30

wrz

Piękne wspomnienia

Lata dziewięćdziesiąte w pełnym rozkwicie. Zimą nosiło się sztruksy, flanelowe koszule, wojskowe kurtki i peruwiańskie czapki we wzory. Latem sukienki w kwiaty i kolorowe plecaki z „India Shopów”. A do tego wszystkiego obowiązkowo martensy – bez względu na temperaturę. Wiem, trochę to uproszczone i bardzo brutalne. Ale poniekąd tak było…
O martensach marzyłam od końca podstawówki (ech, egzemplarze znajomych przywożone z Londynu… – nigdy nie zapomnę tamtych ukłuć zazdrości…), na prawdziwą wersję musiałam jednak poczekać do osiemnastki. I zjawiły się. Granatowe. Niskie. Ukochane. I ciężkie jak cholera. Mogłam o nich powiedzieć wszystko, ale nie to, żeby łatwo się w nich chodziło (bywają takie sny, w których z trudem przychodzi nam każdy kolejny krok, jakby stopy były obciążone kamieniami – bardzo podobne uczucie). Z czasem to wrażenie minęło, lecz gdy kilka lat później przymierzyłam czarne adidasy, wydały się lekkie jak piórko i martensy zostały zdetronizowane. Gdybym jednak chciała do nich wrócić, nie byłoby problemu. Bo należą do tego rodzaju obuwia, w które warto zainwestować, a odpłacą się trwałością nie do zdarcia :).
Prób powrotu było kilka. Zachęcały wersje Yamamoto, lakierowane wariacje Chloe czy wreszcie jasnoróżowe marzenie sprzed kilku miesięcy. I któregoś dnia martensy same przyszły do mnie :). Wszystko za sprawą sklepu eButy, którego przedstawiciele postanowili mi owe martensy sprezentować. Nagle, bez ostrzeżenia! ;) (czyż mogłam odmówić?).
Wybór okazał się trudniejszy niż przypuszczałam. To tak jakby stojąc przed witryną cukierniczą pełną smakołyków mieć świadomość, że można zjeść tylko jedno ciastko… Wzorzyste wersje kusiły ogromnie, uwielbienie prostoty też domagało się uwagi. Kompromis odnalazłam w bieli (niezmiennie przywołującej tę sesję z brytyjskiego Vogue’a). Nie ukrywam, białe martensy są ryzykowne, jeden krok za daleko i – wiedz, że coś się dzieje – niebezpiecznie zbliżam się do subkultury „emotional”!!! ;). Ale noszone w komplecie z prostymi stonowanymi ciuchami bronią się doskonale.
A na moment wracając do samego sklepu, wybór martensów już jest ogromny (choć nie mogę im wybaczyć, że nie pojawiły się pastelowe wersje…), a co będzie się działo na wiosnę 2012… lepiej nie mówić :).
A teraz proszę się przyznać. Kto nosił, kto nosi, a kto nie znosi? ;)




Zdjęcia: eButy.pl

23 myśli nt. „Piękne wspomnienia

Dodaj komentarz
  1. Gość: well-dressed_mind, ip197-80.ghnet.pl

    Aaaa…właśnie dziś rano, popijając kawę, niemrawo spoglądając w przestrzeń za oknem i rozmyślając nad tempem przemijania pór roku doszłam do wniosku, że (jak zwykle) nie mam butów na ten dziwny okres pt. „już-nie-baleriny-jeszcze-nie-kozaki”. Wpadłam więc na pomysł odrestaurowania moich licealnych martensów! Kochałam je i nosiłam przez 365 dni w roku. Było dokładnie tak jak piszesz…Flanelowe koszule, sztruksy i częste wizyty w india shopie. Ech…łza się oku kręci.

    Odpowiedz
     
  2. modologia

    Czarne martensy kupione w okolicach osiemnastki – puszyłam się jak paw ;) Obuwie było całoroczne, zimą (tak!) do sztruksów, latem do sukienki z india shopu – choć tego dziś nie mogę zrozumieć ;) A teraz patrzę na te pomarańczowe martensy i chcę je mieć …

    Odpowiedz
     
  3. well-dressed_mind

    Heh, na ebuty.pl widzę nawet martensy na obcasie! 10 lat temu uznałabym to za profanację, a dziś…?Czemu nie…?
    Ps. sposób w jaki myślę o martensach i całym licealnym entourage’u każe mi przyjąć do wiadomości, że naprawdę się starzeję:)

