Miesięczne archiwum: Październik 2011

31

paź

Łódź. Część trzecia.

Intensywny weekend się kończy, ale to dopiero początek mojego pisania o polskich kolekcjach na nadchodzącą (tak, nadchodzącą, za wiele miesięcy, lecz nadchodzącą…) wiosnę. Żal wyjeżdżać, szybko spodobał mi się usystematyzowany tryb dnia. Pokaz, przerwa, pokaz, przerwa, jedzenie, gadanie, showroom, pokaz, przerwa itd…
Choć miałam wrażenie, że dokładnie obejrzałam wszystko, co się dało, zaskoczyła mnie dziś skórzana biżuteria Piotra Czachora. Jak mogłam jej wcześniej nie zauważyć? Od razu rozpoznałam kolory – widać, że projektant nie marnuje nawet odrobiny surowców, z których tworzy :). Choć refleks miałam spóźniony, od wczoraj jestem szczęśliwą posiadaczką zielonej plecionej bransoletki.

Znam pewną bardzo wygodną kanapę w podobny wzór. Tych butów szkoda by mi było do noszenia. Postawiłabym je na półce obok innych pięknych rzeczy.

Tak wyglądał Showroom…

A tak fragment Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej zarezerwowany na tydzień mody.


Fot. Harel

Ulubione z wczoraj: Blessus, Agata Wojtkiewicz i Natalia Jaroszewska. Wkrótce więcej!


fot. Łukasz Szeląg

Koniec części trzeciej, ostatniej :(.


Fot. fashionweek.pl

30

paź

Łódź. Część druga.

Obiecany ciąg dalszy.
Ponieważ dziś ostatni dzień nie tylko pokazów, lecz także otwarcia Showroomu, jeszcze trochę argumentów za odwiedzeniem tego miejsca.

Bookoff – księgarnia marzenie. W asortymencie znajdują się wszystkie książki, które śnią mi się po nocach, w tym wielka cegła drobiazgowo dokumentująca twórczość Miucci Prady. Kto nie zdąży wpaść, nic straconego. Bookoff posiada sklep internetowy.

 

 


Fot. Harel

 

Dla wielbicieli mody posiadających psy to pozycja obowiązkowa: Dogs in Vogue. Na poniższych stronach Phillip oraz jego właściciel, niejaki Alfred Hitchcock ;)).

 


Fot. Styledigger

 

A skoro już o psach i modzie mowa… Oto stali bywalcy Łódzkiego Tygodnia Mody, Marcellous L. Jones z Men’s Fashion Insider i piękna Fadira (tak prezentowali się podczas czwartkowego pokazu Teresy Kopias).

 


Fot. Pola Management

 

Tymczasem w Showroomie…

Monika Wyłoga – nawet nie próbuję sobie wyobrazić, ile czasu zajmuje autorce wykonanie jednej takiej torebki. Efekt zachwycający. Uwaga, sesja na stronie mrozi krew w żyłach (przynajmniej moich ;)).

 

 

Gutowski Ewert – na pokazie być nie mogłam, na szczęście trafiłam chyba jeszcze lepiej. Ubrania do dotknięcia, dokładnego obejrzenia i przymierzenia. Mam przeczucie, że dziś coś tam kupię.

 

 

Manitic – krótkie serie, sporo pojedynczych egzemplarzy, wszystko ogromnie pozytywne. Zresztą ta dobra energia jest głównym założeniem młodziutkiej marki. Mam tylko jedno zastrzeżenie: ceny. Odrobinę za wysokie. Ale jestem pewna, że znajdą się osoby, którym nie będzie to przeszkadzać, a satysfakcja z posiadania unikatowego ciucha pokona wszystko :).

 

 

 

 

Neogotik to dzieło Pauliny i Piotra Połozów. Inspirowane wszelkimi możliwymi gałęziami rockowej subkultury. Uwaga, kurtki z ćwiekami są niewiarygodnie ciężkie! Ale jak było w latach osiemdziesiątych? Dokładnie tak samo :).

 

 

 

 

Joanna Hawrot – ponieważ od wielu lat jestem zafascynowana formą kimona, najświeższa kolekcja projektantki trafiła w moje serce niczym strzała Kupidyna. Niestety mój aparat fotograficzny nie był w stanie znieść ogromnej porcji czerni i odmówił posłuszeństwa. Zgodził się jedynie na uwiecznienie pierzastego detalu.

 

 

Katsu – najbardziej zwariowane torebki świata. Gdy ujrzałam poniższą, przypomniał mi się cytat: „Nawet świnka potrafi wejść na drzewo, kiedy jest chwalona”. Kojarzycie, skąd to, drodzy Czytelnicy, czy w czasach Polonii Jeden nie było Was jeszcze na świecie? ;)

 

 

Nie wiem, czy ktokolwiek chce mnie tu oglądać. Nagonka na lansujące się podczas Tygodnia Mody blogerki trwa (czasem słusznie, czasem niesłusznie) i pokazywanie własnej osoby na blogu zdaje się być gorsze od samobója w decydującej minucie meczu. Ale ponieważ pannie Styledigger udało się idealnie oddać mój latami wypracowywany zabałaganiony look, nie mogę się powstrzymać :).

 


Fot. Styledigger

 

Na zaostrzenie apetytu mały podgląd wczorajszych pokazów. Poniżej kolekcje Moniki Ptaszek (wpasowałam się z tą kratą na granatowym tle!), Zuo Corp (chyba lubią Miuccię Pradę ;)), Łukasza Jemioła (nie było mi dane dostać się na salę nawet wejściem dla mediów – w sumie można tylko pogratulować projektantowi zasłużonej popularności) oraz Joanny Klimas – według mnie największego hitu wczorajszego dnia.
A teraz uciekam, by wziąć udział w finalnym odcinku maratonu. Do zobaczenia na trasie!

 

 

 

 


Fot. Łukasz Szeląg

29

paź

Łódź!!! Część pierwsza.

Trzy, dwa, jeden… Start!!!
Choć dzień coraz krótszy, a temperatury na zewnątrz kuszą, by nie ruszać się spod kołdry, w Łodzi od środy w najlepsze trwa wiosna. Zaczęły się prezentacje kolekcji na sezon wiosna/lato 2012. Teren Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej zapełnił się ludźmi zakochanymi w modzie po uszy (a przynajmniej tak moja idealistyczna część pragnie myśleć ;)). Z odwzajemnianiem tej miłości różnie bywa, bo chętnych do obejrzenia pokazów jest więcej niż miejsc. Wcale nie chciałam zaczynać od takiej informacji, ale trudno by było pominąć ją milczeniem. Organizatorzy dwoją się i troją, by w namiocie zmieścić jak najwięcej osób, stłoczeni goście w niecierpliwości tracą humory. Nie opowiadam się po niczyjej stronie. Mogę się tylko domyślać, jak trudno jest ogarnąć tak gigantyczną imprezę. Łódzki tydzień mody to w końcu jeszcze małe dziecko, rozkoszne, ale też nieprzewidywalne. Z wiekiem się ułoży ;). Tak to sobie tłumaczę, wciskając się wraz z innymi przez drzwi do równoległego świata ;).

Dla mnie święto mody zaczęło się od pewnego różowego pakunku. Metka by Traczka, pamiętając, jak poprzednio w Łodzi zamiast kopertówki nosiłam pokrowiec na laptopa jej produkcji, postanowiła zrobić mi niespodziankę i uszyć denimową torebkę specjalnie dla mnie na trwający właśnie weekend. Czy muszę pisać, ile sprawiła mi radości? W sumie mogę spokojnie stwierdzić, że Metka by Traczka jest sponsorem porządku w mojej wielkiej torbie. Tyle ze spraw prywatnych ;).


Fot. Harel

Wracam już do tematu głównego. Zanim rozpoczęły się wiosenne pokazy, w środę przyznano nagrody Re-Act Fashion. Wygrała dwudziestodwuletnia studentka Wydziału Projektowania Ubioru na Akademii Sztuk Pięknych w Bratysławie, Andrea Pojezdalova. Jej kolekcja zainspirowana była słowackimi strojami ludowymi i w całości powstała z surowców wtórnych. Przypominają mi się laserowe wycinanki Fendi sprzed paru sezonów (żeby nie było, to komplement, nie zarzut :).


Fot. SSB Public Relations

A potem zaczęło się szaleństwo… Nie sposób opisywać wszystkiego na bieżąco. Przynajmniej dla mnie nie sposób – jako jednoosobowa redakcja, która w dodatku pracuje w całkiem innej dziedzinie niż moda (i ta dziedzina dopada mnie nawet gdy wyjadę z Warszawy ;)), na razie mogę jedynie nakreślić tu panującą atmosferę. Poniżej zdjęcia z pokazów Wioli Wołczyńskiej (kolory!), Piotra Drzała (sport!), MMC (wiwat, białe Martensy!) oraz Michała Szulca (jak na razie mój faworyt).


Fot. Łukasz Szeląg

Tradycyjnie został zorganizowany Showroom. Wprawdzie tym razem za wstęp trzeba zapłacić 20 zł, ale moim zdaniem warto. Oto argumenty:

Ooh Andy! – proste i kolorowe projekty Pauliny Górskiej oraz etniczne zygzaki, sowy i wilki marki Hey Pilgrim! Dodatkowo genialna biżuteria Mafia prosto z Bangkoku: pszczoły, chrząszcze, gitary, a także czaszki i mózgi – to trzeba zobaczyć.

Skórzane (przede wszystkim, choć nie tylko) torby Bagasz – nazwa trafna i przewrotna na tyle, że Google uparcie mnie poprawia, twierdząc, że chciałam znaleźć słowo „bagaż” i jestem tragiczna z ortografii ;).

Agabag rozbraja mnie totalnie. Zresztą samo Lego wciąż mnie rozbraja (podobno znajomi planują sprawić mi pudełko klocków na trzydzieste drugie urodziny – mam nadzieję, że dobrze słyszałam ;)), a kreatywność autorki, Agnieszki Biernackiej, jeszcze bardziej.

Wczorajsze odkrycie: MoMi-Ko – cudowne, głównie dzianinowe ubrania młodziutkiej projektantki, Moniki Misiak Kołsut. Jest to jej pierwsza pełna kolekcja. O każdym ciuchu autorka potrafi długo i ciekawie opowiadać. Dobrze się składa, bo ja mogłabym słuchać takich opowieści godzinami.

Na tym samym stoisku można podziwiać akcesoria Lambear – owoc współpracy Moniki oraz Dagmary Lesiak. Poniżej przemiłe w dotyku mufki.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie Łucja Wojtala. Wyobraźcie sobie, że wszystkie jej rzeczy są produkowane w Polsce. Choć nie lubię porównań, musiałam jej to powiedzieć. Bo i wełny, i ceny skojarzyły mi się z Benettonem. Jak się okazało, nieźle trafiłam, ponieważ przędza sprowadzana jest z Włoch – dokładnie z tego samego źródła, z którego czerpie włoska sieciówka. I czyż nie lepiej za podobne pieniądze wesprzeć polską projektantkę? Jeśli chodzi o modę, staję się coraz większą patriotką :).


fot. Harel

Ciąg dalszy nastąpi…

26

paź

Duet plus duet

W pierwszym momencie tę współpracę chciałam porównać do gry w debla, ale szybko porzuciłam pomysł, gdyż pomiędzy dwoma duetami nie ma nawet cienia rywalizacji. Zespoły połączyły siły. Pierwszy, Bohoboco: Kamil Owczarek i Michał Gilbert Lach, z ogromnym powodzeniem projektują ubrania. Drugi, Loft 37: Paulina Ada Kalińska i Joanna Trepka, mają na koncie równie udany start w branży obuwniczej. Panowie chcieli uzupełnić kolekcję o kobiece buty komponujące się z ich projektami. Panie poszukiwały nowych wyzwań i inspiracji. Spotkali się w połowie drogi, a efektem jest kolekcja butów pod nazwą Boholoft. Składa się z sześciu modeli wykonanych z najwyższej jakości skór. Podobno są niesamowicie wygodne. Jeszcze tego nie przetestowałam, ale nie mogę się doczekać. Można je nabyć w warszawskim butiku Bohoboco przy ul. Mokotowskiej 71. Cała czwórka zgodnie podkreśla, że to dopiero początek! :)







Zdjęcia: Boholoft

24

paź

How deep is the ocean?

Dominika Syczyńska tworzy biżuterię niezwykłą. Nie obawia się przesady. Ba, słowo „przesada” w jej wydaniu traci pejoratywny wydźwięk. Jej dzieła zajmują sporo przestrzeni, powstają z najróżniejszych surowców. Wiele z nich ma organiczny charakter, nawet jeśli nie pochodzą bezpośrednio od matki natury, tak właśnie wyglądają. Dużo się w nich dzieje, lecz zawsze ten chaos ma sens. Osobiście jestem zachwycona kolekcją „How deep is the ocean?”, stworzoną ze srebra i siatki przywołującej na myśl piksele. Chętnie nosiłabym taką bransoletkę przez cały rok, wspominając błękit, który można zobaczyć tylko podczas upałów :).






21

paź

Mariusz Przybylski – Ultra

Mariusza Przybylskiego długo kojarzyłam tylko z modą męską – zresztą niedziwne, sporo czasu spędził projektując właśnie dla mężczyzn. Przełom nastąpił w 2009 roku – wtedy ujrzały światło dzienne jego pierwsze ubrania dla kobiet. Wpływy męskiego krawiectwa było widać gołym okiem – choćby w fantastycznej sukience – marynarce czy klasycznej białej koszuli ze zdobionymi mankietami z kolekcji na wiosnę lato 2010.
Projektant kontynuuje powyższą ideę, lecz mylą się ci, którzy chcą nazwać jego modę uniseksową. Mariusz Przybylski poprzez perfekcyjny krój ubrań doskonale podkreśla różnice między płciami.
W najświeższej kolekcji pod tytułem Ultra (na wiosnę lato 2012) powracają znane motywy w nowej wersji. Sukienka – marynarka tym razem jest małą czarną, w której kryje się tylko połowa wspomnianej części garderoby – przy okazji to mój numer jeden z całego pokazu. Koszulowa bluzka jest całkiem przeźroczysta i raczej nie nadaje się na oficjalne spotkania ;). A kobiece garnitury zaskakują deseniem i fakturą. Po raz kolejny odczuwam ogromną przyjemność, patrząc na polską kolekcję.



















Zdjęcia: mariuszprzybylski.com