4

sty

Harel po berlińsku

Gdy niedawno kumpel spytał mnie, gdzie najbardziej chciałabym pojechać (i zabronił zastanawiać dłużej niż dwie sekundy), od razu powiedziałam: „Do Berlina”. Żadne tam ciepłe kraje, nieznane kontynenty czy nawet miasta znacznie bardziej (przynajmniej biorąc stereotypowo) związane z modą. Jeżdżę tam, gdy tylko mogę (ostatnio nie mogłam i bardzo mocno to przeżyłam ;)), wystarczy rano wsiąść w pociąg (z Warszawy jedzie się około sześciu godzin, z Poznania już tylko cztery – zawsze liczę z opóźnieniami, bo za żadnym razem nie udało mi się dojechać punktualnie), a obiad już zjeść z widokiem na taki COS na przykład… :). Choć kto by szedł na obiad, gdy jest tyle do zrobienia…

 

 

Po Berlinie najlepiej poruszać się metrem (U-Bahn) i kolejką miejską (S-Bahn). Sieć linii jest imponująca, zwłaszcza w porównaniu z Warszawą ;). Ja zawsze swoje pierwsze kroki kieruję do COSa przy Friedrichstrasse 83 (stacja Französische Strasse). Jest to wg mnie najlepszy „cosowy” oddział w mieście, co daje się odczuć podczas przecen. Zdecydowanie najlepszy wybór (albo tak trafiałam po prostu).

 

 

Idąc w kierunku dworca Friedrichstrasse (swego czasu kolejowego przejścia granicznego) po tej samej stronie ulicy pod numerem 90 znajdziemy fantastyczny (i gigantyczny) sklep z książkami i płytami, Dussmann das KulturKaufhaus. To tam kupiłam wymarzony album Face Huntera, a także niezliczoną ilość płyt, których poszukiwałam latami (ale o tym nie tu, może kiedyś założę blog muzyczny, na starość ;)).

 

 

Zaraz za dworcem, po przeciwnej stronie, przy Friedrichstrasse 140 mamy szansę odwiedzić szwedzkie Cheap Monday i Weekday, a także cholernie piękne i cholerne drogie All Saints. Do tego ostatniego warto wstąpić chociażby przez wzgląd na wystrój. Gdy byłam tam ostatnio, cały był ozdobiony starymi maszynami Singera. I nie sądzę, by ktokolwiek chciał się ich stamtąd pozbywać, a wrażenie imponujące, więc koniecznie.

 

 

Jeszcze kawałek dalej, gdy miniemy Szprewę, pod adresem Friedrichstrasse 133 mieści się Lomography Gallery Store, czyli mówiąc po polsku… da się to po polsku? Sklep dla wielbicieli nowej generacji aparatów typu Lomo, gdzie przy okazji można obejrzeć dzieła pasjonatów zjawiska. Nie pytajcie mnie, dlaczego tak dziwnie idą numery ulic. To jest dla mnie zagadka nierozwiązywalna. Może ktoś wie?

 

Gdy cofniemy się metrem do stacji Stadmitte, przeniesiemy w czasy muru berlińskiego (zaraz obok znajduje się Checkpoint Charlie, kolejne przejście graniczne między Berlinem wschodnim a zachodnim), którego śladem można podążyć, kierując się w stronę Potsdamer Platz. Spokojnie, sklepy będą ;). Kto zdesperowany, może jeszcze po drodze wstąpić do Lafayette przy Friedrichstrasse 76/78. Znajduje się w tym rejonie sporo luksusowych butików, swego czasu obejrzałam sobie dokładnie pewne słynne kotki (ktoś je jeszcze pamięta? ;)).

 

 

Zapomniałabym o Taschen! To bajeczne wydawnictwo ma swój sklep firmowy w okolicy, przy Friedrichstrasse 180/184.

 

Idąc w stronę wspomnianej granicy, trafimy na niby słynną Einstein Kaffee, lecz jest z nią taki problem, że mocno się zamerykanizowała i rozbudowała (wszystko przez wszechobecnego Starbucksa) i nie jest wcale tą, za którą się podaje. Ale i tak ją lubię. Ta prawdziwa znajduje się podobno przy Kurfürstenstraße 58 (nie mylić z Kurfürstendamm – ostrzegam, bo mi się to zdarzyło ;)).

 

Im bliżej nieistniejącego muru, tym więcej takich „kramów z pamiątkami”. A im bardziej odległy od Niemiec kraj, tym większe prawdopodobieństwo, że jego turystyczni przedstawiciele włożą na siebie te cudeńka ;).

 

 

Potsdamer Platz i okolice. Raczej komercyjnie, ale latem przepięknie.

 

 

Centrum Sony. Tu można zostawić na przechowanie towarzysza podróży, który nie przepada za ciuchami ;).

 

 

Galeria… handlowa Arkaden (czyli Arkadia chyba? ;)) przy Alte Potsdamer Strasse 7. Polecam ze względu na genialnie zaopatrzony sklep obuwniczy sieci Leiser (tu zawsze znajduję to, czego gdzie indziej już nie było).

 

 

Jeśli nabierzemy ochoty na wspomniany Kudamm, polecam wysiąść na stacji metra Wittenbergplatz. Zarówno wnętrze, jak i budynek z zewnątrz ogromnie cieszą oko (mam nadzieję, że remont już się skończył ;)). Idąc od placu w stronę Kościoła Pamiątkowego (kto nie wie, szybko zorientuje się, o który budynek chodzi), znajdziemy właściwie wszystkie popularne sklepy obecne w Polsce plus dosłownie kilka brakujących. Im dalej, tym bardziej luksusowo. Ja zwykle zawracam na wysokości stacji metra Uhlandstrasse, ponieważ tam zlokalizowany jest kolejny COS (Kurfürstendamm 217). Nigdy nie zaszkodzi sprawdzić różnic w asortymencie ;).

 

 

 

Zaraz obok Wittenbergplatz znajduje się American Apparel (Bayreuther Straße 35). Choć lata świetności ma już za sobą, wciąż lubię tam zaglądać. Gama kolorystyczna ciuchów zwala z nóg, żałuję tylko, że moje ulubione fasony wyszły z produkcji. I niestety nigdy, przenigdy nie ma tam przecen (poprawcie mnie, jeśli się mylę).

 

 

 

Mam wrażenie, że jeśli chodzi o fantazję w modzie, to wygrywa strona wschodnia. Bez względu na to, czy wysiądziemy na stacji Hackescher Markt (która jest kolejnym pięknym budynkiem, fragment na zdjęciu poniżej), Alexanderplatz czy Weinmeisterstrasse, trafimy, gdzie trzeba. Kierujmy się na Rosenthalerstrasse, Münzstrasse, Alte i Neue Alte Schönhauser Straße. Stwierdzam, że nie ma sensu wyszczególniać tu butików, trzeba się przejść i zaglądać, gdzie tylko się da. Wielbiciele odzieży z drugiej ręki powinni zajrzeć do Made In Berlin (Neue Schönhauser Strasse 19) oraz Calypso (Rosenthalerstrasse 23), maniacy dżinsów do True Religion (Münzstrasse 11c) i Mavi (Neue Schönhauser Strasse 3/5). Przy okazji można wstąpić do Acne (Münzstraße 21), choć tu ceny zdecydowanie zniechęcają (lub zachęcają do oszczędzania, jak kto woli ;)). Kto lubi ideę concept store’ów, obowiązkowo powinien odwiedzić imperium Andreasa Murkudisa (ukryte przy Münzstrasse 21).

 

 

Fot. Harel

 

Zdaję sobie sprawę, że to niewiele pośród zakupowych możliwości, jakie daje to przedziwne miasto (na przykład całkiem pominęłam dzielnicę Friedrichshain – lecz ona zasługuje na osobny tekst, który napiszę, gdy odwiedzę ją ponownie), mam jednak nadzieję, że moje wskazówki kiedyś się Wam przydadzą. I lepiej nie piszcie, że właśnie się tam wybieracie, bo będę bardzo, bardzo zazdrosna ;).

25 myśli nt. „Harel po berlińsku

Dodaj komentarz
  1. Gość: mayee, 89-73-109-101.dynamic.chello.pl

    Świetny wpis. Ją również niewytłumaczalną miłością darzę to miasto i mam to szczęście, że mieszkam w Szczecinie, więc bywam tam parę razy w roku m.in. na koncertach w O2. W COS rok temu zakupiłam płaszcz, dzięki Twojemu blogowi, na którym wspomniałaś o tej marce. A Twój przewodnik będzie jak znalazł przy okazji następnego wypadu. Dziękuję

    Odpowiedz
     
  2. modologia

    Ja po Berlinie lubię się po prostu szwędać ;) A co do miejsc zakupowych to polecam spacer dwoma długimi ulicami: Rosenthalerstrasse oraz Kastanienallee – szczególnie na tej drugiej jest sporo małych sklepików z krótkimi seriami ubrań, w części od lokalnych twórców, plus sporo uroczych knajpek na trasie (w końcu zakupy na pusty żołądek są niegodne ;)). Mam też zdjęcie wystawy AllSaints z maszynami do szycia, o której wspominasz, choć akurat tego zdjęcia nie wrzuciłam na bloga. Miałaś może czas na wystawy „Fashion Food”, „Fashion Talks” czy „Polaroids” Helmuta Newtona? Są rewelacyjne :)

    Odpowiedz
     
  3. katasia_k

    Harel, dzięki za przewodnik. Uwielbiam to – przedziwne jak mówisz – miasto. Kiedy tylko będę się tam wybierać, na pewno skorzystam. Ale nie martw się – na pewno o tym nie wspomnę ;)

    Odpowiedz
     
  4. Gość: kelly, jedenzero6-czteryosiem.echostar.pl

    Tak jak napisałaś, z Poznania rzut beretem, ale wybieram się i wybieram i wybrać nie mogę, mam nadzieję, że wraz z nadejściem prawdziwej wiosny się tam wybiorę. Kiedyś byłam, ale niestety, wtedy moja fascynacja modą ograniczała się do zakupów w H&M (eh, eh, eh!). O wpisie (i komentarzach! bo na pewno trafią się jakieś dobre wskazówki) będę pamiętać i z chęcią sprawdzę na własnej skórze :) Dodam jeszcze tylko, że kiedy byłam tam ostatni raz, akurat trwał Fashion Week i ich showroomy w starym, industrialnym wnętrzu (ale nie takim, jak w Łodzi, tylko zadbanym jak na Niemców przystało ;)) powalały na kolana. :)

    Odpowiedz
     
  5. jagnesjag

    Dzięki Harel. Wstyd się przyznać, ale mam w Berlinie pokaźną rodzinę i proporcjonalnie mało czasu, żeby się do nich wybrać, a jak widać warto. No i COS…(tutaj długie, głębokie westchnięcie i rozanielone oczka:))…ach:)

    Odpowiedz
     
  6. diaspora13

    Wielkie dzięki za przewodnik po moim ulubionym mieście za najbliższą granicą! Ja też często jadąc do Berlina mam te same dylematy:) Na Prenzlauer Berg jest jeszcze Vialis (marka która po zamknięciu Mufki na Solcu zniknęła z Polski, poprawcie mnie jeśli się mylę). No i tym razem pewnie zajrzałabym też do A.P.C. choć to bliżej Rose-Luxemburg-Platz, kocham. Zwłaszcza podczas wyprzedaży;)

    Odpowiedz
     
  7. Gość: moi, 178-36-7-156.adsl.inetia.pl

    na kolejny raz polecam kawiarnie
    berlin.unlike.net/locations/508-Bonanza-Coffee-Heroes

    Odpowiedz
     
  8. Gość: styledigger, 77-255-124-198.adsl.inetia.pl

    W Berlinie byłam kilka razy, a do Weekdaya nigdy nie dotarłam. Jedźmy do Berlina!

    Odpowiedz
     
  9. blondynechka

    Berlin, to najlepsze europejskie miasto (za raz po Antwerpii :P). Zaskakuje na każdym kroku i jest świetną lekcją historii współczesnej. Sklepów można mu tylko pozazdrościć i aż dziw, że 200 km od naszej granicy takie cuda są możliwe :D:D:D.

    Uwielbiam Berlin i widzę, że nie jestem sama w tym uwielbieniu ;-)

    Odpowiedz
     
  10. ladytobe

    Berlin! Uwielbiam! Choć uwierz mi nie weszłam tam do żadnego sklepu z ubraniami:) Polecam muzea i galerie berlińskie (pomijam oczywistą oczywistość – wyspę muzeów i Martin Gropius Bau), ale przede wszystkim muzeum Salvatora Dali (Potsdamer Plac), no i Helmuta Newtona (Charlottenburg). No i moja wielka miłość – Kreuzberg, ze wszystkimi knajpkami, barkami na Szprewie, butikami… Ech, można pisać i pisać, Berlin jest PRZEcudowny, niesamowity w swojej różnorodności, każdy znajdzie tam coś dla siebie. Harel dzięki, wywołałaś falę super wspomnień (no i tęsknotę), następnym postaram się wykorzystać Twój przewodnik i odwiedzić kilka adresów:)

    Odpowiedz
     
  11. feco_d

    Byłem w Paryżu, byłem w Londynie, nawet w Suwałkach byłem, a do Berlina, od którego dzieli mnie zaledwie trzysta parę kilometrów, jeszcze nie dotarłem. Pora się zmobilizować i zorganizować jakąś wycieczkę:)
    Co do maszyn w All Saints – polecam londyński oddział na Regent Street – bajeczna klatka schodowa zbudowana z powyższych:) A przeceny mają świetne na Stansted (albo ja tak tylko trafiam:)

    Odpowiedz
     
  12. Gość: kajakowo, acgb18.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Berlin jest fantastycznym miastem. Jest w nim taki luz, oddech, wielkie kosmopolityczne miasto, a bardzo przyjazne. Poza tym genialna architektura. Ale mam małą uwagę- najlepiej poruszać się po Berlinie rowerem. :)

    Odpowiedz
     
  13. Gość: elfik, 85-210-35-8.dynamic.dsl.as9105.com

    tez sie w koncu musze wybrac do Berlina bo same dobre rzeczy slysze o tym miescie:). Pochwal sie Harel co kupilas w COS-iu!:) oprocz jak sadze niebieskich bransoletek?:). Co do All Siants, to na pocieszenie, jelsi to moze byc pocieszeniem:) powiem, ze ceny w ich sklepach nijak sie maja do jakosci. Mam jeden sweter od nich i wlasciwie po jednym praniu sie zaczal lekko rozlazic. Nie mowiac juz ze ich ciuchy sa w wiekszosci wyrabiane w Indiach, czyli wiadmo w jak koszmarnych warunkach tam ludzie te rzczy szyja. Wiec chyba lepiej juz kupowac w Cosie, bo przynajmniej wiadomo ze jakosc jest swietna! Pozdrawiam i na pewno skorzystam z Twego przewodnika jak sobie w koncu kuoie ten bilet do Niemiec:)

    Odpowiedz
     
  14. frenja

    Wielkie dzięki za tego posta! Na razie moje berlińskie plany, o których Ci jakiś czas temu wspominałam, utknęły w martwym punkcie, ale mam nadzieję, nie na zawsze. Jak tylko wrócą na tapetę, Twój przewodnik będzie jak znalazł!

    Odpowiedz
     
  15. metka_by_traczka

    Swietny tekst! Ppowinnaś przewodniki pisać i/albo nagrać audio-booka do chodzenia po mieście :-) Ja sama Berlina za dobrze nie znam i zdarzyło mi się tam błąkać bez sensu. A tak to mam Twój post na następny raz :-)

    Odpowiedz
     
  16. Gość: Karolina, chello084114201099.9.15.vie.surfer.at

    Witam. Bardzo przyjemny zakupowy przewodnik! Od czasu do czasu powraca do mnie myśl pojechania do Berlina „na prawdziwe zwiedzanie”. Niestety, wyszło tak, że odwiedziłam to przedziwne miasto tylko raz, w styczniu 2010 roku, na weekend. Pogoda była szalona, zupełnie bez sensu, bo to w końcu była zima, nie oczekiwałam takich opadów śniegu… Udało mi się zobaczyć kilka punktów ważnych dla turysty i mieszkańca, zakupowo niestety nie dałam rady poszaleć, księgarnie i sklepy ciuchowe pozostały do odwiedzenia „nastepnym razem” – na pamiatkę mam fantazyjne rajstopy, podobnych nie spotkałam nigdzie indziej :) Bardzo ucieszyło mnie, że wspomniałaś Friedrichstrasse, tak wiem ulica „oczywista”, ja wspominam ją, a dokładnie jakąś przypadkową kawiarnię na tej ulicy jako moje zbawienie, gdy prawie zamarzłam oglądając Berlin… Łączę się przy okazji tego posta ze wszystkimi fankami COS, kocham te ciuchy, choć są elementy w polityce firmy, które czasem mnie rażą. Jednak dzielnie ich wspieram swoimi zakupami :) All Saints i maszyny do szycia… wystrój z zaskakującą ilością Singerów zaskoczył mnie super-pozytywnie swego czasu w Londynie, fajnie, że utrzymują ten pomysł. Prywatnie jestem fanką starych maszyn do szycia i szczęśliwą posiadaczką dwóch stoliczków zrobionych z tych maszyn oraz posiadaczką polskiej maszyny tego typu, wciąż działającej i używanej. Bardzo mnie cieszą takie kreatywne działania visual merchendiserów.
    To co mnie fascynuje w Berlinie to miłość mieszkańców do ciuchów i rzeczy vintage i ten luz i nonszalancja, i wielokulturowość. Nie narzekam na pole zakupowe w Polsce, jak wracam do Warszawy zaglądam do nowych miejsc, śledzę poczynania modowe w naszym kraju na necie – tutaj dziekuję za Twój wpis o Wearso. Za dwa tygodnie będę w stolicy i jest to drugie miejsce, do którego skieruję swoje kroki :)
    Rozpisałam się troszeczkę…
    O co chciałam zapytać jeszcze: jeśli będziesz miała kiedyś czas i chęć, mogłabyś dodać dwa słowa o kulinarnych odkryciach w tym mieście? Tak kiedyś, gdy będziesz wspominać smak pysznej zupy, którą jadłaś właśnie w Berlinie? :)
    Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!

    Odpowiedz
     
  17. Gość: lil, aele30.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ja oprócz Alte i Neue Schonhauser Alee ( tak, tak nie Strasse , no ale Harel poprawiać nie wypada:)), Munzstr, Ku-dammu i całego Kreuzbergu lubię Neukoln( o którym śpiewał David Bowie) i ponoć gejowski Schoneberg, gdzie jest jedna wielka mieszanka etniczna, tanie przyjazne knajpki, sklepy z przyprawami ,małe galerie a w wybranych dniach w godzinach rannych pchle targi… To takie nie-turystyczne i bardziej folklorystyczne;) dzielnice, ale ja tam się czuję jak ryba w wodzie. A oglądanie miejscowych to już osobne zajęcie- np można zobaczyć 60-letniego punka w glanach, spodniach w kratę i z psem z bandaną, kosmicznie ubranych artystów ( czynsze tanie to tam mieszkają). Na ulicach mieszają się zapachy tureckiego jedzienia, przypraw i palonego haszyszu. Można też powchodzić sobie do klatek secesyjnych kamienić i pooglądać niesamowite świetliki z witraży, rzeżbione drewniane poręcze i sztukaterie- no rewela…Ja za każdym pobytem w tym magicznym mieście poznaję nowe ulubione miejsca, a każdy krótki wypad radzę organizować w obrębie jednej dzielnicy, bo każda z nich jest jak odrębne miasto. Więcej się zobaczy i poczuje się ten klimat. Love Harel:****************************************************************************************************************************88

    Odpowiedz
     
  18. Gość: cotus, node-157-008.ure-c.resnet.strath.ac.uk

    Zastanawia mnie o codzi z tymi maszynami w sklepach All Saints, bo chyba w kazdym sa :)

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *