

    Odpowiedz
     
  3. Gość: mymelfrau, 89.238.39.3*

    Ja się rozpływałam w zachwytach nad sztruksowymi spodniami – rurkami (bordowe, granatowe, ciemno zielone). Marzył mi się tez brązowy garnitur z aksamitu (trochę a la lata 60-te), swetry w kolorowe paski i zwiewne kiecki „w łączkę”. Mimo, że miałam babcię krawcową, w sklepach nie było jeszcze ani sztruksu, ani aksamitu :(, marzenia nadal niezrealizowane, ale po pasiasty sweter chyba wreszcie się wybiorę w podróż życia do…. Estonii ;). Kiedyś.

    Odpowiedz
     
  4. morven

    Pamiętam, że na początku lat dziewięćdziesiątych marzyłam o długiej spódnicy (do samych stóp! W ogóle mam wrażenie, że na ulicach dominowały wtedy raczej długie i powłóczyste ciuchy) zapinanej na małe guziczki. A potem o tzw. kopertówce. Nie, nie o torebce. Kopertówką nazywało się wtedy spódnice mocowane na biodrach przy pomocą troczków, owijane wokół ciała. Też bardzo długie i bardzo kolorowe. To było gdzieś ok. 96 roku.

    Odpowiedz
     
  5. jagnesjag

    Ja właściwie pamiętam tylko jedną rzecz o której skrycie marzyłam: Martensy. To był chyba 96-97 rok. Ówczesna „miłość mojego życia” dostała takie z Londynu, od ciotki. Miały idealnie zaokrąglone noski, bardzo płaską podeszwę i idealnie dopasowywały się do nogi, była to wersja z miękkiej skóry. Do dziś został mi do nich sentyment. A lookbook fajny, kombinezon – boski!

    Odpowiedz
     
  6. Gość: miss mjau, c80-216-85-38.bredband.comhem.se

    He, ja też martensy, w końcu te wymarzone kupiłam sobie na wakacjach w Londynie w ’97, były granatowe, 10 dziurek i blacha – żeby można w nich było chadzać na koncerty! Do dziś pamiętam miny nauczycieli jak przyszłam w nich, mocno wyeksponowanych (a mam rozmiar 41) na rozpoczęcie roku szkolnego w klasie maturalnej :-)

    Odpowiedz
     
  7. Gość: Saskia, p4ff0e774.dip.t-dialin.net

    Poczatek lat 90 to dla mnie czasy liceum… Mam wrazenie, ze moda nie byla dla mnie wtedy szczegolnie wazna, ale marzylam o martensach i dlugiej czarnej sukience- takiej do damej ziemi. Doskonale pamietam jak bardzo bylam zadowolona przydeptujac jej brzeg podczas jazdy tramwajem do szkoly. I super sie ten ‚oltfit’ sprawdzil na koncercie Hey :)) Chyba troche pozniej, w trzeciej klasie odkladalam pieniadze na kurtke ‚pilota’- czarna skora, podszyta korzyszkiem z zamki przy mankietach.Moim marzeniem byla tez recznie robiona przez kolege z klasy bizuteria- drewniane, wycinane zwierzeta lub figury geometryczne naniziane na rzemyk. Gdzies na dnie szuflady mam jeszcze takiego delfina… :)

    Odpowiedz
     
  8. agatiszka

    Niedawno poruszałyśmy podobny temat z Oliwką z Variacji. Wspominałyśmy, że dawno temu w Łodzi było tylko kilka sklepów, w których można było robić ubraniowe zakupy. Przypomniałyśmy sobie „Quiosque” (kiedyś był jednym z niewielu sklepów z odzieżą również dla młodych ludzi, nie to co dziś), Jackpot, Benetton ale ja jeszcze pamiętam Part Two, który jak Jackpot miał swoje śliczne katalogi, które później przez lata przechowywałam. I właśnie o ubraniach z tych firm marzyłam. I pamiętam też wymarzoną długą spódnicę kopertową (okropność!!) i plecak Jansport.

    Odpowiedz
     
  9. harel

    @katasia_k: ech, paczki z zagranicy… To było to!

    @elf: przypomniałaś mi o jeszcze jednym marzeniu: brązowej budrysówce z Benettona. Regularnie chadzałam do sklepu w Alejach Jerozolimskich, żeby ją zobaczyć. To był jakiś 94 rok, a kosztowała osiem milionów, jeśli dobrze liczę ;). Oczywiście nigdy jej nie kupiłam…

    @egri: pamiętam sukienki w kwiaty. India Shopy były w tej kwestii nieocenione.

    @mymelfrau: o tak, sztruksy! Miałam granatowe, nosiłam dosłownie do zdarcia. Na kolanach wyłysiały, a potem zrobiły się gustowne dziury :)

    @ania: czyżby chodziło o „lambadówki”? :)

    @czula-halina: a nie marzyłaś przypadkiem o wąskiej dżinsowej spódnicy?

    @morven: pamiętam kopertówki! Spinało się je agrafką na wysokości kolan, żeby nie przekraczać granic przyzwoitości, biegnąc do autobusu ;)

    @jagnesjag: martensy! Mój kumpel miał zamszowe w liliowym kolorze, absolutnie niesamowite. To było niesprawiedliwe, w Polsce oczywiście nie dało się ich kupić…

    @miss mjau: he he, ja w swoich granatowych martensach pisałam maturę :)

    @Saskia: pamiętam taką bluzę Kasi Nosowskiej, białą w indiańskie wzory z przodu. Wprawdzie na krótko, ale zawróciła mi w głowie…

    @agatiszka: pamiętam Quiosque, miałam kilka świetnych ciuchów stamtąd! Do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, że wyrzuciłam katalogi Jackpot, takie w grubych okładkach, ze zbiorem tych wszystkich kwiatowych sukienek w środku i Skandynawią w tle…

    @maa-k: no to się przyznam. Ginger Spice była z całej piątki moją ulubienicą. Marzyłam o jej fryzurze. Straszne, co? ;)

    Odpowiedz
     
  10. blondynechka

    Ten beżowy kombinezon jest uroczy, aż chce się go mieć. A co do marzeń z lat 90 to głównie martensy (ale takie zgrabne, małe, nie toporne, najlepiej w kwiatki :P) i niestety markowe ciuchy głównie sporotowe bo w latach 90 przypadają na naukę w szkole sportowej.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *