11

lut

Typ leniwy

Przeczytałam gdzieś niedawno, że pewna urocza pani (której nazwiska już nie pamiętam) jest typem „jeans and t-shirt girl”. I zdałam sobie sprawę z dwóch rzeczy. Pierwszej: że czytam to już po raz nie wiem który o kolejnej osobie. A drugiej: że ja też pod ten typ podchodzę. Po erze sukienek w stylu lat pięćdziesiątych, fascynacjach wszelkimi możliwymi nawiązaniami do folkloru całego świata oraz bezkrytycznej miłości do nadużywanego wszędzie słowa „minimalizm” skończyłam w dżinsach rurkach i koszulce vintage z napisem „Led Zeppelin”. Od jakiegoś czasu noszę taki mundurek. Zimą dodaję sweter, latem podwijam lub skracam nogawki. Nazywam to uwolnieniem się od mody. Ale czy przypadkiem nie jest to po prostu lenistwo? Być może zaczęło się od porannych spacerów z psem. Gdy w pięć minut trzeba pokonać krótką, lecz wybitnie trudną trasę na dystansie łóżko – drzwi na klatkę schodową, nie ma czasu na twórcze komponowanie garderoby. Owszem, postanawiam sobie średnio co drugi dzień, że będę przygotowywać ubranie wieczorem, ale jeszcze nigdy nie udało mi się postanowienia wprowadzić w czyn.

 

Myślę sobie też, że „jeans and t-shirt girl” najlepiej być wtedy, gdy ma się:

 

a) nogi do samej ziemi
b) twarz Gisele Bundchen
c) osiem godzin snu co noc
d) nieograniczony dostęp do fryzjera
e) ulice Manhattanu jako stałe miejsce akcji :).

 

W pozostałych wypadkach nikt nie doceni „uwolnienia się od mody”, co najwyżej spojrzy z politowaniem, a jeśli nie daj Boże wie o tym blogu, politowanie będzie dwa razy większe ;))).

 

Choć jest mi dobrze, czasem jednak zdobywam się na wysiłek i porzucam mundurek na chwilę na rzecz sukienki. Sukienka jest rzeczą boską. Dla typów leniwych wręcz wybawieniem. Oto leży na podłodze jeden przedmiot, po przebudzeniu wkładasz ten przedmiot na siebie i strój gotowy :). Nie wiem, czy już tu pisałam, ale nie znoszę się stylizować. Może kiedyś odnajdowałam przyjemność w dopasowywaniu na sobie różnych rzeczy, które posiadam, ale teraz najbardziej się cieszę, gdy te rzeczy robią to za mnie. Dlatego moja szafa robi się coraz bardziej jednolita, a ubrania, choć z różnych źródeł, świetnie do siebie pasują. Wiadomo – jak może nie pasować t-shirt do dżinsów? :) Ale nie tylko o ten zestaw chodzi.

 

Być może dlatego szaleję na punkcie spójnych kolekcji. Niech to będzie kolor przewodni, styl, forma, cięcie, tkaniny. Niech to będzie cokolwiek, ale niech pasuje do reszty. W tym momencie nie odzywa się we mnie znawstwo mody, lecz wspomniane lenistwo właśnie. I tę potrzebę po raz kolejny zaspokoiła tajemnicza polska marka Nenukko. Najpierw był pokaz w Łodzi, potem mroczny, choć wcale nie straszny lookbook. Ubrania ponad wszelkimi podziałami, kobieta, mężczyzna – kto by się przejmował takim drobiazgiem jak płeć? Czyli tu moje ukochane lenistwo posunęło się do granic możliwości :). I wyobrażam sobie swoją szafę wypełnioną Nenukko od A do Z (a może od N do O? ;)), i widzę, że mogłabym tak żyć. Że mój wewnętrzny leń bardziej tęskni za ideą spójności niż konkretnymi częściami garderoby :).

 

P.S. Ponadto ubrania Nenukko wydają się być idealne do porannego zebrania z podłogi bez otwierania oczu – jestem przekonana, że wyglądałby tak samo dobrze, jak wyciągnięte prosto z szafy. I to jest komplement. Koniec, kropka.

 

 

 

 

 

 

Fot. Łukasz Szeląg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Przemek Dzienis

12 myśli nt. „Typ leniwy

Dodaj komentarz
  1. Gość: Sylwia, host-89-167-70-29.nplay.net.pl

    Ja w swoim lenistwie idę o krok dalej – zamiast dżinsów wskakuję w spodnie od dresu. Kto wie, może właśnie wyprzedzam trendy?

    Zdjęcia kolekcji ciekawe, chociaż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie proponują niczego nowego.