    Odpowiedz
     
  4. Gość: kajakowo, acgf238.neoplus.adsl.tpnet.pl

    nosiłam! ba, nadal mam swój ukochany egzemplarz i szczerze mówiąc myślałam o reaktywowaniu go tej jesieni. śmiesznie, to te na ostatniej fotce przez Ciebie wklejonej-pomarańczowe, dokładnie takie mam. liczą, bagatela- z 15 lat. :D ehhh, to były czasy!
    serdecznie pozdrawiam. :)

    Odpowiedz
     
  5. Gość: kelly, proxy-gw.uib.no

    Kultowe buty :) Pamiętam, że marzyłam o swojej parze, moja siostra miała chyba trzy a ja, według mojej Mamy, byłam za mała i nie pozwoliła mi ich kupić. Z perspektywy czasu bardzo się cieszę, bo wybór lżejszych butów sprawił, że mój chód jest bez zastrzeżeń (nie, żeby wszyscy ci, co mieli Martensy narzekali, ale mam znajome, które długo płakały, nie mogąc przerzucić się na szpilki właśnie przez chód) a miłość do butów na obcasie ogromna ;) Mimo tego, że ich nie miałam, jakoś wzbudzają uśmiech. Szczególnie te wzorzyste, kolorowe wersje.

    Odpowiedz
     
  6. Gość: Żorżeta, host-81-190-225-31.wroclaw.mm.pl

    Moje pierwsze martensy kupiłam w 95 roku Paryżu (ach). Nosiłam jej przez 7 lat. Przez pierwsze trzy lata, właściwie non stop, bez względu na pogodę i porę roku. Niestety przy którejś z przeprowadzek zgubiłam je, a były jeszcze w bardzo dobrym stanie:) Teraz noszę model darcie, na obcasie. Bardzo wygodne! Myślę o kolejnych! Mój chłopak zresztą też nosi martensy i je uwielbia. Jak tylko się nadarzy okazja zaopatrzymy w nie także naszą córkę:)

    Odpowiedz
     
  7. jagnesjag

    Po pierwsze off topic: Kajakowo wróć do blogowania!!!!:)
    Po drugie: Pierwsze Martensy trafiły do mnie w wieku 14-15 lat i były (tak jak o tym wczoraj rozmawiałyśmy) dość płaskie i niestety równie ciężkie:/ Nosiłam je z dumą wiele lat, bo jest to but niezniszczalny, a wydaje mi się, że im starszy, tym lepiej się prezentuje. Nie wiem czy skusiłabym się na niego ponownie, ale wszystkie „wariacje na temat”bardzo mi się podobają.

    Odpowiedz
     
  8. Gość: kajakowo, acgf238.neoplus.adsl.tpnet.pl

    ;) A wiesz, ostatnio odkurzyłam mego bloga, który ciągle jest w przestworzach sieci, ino zahasłowany i łezka w oku się zakręciła… kwestia jest zdecydowanie do przemyślenia! :)

    Odpowiedz
     
  9. frenja

    Ja nie nosiłam martensów tylko ich tańszą wersję Steel. Moją ukochaną wersją były czarne z białymi przetarciami, przez mojego dziadka, człowieka starej daty, nazywane pochlapanymi wapnem :)
    Ostatnio chodziła za mną myśl, czy znowu nie kupić sobie glanów, a Ty tu z taką notką :-)

    Odpowiedz
     
  10. feco_d

    Te w paisley sa tak piękne, że sam bym je chętnie nabył…i podziwiał stojące na półce:)Aż się dziwię (hehe), że ich nie wybrałaś, chociaż wierzę, ze wybór nie był łatwy:) A Martensy nosiłem od późnej podstawówki do końca liceum, potem mi przeszło, ale do dzisiaj uważam je za najwygodniejsze buty świata, idealne nawet na plażę (ah,wspomnienia:))

    Odpowiedz
     
  11. metka_by_traczka

    Hmmm… Nigdy martensów nie miałam, nie wiem jak to się stało ;-) a chyba zawsze chciałam mieć. Najpierw odstraszały mnie te wysokie cholewy – że noga na pewno poci się i obciera niemiłosiernie. Te niskie jakoś do mnie nie przemawiały. Martensowe baleriny – wydawały mi się infantylne. A tu proszę i obcas, i pikowanie. Gdybym miała dzisiaj wybierać swoją pierwszą parę wybrałabym chyba Cath dark brown. Ale wtedy nie będą wyglądały jak martensy! No i znowu problem ;-)
    Sledząc waszą dyskusję, chciałam dopytać, na czym polega, że są ciężkie jak beton, a jednak je tak wspominacie. Naprawdę są takie wygodne? Na czym to polega?

    Odpowiedz
     
  12. frenja

    @metka_by_traczka: Były ciężkie i niestety niemiłosiernie obcierały, ale zagryzało się zęby, bo miały swój niepowtarzalny klimat. Były wyrazem braku pokory i przeciwieństwem białych kozaków :)

    Odpowiedz
     
  13. harel

    Jak ja uwielbiam takie ciuchowe wspomnienia! :)
    Co do ciężkości martensów, mam wrażenie, że najnowsze egzemplarze są znacznie lżejsze i bardziej miękkie w środku. Ale i tak póki co poruszam się w nich trochę jak w narciarskich ;). Natomiast wiem, że po tygodniu, dwóch nie będę chciała ich zdejmować. Ot, taki fenomen ;).

    Odpowiedz
     
  14. Gość: Paula, 77-254-201-126.adsl.inetia.pl

    Mam martensy od 6 klasy podstawówki, pudrowe, wysokie. Teraz jestem na studiach i nadal w nich chodzę ;)

    Odpowiedz
     
  15. wilowka

    Pierwsze to Undergroundy w łączkowe kwiaty, potem Martensy Retro (czarno białe) potem (16 lat temu) niebieskie ósemki tłoczone w kwiaty (w ciągłym użyciu), a rok temu koleżanka podarowała mi nóweczki białe ósemki…bo tak :) te buty to KLASYKA, pasują w każdym wieku :)

    Odpowiedz
     
  16. to_me

    Ja nie znoszę. Kiedyś preferowałam glany, a martensy nosiły w mojej szkole romantyczne panny, które czytały poezję i były nudne, jak stare ciotki. A teraz nie znoszę, ani glanów, ani martensów :-) i sama nie wiem, kiedy przeobraziłam się w miłośniczkę pięknych obcasów…. tylko miłość do muzyki pozostała!

    Odpowiedz
     
  17. Gość: manki, dynamic-78-8-135-117.ssp.dialog.net.pl

    moje wciąż w szafie leżą, mają 13 lat i czasem jeszcze przydają się, jak jadę w góry:) nosiłam oczywiście cały rok, dziś nie jestem w stanie pojąć jak (jest 2 października a ja chodzę w sandałach). do spódnic z india shopu nie – w mojej mieścinie india shopu nie było, a jak sobie kupiłam taką we Wrocławiu, to wkręciła mi się w rower i wiele z niej nie zostało – dlatego do dziś nie znoszę spódnic maxi. No a moja mama do dzisiaj opowiada wszystkim jak to namówiłam ją na zafundowanie mi martensów przekonując, że będę chodzić w nich 10 lat. wiadomo – jedna trzecia klasy w tym śmigała – to był lans. aha, a odciski, których się dorobiłam w pierwszych tygodniach ich noszenia na stałe powiększyły mi pięty. Ale i tak kocham martensy i znowu zastanawiam się nad kupnem:)

    Odpowiedz
     
  18. Gość: styledigger, 77-255-116-82.adsl.inetia.pl

    Ja z braku funduszy kupiłam sobie w wieku końcowopodstawówkowym jakieś buty martensobodobne, ale tak mnie obcierały, że założyłam je może 2 razy:) A ebutowe martensy, bo też zostałam obdarowana, wybrałam czarne lakierowane ale jeszcze nie zdążyłam ich nawet zobaczyć. Chociaż te kwieciste z pierwszego zdjęcia też mnie kusiły!

    Odpowiedz
     
  19. e.milia

    Eh martensy :) Miałam granatowe 10 (też coś od ok. 18 urodzin) i z żalem musiałam się z nimi rozstać, gdy już przestały nadawać się do noszenia (da się je zedrzeć, naprawdę), a potem jeszcze nosiłam wysokie glany, takie niemal kolan, które zresztą mam do dziś i czasami jesienią nakładam. A te współczesne są cudne, tyle wzorów do wyboru, może sobie jeszcze kiedyś jakieś kupię :)

    Martensy jak dla mnie były naprawdę wygodne, akurat mnie ani trochę nie obcierały i nie nabawiłam się przez nie nigdy żadnych odcisków, nie rozumiem więc uwag o zaciskaniu zębów itd. No i wcale nie są takie ciężke (ale to ostatnie to może kwestia przyzwyczajenia).

    Odpowiedz
     
  20. Gość: Klaudia, 188-220-42-142.dsl.cnl.uk.net

    U mnie bylo podobnie jak u „TO ME” – od czasow liceum nosilam glany zawsze i wszedzie przez kilka lat. Martensy byly dla „nudnych” dziewczyn. Teraz bym nie zalozyla ani glanow, ani martensow. Choc daleko od nich nie odplynelam, bo kocham wszystko, co ma sznurowadla i niski obcas, tylko ze z odrobina „finezji”. Mam milion par tzw „brogue” butow w roznych kolorach. Tak jak Twoje martensy, Harel, tak moje najnowsze brogues sa w bieli.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *