Miesięczne archiwum: Styczeń 2012

16

Sty

Ja się do tego nie nadaję

Kilka lat temu, gdy ten blog raczkował, a moje marzenia o pracy w branży mody były świeże i naiwne, pewna doświadczona osoba potwornie wkurzyła mnie zdaniem, że ja się do tego kompletnie nie będę nadawać. Nieważne, że umiem pisać, nieważne, że się modą interesuję, nieważne, że się orientuję itd.. Nie nadaję się i koniec. Niedługi czas potem zaczęłam rozumieć, co miała na myśli. Nie wiem, czy istnieje drugie tak specyficzne środowisko, jak to skupione wokół mody.


Ostatnio zdarzyła się (a w sumie właśnie trwa) pewna rzecz, która pięknie wpasowuje się w układankę argumentów przeciwko mojej pracy w branży. Pod koniec roku 2010 ukazał się pierwszy numer magazynu internetowego Ultra Żurnal. Magazyn ten szybko zdobył uznanie, a w czerwcu zeszłego roku otrzymał nagrodę Modne Kreacje 2011. Już dwa razy patronował Łódzkiemu Tygodniowi Mody, więc nawet jeśli człowiek specjalnie się nie starał, przynajmniej przy tej okazji musiał na ów Żurnal trafić. I nagle, niedawno, pojawiła się informacja, że oto za moment wychodzi nowy niezależny magazyn o tematyce niezwykle zbliżonej do powyższego i nazywa się… Żurnal.


Nie jest moim zamiarem prowadzenie nagonki przeciwko nowemu wydawnictwu, w ogóle nie mam nic przeciwko powstawaniu nowych ambitnych magazynów, wręcz przeciwnie – ogromnie się cieszę z każdej udanej próby wskrzeszenia czegoś, co daje nadzieję na lepszą przyszłość prasy modowej w tym kraju. Ale dlaczego akurat Żurnal? Wiem, to może być przypadek, nie mam prawa nikogo nawet podejrzewać. Słowo „żurnal” jest ogólnie dostępne, dla każdego. Nie odmawiam nikomu z tzw. branży kreatywności, ale nie oszukujmy się, niemal wszyscy szperają w sieci, przeglądają strony i blogi z całego świata i czerpią z tego. Czy więc jest możliwe, żeby twórcy Żurnalu nie trafili nigdy wcześniej na Ultra Żurnal?


Jednak bardziej niż sama zbieżność nazw zastanawia mnie reakcja czy raczej brak jakiejkolwiek reakcji ze strony środowiska na wspomniane podobieństwo. Gdy zbliżona rzecz zdarzyła się Dorocie Wróblewskiej, natychmiast był odzew. Może nie ma miarę tego przypadku, ale jednak. A tu cisza. Co więcej, nawet na konkretne pytania od konkretnych osób nie padają odpowiedzi, a jeśli już jakaś się zdarzy, jest tak pokrętna, że trudno w nią uwierzyć. Może mają za dużo do stracenia? Może się czegoś boją? A może to ja przesadzam, a zespół Ultra Żurnalu jest po prostu przewrażliwiony?

15

Sty

Prośba od Harel!

Piszę dziś do Was w sprawie nie do końca swojej (choć poniekąd także, o czym za moment). Blogerska solidarność nie pozwala mi pozostać obojętną na potrzebę koleżanki po fachu, że tak się wyrażę :). O co chodzi? Jeden z moich ulubionych blogów o modzie bierze udział w konkursie na blog roku. Jest to blog pisany, tym bardziej mi zależy, żeby zaszedł jak najdalej. Dlaczego?


Blogi ze zdjęciami (w 90% szafiarskie) mają zwykle większe szanse. Nie chcę porównywać, tekst i zdjęcia to dwie różne sprawy, tak jak moda i styl (nieliczne łączą w sobie te dwie rzeczy – i te lubię najbardziej). Czas poświęcony na wykonanie dobrej sesji na bloga prawdopodobnie jest zbliżony do tego, w którym powstaje dobry i profesjonalny wpis. Zdjęcia przemawiają szybciej, są łatwiejsze w odbiorze, duża liczba liter potrafi na starcie skutecznie zniechęcić. A szkoda.


Chciałabym, żeby blogi z tekstem (a wspomniany niemal nie zawiera zdjęć!) były dostrzegane na podobnym poziomie. Nie stanowimy dla siebie konkurencji, po prostu traktujemy o całkiem różnych sprawach (choć w podobnych kategoriach). Jeśli więc macie ochotę przyczynić się do wzrostu ich popularności, zajrzyjcie tutaj. Z góry dziękuję za pomoc w imieniu swoim oraz wszystkich wyżywających się na piśmie :).

11

Sty

Przyszło nowe?

Siedzę przy komputerze w dżinsach i bluzce w marynarskie paski. Równie dobrze mógłby to być rok 2002, bez większej różnicy. Ale w 2002 na poniższe rzeczy patrzyłabym z niedowierzaniem, zdziwieniem i nawet przez chwilę nie zastanawiała, czy którąkolwiek z nich wprowadzić do własnej szafy. Jedyna możliwa odpowiedź: nie.


Tymczasem w drugiej już dekadzie dwudziestego pierwszego wieku ani to nie dziwi, ani nie zaskakuje. Zresztą sam futuryzm już dawno temu przestał być szokujący, metal, plastik czy nawet pianka nie debiutują, lecz powracają. Czy tym razem na dłużej? I czy będziemy spotykać je na co dzień, wokół siebie, czy znów pozostaną czymś nieuchwytnym, zatrzymanym tylko na stronach magazynów o modzie – tych stronach, które najszybciej wylatują z pamięci?


Nawet sieciówki ryzykują i wprowadzają na półki ubrania i dodatki z nietypowych surowców albo w mocno nowoczesnej formie. Żelowych wstawek a’la Christopher Kane wprawdzie nigdzie indziej niż u rzeczonego nie widziałam, ale neopren (czyli wspomniana pianka) pojawił się jakiś czas temu nawet w H&M (nie wiem, dlaczego piszę „nawet”, w końcu oni całkiem szybko odpowiadają na zjawiska w modzie – może chodzi o to, że nie na aż tak śmiałe?).


A jak Wy myślicie? Rzeczywiście dzieje się coś nowego, coś, co będzie ewoluować, coś, w czym w końcu się zakochamy, czy to raczej przelotna (kolejna już) fascynacja nowoczesnością?


 



 



 



Zdjęcia: net-a-porter, Asos, COS, H&M, Vagabond, Orska, Topshop.

9

Sty

Tak czy nie?

Buty sportowe czy, jak to się teraz mówi, sneakersy, ruszały mnie ostatnio jakieś dziesięć lat temu. Mniej więcej wtedy dotarły do Polski słynne Puma Mostro – jedne z najpaskudniejszych i najbardziej pożądanych butów jednocześnie ;). Wprawdzie wspomnianych się nie dochrapałam, lecz dumnie nosiłam bardziej zwyczajną czerwoną parę, nie przejmując się, że do niczego nie pasuje. Kolejnych nie liczę jako sportowych, ponieważ, choć były sportowej marki, wykonane zostały z tweedu (lub materiału łudząco do niego podobnego) i nie oddzielały się już stylistycznie od tego, co wtedy nosiłam. Pożegnanie nastąpiło, gdy zaczęła wyłazić z nich gąbka i nic nie dało się już zrobić… :). Przerzuciłam się na buty znacznie bardziej urokliwe (o ile np. kowbojki mogą być urokliwe, decyzję każdy musi podjąć samodzielnie ;)), aż któregoś sierpniowego dnia 2010 roku trafiłam na ten wpis u Garance Dore traktujący o najnowszym wynalazku Isabel Marant (komu nie chce się go czytać, w skrócie chodzi o platformę ukrytą we wnętrzu buta, dzięki której noga wydaje się smuklejsza – jak na każdym podwyższeniu :)). Musiało minąć sporo czasu, zanim zdołałam się przyzwyczaić do tej przedziwnej bryły, nie było nawet szansy, żeby mi się spodobała. Lecz nagle… sama w to nie wierzę, ale nagle te zwariowane buty do mnie przemówiły. No dobrze, może nie w aż tak pstrokatej wersji. Czarna byłaby wystarczająca. Niekoniecznie potrzebna do szczęścia, ale interesująca. A co Wy myślicie o takich butach? Czy są tylko i wyłącznie straszne? A może działa magia nazwiska ich twórczyni, która czego się nie dotknie, zamienia w złoto?



Zdjęcie: mytheresa.com

9

Sty

Ratunek

Po szalonych zakupach przedświątecznych i stosie nietrafionych prezentów przychodzi ratunek :). To, co jednym niepotrzebnie zajmuje miejsce w szafie, dla innych może okazać się długo poszukiwanym skarbem. W sobotę 21 stycznia w Warszawie odbędzie się już po raz jedenasty wymiana ciuchów z cyklu Uwolnij Łacha. Wszystkie informacje można znaleźć tutaj.


5

Sty

TA torebka!

Pamiętacie tę torebkę projektu Ani Kuczyńskiej? Do niedzieli trwa licytacja na aukcji WOŚP, w której można ją kupić. Wygrywa ten, kto da więcej. Cel jest szczytny, więc satysfakcja z zakupu pozostanie z nami na dłużej niż zwykle. Zła wiadomość? Jest tylko jeden egzemplarz… Do wylicytowania będą jeszcze dwa pozostałe z kolekcji projektantki dla UPS.