    Odpowiedz
     
  2. modologia

    Getry+bluza nietoperz (tudzież kimono, choć to nie to samo) – z takim zestawem jestem na ogól zrośnięta ;) I choć uwielbiam sukienki i sandałki na obcasach to tryb życia skazuje mnie na wybory jak najmniej skomplikowane. Natomiast w powyższej kolekcji brakuje mi żywych kolorów, bo kilka krojów w kolorze żółtym, szmaragdowym czy turkusowym widzę na sobie oczyma wyobraźni, ale szarości mówię „nie”.

    Odpowiedz
     
  3. millesoffashion

    Droga Harel, dzięki za notkę o mnie!:P (no może bez tego fragmentu o pracy w NY i długich nogach), też co raz częściej zauważam, że rano zamiast kombinować wybieram swój mundurek – u mnie są to woskowane czarne spodnie i marynarka – bez kombinacji, za to wygodnie:) Oharlotte Gainsbourg albo Emmannuelle Alt(moja faworytka ostatnio) a kończę jak…ja:)
    Nenukko mnie też absolutnie zachwyciło w Łodzi!

    Odpowiedz
     
  4. jagnesjag

    Powiem tak: jestem leniem i podpisuje się pod tym tekstem wszystkim czym się da. U mnie z leniwym podejściem do mody łączy się coś jeszcze, mianowicie „nic-mi-sie-nie-podobizm”, i wybrzydzanie. A sukienki kocham i czekam na trochę cieplejszą porę roku.Teraz bym zamarzła. Co do Nenukko…to chyba nie będę się wypowiadać, bo już podczas łódzkiego tygodnia mody piałam z zachwytu:)

    Odpowiedz
     
  5. Gość: Callista, 93.175.80.21*

    A dla mnie te rzeczy są okropnie bezkształtne, nieciekawe i bure. Ani jeden ciuch z ich kolekcji nie powędrowałby z chęcią do mojej szafy. I odnoszę wrażenie że skoro nawet modelki nie wyglądają w nich bosko a co dopiero taka „152cm ” ja.

    Odpowiedz
     
  6. metka_by_traczka

    Przecież to mnie ten post! :-) Zgadzam się w 100 % ze stwierdzeniem, że posiadanie psa i wolnego zawodu doprowadza do tego, że chodzi się w mundurku: jeansy + koszulka, z wariacjami adekwatnie do pory roku. U mnie strój musi byc potrójnie wygodny, bo projektowanie i szycie to ciężka fizyczna orka.

    Odpowiedz
     
  7. Gość: kelly, ip-91-102-113-34.beyond.pl

    Dla typu leniwego stworzono biżuterię – mam wrażenie, że ona zawsze mnie ratuje, kiedy mam na sobie proste dżinsy i sweter, zakładam jakiś naszyjnik/pierścionek/kolczyki XL i wtedy wszyscy się na nim skupiają – po problemie! ;) A przygotowanie rzeczy wieczorem wcale nie jest takie proste – zwykle tak robię (10 minut snu więcej!), ale przez zmienność pogody często muszę dokonywać zmian. Pogoda nie sprzyja modzie, szczególnie ostatnio ;)

    Odpowiedz
     
  8. Gość: haem, c30-201.icpnet.pl

    Harel zgadzam się całkowicie! Ja też po latach przebierania, eksperymentowania i przeginania zrosłam się z rurkami, tiszertem i ukochaną marynarką, której mogłabym nie ściągać. Sama nie wiem czy to lenistwo czy po prostu, jak ładnie to ujęłaś – uwolnienie od mody, choć mój facet zwykł mawiać, że nawet w dżinsach i tiszercie wyglądam stylowo, czym łechtał moje ego:) Właśnie siedzę ubrana w rurki, tiszert z nadrukiem i oficerki. Zakładam marynarkę i płaszcz i lecę w miasto! Hawk!

    Odpowiedz
     
  9. Gość: fashionitka, 94-75-110-9.home.aster.pl

    Na „tapczanie” siedzi leń i w leniwą niedzielę przegląda blogi ;-)! A na podłodze w sypialni zestaw mudurokowy: sukienka-tunika z Zary i inna z COSa na krześle. Over’n’over :-)! Zima mi nie pozwala na modowe szaleństwa, eksperymenty, trendy… Sprawdza się za to coś miłego, luźnego i z dodatkiem ciepłej szaliko-tuby. I już nie mogę się doczekać wiosny, gdzie powoli zacznie wkradać się kreatywność… :-)!

    Odpowiedz
     
  10. fafartuszki

    Jeśli chodzi o warunki, w których dobrze się wygląda w dżinach i koszulce – DITTO! DITTO! Czytając ten post w ogóle co chwila wyrywało mi się „Dokładnie!” (szczególnie, jeśli chodzi o zbieranie ubrań z podłogi ;)))

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *