7

wrz

Chłopcy PR-owcy

Dziś tekst branżowy, wewnętrzny, w pełni zrozumiały pewnie tylko dla blogerów. Choć kto wie, może się mylę? Od dawna miałam ochotę poruszyć temat działów PR odpowiedzialnych m.in. za kontakty z blogerami. Prowadzę ten blog od niemal pięciu lat (jeśli dobrze liczę), uzbierało się więc trochę przedziwnych historii.

Zanim zacznę, chciałabym zaznaczyć, że spora część PR-owców, z jakimi miałam okazję się spotkać, jest profesjonalna, trzyma wysoki poziom i przede wszystkim rozmawia ze mną jak z istotą rozumną. Ich ten tekst w żaden sposób nie dotyczy.

Choć mogłabym to zrobić, nie podam nazw firm, które zatrudniają Chłopców PR-owców, jak ich nazywam od niedawna (mimo określenia „chłopcy”, mam na myśli jedną i drugą płeć :)). Jeśli ktoś z tzw. branży tu trafi, może sam się domyśli, o kogo chodzi. Uwaga, ten PR-owiec może pracować u Ciebie!

Proszę zapiąć pasy, zaczynamy.

Nie jestem z tych żebrzących o zaproszenia na pokazy. Jeśli projektant uzna, że warto mnie zaprosić, przychodzę z przyjemnością. Dwa razy w życiu zdarzyło mi się wysłać maila z pytaniem, czy byłoby takie zaproszenie możliwe. Na pierwszy nie otrzymałam odpowiedzi do dziś (pokaz odbył się wiosną bieżącego roku ;)). Na drugi, który, nauczona doświadczeniem, wysłałam nie tylko do działu PR, lecz również bezpośrednio do projektanta, dostałam za to dwie odpowiedzi. Projektant odpisał dziesięć minut później, serdecznie mnie zapraszając. PR-owiec odezwał się po dwudziestu czterech godzinach. Zaprosił mnie… na facebookowy profil, gdzie mogę zaproszenie wygrać (albo i nie… :). Jak miło!

Innym razem dostałam wiadomość z prośbą o podanie adresu, gdyż pewien dział PR chciał mi z własnej woli wysłać zaproszenie na prestiżowy pokaz mody. Adres z radością podałam, po czym następnego dnia dostałam maila następującej treści: „Będzie na liście, bo skończyły się zaproszenia” (podkreślam, to jest cytat dosłowny!). Koniec, to wszystko. Ani dzień dobry, ani do widzenia, ani nawet spadaj :))). Ale przynajmniej byli słowni. Rzeczywiście, na liście byłam.

Było też przedsięwzięcie, w którym brałam udział, od początku gorąco mu kibicowałam i niczego w zamian nie oczekiwałam. Ponieważ jednak efekt końcowy stanowiła rzecz materialna, oczywistym było, że osoby współpracujące ją otrzymają. Ci, którzy nie mogli być na spotkaniu promocyjnym, mieli dostać przesyłkę pocztą. Przyszedł nawet mail z prośbą o adres. Odpowiedziałam. I dostałam drugą wiadomość. Że już nie wysyłają (spóźniłam się dziesięć minut czy jak?) i żebym przyszła osobiście. Czy nie mogli tak od razu? Odbiór osobisty korony mi z głowy nie strąci, ale po co mylne informacje?

Ponieważ utrzymuję kontakt z kilkoma blogerkami (tu od razu uwaga do nieuświadomionych PR-owców: tak, blogerki rozmawiają ze sobą, a jeśli trzeba ostrzegają się nawzajem :)), opowieści zbiera się coraz więcej.

Taki na przykład interes. Firma proponuje szafiarce parę butów wartych może dwieście złotych w zamian żądając sześciu (sześciu!!!) wpisów na blogu. A jest to dziewczyna, która nie wrzuca zdjęć byle jakich, każda sesja zajmuje trochę czasu i wysiłku. Wiadomo, przecież robi się to dla przyjemności (a przynajmniej tak powinno być), współpraca z firmami to miły bonus (a przynajmniej tak powinno być… ;)). Ale jeśli już wchodzimy w kwestie finansowe, proszę, bądźmy poważni! Cenić się za wysoko nie można (o tym pisałam tutaj), ale zbyt nisko także nie.
Kwiatki typu (znów cytat dosłowny): „Piszę do Pani ponieważ jest Pani autorką bloga o modzie XXX (adres bloga)” to może nie codzienność, ale rzecz powracająca jak bumerang.

Zdaję sobie sprawę, że blogów jest dużo i nie sposób ogarnąć wszystkich, ale specjaliści od promocji marek na blogach mogliby przynajmniej sprawdzić, czy autorka pokazuje swoje zdjęcia, czy tylko pisze o modzie. Bo ja na przykład takie maile, w których ktoś namawia mnie na pokazanie ciucha we własnej stylizacji, od razu kasuję. Kiedyś odpowiadałam, ale dlaczego mam mieć czas dla kogoś, kto tego czasu żałuje nawet na jedną wizytę u blogerki, z którą chce współpracować?

Choć sporo tu zabawnych sytuacji, nie miałam na celu nikogo ośmieszyć. Więc, chłopcze PR-owcze, zanim się obrazisz, przeczytaj po raz drugi. Ten tekst może Ci tylko pomóc.

A przy okazji, jeśli czytają mnie blogerzy (czy blogerzy mnie słyszą? ;)), może podzielicie się swoimi doświadczeniami? Bo że je macie, to pewne :).

61 myśli nt. „Chłopcy PR-owcy

Dodaj komentarz
  1. vintage_girl

    Niestety, takie prawdziwe. W kwestii przedsięwzięcia z rzeczą materialną – po dziesiątkach maili w sprawie promocji, które dostawałam co kilka chwil, nastała głucha cisza. Ja rozumiem, reklama była, więc po co odpowiadać. Tyle, że marka XX sama zgłosiła się do mnie, a to później ja czułam się jak nachalny petent domagając się tego, co mi obiecano :(

    Odpowiedz
     
  2. spaceage

    z tematu pozamodowego – jestem weganka i od prawie 4 lat prowadze weganskiego bloga – co jest wyraznie zaznaczone na stronie – nie reklamuje tez produktow i nie organizuje konkursow ale byc moze zmieniloby sie to gdyby napisal do mnie ktos z sensowna oferta (chociaz raczej watpie;) – na razie dostalam propozycje od producenta sera i mlecznej czekolady – to dopiero pomylka ;)

    Odpowiedz
     
  3. Gość: r.o.b.a.cz.e.k, 87-205-171-15.adsl.inetia.pl

    Mnie najbardziej drażnią maile , w których nawet nie ma propozycji zdrowego układu coś za coś: jest sugestia aby zamieścić reklamę na blogu za friko (czyt. satysfakcję własną). Co gorsze widuję później takie materiały na innych blogach co w sumie poniekąd usprawiedliwia takie działania (w myśl zasady „nie zaszkodzi spróbować”)

    Odpowiedz
     
  4. Gość: longredthread, 89-75-55-237.dynamic.chello.pl

    Ja np regularnie dostaję „propozycje współpracy” mające polegać na pisaniu tekstów na różne, przeważnie dopiero startujące, portale dla kobiet. Oczywiście mam pisać za darmo a moją korzyścią ma być „promocja bloga”. Eche, akurat. Szczyty szczytów to mail od pani, która zaproponowała mi udział w konkursie, w którym trzeba przekazać portalowi własne zdjęcia, z własną stylizacją a główną nagrodą ma być li i wyłącznie publikacja na ichnim forum. No comments.
    Miałam też dziwną sytuacje z pewną firmą, która miała mi podarować jeden ze swoich produktów w zamian za pokazywanie na moim blogu raz w miesiącu co za jego pomocą zrobiłam. Maile płynęły wartkim strumieniem przez miesiąc a jak przyszło do konkretów to wyczytałam w umowie, że zamiast wskazanego przeze mnie modelu mam dostać inny 4 razy tańszy, który do niczego nie jest mi potrzebny. Wniosek – zawsze czytajcie to co jest napisane najmniejszym drukiem :).

    Odpowiedz
     
  5. Gość: Adchen, hub.money.pl

    O chłopcach i (przede wszystkim) pannach PR-owcach to mogłabym długo. Chociaż z trochę innej, dziennikarskiej strony. Większość, na szczęście, traktuje naszą pracę poważnie, chociaż są upierdliwi. Są jednak tacy, którzy swoim zachowaniem, w najlepszym wypadku, doprowadzili mnie do ataku śmiechu.
    Przykład 1 (powielany przez wielu)- „dzwonię/piszę do pani, bo xxx dni temu wysłałam materiał prasowy i do dziś nie ukazał się on na państwa stronie”
    yyy, bo za reklamę się płaci/nie piszemy o takich rzeczach/nie byliśmy zainteresowani tematem – basta!
    Przykład 2 – „poproszę o usunięcie z artykułu na państwa portalu informacji z informacji prasowej, którą państwu przesłaliśmy, z poważaniem…”
    powód – powstał obiektywny artykuł, w którym jakiś specjalista, wypowiadający się do art. podważył skuteczność tego, co w stanowiącym pretekst do powstania tekstu materiale, forsowała firma X, która podesłała info prasowe.

    Odpowiedz
     
  6. Gość: Katherine, dxt177.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Niestety, brak profesjonalizmu w stosunku do blogerów zdarza się dosyć często. W zeszłym miesiącu pewna firma zaproponowała mi, że mogę wrzucić na bloga ich banner i jeśli wykryją duży ruch z ich witryny, to może zechcą podjąć ze mną współpracę. Nie wiem, czy bardziej czułam się obrażona, czy rozbawiona. No bo niby z jakiej racji mam fundować komuś darmową reklamę bez zobowiązań? Nie wspominając już o PR’owcach, którzy nie wiedzą jaki mam blogowy nick, albo mylą moją stronę z jakąś inną ;)

    Odpowiedz
     
  7. Gość: kelly, proxy-gw.uib.no

    Ojj, to chyba problemy wszystkich blogerów, niezależnie od dziedziny… ostatnio czytałam niezłą historię o odzieży sportowej, niestety, nie zapisałam sobie linka… chodziło o to, że ktoś miał za artykuł promocyjny wybrać sobie rzeczy z katalogu, przysłano skany… a tam rzeczy już były zaznaczone ;)))
    „Czytam Państwa bloga” – do kosza, „cześć,może mnie zareklamujesz” – do kosza, brak gramatyki,składni albo czegokolwiek, co choć troszkę przypominałoby nasz język – do kosza… 99% e-maili niestety tak kończy, ale czytając je, mam wrażenie, że to nie ludzie je pisali. Nikt przy zdrowych zmysłach tak nie pisze! ;)

