16

wrz

Sale!

„Sale” to przewrotna koncepcja polskiego projektanta Michała Szulca. Choć najpopularniejszym elementem są perfumy (może dlatego, że zostały wyprodukowane w największej ilości egzemplarzy), kolekcja ma wiele składowych (m.in. t-shirty, bluzy, sukienki czy bransoletki z kolorowych skórzanych pasków – absolutny bestseller). Do tej pory ubrania Michała Szulca powstawały w pojedynczych egzemplarzach, były prezentowane na pokazach, wypożyczane do sesji fotograficznych i nigdy nie trafiały do sklepów. Można je było kupić tylko na imprezach wyprzedażowych. „Sale” powstała z myślą o tych, którzy chcieliby kupić „nowego” Szulca. Jest odrębna i autonomiczna, nie podlega ani sezonom, ani promocjom. Zresztą nie musi – ceny nie są wiele wyższe niż w popularnych sieciówkach – na czym zresztą bardzo projektantowi zależało. Od asortymentu sieciówkowego różni ją natomiast (oprócz samej ręki mistrza) mocno ograniczona liczba produkowanych egzemplarzy oraz mocne postanowienie braku powtórek. Jeśli coś się wyprzeda, już nigdy nie zostanie wyprodukowane ponownie. Nawet perfumy Sale 01, o których bardzo chciałam tu napisać, ale mam z tym problem. Bo jak można za pomocą słów choć w niewielkim stopniu przybliżyć zapach? Strony w magazynach poświęcone perfumom przerzucam bez zainteresowania. Nawet jeśli napiszę, że są intrygujące, każdy odbierze to na swój sposób. Mogę zapewnić, że każdy (chyba… ;)) poczuje korzenny zapach goździków – a wielu osobom może się on skojarzyć z dentystą ;). Potem pojawią się róże, wanilia i miód – tyle ode mnie. Zapach ewoluuje, co jest podstawą w prawdziwych perfumach. Można go przetestować w perfumeriach Galilu. A kto woli niespodzianki, polecam zamówienie flakonu przez stronę internetową.
Dla mnie osobiście Sale 01 mają jeszcze jedną wartość. Stanowią dowód na to, że nie wolno się poddawać. Oto, co mówi o ich powstaniu sam projektant:

„Pojawiło się hasło PERFUMY. Pomyślałem, że byłoby cudownie i niesamowicie pracować nad takim projektem, ale jak szybko pomysł się pojawił, tak upadł. Stwierdziłem, że to po prostu niemożliwe. Jednak zanim się ostatecznie poddałem, sprawdziłem czy realizacja jest rzeczywiście skazana na niepowodzenie. Wysłałem mnóstwo maili, zapytań, wątpliwości i szczeniackiego zapału. I po ponad połowie roku trzymałem w ręku buteleczkę z próbną pierwszą mieszanką. W następnej dostawie, po długim oczekiwaniu, dostałem już gotowy produkt.

Proces zapachowy rozpoczął się od mojej opowieści o tym, jak wyobrażam sobie SALE 01. Musiałem opisać nie tylko zapach, ale i butelkę, opakowanie – całą koncepcję artystyczną, by oddać klimat gotowego produktu. Do opisu dołączone były zdjęcia moich projektów i kolekcji, których perfumy miały być dopełnieniem i dookreśleniem na nieco innej płaszczyźnie. Otrzymałem do przetestowania kilkadziesiąt olejków. Nut, które miały się złożyć na finalny zapach, wybranych z morza esencji przez kogoś, komu właśnie te nuty skojarzyły się z moim opisem i twórczością. Z otrzymanych próbek wyselekcjonowałem najciekawsze i odbyła się kolejna weryfikacja. Do akcji wkroczyli technologowie, którzy decydowali o tym, których zapachów nie powinno się łączyć w obawie przed „zniesieniem się”, zaprzeczeniem, brakiem współgrania zapachowych akordów. Odbyła się podmiana lub wykluczenie, esencje zostały zmieszane, dodano do nich alkohol i nie czekając na leżakowanie i dojrzewanie zapachu, przesłano je do moich testów. Miałem możliwość kilku kolejnych prób i wprowadzania zmian, ale po pierwszym użyciu wiedziałem, że to jest to.”

Uwielbiam takie historie!

9 myśli nt. „Sale!

Dodaj komentarz
  1. Gość: K, awe40.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Mam perfumy Sale 01 i wszystkim polecam, są bardzo oryginalne.
    A jeśli chodzi o bransoletki to dla mnie też jest to absolutny bestseller tego projektu, mam jedną ale już się przymierzam do zakupu co najmniej 2 kolejnych kolorów.

    Pozdrawiam!:)

    Odpowiedz
     
  2. Gość: Żarówka, 89-76-182-204.dynamic.chello.pl

    Oj, wzruszyła mnie ta „historia”! Zwłaszcza, że „Sale” to słabsza kopia legendarnego „Black Cashmere” Donny Karan. Skład mają prawie identyczny: niemuzycznapieciolinia.blogspot.com/2011/07/micha-szulc-sale-perfume-01-brak-mi-sow.html
    Oryginalności tu tyle, co kot napłakał. Dla osób, które pamiętają „Black Cashmiere”, „Sale” to profanacja.

    Odpowiedz
     
  3. Gość: MB, public-gprs173796.centertel.pl

    Tak tak, wszyscy znamy bloga Pana Marcina Frustrata, przedziwne jest to, że wklejono link tylko „od niego”, a nie z blogów Skarbki czy Sabbath, które inaczej odniosły się do Sale 01. No ale, kto zna histrorię MB ten wybaczy istnienie niemuzycznej :)

    Odpowiedz
     
  4. Gość: CornerOfColour, nat1.res.pl

    z chęcią bym powąchała te perfumy muszą pięknie pachnieć :)

    Zapraszam na swojego bloga z ręcznie robioną biżuterią! Każdy projekt jest wykonany raz, góra dwa razy, dlatego każda z Was może poczuć się wyjątkowo poprzez noszenie unikalnych dodatków! Wszystkie pokazane na blogu dodatki są na sprzedaż w bardzo atrakcyjnych cenach. Każdy znajdzie coś dla siebie: coś eleganckiego, delikatnego, kolorowego, modnego lub zupełnie zwariowanego i wiele, wiele więcej! Serdecznie zapraszam do odwiedzenia, komentowania oraz zakupów na cornerofcolour.blogspot.com/

    Odpowiedz
     
  5. to_me

    Nigdy nie wydałabym takich ogromnych pieniędzy na perfumy, jakie wydał on. Nawet, gdyby miały światu obwieszczać moje nazwisko. Zwyczajna rozpusta. Ale! Dobrze, że inni mają inne poglądy i jednak się na taki przewrót decydują ;o) Dzięki temu nie stoimy w miejscu!

    Odpowiedz
     
  6. jagnesjag

    Bardzo podoba mi się ta buteleczka. Natomiast zdecydowanie bardziej czekam na otwarcie sklepu internetowego. Harel, czy już wiadomo kiedy to nastąpi, masz jakieś wieści?

    Odpowiedz
     
  7. Gość: Żarówka, 89-76-182-204.dynamic.chello.pl

    Niepotrzebnie wkleiłam linka. Niestety, nie znałam wcześniej tej żenującej sprawy dotyczącej MB.
    Niemniej jednak, wszyscy przyznają podobieństwo do BC, nawet Sabbath.

    Odpowiedz
     
  8. harel

    Tym razem odpowiadam zbiorczo.
    Sklep internetowy – nie wiem, ale mam nadzieję, że wkrótce.
    Sprawa podobieństwa – nie znam zapachu Black Cashmere, więc mogę tylko napisać, że te same składniki jeszcze nie czynią plagiatu. Tu link do mniej emocjonalnej recenzji – warto przeczytać:
    sabbathofsenses.blogspot.com/2011/07/sale-perfume-01-micha-szulc.html

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *