Miesięczne archiwum: Listopad 2011

23

lis

Pampa Boots

Jak to jest? Z niewielkimi wyjątkami, im bardziej kultowe buty, tym bardziej wątpliwej urody. Pampa – legendarny już model marki Palladium – powstał w 1947 roku. Ponieważ początkowo był produktem ubocznym fabryki opon, najbardziej charakterystyczne są gumowe elementy: podeszwa oraz czubek. Swego czasu produkowane w jednym rodzaju, obecnie w najróżniejszych kolorach i wysokościach cholewki, w wersji zimowej oraz letniej. Moda na nie, jak to moda, powraca i przemija. Ostatnio w takiej ilości widziałam je mniej więcej w połowie lat dziewięćdziesiątych (choć nie dam głowy, czy były to wersje oryginalne, czy podróbki). Czy się podobają, czy nie, niewątpliwie mają coś w sobie. Po inspiracje warto zajrzeć tutaj – oczywiście jak Pharrell Williams ma coś na sobie, wiadomo, że dobrze się sprzeda ;).

Podobno są nie do zdarcia. Nie wiem tego jeszcze, ponieważ noszę je od niedawna. Początkowo w warunkach, na które szkoda mi było innych butów (o, ja okrutna! ;)), ale coraz częściej także, gdy wcale ich nie potrzebuję, a po prostu mam na nie ochotę :).
Można je kupić m.in. w sklepie Schaffa Shoes. I właśnie od tego sklepu dostałam „w darze” poniższy model ;))).


Zdjęcia: Palladium

18

lis

Wełna i kaszmir

Bynamesakke poszerza horyzonty. Do tej pory ta polska marka proponowała nam szereg bazowych (choć nie tylko) ubrań wykonanych z miękkiej i gęstej bawełny. Sezon jesienny otworzyła nowościami z gotowanej wełny i kaszmiru. Robi się też coraz bardziej interesująco, jeśli chodzi o fasony. Pojawiły się luźne kardigany i żakiety w uniwersalnym rozmiarze, a także asymetryczne sukienki i tuniki – w wersji wełnianej i tradycyjnej bawełnianej. Znów rozbrajają detale: kieszonki, kontrastujące szwy czy zaskakujące wycięcia. Ze względu na użyte tkaniny te rzeczy są dość drogie (zresztą Bynamesakke nigdy nie zaliczało się do najtańszych – co może się podobać lub nie – myślę, że nie ma sensu o tym dyskutować kolejny raz :)), lecz mimo to posiadają wciąż powiększające się grono fanów. Muszę przyznać, że też do niego należę ;).
Tutaj można znaleźć adresy sklepów, gdzie jest dostępna kolekcja.

Zdjęcia: Bynamesakke

17

lis

Winter Wonderland

Marka Loft 37 idzie jak burza. Ledwo pojawiła się jesienna kolekcja Babie Lato, a już rozniosła się wieść o współpracy z Bohoboco. Nie minął nawet miesiąc i już możemy cieszyć się zimową odsłoną butów pod tytułem Winter Wonderland. Premiera zimowej kolekcji odbędzie się w najbliższy weekend w warszawskim salonie 9design (przy ul. Jana Nowaka-Jeziorańskiego 7) – z którym, jak łatwo się domyślić, także została nawiązana współpraca. Komu do Warszawy daleko, nic straconego – wciąż może kupić buty na stronie marki lub w internetowym oddziale wspomnianego salonu. Jednak kto ma blisko, polecam!















Zdjęcia: Loft37 i 9design

16

lis

Versace, tak, tak…

Kto myślał, że już nie wspomnę o tym przedsięwzięciu, był w tak zwanym „mylnym błędzie” :))). H&M znamy dobrze. Dom mody Versace również. Wiadomość o współpracy marek tak skrajnych, że bardziej już się nie da, zelektryzowała świat, a przynajmniej tę jego część, która interesuje się podobnymi tematami. Tradycyjnie już cała kolekcja przez długi czas była trzymana w tajemnicy, a nieliczne przecieki do internetu tylko podgrzewały atmosferę. Ja kompletnie nie jestem typem Versace, że tak się wyrażę, ale obok tych ubrań nie potrafię przejść obojętnie (choć nie sądzę, żebym którekolwiek z nich kupiła). O co chodzi?



W skrócie o to, co poniżej:



Zdjęcia: H&M, ShowMeWhatYouGot

Rozwijając myśl, chodzi o przepych początku lat dziewięćdziesiątych, gdy litery H&M nie mówiły nam nic, gdy zdobycie Vogue’a czy Elle graniczyło z cudem, gdy George Michael wyśpiewywał „Freedom”, a Linda, Naomi, Cindy i Kristy (wybaczą panie, że po imieniu) tanecznie kroczyły w jej rytm, ubrane w projekty Gianniego Versace. Głowa Meduzy otoczona meandrami przestała być tylko logo firmy. Stała się symbolem statusu społecznego, wysokiego, choć raczej nuworyszowskiego. Ale czy lata dziewięćdziesiąte nie były idealnym czasem dla „nowych bogatych”? Pięknie wpisują się w ówczesną estetykę Madonna czy Elton John. Swego czasu księżna Diana wprowadziła ubrania Versace na konserwatywne brytyjskie salony – o dziwo, w jej interpretacji świetnie tam pasowały!
To była moda przez duże „M”, daleka od swojej demokratycznej wersji, którą obecnie mamy na co dzień. Daleki świat, kuszący i nieprzystępny jednocześnie. Mniej więcej w tamtych latach zaczęłam go uważniej obserwować. Zapewne stąd nostalgiczne ukłucie w sercu :).

W Polsce kolekcja „The Very Best of Versace for H&M” będzie dostępna od jutra w w Szczecinie (CH Galaxy), Wrocławiu (DH Merkury H&M przy Świdnickiej), Poznaniu (Stary Browar), Gdańsku (Galeria Bałtycka), Krakowie (Galeria Krakowska) i Warszawie (Marszałkowska, Złote Tarasy, Wola Park, Promenada).

10

lis

Świeżość

Czy z taką wiedzą dam radę doczekać wiosny? Niedawno pojawiły się zdjęcia kolekcji COS na wiosnę 2012. Ledwo odkurzyłam fascynację grubymi swetrami i wełnianymi płaszczami, ledwo wyjęłam z szafki ulubione botki, a tu takie widoki. Wiadomo, że sezony działają na zasadzie kontrastów. I gdy tylko pojawia się coś nowego, żeby nie wiem jak się człowiek bronił, i tak oczy mu pójdą w tamtym kierunku. I już mnie te wszystkie „cosiowe” szarości nie ruszają, już nie chcę wełen, kaszmirów i abstrakcyjnych wzorów. Chcę tej zieleni, tego błękitu i tej bieli (granat już mam ;)). Od kiedy znam sklep COS, marzy mi się jego polski odpowiednik (najlepiej z polskimi cenami przy wysokiej jakości…). Zapewne jest to zbyt ryzykowne dla jakiejkolwiek polskiej firmy, by decydować się na aż tak charakterystyczny asortyment. Lepiej pozostać przy tym, co „ludzie kupią”. Nie wiem, co jest w tej Szwecji, że wypuszcza na rynek tyle fantastycznych marek, a każda z nich zachowuje oryginalny i w miarę rozpoznawalny styl. Przecież tam przez połowę roku jest ciemno! Nie wierzę, by wtedy mogły przychodzić do głowy jakiekolwiek pomysły ;))). A jednak!





Zdjęcia: COS

9

lis

Nine West

Bezskutecznie poszukuję polskiego odpowiednika słowa „loafers”. Bo rzeczone słowo w języku angielskim określa znacznie więcej niż same mokasyny (choć stanowią one zdecydowaną większość), a słynny twór „wsuwy męskie” sprzed lat niespecjalnie mi pasuje ;). Mam nadzieję, że mi pomożecie, drodzy Czytelnicy. Chyba że po prostu takie słowo nie istnieje.
Jakkolwiek by tych butów nie nazwać, gdy zobaczyłam, w jaki sposób noszą je mieszkanki Londynu (w tym oczywiście moja ulubiona panna Chung, lecz nie tylko) i dodałam sobie do tego nostalgiczny już klimat modsów (który w obecnym sezonie dzięki paru projektantom nieco się obudził), stwierdziłam, że bezwzględnie potrzebuję jesiennej wersji.

 

mods1

 

I znalazłam. Idealny kolor, perfekcyjna wysokość obcasa. Marka… Lanvin. Z góry było wiadomo o jednej, jedynej wadzie. Nawet gdybym wygrała majątek na loterii, raczej bym sobie tych butów nie kupiła (nie piszę „nigdy”, bo nigdy nie wiadomo ;)) – ale z obecnego punktu widzenia raczej nie…).

Tak się fajnie złożyło, że całkiem niedawno dostałam sporo informacji prasowych od marki Nine West, o której, muszę przyznać, trochę zapomniałam, choć swego czasu marzyłam o pewnym obiekcie z ich metką. Dodatkowo marka zapragnęła podarować mi buty – wierzcie lub nie, i bez tego bym tu o nich napisała :). W każdym razie, gdy poszłam je oglądać (pogodzona z tym, że modeli z 2008 roku raczej już nie będzie), wiedziałam, czego szukać – choć oczywiście już na miejscu przestało być to tak oczywiste. Udało się jednak pozostać przy pierwszej decyzji.
Choć śmieję się tu z różnych „inspiracji” (cudzysłów bardzo istotny!), poniższa wersja nikomu krzywdy nie robi. But jak but, w formie niewiele zmienionej od daty powstania (czyli od lat trzydziestych ubiegłego wieku), kolor też zastrzeżony w urzędzie patentowym nie jest, ot, przystańmy na to, przypadkowe podobieństwo.

Przy okazji okazało się, że jego forma w najróżniejszych wariacjach stanowi jedną z głównych gałęzi jesiennego asortymentu marki Nine West. Od całkiem płaskich po dość zabawnie umieszczone na cienkim obcasie i platformie, jednolite i dwukolorowe, w różnych odcieniach brązu i niezatapialnej czerni (choć tej w kwestii butów staram się unikać, bo ile można? ;)). I po raz kolejny buty wątpliwej urody kradną nasze serca. Nie oszukujmy się, wraz ze sztybletami, kowbojkami czy jazzówkami na zawsze zostaną ściśle powiązane z męską szafą oraz swoją funkcją użytkową. Zupełnie mi to jednak nie przeszkadza i biegam w swoich nowych „wsuwach”, póki jeszcze pogoda na to pozwala :).

Zdjęcia: Polyvore, Net-a-Porter, Nine West.