    Odpowiedz
     
  8. ryfka81

    Oj, tak, dobrze to znam :) Takie kwiatki z mejli regularnie lądują na moim Fejsbuku (ostatnio znalazł się tam właśnie ten, w którym autor zwraca się do mnie per „autorko bloga XXX (wstawić adres bloga)” :)

    PR-owócw, którzy do mnie piszą, podzieliłabym na 3 grupy:

    - tacy, którzy wiedzą, że gdzieś dzwoni, ale nie wiedzą za bardzo gdzie (tzn. słyszeli o szafiarkach, ale nie znają specyfiki mojego bloga, mojego stylu itd.). Przykład: producent alkoholu albo „niegrzecznych” T-shirtów z półgnagimi babami :)

    - tacy, którym zupełnie nie dzwoni i nawet nie wiedzą, do kogo piszą (np. myślą, że jestem „portalem”), albo wysyłają kosmiczne propozycje typu: „oto wysyłamy Ci ekskluzywny znaczek, który możesz – zupełnie ZA DARMO! – umieścić na swoim blogu” (okazja, zwłaszcza że znaczek jest banerem odsyłającym do ich strony :D)

    - tacy, którzy kumają, zapoznali się z blogiem, wiedzą, do kogo piszą, rozumieją specyfikę blogosfery – ich jest niestety bardzo niewielu i zawsze kiedy dostaję takiego mejla, przeżywam pozytywny szok :)

    Wszystkim chłopcom PR-owcom gorąco polecam tekst Pawła Opydo (sama chyba zacznę odsyłać do niego tych sprytnych inaczej):
    http://www.playr.pl/2011/08/piec-zasad-dzieki-ktorym-zorganizujesz-dobra-kampanie-reklamowa-z-udzialem-blogerow/

    Odpowiedz
     
  9. Gość: Panika, 95.108.78.23*

    Masz świętą rację, Harel, w swoim świętym oburzeniu.
    Ale chętnie przeczytałabym też opowieść jakiegoś kumatego PR-owca o przedziwnej współpracy z blogerami. Tak dla równowagi :)
    Aha, PR-owcem nie jestem.

    Odpowiedz
     
  10. Gość: Fashionitka, 94-75-110-9.home.aster.pl

    Nie znajdzie się tu chyba nikt, kto by racji nie przyznał…. Niestety. Nieudolna komunikacja jest wszechobecna i dla mnie osobiście bardzo rażąca. Zwłaszcza, że zawodowo jestem PR-owcem i wiem co to znaczy przygotować dobrą wysyłkę informacji prasowej czy maila zapraszającego do współpracy. Boli nie tylko brak szacunku, aby sprawdzić z do kogo tak naprawdę się pisze, bezsensowne propozycje, masło maślane, z którego nic nie wynika, ale również wspomniana „polszczyzna” – urwane zdania, niekończące się sentencje, błędy ortograficzne…. To tylko niektóre z całej listy „perełek” żenującej korespondencji.

    Dobrze, że od czasu do czasu pojawia się jednak coś sensownego :-).

    Odpowiedz
     
  11. Gość: Jakub Jóźwicki, public-gprs258341.centertel.pl

    Myślałem, że jestem jedynym PR’owcem w branży modowej;) Przynajmniej do tej pory poznawałem same Panie. W każdym razie mogę jedynie Wam współczuć i liczyć na to, że w Polsce relacjami zaczną zarządzać nie chłopcy lecz mężczyźni. Niestety w dalszym ciągu polityka firm sprowadza się do tego, że PR = darmowa reklama i nie ma co się oszukiwać – duża część ludzi związanych z tą dziedziną życia (już nie piszę o branży modowej), to młodzi ludzie, dla których liczy się plasowanie materiałów „prasowych”. Mam nadzieję, że kiedyś będziecie zadowoleni ze współpracy z PR’owcami i będzie dla obu stron korzystna. Trzymam kciuki:)

    Odpowiedz
     
  12. harel

    @vintage_girl: u mnie była jeszcze jedna historia w związku z tamtą rzeczą, ale nie da się jej opisać, nie podając szczegółów, a nie chcę ich podawać. W każdym razie się zdziwiłam.

    @spaceage: he he, w końcu ani ser, ani czekolada nie zawierają czerwonego mięsa :)))))).

    @r.o.b.a.c.z.e.k: i co się dziwić, że takie propozycje wciąż ktoś składa, skoro znajdują się ludzie, którzy na nie przystają bez mrugnięcia okiem…

    @longedthread: nowo powstające portale dla kobiet piszą do mnie non stop od kilku lat. Zazwyczaj nie ma ani strony, ani nazwy, po prostu nic nie ma. Chyba kiedyś policzę, ile dostałam takich ofert…

    @Adchen: a ileż ja zaliczyłam ochrzanów za to, że materiałów nie opublikowałam, mimo że a) wcale o nie nie prosiłam, b) na nic się nie zgadzałam.

    @Katherine: nie wiem, jak mogłaś nie przyjąć takiej oferty!

    @kelly: a czasem to chyba naprawdę nie ludzie piszą, tylko Google Translate :)

    @ryfka81: tekst z iksami wzięłam od Ciebie :). Ekskluzywny znaczek też dostałam – zapomniałam o nim dziś napisać. A zalinkowany artykuł ge-nial-ny!

    @Panika: e tam święte :). A to, o czym piszesz, to sprawa do opisania przy następnej okazji. Bo tak jak istnieją Chłopcy PR-owcy, tak istnieją też samozwańcze Gwiazdy Blogosfery, których wymagania są nieraz absurdalne. Pół biedy, jak trafią na siebie nawzajem ;).

    Odpowiedz
     
  13. harel

    @Fashionitka: nie mam nic do dodania :)

    @Jakub_Jóźwicki: o, jak miło, że odezwał się PR-owiec (nie chłopiec :)). To nie tak, że zadowolenia zupełnie nie ma. Tak jak pisałam na początku, w wielu sytuacjach jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Jednak w tekście postanowiłam skupić się na tym, gdy dobrze nie jest. Niedawno z pewną miłą blogerką stwierdziłyśmy, że takich rzeczy nie powinno się pomijać milczeniem.
    A co do samego określenia Chłopcy PR-owcy, obejmuje ono obydwie płcie :).

    @Sven: ha ha! A do mnie czasem piszą, używając rodzaju męskiego!

    Odpowiedz
     
  14. jagnesjag

    Mój ulubiony temat ostatnio, to właśnie ten z mailami zachęcającymi do współpracy/zapoznania się z produktem/wrzucenia banera itp. Z osobistego doświadczenia mogę przytoczyć jeden nagminny błąd, który pomijają PR-owcy (czy raczej ktoś, kto się za niego podaje): nie patrzą do kogo wysyłają maila z informacją prasową. Swego czasu, całkiem niedawno, dostałam wiadomość następującej treści: Cześć, bardzo podoba nam się Twój styl, mamy do zaoferowania…” – i tutaj już przestałam czytać. To o czym sama wspomniałaś, Harel, oni nawet nie wiedzą czy blog jest szafiarski czy modowy. O zwykłym „dzień dobry” i „serdecznie pozdrawiam” już nie wspomnę.

    Odpowiedz
     
  15. ryfka81

    Przypomniał mi się jeszcze jeden mejl, który po prostu zwalił mnie z nóg. Pewna firma farmaceutyczno-kosmetyczna zaproponowała mi przetestowanie jakichś kuracji kolagenowych na zmarszczki (to było chyba niedługo po tym, jak napisałam na blogu, że skończyłam 30 lat ;) Radzili, jak mam pisać, żeby czytelnicy nie kapnęli się, że to reklama – np. że niedawno rozmawiałam z przyjaciółką o tym, że myślę o botoksie, i ona powiedziała mi, że jest lepszy sposób: ich produkt :D

    Na początku o mało nie udusiłam się ze śmiechu, ale potem się wkurzyłam, no bo, kurde, oni mnie przecież obrazili (i nie chodzi mi tu bynajmniej o wypominanie wieku). To naprawdę smutne, że są firmy, które bez żenady składają takie propozycje, jakby to była najnormalniejsza rzecz w świecie.

    Odpowiedz
     
  16. metka_by_traczka

    Prowadzę bloga i byłam/bywam PR-owcem. Widzę sprawę z dwóch stron barykady. W każdym przypadku ważne jest z kim masz do czynienia. Kwestia manier, rozumu i zdrowego rozsądku.
    Najpewniej do Ciebie „bloggerko XXX” pisze jakiś żółtodziób z agencji/działu PR, z racji wieku „oddelegowany do internetu” . Albo baza mailingowa jest dawno nieaktualna, obsługiwana przez kolejną osobę z agencji, która wrzuca w bazę hasło „moda” i śle jak leci.
    Z kolei PR-owcy często otrzymują maile o treści „Od dwuch miesiency prowadzę bloga XXX, przyślijcie mi prubki waszych kosmetyków za minimum 1000 złotych, to napiszę o was”.

    Odpowiedz
     
  17. Gość: Sven, 89-78-141-154.dynamic.chello.pl

    Oj ale amatorszczyzna trafia się wszędzie! Uwierzcie.
    Pracując w call-center trafiłem na sąsiadkę z komputera obok czytającą wszystkie skróty dosłownie tak jak były zapisane. Więc 30 telefonów pod rząd szukała ‚dyrektora DS marketingu’. (dosłownie mówiła DS, DR, PAR)
    Po prostu ludzie nie kumają, że należy czasem użyć mózgu.

    A co do mojej „blogerki” to też raz dostałem maila w tytule „Mam do Pani pytanie”. To był moment kiedy pierwszy i ostatni raz użylem bluzgów w odpowiedzi do obcej osoby w mailu.

    Odpowiedz
     
  18. harel

    @jagnesjag: rzeczywiście, to jest chyba najpopularniejszy błąd. Co innego wysłać do wszystkich ogólną informację (typu prezentacja kolekcji w showroomie czy nowy lookbook itd). Ale jak już składa się komuś ofertę współpracy, dobrze się odrobinę wysilić…

    @ryfka81: a właśnie, zapomniałam Ci ostatnio powiedzieć, rozważałam botoks, ale przyjaciółka poleciła mi fantastyczny krem. A tak się składa, że mam przypadkiem u tej firmy zniżkę i jak kupisz dziesięć opakowań, to jedenaste kosztuje 5% mniej. Prześlę Ci szczegóły na maila, bo to jest ekskluzywna oferta, nie chcę szastać nią na prawo i lewo ;).

    @metka_by_traczka: od dwuch miesiency? od czech tygudni czasem nawet :)))). To druga strona medalu. Założę bloga, napiszę do firm i będę dostawać prezenty. Bo przecież o to chodzi w blogowaniu ;). To czasem bardziej mnie smuci niż nieprofesjonalny PR.

    @Sven: wydaje mi się, że z bluzgami nie ma co przesadzać. Ale wiadomo, każdy reaguje po swojemu. U mnie częściej pojawia się powątpiewający uśmiech, którego nie chce mi się nawet przekładać na słowa :)

    Odpowiedz
     
  19. fille

    Prowadzę bloga od kilku lat, jest to taki osobisty pamiętnik, nie ma zdjęć (no chyba, że kotów) a jednak i ja dostałam swego czasu informację, że mam tak świetnego bloga jakich mało, żem perła wśród piszących, że warto by go uczynić jeszcze bardziej popularnym itd., i „oni” to zrobią bo są pewni że warto, wypozycjonuja go, że much nie siada! A ja mam tylko umieszczać na stronie reklamy produktów dla dzieci. Co jest dla mnie lekko niemorlane bo jak mam reklamować rzeczy których ani ja ani moi Młodzi nie używają z racji swego wieku dawno nie-”niempowlęcego”. A poza tym mam silną alergię na wsyztskie „polepszacze” życia matki?

    Odpowiedz
     
  20. katasia_k

    Na facebookowym profilu magazynu Press sa zawsze jakies wybryki PRowcow w cyklu „Dzwoni telefon.”

    Sama otrzymalam kiedys informacje prasowa, w ktorej znajdowalo sie zdanie: „XY jest oburzona. (tu wstawiacie slowa waszej szefowej) – mowi.” Taki wlasnie tekst, zamiast do klienta, zostal wyslany do dziennikarzy :)

    Odpowiedz
     
  21. mr.vintage

    Ostatnio mail od firmy PR:
    „Czytamy Pański blog….balabala. Jesteśmy agencją, która wydaje eksluzywne magazyny warszawskich dla centrów handlowych. Czy byłby Pan w stanie napisać dla nas artykuł o modzie męskiej pt.xxx”.

    Odpisuję:
    „Jesli wiąże się to z wynagrodzeniem, to tak”.

    Odpowiedź do mnie:
    „Nie, nie wiąże się to z wynagrodzeniem. Dziękujemy.”

    Odpowiedz
     
  22. to_me

    Jakiś horror :) Kiedyś przez myśl przemknęło mi, że szkoda, że mój blog nie jest popularny, że szkoda, że nikt nie odezwał się do mnie z fajną propozycją. Nadal mi tego trochę żal…. ale może i dobrze. Przynajmniej nie mam do czynienia z brakiem profesjonalizmu- a na brak ten mam silną alergię :)

    Odpowiedz
     
  23. Gość: Goldenrose, host195-150-132-132.pnet.com.pl

    Niedoświadczone osoby trafiają się po obu stronach :) Wspomnieni początkujący blogerzy w dziedzinie kosmetycznej są nagminni, ale nie dorównują gadżeciarzom, którzy po miesiącu-dwóch prowadzenia bloga żądają „do testów” najnowszych smartfonów i laptopów. I to jeszcze nie tragedia, gdyby nie to, że większość z nich uważa, że otrzymanie „do testów” oznacza „na własność” (generalnie po 2 tygodniach, czasem po miesiącu idzie prośba o zwrot, na co są pełne oburzenia maile, że jak tak można, że to skandal, rzucanie słuchawką, itp.). A to nie są rzeczy o wartości 100, czy 200 zł, ale raczej 2-4 tys. i więcej…

    W kosmetycznych króluje oburzenie, że blogerka, czy bloger nie otrzymają całej kolekcji (lakierów, kosmetyków do makijażu, itp.), tylko np. 3 wyselekcjonowane kolory. Albo wtedy, gdy agencja/firma proponuje, że przekaże 4 sety miniaturek perfum (łączna wartość – 800 zł, marka lubiana przez autorkę, która sama się zgłosiła do firmy) – dwa dla blogerki, pozostałe – z prośbą o organizację konkursu i rozdanie ich. Widziałam maila z odpowiedzią od pewnej pani, która napisała wprost, że za set miniaturek to jej się nie chce ruszać palcem, a jak chcemy konkurs, to mamy nie tylko przekazać perfumy, ale także jej zapłacić…

    Odpowiedz
     
  24. harel

    @fille: ja do tej pory nie wiem, o co chodzi z pozycjonowaniem, że za to się płaci itd. Mój blog jakoś sam się wypozycjonował – i mam nadzieję, że nikomu za to nic nie wiszę ;))).

    @darenia: a może oni myślą, że my jesteśmy dziećmi? I że jarają nas takie układy? :)

    @Sven: trochę oddalę się od głównego tematu. Mam jeszcze alergię na wszelkie maile, które już w tytule informują mnie, że coś wygrałam. Spam. Bez komentarza :).

    @katasia_k: ha ha! A z drugiej strony… Nie chciałabym sama popełnić takiego błędu. Na pewno by mnie to tak nie śmieszyło. Okrutna jest natura ludzka ;)

    @mr.vintage: tak… też już kilka osób zszokowałam tym, że za tekst (wcale nie na blogu!) spodziewałam się zapłaty… :)

    @to_me: zgłaszają się też z super propozycjami, więc trzymam kciuki. Być może dzięki temu, że nie jest jakiś super popularny, ominą Cię takie kwiatki jak powyższe :).

    @Goldenrose: o tak, wiemy, wiemy :). Strona blogerów też taka niewinna i czysta nie jest ;).

    @WIX: ech, a ja mam nadzieję, że po tym tekście już więcej wpadek moja skrzynka mailowa nie odbierze ;)).

    Odpowiedz
     
  25. mirpo

    Smutno mi się to czytało ale niestety rozumiem, bo sam zostałem zapytany przez klienta, czy „z blogerami rozlicza się na zasadzie wierszówki” :-(
    Marketing na blogach nie jest ani taki prosty, ani zbyt skomplikowany – podstawą jest trafny kontekst (blog i marka), wzajemny szacunek i dotrzymywanie umów. Ponieważ mam doświadczenia z obu stron (bywam blogerem, prowadzę kampanie na blogach dla klientów) to muszę przyznać, że zdarzyło mi się dostać e-maila od wkurzonego nie za bardzo wiadomo czym blogera zawierający słowa niecenzuralne.
    Niestety dużo częściej nawala druga strona: agencja, czy sam klient-reklamodawca. Bo niektórym się wydaje, że marketing na blogach polega na dawaniu giftów w zamian za pozytywne wpisy. To naprawdę chora sytuacja i np. ten artykuł kobieta.newsweek.pl/co-na-blogach-reklamuja-szafiarki,81663,3,1.html (mimo iż wydaje mi się być pisany z tezą na siłę) pokazuje też smutne zachowania osób, które chciałyby aspirować do bycia blogerkami
    PS. Jeśli będziecie miały potrzebę uświadomienia kogoś o co biega w marketingu w blogosferze to zawsze możecie go odesłać do tej prezentacji MARKETING W BLOGOSFERZE

    Odpowiedz
     
  26. harel

    @celapiu: podejrzewam, że maile od blogerek miewają charakter roszczeniowy? ;)

    @mirpo: i po raz kolejny wychodzi na to, że obie strony potrafią nieźle dokazywać ;).

    @XXX: do napisania postu skłoniły mnie sytuacje, które w nim opisuję. Skumulowały się (a to jest tylko kilka przykładów). Uważam, że o takich sprawach trzeba głośno mówić. I tyle :).

    Odpowiedz
     
  27. harel

    @katasia_k: no tak, wywołał sporo dyskusji w różnych miejscach w sieci. Ja bardzo bym chciała uniknąć kolejnej dyskusji o nim tutaj, więc nie podejmuję wątku :).

    Odpowiedz
     
  28. Gość: XXX, aasb81.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Pytam, bo akurat dzień wcześniej przeczytałam artykuł z Newsweeka i myślałam że to odpowiedź na niego. Ale muszę przyznać, że poniekąd zgadzam się ze spostrzeżeniami z tego artykułu..

    Odpowiedz
     
  29. Gość: olaaa, dkl249.neoplus.adsl.tpnet.pl

    ja jestem dziennikarką i miałam kiedyś taką sytuację:
    PR: dzwonie z firmy xx, chciałabym żeby nasz prezes wystapił w pani programie.
    ola: ?!
    PR: najlepiej gdyby to było 15 wrzesnia
    ola: a dlaczego akurat 15 wrzesnia?
    PR: nie moge pani powiedzieć
    ola: słucham?!
    PR: no nie moge pani powiedzieć, to tajemnica
    ola: ale może pani powie cokolwiek?
    PR: nie to naprawde tajemnica

    do tej pory nie wiem :)

    Odpowiedz
     
  30. Gość: Macaroni, 178.73.49.1*

    Moim hitem jest propozycja napisania tekstów o skarpetach X do gazetki producenta. W tym samym liście obiecano mi kilka par z przeznaczeniem na konkurs dla czytelników bloga. Na maila nie odpisałem.

    Mr. Vintage- a ja do tego pisma dla Galerii (chodziło o Arkadię) napisałem tekst. Teraz mam teorie, że trzeba poszerzać bazę czytelników.

    Odpowiedz
     
  31. blondynechka

    Jestem blogerką i jestem związana z branżą szeroko pojętej promocji i PR. I w związku z tym chciałabym zaapelować. Blogerki, promujcie to co jest zgodne z Waszymi przekonaniami! Skoro już zabrałyście głos to róbcie to szczerze by nie Wasz blog nie stał się po prostu gazetką promocyjny. Branżo PR, szanujcie swojego odbiorcę bo lepiej pozyskać jedną blogerkę, która dzięki owocnej i rzetelnej współpracy stanie się Waszą ambasadorką. Nie tylko napisze pozytywnie o Waszym produkcie/usłudze/akcji ale również rozprowadzać pozytywne opinie o tym wśród swoich znajomych i być może poszerzać krąg Waszych klientów!

    Odpowiedz
     
  32. Gość: Dzinks, aenc134.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ale jak PRowiec napisze do Ciebie maila, to odsyłasz cennik. Już nie da się słuchać tego, jak każda durna blogerka pisze o tym, że ‚prowcy są taaaacy źli’

    Odpowiedz
     
  33. Gość: styledigger, dyp126.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Dzinks, chyba nie doczytałeś, tekst nie jest przecież o wszystkich ludziach pracujących w PR? Harel, tekst jest hitem:)

    Odpowiedz
     
  34. martin.kubow

    Jak widać po reakcji jednego z powyższych „chłopców ograniczonych PR’ców” wszędzie są ludzie i ludzie… Jak mawiała moja Babcia, mądry nie zauważy i nie weźmie tego do siebie, a głupi… no cóż różnie, może tak być jak powyżej lub pomyśli że tak ma już być… Może wniosek dla nas, miejmy cierpliwość dla wszystkich dzieci… :)

    Odpowiedz
     
  35. harel

    @celapiu: są takie, które zaczepiają wszystko, co ma małpę na stronie ;)))

    @XXX: zbieżność publikacji była przypadkowa :)

    @mirpo: chętnie obejrzę, dzięki!

    @Sven: he he :)

    @olaaa: przypomniałaś mi, że też kiedyś spotkałam się z tajemniczą akcją. Na każde pytanie, jakie zadawałam, dostawałam odpowiedź: „To tajemnica, wszystkiego się dowiesz, jak przyjdziesz”. Nie przyszłam.

    @Macaroni: wow! Taka okazja, a Ty nie odpisałeś ;)

    @blondynechka: pozostaje mi podpisać się pod Twoimi słowami, i to obiema rękami :)

    @Jacek Gadzinowski: i kolejny tekst warty przeczytania. Dziękuję za linka!

    @Dzinks: ja odsyłam cennik? Chyba Ci się z kimś pomyliłam. Tak jak pisze Styledigger poniżej – tekst nie jest o wszystkich PR-owcach. A zawiera tylko i wyłącznie prawdziwe i w żaden sposób niepodrasowane opowieści.

    @styledigger: o to to :). A poza tym jestem w szoku, ile mam wejść z Facebooka. Chyba sporo osób wrzuciło ten tekst na swoje tablice :).

    @martin.kubow: jak widać, mam nieograniczone pokłady cierpliwości ;)

    Odpowiedz
     
  36. Gość: Paweł Tkaczyk, aanf216.neoplus.adsl.tpnet.pl

    To się w końcu zmieni, bo czara goryczy się dopełnia. Jakiś czas temu miałem bardzo podobne przemyślenia:
    paweltkaczyk.midea.pl/marketing-branding/social-media-marketing-branding/public-relations-naprawianie-relacji/

    Ale to my, blogerzy, musimy zapoczątkować tę zmianę. Dopóki agencjom PR-owym nie dostaje się za hurtowe i nędzne traktowanie blogerów, nie opłaca im się poprawić

    Odpowiedz
     
  37. Gość: Jacek Gadzinowski, host-54-250.compi.net.pl

    @Paweł – zgoda, do czasu jak spam i hurtownictwo jest tolerowane w tej materii mało się zmieni. Ja zacząłem od siebie – takie oferty po prostu automatycznie idą do kosza, za każdym razem czy to na szkoleniach czy wypowiedziach sugeruje powrót do dobrych praktyk PR.

    Poza tym, każdy preferuje czy to pracę czy swoje hobby w normalnym otoczeniu. A traktowanie przedmiotowo, raczej nie jest szacunkiem 2 strony.

    Odpowiedz
     
  38. mr.vintage

    @Macaroni
    Poszerzanie grupy Czytelników jest jak najbardziej dobrym pomysłem i sam to robię (kilka wypowiedzi jako „ekspert” w różnych gazetach i czasopismach), ale w przypadku „pisma”, o którym piszemy sprawa wygląda inaczej. To narzędzie marketingowe za które centrum handlowe płaci i to dużo agencji, która jest odpowiedzialna za jego przygotowanie.

    Jeśli ktoś bierze dużą kasę za moją pracę (tekst dla tego pisma), to dlaczego moja praca ma być darmowa?

    Grafik takiego pisma na pewno dostaje wynagrodzenie, „naczelny” tego pisma również, drukarnia też za darmo tego nie wydrukuje, za zdjęcia trzeba zapłacić. A tekst ma być za free?

    Odpowiedz
     
  39. Gość: Iza, acpq119.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Pracuję w mediach i przynajmniej kilkanaście razy dziennie kontaktują się ze mną chłopcy PR-owcy (sprzedam to określenie w redakcji!). Historii mam milion, ale kilka zapadło mi wyjątkowo w pamięć.

    Ostatnio zadzwoniła do mnie Pani z pytaniem, czy dostałam od niej maila i czy umieścimy na stronie informację o wydarzeniu. Odpowiadam, nerwowo szukając wiadomości od niej, że przepraszam, ale nie przypominam sobie i czy mogłaby podać mi więcej szczegółów. Pani wybuchnęła głupkowatym śmiechem i powiedziała: „Straszna gapa ze mnie, zapomniałam wysłać, ale już poszedł”. Mail przyszedł w tej samej chwili, więc mówię, że zapoznam się z propozycją i jak najszybciej odpowiem. Ona na to: „Albo zdecyduje Pani teraz, albo nie mamy o czym ze sobą rozmawiać”. Spadłam z krzesła, a kiedy się podniosłam Pani już się rozłączyła.

    Inna historia sprzed kilku dni – pani wysłała informację prasową ze zdjęciem, zainteresowała nas, postanowiliśmy ją opublikować. Kilka minut później miałam telefon z pretensjami, że zdjęcie jest beznadziejne (to cytat), jej się nie podoba i mamy je zmienić. Pani za nic nie chciała uwierzyć, że sama takie nam przysłała. Nie wiem, czy wreszcie uwierzyła, bo nie odezwała się już więcej, kiedy przysłałam jej jako dowód jej własnego maila z wszystkimi załącznikami.

    I ostatnia historia, świeżutka, bo z dzisiaj – Rano przysłano nam maila z prośbą o patronat. Świetna sprawa, uzgodniliśmy, że bierzemy. Odpisałam i dostałam maila o treści: „Za późno! Byli szybsi”.

    W redakcji mamy już dwie tablice korkowe pełne wydrukowanych maili tego typu – ku radości i przede wszystkim przestrodze!

    Aaa, jeszcze przypomniał mi się pan, który zadzwonił i powiedział: „Ponieważ mam zamiar robić z panią poważne interesy, to przejdźmy na ty – jestem Marek, a ty?”. Nieważne, że kilka sekund wcześniej się przedstawiłam. I to chyba najbardziej mnie drażni! Jak odbieram telefon i ktoś przedstawia się i mówi skąd dzwoni, to odruchowo to notuję. Potem najwyżej upewniam się, czy na pewno dobrze zrozumiałam.

    omtko! Ale się rozpisałam:)

    Odpowiedz
     
  40. mirpo

    dla zainteresowanych tematyką zarabiania na swoim blogu lub prowadzenie akcji marketingowych w blogosferze polecam wywiad z Kominkiem, na który ongiś go namówiłem: mirekpolyniak.wordpress.com/2011/02/15/kominek-radzi-jak-wspolpracowac-z-blogerami/ oprócz samego wpisu polecam uważną lekturę komentarzy – naprawdę wiele ciekawych spostrzeżeń dot. postrzegania blogerów, marketingu na blogach

    Odpowiedz
     
  41. Gość: Lux, 133-60-13-46.tmcz.cz

    Niezależnie od poziomu profesjonalizmu prezentowanego przez specjalistów PR, drogie szafiarki, słabo mi się robi a i bloga czytać się odechciewa, gdy miedzy relacjami z tygodnia mody natykam się na reklamy pasty do zębów. Lub konkurs w którym do wygrania suplement diety czy inne mydło i powidło. Żenujące.

    Odpowiedz
     
  42. harel

    Wszystkie linki na wagę złota. A ostatni po prostu świetny. Dokładnie tak jak linkujący napisał: z drugiej strony :).
    W ogóle co do tego ostatniego, czasem, jeśli widzę/czuję, że warto, odpisuję, dzielę się przemyśleniami. I już nie raz się zdarzyło, że druga strona podziękowała, a może nawet skorzystała z uwag. Zawsze jednak staram się to robić tak, by nie stawiać się na pozycji osoby wszystkowiedzącej czy po prostu świętej krowy ;).
    To prawda, każdy popełnia błędy, nawet wolę nie myśleć, ile razy mnie się to zdarzyło – i ile razy ktoś mi to wytknął ;).
    Myślę, że warto pamiętać o jednym. To nie jest żadna walka. Raczej docieranie się blogerów z PR-owcami, jak w małżeństwie ;).

    Odpowiedz
     
  43. Gość: Amillian, 87-205-243-63.adsl.inetia.pl

    Amillian to linkująca ;) Cieszę się, że link się spodobał, interesuję się nieco PR’em i takimi rzeczami, więc jak znalazłam to się podzieliłam.
    Podoba mi się porównanie do docierającego się małżeństwa. Kwestia współpracy PRowców z blogerami jest stosunkowo nowa, a więc każda ze stron ma prawo popełniać błędy. Nie ma jeszcze wyrobionych norm postępowania w danej sytuacji, blogerzy nie zawsze byli zauważani, a firmy rzadko interesowały się blogerami. Jest więc działanie trochę po omacku, zwłaszcza, że z jednej i drugiej strony zdarzają się ludzie mało profesjonalni. Ale jedni i drudzy rozeznają się, udoskonalą i będzie tylko lepiej, czego obu stronom życzę.

    Odpowiedz
     
  44. mirpo

    Nie wiem, czy to kwestia farta, czy umiejętnego typowania blogerek/ów do współpracy ale osobiście miałem zaledwie 2 przypadki negatywne:
    - raz blogerowi coś „odbiło”, chyba go emocje poniosły
    - raz bloger coś obiecał w ramach dod. świadczenia i się z tego nie wywiązał
    Generalnie to blogerom zależy na dobrych akcjach, bo to oprócz kasy i np. nagród dla czytelników buduje też ich prestiż i referencje na przyszłość.
    Ze smutkiem stwierdzam, że dużo częściej po stronie klienta/agencji trafiają się „ufoludki” ;-) ale mam nadzieję, że takie publiczne debaty będą edukować rynek i akcje marketingowe w blogosferze będą stały na coraz lepszym poziomie

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *